![]() This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html |
Blog > Komentarze do wpisu
404. beyond Gehl
W najnowszym numerze monocle ranking najlepszych miast do życia. Wygrywa konserwatywne Monachium, moje ukochane Helsinki na piątym miejscu, na 22 Portland - miasto o wysokim bezrobociu i przestępczości, ale miasto, które jest 'cool'.
Na drugim miejscu w rankingu (tylko troszkę mniej konserwatywna niż Monachium) Kopenhaga, wśród miłośników 'ludzkich' miast znana przede wszystkim ze swoich pionierskich (lata 70te) wysiłków zmierzających do redukcji ilości samochodów w centrum miasta. Oraz oczywiście z Jana Gehla (z którym krótki wywiad można zobaczyć tutaj), człowieka, którego każdy kto interesuje się miastem musi znać. Problem z ideami Gehla w Polsce polega na tym, że z jednej strony dla większości polskich polityków to wciąż są bajki o żelaznym wilku (pastwiłem się trochę nad wypowiedziami kandydatów na kandydata na prezydenta Katowic ostatnio - wypowiedzi tych panów są właśnie takie), jednak z drugiej pomysły Gehla mają czterdzieści lat! i dziś są takim mieszczańskim (jak się komuś nie podoba sposób użycia tego słowa to trudno) standardem, który w zasadzie niczego już nie wnosi. To jest trochę problem wobec którego stają polscy miejscy aktywiści - oni wiedzą, że walka o ścieżki rowerowe i dostęp do skwerów to tylko kopiowanie tego co w Kopenhadze (i wielu innych miastach) jest oczywistością. Aktywiści - szczególnie lewicowi miejscy aktywiści - mierzą znacznie wyżej, lecz nie mogą po prostu przeskoczyć walki o lepsze życie, o rowery i piesze pasaże (nawet jeśli jeżdżą i chodzą nimi tylko ci, których na to stać). Ostatnio spędziłem niezwykłe miły wieczór w Łodzi, gdzie wyspy mieszczańskich (lub po prostu inteligenckich) rozrywek zanurzone są w morzu rozrywek plebejskich. Ta współegzystencja - która jest pewnie jedynie złudzeniem turysty - była poruszająco pięknym fenomenem prawdziwego miasta. Nawet jeśli to ułuda, to chcę w nią wierzyć. Rozmowy na temat Łodzi dotyczyły też strategii rozwoju, przede wszystkim koncentrując się na kulturze, jako potencjalnym czynniku wzmacniającym rozwój miasta. Wspomniany Portland mógłby być przykładem, że to działa (albo wręcz przeciwnie - że działa, ale jedynie dla części mieszkańców). Problem w tym, że to co działa w centrum, niekoniecznie działa na obrzeżach. Jedyna wizja miasta, która może mieć siłę to idea miasta egalitarnego, miasta dla wszystkich. Nie miasta w którym spychamy poszczególne grupy w getta, lecz miasta w których różni ludzie uczą się ze sobą współegzystować (jak w tej mojej wieczornej, wymyślonej Łodzi). Moje ostatnie notki na temat Krzyża* dotyczyły w zasadzie jedynie tego - że Krzyż pokazał nienawiść do miasta jako miejsca współegzystencji. Walczyć należy z krzyżem w sejmie i religią w szkole (nie wspominając już o komisji majątkowej), ale niekoniecznie w przestrzeni publicznej. Stoimy więc przed heroicznym zadaniem wyjścia poza Gehla, poza mieszczańskie standardy (które w PL są standardami dla wybranych), poza proste kopiowanie tego co jest gdzie indziej, wreszcie poza marzenie 'żeby u nas było tak jak na zachodzie'. Zadanie to jest trudne niezwykle, lecz nie mamy innego wyjścia. Walka o miasto dla wszystkich, o odrzucenie partykularnych egoizmów jest też walką o lepszą Polskę, o społeczeństwo polityczne a nie wrogie grupy kierujące się plemienną lojalnością. To co się w PL o mieście mówi i piszę daje nadzieję, że nie jest to zadanie niewykonalne. ......... * Tym razem WO wraz ze swoimi akolitami sobie na mnie poużywali i niech im to wyjdzie na zdrowie, ja tylko odesłałbym wszystkich moich czytelników (i stałych i przypadkowych) do tekstu Piotra Ikonowicza, który kiedyś był razem z WO i dziś wciąż tam stoi. Tekst może i trochę naiwny i trochę egzaltowany, ale ja wciąż wyżej cenię dobrą naiwność niż cynizm nuworyszy i wannabe elity. sobota, 14 sierpnia 2010, krzysztof_nawratek
TrackBack
Komentarze
2010/08/14 13:40:15
doktorze: ależ mnie ekstatycznie będzie cieszyć jeśli kościół przestanie być trendy (choć mam wrażenie, że ten proces rozpoczął się już jakiś czas temu, tylko że teraz dostał poparcie GW i innych mediów)!
co mnie martwi to właśnie to, że będzie to 'wojna o krzyż na Krakowskim Przedmieściu' a nie o krzyż w sejmie czy szkole. jeśli jednak liberalny tłum można popchnąć dalej - super! druga wątpliwość dotyczy tego kto w tej wojnie walczy - z jednej strony liberalne media i liberalny tłum, a z drugiej 'obrońcy krzyża'. zauważyłeś, że kościół się z tej wojny wymigał? takie mam wątpliwości. w świecie rządzonym przez liberalne media one najwyraźniej są skandalem - co bawi mnie niepomiernie :) 2010/08/14 16:05:55
Stoimy więc przed heroicznym zadaniem wyjścia poza Gehla, poza mieszczańskie standardy (które w PL są standardami dla wybranych), poza proste kopiowanie tego co jest gdzie indziej, wreszcie poza marzenie 'żeby u nas było tak jak na zachodzie'.
A co w tym heroicznego, skoro poradziła sobie z tym pewna pani, i to wcześniej? Jane Jacobs naturalnie ;) 2010/08/14 17:09:04
g625: to było 50 lat temu :) problemy wobec których ona stanęła były zupełnie inne - to był szczyt fordystycznego modernizmu, tego się nie da już zastosować poważnie, to byłaby jeszcze bardziej replika, kopia niż próba przeszczepienia Gehla na warunki miasta post-socjalistycznego.
więc uzupełnię - musimy wyjść poza Gehla i Jacobs! ;)
Gość: kurnik, chello089075018075.chello.pl
2010/08/14 20:46:26
No tak, ale mam niejasne przeczucie, że jak już będziemy pięknie śmigać po sieci dróg rowerowych i popijać latte na uporządkowanych placykach zabaw w otoczeniu swoich pociech to nie będzie nam się chciało ruszać dalej.
2010/08/14 20:54:21
kurnik: to jest poważne niebezpieczeństwo, ale właśnie po to mamy takich ludzi jak Ikonowicz czy inni bezkompromisowi radykałowie. nadciąga też młode pokolenie - bez pociech i bez wypasionych bryk. gdzie my upuścimy chorągiew, oni ją podniosą (być może będą musieli nas dobić...)
Gość: kurnik, chello089075018075.chello.pl
2010/08/14 22:08:24
Mnie to na pewno będą musieli dobić...
2010/08/15 16:36:15
W "Monocle" istotny tajk naprawde, z punktu widzenia tematyki tego blogu, jest dzial "outposts of opportunity". Jezeli jakies miasto bedzie takim outpostem, to bedzie tez magnesem. Kwestia otwarta - opportunity to do what? Czy jakies polskie miasto moze byc cool? To zalezy. Polska jest naturalnie "hip", ale 'cool' to bedzie gdy Polacy zaczna uczciwe "przepracowywac", jak to nazywa dr.Iza Kowalczyk swoja kulture. Polska jest cos winna swiatu . Chocby to zeby nie byc ciezarem dla innych.
.............. Nie bardzo tez rozumiem - czy ty byles w miescie Lodzi, czy wyobraziles sobie miasto Lodz? 2010/08/15 17:16:54
halfie: byłem ostatnio (dokładnie 31 lipca/1 sierpnia) w Łodzi od godziny 20:00 do 11:00 :)
więc bardziej sobie Łódź wyobraziłem, niż zobaczyłem - ale zrobiłem to na podstawie jednak pewnego doświadczenia (oraz opowieści mieszkańca Łodzi). |
wyborcza.pl/1,76842,6045424,Kosciol_chce_Bialoleki.html
I przed "wojną o krzyż" był liberalny tłum i był kościół. A jednak "wojna o krzyż" IMO i IWOO coś zmienia. Chociażby to, że Kościół może w końcu przestanie być trendy:
www.daily.art.pl/index.php?d=2008-11-17
Nie wiem, czemu jako lewica mielibyśmy nie doceniać siły opierającej się na dystynkcji estetycznej. ;)