![]() This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html |
Blog > Komentarze do wpisu
406. ostateczny upadek miast Zachodu
Najnowszy felieton Joanny Erbel na KP jest rozwinięciem? polemiką? mojego wpisu 'beyond Gehl'.
Ten tekst może być odczytany jako pytanie - co robić? I jako
przestroga, że poprawiając fragmenty, wcale nie musimy poprawiać
całości.
Tekst Joanny spowodował (i pewnie jeszcze spowoduje) nerwowe reakcje miejskich aktywistów, zawsze skłonnych wyżej cenić konkretne działanie, niż pisanie i gadanie (swoją drogą, Joanna zdaje się podzielać - do pewnego stopnia - tę opinię). Myślę jednak, że nie powinniśmy (i to jest również, a może przede wszystkim uwaga, którą kieruję do samego siebie) dawać się 'szantażować' aktywistom - oprócz działania, ponieważ namysł, czasem bardzo krytyczny, nad tym po co i dlaczego cokolwiek się robi, jest moim zdaniem niezbędny. Ten namysł powinien dotyczyć również kwestii fundamentalnych, nie tylko rodzaju nawierzchni czy szerokości ścieżki rowerowej. Namysł powinien dotyczyć sensu istnienia miasta jako takiego. W 2008 roku, w szczycie spekulacyjnej bańki, Allen J. Scoot opublikował książkę 'Social Economy of the Metropolis. Cognitive-Cultural Capitalism and the Global Resurgence of Cities'. Książka ta stawia podwójną tezę (nie jest ona oryginalna i to właśnie sprawia, że warto z nią podjąć dyskusję): miasta są efektem i naturalnym środowiskiem dla kapitalizmu, a kapitalizm kognitywny, kapitalizm oparty na wiedzy jest/będzie epoką ekstatycznego rozkwitu miast. Problem w tym, że współczesne miasta w świecie zachodnim albo istnieją siłą inercji (o czym już kiedyś pisałem) albo się raptownie kurczą (fenomen 'shrinking cities' w Niemczech czy Stanach Zjednoczonych) albo - jak Berlin - istnieją tylko (owo 'tylko' jest oczywiście chwytem retorycznym, proszę mnie nie łapać za słówka) za sprawą woli politycznej i są 'dotowane' przez to, co poza miastem. (W Berlinie nie ma przemysłu, mieszka tam za to mnóstwo ludzi, których można zaliczyć do 'creative class' i jak wiadomo, Berlin ma olbrzymie długi.)Są też miasta 'place zabaw' jak Dubai czy Wolfsburg. Mimo tego, że Tofler nie jest już dziś modny, jego przewidywania dotyczące ucieczki ludzi poza duże ośrodki miejskie wydają się jednak sprawdzać. To wynika również z tego, jak wiedza jest produkowana i przekazywana (o czym też już wielokrotnie pisałem). Wbrew więc tezie Scotta, wydaje się, że kapitalizm kognitywny jednak miastom nie służy... Miasta, które rosną, to miasta azjatyckie, południowoamerykańskie czy afrykańskie. Miasta, które bynajmniej nie są 'post-industrialne', lecz - co szczególnie dotyczy miast chińskich - łączą w sobie siłę miasta przemysłowego z miastem jako ośrodkiem produkcji wiedzy oraz konsumpcji. Problem w tym, że nie jestem do końca pewien, że to są jeszcze miasta. A już zupełnie nie jestem przekonany, że to są modele, które chcielibyśmy naśladować. Chociaż z drugiej strony - nawiązując do krótkiej dyskusji pod poprzednim wpisem - jakość życia jakiej doświadczyłem w Szanghaju była wyraźnie wyższa niż ta w Rydze, przy podobnym statusie ekonomiczno-społecznym. Podtrzymałbym więc swój apel by budować miasta przede wszystkim oparte na idei równości, ale jeszcze bardziej, by budować miasta, które bardziej będą podmiotami, a nie zgęszczeniami globalnych pływów. Miasta-maszyny, miasta-przedsiębiorstwa (w takim XIX wiecznym znaczeniu - gdy przedsiębiorcy dbali o biologiczną reprodukcję swojej siły roboczej), w końcu miasta 'spowolnione', miasta stabilne. Szaleństwo pływu, sieci, nadprodukcji, kreatywności, zgiełku nie tylko nie podnosi jakości życia w mieście, ale - i to jest teza, która ośmielę się zaryzykować - doprowadzi miasta Zachodu do upadku. czwartek, 19 sierpnia 2010, krzysztof_nawratek
TrackBack
Komentarze
g625
2010/08/19 16:21:31
Kalifornia to nie miasto, a jest synonimem świata kapitalizmu kognitywnego.
Gość: kurnik, chello089075018075.chello.pl
2010/08/19 19:56:30
"Miasta-maszyny, miasta-przedsiębiorstwa (w takim XIX wiecznym znaczeniu - gdy przedsiębiorcy dbali o biologiczną reprodukcję swojej siły roboczej)" - WTF?!
Nie za bardzo widzę taką drogę do tyłu, pomijając kwestie związane z tym, czy faktycznie miasta miały kiedyś większą podmiotowość (w sytuacji kształtowania światowego systemu gospodarczego - już w XIX wieku - oraz silnej władzy państwa). Nie wiem też czy faktycznie wieścić można upadek miast, nawet w kontekście sieci przepływów i systemu światowego. Sassen z kolei pisała, że traktowanie pozycji miasta jako punktu węzłowego może paradoksalnie wzmacniać jego status. Nie, żebym sie specjalnie z nią zgadzał, ale... Poza tym "budować miasta na idei" - wakacyjne marzycielstwo? Ogólnie rzecz biorąc łapanie aktywistów za nogi i ściąganie do poziomu bardziej ogólnego spojrzenia oceniam pozytywnie, bo czasem są zbyt aktywni... Jak by się chciało tak naprawdę ponarzekać, to można wręcz stwierdzić, że w kontekście kształtowania miasta aktywiści są szkodnikami, bo potwierdzają czynem neoliberalny, indywidualistyczny, estetyzujący, a nawet czasem hedonistyczny porządek. Pzdr. 2010/08/19 20:36:13
W ostatnim numerze "Foreign Policy" jest trochę ciekawych tekstów o tym, co dalej po upadku miast Zachodu - www.naszaprzestrzen.pl/2010/08/swiat-zosta-zurbanizowany-i-co-dalej.html
2010/08/19 20:36:40
kurnik: ale ja nie zachęcam do 'drogi do tyłu', a tylko do przemyślenia (powtórnie?) miasta przemysłowego - szczególnie tego XIXwiecznego - bo to był moment największego sukcesu mieszczanstwa. trudno uczyć się tylko z przyszłości (robimy to, budując utopie), trudno tylko z teraźniejszości jeśli nie widać szerszego kontekstu.
'miasto globalne' Sassen w zasadzie niemal zaraz po ogłoszeniu przestało obowiązywac jako funkcjonująca teoria, zaraz się to rozmyło w region. nie bardzo rozumiem zastrzeżenie do 'idei' - w końcu jakaś teoretyczna struktura jest potrzebna, czyż nie?
Gość: kurnik, chello089075018075.chello.pl
2010/08/19 20:59:52
No to właśnie nie wiem czy warto analizować miasto silne mieszczaństwem, skoro ani go już nie ma, ani go nie chcemy. Pozostałe wątpliwości podtrzymuję.
Nie odwoływałem się do Sassen (1994), tylko do Sassen (2001). Poza tym fakt, że ogólnie jej wywody się zdezaktualizowały (zgoda), nie oznacza od razu, że wszystkie argumenty, które przedstawia są niewłaściwe. Potrzeba idei jest bezdyskusyjna. Po prostu wcześniej zabrzmiało to jakoś tak... utopijnie? 2010/08/19 21:09:40
kurnik: ale to był jednak moment w którym łódzcy przedsiębiorcy budowali miasto korzystając w łódzkich banków i łódzkiej klasy robotniczej - budowali 'tu', by sprzedawać 'tam'. dziś się produkuje gdziekolwiek by sprzedawać tu (a siła robocza jest jedynie eksploatowana, a nie reprodukowana by być eksploatowana). choćby ze względu właśnie na to odwrócenie myślę, że warto jednak popatrzyć na miasto przemysłowe.
również w kontekście Chin, przy dość ścisłej kontroli zarówno przepływu mieszkańców, braku prywatnej własności ziemi oraz planowania. miasta chińskie jednak są znacznie mniej 'post' niż miasta Zachodu - może również w tym tkwi przyczyna ich sukcesu (gospodarczego)? na przepływie korzysta wyłącznie centrum i jego miasta - myślę, że to też jest warte analizy i zastanowienia. utopijne... nie, to są szkice - nie oczekuj od notki na blogu tego, czego ona dać Ci nie może (taką złotą myśl wygłoszę :-P)
Gość: pacyfik, dynamic-78-8-118-142.ssp.dialog.net.pl
2010/08/20 00:05:30
1.Co do tekstu p.Erbel(po części komentującego inny tekst)-miasta egalitarnego nigdy nie było,nie ma i nie będzie;natomiast rolą nowocześnie myślącej władzy publ. winno być przynajmniej nie wyolbrzymianie(celowe-co często dzieje się w Polsce...) różnic.Zaś absolutnym planem minimum: próba(przynajmniej) zapewnienia pokojowej koegzystencji rozmaitych grup,grupek i grupeczek.Bo że i w Polsce dokonała się znacząca(zbyt) fragmentaryzacja miejskiej społeczności,to chyba się zgadzamy? W tym kontekście nawet ścieżki rowerowe mogą stać się problemem(rowerzyści jako sekta na specjalnych prawach?-taki żarcik).2.Powrót do miast XIX-wiecznych,z różnych względów, jest niemożliwy.Starajmy się raczej przynajmniej jak najmniej dawać odczuć wykluczonym-że są wykluczeni;to taki program minimum, który ośmielam się proponować.Wszystko co ponadto-to już great sukcess.Primum non nocere!
2010/08/20 00:55:46
Teraz trochę nawiązania do XIX w. jest, w końcu to wtedy powstawały towarzystwa mieszczańskie, zaczynające od postulatów budowy parków (neoliberalni aktywiści), potem moderniści wzywali do poprawy warunków życia klas robotniczych (nowa lewica), czy chiński neoliberalizm jest zapowiedzią powrotu do XX-wiecznych totalitaryzmów?
ps: wiem, mocno naciągnąłem ;) 2010/08/20 08:05:31
g625: ależ oczywiście, że szczególnie w polskim kontekście (i będę podkreślał, że to jest jednak wyjątek a nie reguła) profilowanie się młodych miejskich aktywistów jako kontynuatorów XIXwiecznych towarzystw mieszczańskich jest niezwykle interesujące.
i nie ważne jaki mamy do tych ruchów stosunek, dla mnie interesujące w nich jest właśnie owo budowanie podmiotowości miasta i jego mieszkańców. co do Chin to odpowiem Ci za jakiś czas (we wrześniu spędzę tam trzy tygodnie w zwiazku z pewnym projektem badawczym) ale mam narastającą intuicję, że wrzucanie do jednego worka neoliberalizmu amerykańskiego i zachodnioeuropejskiego oraz tego co się dzieje w Chinach jest błędem - wydaje mi się, że to takie uproszczenie, które gubi kluczowe subtelności. wrócę do tego jak będę wiedział więcej :)
Gość: kurnik, chello089075018075.chello.pl
2010/08/20 12:13:01
To ja się jeszcze przyczepię do tych łódzkich przedsiębiorców. Nie jestem przekonany czy eksploatacja siły roboczej w dziewiętnastowiecznym mieście przemysłowym jest czymś, do czego warto się odwoływać. Zresztą teza o reprodukcji, a nie tylko eksploatacji jest dyskusyjna, jeśli weźmie się pod uwagę fakt gwałtownej urbanizacji, która wskazuje, że miasto zasysało i wykorzystywało całą swoją bliższą i dalszą okolicę. Reprodukcja siły roboczej w mieście już tak dobrze się nie sprawdzała, no może tylko w okresie gdy robotnicy zyskali większe prawa polityczne i ekonomiczne, co jednak nie do końca jest zasługą posiadaczy kapitału. Podejrzewam, że w Chinach obecnie proces jest bardzo podobny (migracje ludzi ze wsi, miasto jako jedyne miejsce, gdzie można - marnie, to marnie - zarobić). Co by było, gdyby Chiny liczyły nie 1,3 miliarda ludności, a np. 500 mln? Pewnie też zasysałyby dużą liczbę imigrantów lub przenosiły część produkcji. Poza tym, sam napisałeś, że miasta azjatyckie nie są wzorem, który chcielibyśmy uskutecznić...
Jak dla mnie ciekawszy jest okres przemysłowego miasta modernistycznego, gdy jeszcze było dużo pieniędzy, a władza ponadregionalna mocniej się trzymała. Jeszcze uwaga co do aktywistów. Jeśli faktycznie nawiązują do wzorów mieszczan z XIX wieku, tym gorzej. Przypuszczam, że ich (aktywistów) działania mają mały potencjał egalitarny i inkluzywny, co nie znaczy, że należąc do klasy średniej nie pochwalam niektórych inicjatyw. Tyle, że nie posłuży to raczej do "budowania na idei". To co napisał Pacyfik, że nawet ścieżki rowerowe mogą się stać problematyczne, jest o wiele ciekawszą wskazówką. PS. Złotą myśl przyjmuję. Została mi w innej formie przedstawiona już po moim pierwszym komentarzu na tym blogu... Miłego dnia. 2010/08/20 23:07:55
kurnik: po pierwsze, niekoniecznie odwoływać, bardziej przemyśleć. ok - zgoda, miasta dziewiętnastowieczne zasysały siłę roboczą i to samo robią miasta chińskie - ale próby reprodukowania tej siły roboczej były podejmowane.
ja będę obsesyjnie powracał do podmiotowości miasta - jak nie masz podmiotu, który decyduje, to nawet próby podjąć nie możesz... o jakim momencie myślisz pisząc o przemysłowym mieście modernistycznym? ale zdaje się, że o mostach Mosesa, to znaczy o politycznym i społecznym wymiarze infrastruktury (ścieżek rowerowych) już żeśmy kilka razy tu dyskutowali?
Gość: kurnik, chello089075018075.chello.pl
2010/08/22 20:39:37
Chodzi mi o okres od pierwszych kompleksowych prób napraw miasta przemysłowego do momentu, kiedy przyszła Jane Jacobs i zepsuła wszystkim betonową zabawę :)
Wydaje mi się, że to właśnie wtedy miasto było zarówno podmiotem, jak przedmiotem, co wyrażało się w tym, że była dopuszczona możliwość zmiany społecznej przez transformację przestrzeni miejskiej i inne tego rodzaju urządzenia. Przy tym były to głównie interwencje odgórne, czyli miasto było polem działania zewnętrznych sił, ale traktowane jako miejsce szczególne, gdzie idee nowoczesności mogą być w pełni zrealizowane. [1. Mówię o typie idealnym miasta. 2. Mieszkańcy mieli mało do powiedzenia, ale to jest właśnie główna nauka na przyszłość. 3. Sprowadzanie tego do kwestii infrastruktury/ścieżek rowerowych jest trochę spłaszczaniem problemu.] 2010/08/23 07:21:59
kurnik: czyli lata 45-80 w PRLu? :-P
były to głównie interwencje odgórne, czyli miasto było polem działania zewnętrznych sił, ale traktowane jako miejsce szczególne, gdzie idee nowoczesności mogą być w pełni zrealizowane. ten okres (i nie mówię już tylko o 'obozie socjalistycznym') nie różnił się tak bardzo od tego co dziś dzieje się w miastach chińskich... |