![]() This work is licenced under a Creative Commons Licence |
Blog > Komentarze do wpisu
326. pomiędzy 'public sphere' i 'general intellect'
Architekci (i różni inni którzy się amatorsko zajmują miastem) lubią bezrefleksyjnie przechodzić od sfery publicznej do przestrzeni publicznej.
Jeśli sfera publiczna jest (nie-fizyczną) przestrzenią swobodnej wymiany myśli i poglądów, to dlaczego nie przełożyć tego pojęcia na fizyczną przestrzeń? Przestrzeń publiczna (w powszechnym przekonaniu) nierozerwalnie łączy się z publiczną własnością - jeśli przestrzeń ma prywatnego właściciela, nie może być publiczna. Dla Habermasa sfera publiczna jednakże dotyczy możliwości swobodnej komunikacji i znajduje się pomiędzy sferą prywatną a sferą związaną z władzą. Burżuazyjna sfera publiczna narodziła się (według niego) w XVIII wieku w opozycji do absolutystycznej władzy. Dlatego też, 'egzekucja' sfery publicznej następować może nie tylko na placach czy w parkach, ale również w kawiarniach, pubach czy w mediach albo w sztuce. Plan Nolliego, który jest swego rodzaju 'świętą ikoną' architektów dyskutujących o przestrzeni publicznej ![]() (http://www.archidose.org/Blog/nolli1.jpg)jest dokumentem łatwo wprowadzającym w błąd. Nolli dokonał rewolucyjnej (w swoim czasie) operacji - zrównując wszystkie przestrzenie nie-prywatne (a więc przede wszystkim place i wnętrza kościołów). Z mojego jednakże punktu widzenia, równie dużo sensu byłoby pokazanie w ten sam sposób (czyli jako białe plamy) również przestrzeni prywatnych (choć wtedy plan byłby raczej nieczytelny ;)), a zdecydowanie lepszym rozwiązaniem operowanie odcieniami szarości opisującymi różne stopnie kontroli poszczególnych fragmentów przestrzeni. Mój atak na przestrzeń publiczną (która, moim zdaniem nie istnieje) idzie z trzech kierunków: - po pierwsze (o czym już pisałem), przestrzeń publiczna jest pojęciem zbyt wąskim by skutecznie opisywać współczesne fenomeny miejskie jakim są przestrzenie mallów czy galerii. Przestrzenie te mogą być określane jako przestrzenie quasi - publiczne (Diane Ghirardo) lub też - co moim zdaniem ma więcej sensu, lecz wciąż jest narzędziem zbyt prymitywnym - przestrzeniami heterotopicznymi (Michiel Dehaene i Lieven De Cauterw) - po drugie, przestrzeń publiczna z zasady nie jest rzeczywiście publiczna (czyli dla wszystkich), ponieważ jest zdefiniowana ekskluzywnie zgodnie z kodami regulującymi współżycie międzyludzkie w danym społeczeństwie - po trzecie wreszcie, przestrzeń publiczna (jako idea) jest 'pustym NIE-znaczącym' (że sobie pozwolę zażartować z Laclau), jest przestrzenią martwą zarówno w sensie aktywizacji społecznej emocji jak też w sensie możliwej interakcji ze społeczno-politycznymi strukturami społecznymi. (oczywiście zdarzają się wyjątki - jak manifestacje czy zamieszki, ale takie same wyjątki mogą się zdarzyć w zakładzie pracy oraz w galerii handlowej). Jeśli więc przestrzeń publiczna jest konceptem niesprawnym intelektualnie, to czym ją zastąpić? Ciekawy i zaskakujący trop pozostawia nam być może Karol Marks. Jego koncept 'general intellect' oryginalnie służył do opisania procesu wzrostu znaczenia wiedzy (przede wszystkim w postaci wiedzy technicznej oraz umiejętności) w procesie produkcji oraz 'zrastania' się tejże wiedzy z maszynami, jako rodzaj kapitału. Każda maszyna - czy to silnik czy laptop - zawiera w sobie 'zamrożony' kapitał wiedzy (zarówno tej ogólnie dostępnej jak i wyjątkowej). Dziś, w pracach takich myślicieli jak Negri, Virno czy Marazzi znaczenie tego pojęcia się znacznie rozszerzyło - wiążąc się przede wszystkim z przejściem produkcji z maszyny w ciało (np. programisty czy naukowca). Dla mnie jednak nie ten aspekt jest interesujący. Ja chcę przeinterpretować 'general intellect' w inny sposób. Mój konstrukt wspiera się na dwu filarach: - po pierwsze, nie tylko maszyny czy budynki, ale również sama przestrzeń produkowana w procesie społecznych interakcji zawiera w sobie 'general intellect' - po drugie, interesuje mnie proces produkcji / kodowania i de-kodowania 'general intellect' w przestrzeni. Przestrzeń o której mówię (którą kiedyś, z braku lepszej nazwy określiłem jako przestrzeń inter-akcji) nie jest więc 'pustym nie-znaczącym' lecz jest maszyną (re)produkującą 'social realm' i tylko jako taka ma znaczenie dla analizy przestrzeni miasta. W ten sposób rozpocząłem - mam nadzieję - proces ostatecznej likwidacji szkodliwego pojęcia 'przestrzeni publicznej'. Ciąg dalszy nastąpi (choć niekoniecznie na blogu...). czwartek, 26 listopada 2009, krzysztof_nawratek
TrackBack
Komentarze
Gość: Joanna Erbel, public-gprs14686.centertel.pl
2009/11/26 16:07:35
Krzysztofie, wręcz przeciwnie - "przestrzeń publiczna" to właśnie jest puste znaczące. Tak jak Laclau je definiuje, to "puste znaczące może w konsekwencji pojawić się jedyne wtedy, gdy w znaczeniu jako takichm zawiera się strukturalna niemożliwość, i wtedy tylko, jeśli niemożliwość ta może oznaczać samą siebie jako zerwanie (zniesienie, zniekształcenie etc.) struktury znaku". (Emancypacje, s. 68, E. Laclau)
To własnie przez to, że jest tak niezdefiniowane, szerokie, jak słusznie twierdzisz, ale pomimo to, co piszesz (i co pisałeś w Kulturze Liberalnej )posiada ono ogromny potencjał mobilizacyjny. To fantazja o "przestrzeni publicznej (dobrej jakości)" jest tym, co potrafi zjednoczyć do wspólnej pracy różne osoby, które zajmują się miastem, a jak się im przyjrzeć bliżej mają rozbieżne światopoglądy (od lewa do prawa). Raz jeszcze ponawiam apel o więcej uwagi, a mniej szorstkiej czułości względem aktywistek, aktywistów i miejskich ruchów społecznych. 2009/11/26 17:25:42
g625: na pewnym poziomie abstrakcji wszystko sie wiaze ze wszystkim, ale gdy przyjrzeć sie blizej - podobienstwo znika.
Joanno: a czy przypadkiem nie jest tak, ze Ty po prostu z calego serca chcesz uznac przestrzen publiczna jest istotna? czy moglabys ustosunkowac sie do mojej argumentacji nie czepiajac sie zartu z Laclau? ja to widze niemal jak fanatyczny kult religijny - Wyznawcy Przestrzeni Publicznej... ;) i owszem - w pewnym zakresie PP daje Wam mozliwosc mobilizacji spolecznej - pytanie jakiego rodzaju jest ta mobilizacja i dokad prowadzi... 2009/11/26 18:02:55
Mazur w Cybernetyce zwraca uwagę na łączenie właśnie wszystkiego ze wszystkim. Dlatego General Intellect może być pod tym kątem rozpatrywane.
2009/11/26 18:04:08
... ale general intellect to nie jest 'laczenie wszystkiego ze wszystkim'...
Gość: Joanna Erbel, chello087206138051.chello.pl
2009/11/26 20:48:27
Krzysztofie, to nie tylko moje życzenie (chociaż pewnie też), ale również obserwacja. Tak się składa, że "przestrzeń publiczna" ma całkiem niezły potencjał rewolucyjny. Jeśli o mnie choszi to chętnie mobilizowałabym się również wokół innych haseł: dostępu do kultury i miejsca w mieście na alternatywną (bezpłatną) kulturę (miałam brać udział w spotkaniu na skłocie w Wwie, ale jego byt jest zagrożony) lub heterogenicznej społecznie tkanki miejskiej czy idąc w drugim kierunku: walki o prawa dla aktorów poza-ludzkich.
ps. Czy przeszedłeś labirynt z okładki kultury popularnej? ps.2. co o moim położeniu mówi namierzacz IP z poprzedniego posta? 2009/11/26 21:21:27
Joanno: moim zdaniem, przestrzen publiczna ma minimalny 'potencjal rewolucyjny', przede wszystkim ze wzgledu na swa opresyjna, burzuazyjna nature (o czym jest wpis pod ktorym dyskutujemy). to nie przestrzen publiczna jest ogniskiem mobilizacji, lecz partykularne (egoistyczne) interesy, ktore czasami sa realizowane w takiej a czasami w innej przestrzeni. z tego tez wzgledu zdecydowana wiekszosc 'ruchow miejskich' w PL jest mieszczanska i konserwatywna.
wiem ze sie z tym pogladem nie zgadzasz, twierdzac ze to wszystko lewica i kobiety - ale kilka warszawskich aktywistek jakos mnie nie przekonuje. wybacz moj upor. nie uzurpuje sobie jednakze przywileju nieomylnosci - moim zadaniem jest pytac i podwazac obowiazujace przekonania. chetnie wiec odszczekam swoje slowa... ...jak zobacze dowody ze sie myle. ps1 - nie ps2 - ze jest nie do pozazdroszczenia? ;)
Gość: kurnik, anna2371.net.autocom.pl
2009/11/26 21:43:02
Przestrzeń publiczna sama w sobie ma mały potencjał rewolucyjny, w tym się zgadzam. Nie jest przecież czynnikiem aktywizacji, a jedynie miejscem pojawiania się działalności różnych grup i jednostek oraz ich kontaktów i interakcji. Te osoby i grupy przecież "przynoszą" swój potencjał do przestrzeni, a nie czerpią go z niej. Można wręcz powiedzieć, że jednoznacznie prywatna przestrzeń czy miejsce ma większy potencjał aktywizujący (przykład Bank of England i alterglobalizacyjnych protestów, niszczących siedziby korporacji i sieciowych sklepów).
Tym niemniej dwa pierwsze punkty krytyki są dyskusyjne: 1. Jeśli chodzi o definicję, każdy może zaproponować swoją, bez zmiany obiektu definiwanego. 2. Oczywiście przestrzeń publiczna nie jest i nigdy nie będzie dla wszystkich i chyba nie o to w niej chodzi. Mam nadzieję, że stwierdzenie w tym punkcie nie było "czepianiem się" społeczeństwa, wprowadzającego swoje reguły na danym terytorium. Bo w takim wypadku jest to zupełnie nieadekwatne. W przeciwnym - znowu kwestia definicji i podejścia do problemu. Wydaje mi się, że ciągle chodzi tu o zaproponowanie takiej przestrzeni, która nie udawałaby publicznej przez swoje "otwarcie", ale raczej skłaniała do ujawniania się postaw i poglądów grup i jednostek, a przez to prowadziła do konfliktu oraz jego negocjacji. Tylko, że znowu pojawia się tu zastrzeżenie w postaci tego, że strony konfliktu nie mają równoważnych zasobów, żeby negocjacje te odbywały się w sposób "sprawiedliwy". Pesymistycznie rzecz ujmując, rezygnacja z choćby wadliwej przestrzeni publicznej może w dużej mierze ułatwić kolonizację przestrzeni przez silniejszych aktorów, pogłębiając różnice. Czekam na dalszy ciąg tego wątku z niecierpliwością, żałując, że akurat za tydzień muszę wyjechać z Krakowa... Pozdrawiam.
Gość: Łukasz Kuś, 212.106.166.13*
2009/11/28 00:34:29
@625 W tej ksiazce "łączeniem wszystkiego z wszystkim" zajmuje sie własciwie to sam Mazur. Pojęcia którymi się posługuje są bardzo nieprecyzyjne. Cybernetyczny zargon wcale nie czyni wywodu ściślejszym.
|
www.math.uni.opole.pl/~ebryniarski/cybernetyka%20i%20charakter.pdf
Polecam!