Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Blog > Komentarze do wpisu
347. a może to był tylko sen...
Nie wiem ilu moich czytelników pamięta jeszcze lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku. Ja trochę pamiętam.
Byłem wtedy dość typowym katolikiem (ultraskie skrzywienie przyszło później) i nosiłem po szkole cegły na budowę parafialnego kościoła.

To był dość niesamowity czas - kościołów nie budowały wielkie firmy (co w zasadzie stało się normą po roku 1989, by wspomnieć choćby budowę bazyliki w Licheniu przez firmę Budimex) lecz parafianie. Interesującym również byłoby wspomnieć że cegła, z której te kościoły przede wszystkim budowano była wtedy produkowana przede wszystkim przez małe, często prywatne cegielnie...

To był dość niesamowity czas również dlatego, że głosem kościoła był wtedy Tischner a nie Rydzyk, a w najbardziej 'bojowych' parafiach można było posłuchać i Macierewicza i Michnika.
Katolicki personalizm w połączeniu z chadeckim kapitalizmem był ofertą, która swoim humanizmem przebijała deklarowany 'humanizm' oficjalnej władzy, która polewała nas gówniarzy armatkami wodnymi czy goniła lejąc pałami (nie, nie jestem kombatantem - nigdy pałą nie dostałem).
I to ten humanizm, poczucie wspólnoty oraz wolność małego handlu czy niemal rzemieślniczej produkcji pamiętam z lat osiemdziesiątych (pamiętam też beznadzieję końca PRLu oraz radość z roku 89).

Tym co wciąż wydaje mi się interesujące z tego okresu to właśnie udział kościoła w budowie kapitalizmu (wpływ na produkcję materiałów budowlanych, usługi) oraz 'społeczeństwa obywatelskiego' (organizacje katolickie, kluby dyskusyjne, pielgrzymki...). To był jednak zupełnie inny kapitalizm, niż ten 'realny', który wymiata bazarowych kupców by zrobić miejsce dla międzynarodowych korporacji.

Ciekawe jest jak łatwo daliśmy się (jako społeczeństwo) oszukać, jak łatwo było nam podmienić jeden model na drugi, jak łatwo było zastąpić myślenie Tischnera na resentymenty Rydzyka.

A może to wszystko tylko mi się śniło... wszak kościół, którym zachwycałem się prawie dwadzieścia lat temu, dziś już jakoś mniej zachwyca...


(zdjęcie stąd: http://www.wilkowyje.pl/)
środa, 17 lutego 2010, krzysztof_nawratek

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
andsol-br
2010/02/17 16:10:51
Nie całkiem na temat, ale... przyjaciel ze Stanów opowiada, że budowali tam Rodacy kościół, a jak stanął, stał się własnością Kościoła. A że Kościół jest winien duże pieniądze na odszkodowania (przez okrucieństwo organów sprawiedliwości - znane historie z niekościelnymi rozrywkami pracowników Kościoła), kościół zajęto i nie wiem czy już sprzedano dla jakiegoś innego Kościoła lub firmy, czy też walka trwa. Ale wyobraziłem sobie jak byś się czuł patrząc na budowlę mającą w sobie Twój czas i wysiłek, która jest przekazana na zupełnie inne cele...
-
Gość: , *.range86-155.btcentralplus.com
2010/02/17 16:13:40
generalnie to ja jestem dosc podejrzliwy wobec wszelkich instytucji religijnych...

wiele rzeczy ma w sobie moj czas i wysilek, wiele rzeczy z ktorymi juz nie czuje zadnego zwiazku. ciezka sprawa, dluga dyskusja...

ale to tez dygresja do Twojej dygresji :)