Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Blog > Komentarze do wpisu
603. cztery narracje o aborcji
Co jakiś czas powraca w Polsce rytualna nawalanka pomiędzy 'obrońcami życia' a 'zwolennikami wolnego wyboru' dotycząca prawnej dopuszczalności aborcji. Ścierają się w mediach i publicznych debatach dwie narracje, pomiędzy którymi - podobno - nie ma żadnej możliwości porozumienia. Problem jednak - moim zdaniem - nie polega na tym, że te dwie 'oficjalne' narracje są tak różne, lecz na tym, że ukrywają one narracje niewypowiedziane, które są do siebie zbyt podobne.

Zacznijmy jednak od tego co na powierzchni.
Mamy więc najmocniejszą w mediach narracje 'obrońców życia', która brzmi z grubsza tak: życie człowieka zaczyna się od poczęcia i trwa do naturalnej śmierci i jako takie powinno być chronione. To jest jednak stanowisko, które bardzo łatwo jest podważane poprzez wskazanie, że 'obrońcy życia' nie mają nic przeciwko karze śmierci czy wysyłaniu żołnierzy do Afganistanu i Iraku. Dlatego zaraz pojawia się narracja wspomagająca - 'nienarodzone dziecko' jest bezbronne i jako takie powinno być chronione przez silnych, jeśli pozwolimy by silniejsi (w tym przypadku - matka) 'dziecko zabiły' wyzbywamy się naszego człowieczeństwa. Te dwie oficjalne narracje, mimo, że nie mają ze sobą wiele wspólnego, występują razem, wzmacniając tożsamość 'obrońców', jako heroicznych rycerzy słusznej sprawy (tu doskonale wpasowują się w narracje militarystyczną, nie ma żadnej sprzeczności pomiędzy żołnierzem 'walczącym z terroryzmem' a 'obrońcą życia' walczącym z 'cywilizacją śmierci'. Zabójstwa ginekologów dokonujących aborcji w USA stają się zrozumiałe). Jednak istnieje jeszcze jedna narracja, której ślad już się pojawił, lecz której w oficjalnych wystąpieniach prawie nie znajdziemy. 'Chlubnym' wyjątkiem szczerości jest słynna deklaracja byłego posła i europosła PiS (i ojca senatora PO) Marcina Libickiego o kobietach jako żywych inkubatorach: "Nie można zmuszać kobiety, by zachodziła w ciążę, ale gdy jest w ciąży, to możemy ją zmusić do rodzenia. Dziecko poczęte wymaga ochrony. Matka jest tu tylko depozytariuszką". Tu mamy z jednej strony narracje 'heroicznych obrońców', lecz z drugiej pojawia się, zwykle skrzętnie skrywana, narracja anty-kobieca. "Matka jest tu tylko depozytariuszką" jest potwierdzeniem męskiej dominacji i dobrze wyjaśnia pęknięcie w narracji 'obrońców życia', gdy zaczynamy rozmawiać o tym co następuje _po_ urodzeniu dziecka. 'Obrońcy nienarodzonych' są bowiem również (prawie zawsze) zadeklarowanymi obrońcami autonomii rodziny oraz jej tradycyjnego modelu. W którym, jak wiadomo, dominującą pozycję zajmuje ojciec-mężczyzna. Ta ukryta narracja 'obrońców życia' jest więc po prostu obroną określonej struktury przemocy, struktury władzy mężczyzny, w której zarówno kobieta (żona, matka) jak i dziecko (narodzone i nie) stanowią 'symboliczną własność', z którą wewnątrz struktury rodziny mężczyzna może robić co chce, a państwo (czy jakakolwiek zewnętrzna struktura) nie ma prawa interweniować.

Z drugiej strony mamy narrację 'prawa wyboru'. Zwolennicy i zwolenniczki prawnej dopuszczalności przerywania ciąży z jednej strony argumentują, że 'mój brzuch, moja sprawa', a płód jest zależny od matki, więc to matka ma prawo decydować o jego losie; z drugiej jednak (ponieważ taka narracja brzmi lekko egoistycznie, jest więc retorycznie słaba) zwolennicy 'prawa wyboru' podchwytują skrywaną, antykobiecą narrację 'przeciwników aborcji' (tak pięknie wypowiedzianą przez Libickiego) i do 'prawa wyboru' dołączają narrację ochrony kobiety, przed chcącymi ją ubezwłasnowolnić (a w drastycznych przypadkach pozbawić życia - co miało przecież w Polsce kilkakrotnie miejsce, gdy dobro 'dziecka nienarodzonego' było ważniejsze od życia 'depozytariuszki') mężczyznami - czy szerzej, zwolennikami i zwolenniczkami brutalnego patriarchatu. Narracja 'zwolenników wyboru' staje się tutaj narracją samoobrony, zagrożenia życia i zdrowia kobiety przez nieludzkie prawo (tego przecież dotyczyła słynna sprawa Alicji Tysiąc).

Dwie powyższe 'oficjalne' narracje 'zwolenników i zwolenniczek wyboru' nie dają jednak pełnego obrazu tego, o co idzie spór.
Trzecia narracja pojawia się oczywiście w dwu powyższych, lecz rzadko kiedy można ją usłyszeć lub przeczytać wypowiedzianą do końca. Ta trzecia narracja jest Singerowską narracją świadomości. Aborcja jest dopuszczalna, ponieważ płód jest na niższym niż matka poziomie samoświadomości.  Przyjęcie tej narracji powoduje, że - jak postuluje Peter Singer - nie tylko płód, ale również narodzone dziecko, nie byłoby traktowane jako pełnoprawny człowiek (co zresztą w kulturach tradycyjnych było praktykowane i często jest praktykowane do dziś). W publicznej debacie ta narracja jest raczej rzadko używana, ze względu na jej łatwe skojarzenie ze zwolennikami eugeniki co (w publicznej debacie) równe jest zwolennikom nazizmu. Ta narracja jest przede wszystkim narracją hierarchii a przez to władzy i dominacji i w takim kontekście trzeba na nią patrzeć.

Mamy więc cztery narracje 'oficjalne', które można sprowadzić do dwu. Z jednej strony więc: 'chrońmy życie nienarodzonych maluszków', z drugiej 'pozwólmy kobietom decydować o ich własnym zdrowiu i życiu'. Czy te dwie narracje rzeczywiście całkowicie i nieodwołalnie się wykluczają? Nie wydaje mi się...

Czy dyskusja jest jednak możliwa, gdy z jednej strony mamy: 'kobiety, szczególnie w ciąży, nie są w stanie podejmować poważnych decyzji, dlatego musimy (my mężczyźni) sprawować nad nimi kontrolę', a z drugiej 'osobnik o wyższym poziomie samoświadomości ma prawo decydować o losie osobnika o niższej samoświadomości'?

Jeśli w pierwszym, 'oficjalnym' obiegu mamy dwa dyskursy oparte o współczucie, to dwa 'podskórne' dyskursy są dyskursami władzy i dominacji. Te dwa pierwsze - moim zdaniem - mogłyby 'zejść się' w jakiś realny kompromis, minimalizujący _realną_ ilość dokonywanych aborcji i w maksymalnym stopniu chroniący zdrowie i życie (życie również w sensie jego jakości) kobiet. Jednak to nie one wyznaczają prawdziwy ton debaty - w cytowanym powyżej wywiadzie Marcin Libicki jasno mówi, że jemu wcale o realne życie (ani kobiet, ani 'nienarodzonych maluszków') nie chodzi, chodzi mu jedynie o utrzymanie określonego modelu władzy i moralności. Dopóki więc debata nie wyjdzie z tego 'darwinowskiego' stadium walki o dominację, spór o aborcje w Polsce pozostanie nierozwiązany. I nie jest to bynajmniej problem prawny czy polityczny - prędzej czy później (i myślę, że raczej prędzej) do zmiany prawa dojdzie i aborcja będzie dopuszczalna. To jest problem kulturowy czy wręcz cywilizacyjny. Bez wyjścia poza debatę 'kto kogo może zjeść', nie będziemy w stanie zbudować w Polsce współczującej, solidarnej społeczności (wspólnoty). Dlatego właśnie dyskusja o aborcji jest kluczowa dla wszystkich, którzy chcieliby widzieć społeczeństwo jako coś więcej niż zbiór rywalizujących ze sobą jednostek. Czym prędzej zrozumieją to polscy konserwatyści (jeśli jeszcze jacyś zostali, nie pożarci przez barbarzyńskie hordy) tym większe Polska ma szanse na przetrwanie i - jeśli bogini pozwoli - rozwój.

wtorek, 03 stycznia 2012, krzysztof_nawratek

Polecane wpisy

  • 709. niech się święci 1 maja!

    Dyskusja dotyczy tego, w jaki sposób może dziś powstać zbiorowy podmiot polityczny. Jak w społeczeństwie jednostek, w społeczeństwie, które nie wierzy w społecz

  • 690. partia nowego typu

    Jedyna organizacja, do jakiej się (po ponad 10 latach) zapisałem, właśnie przeżywa dramatyczny kryzys, który najprawdopodobniej skończy się jej zmarginalizowani

  • 687. 'my wszyscy' czyli jak zbudować Polskę, z której będziemy dumni

    Wygląda na to, że GW znów chciałaby mieć wpływ na politykę. Jakiś czas temu szczuła rząd Balcerowiczem za fundusze emerytalne, ostatnio usiłuje nakłonić Kwaśnie

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
inz.mruwnica
2012/01/03 11:14:30
Płód do 6 tygodnia nie zawiera w ogóle neuronów. Mówienie w tym wypadku o świadomości jest jakby trochę... obok.
-
2012/01/03 11:32:19
ale kobieta posiada świadomość, prawda? więc ma przewagę świadomości nad płodem, czyż nie?
-
Gość: wieloryp, *.dynamic.chello.pl
2012/01/03 17:04:17
Dzięki za tekst, dla mnie jest to jeden z najpoważniejszych problemów moralnych, właśnie z tych powodów o których piszesz - przedmiotowego traktowania słabszego.
Problem jest dalej, ale dobrze, że inni też takie mają.
-
inz.mruwnica
2012/01/03 23:46:28
Podobnie jak posiada przewagę świadomości nad wątrobą. Chyba, że zadeklarujemy coś w rodzaju potencjalnej/przyszłej samoświadomości, ale przy takiej argumentacji "samoświadomość" staje się tu pustym pojęciem, nie mającym aktualnego odniesienia. Równie dobrze można więc w ten sposób argumentować z "godności ludzkiej przysługującej od poczęcia". Tak samo "godność" jak i "samoświadomość" są wówczas jedynie potencjalne. Płód na tym etapie jedyne co "ma", to odrębność genetyczna. Czy to aż tak wiele by konstutuować tym oddzielną tożsamość płodu dzięki czemu matka może pozostawać w relacji (np. relacji przewagi samoświadomości)?
-
2012/01/03 23:52:16
ale w zasadzie to o co Ci chodzi?
co chciałbyś wnieść do tej dyskusji?
-
Gość: joanna_orlik, *.dynamic.chello.pl
2012/01/06 13:32:59
Dzięki za to zestawienie. Udrzające. Czyli punkt wspólny jest w tym, że silniejszy chce ustawić słabszego. Uff.
-
2012/01/08 00:00:44
@Wieloryp, Joanna: trochę się zdekonspirowałem tym wpisem jako zdecydowanie nie-marksista a postkatolik i (post)personalista. chciałem pokazać, że polityczność do której wzdycha współczesna lewica, a która jest właśnie w tych 'ukrytych' narracjach dominacji, gdy - a to się dzieje w tym sporze - przekracza horyzont opinii i wchodzi w materię 'prawdy', powoduje o wiele większe spustoszenia i klincz, niż polityczność skupiająca się na celu, na 'dobrze wspólnym'. z tego też powodu to jest fundamentalny spór polityczny, który - między innymi - pokazuje jak katolicyzm polski się zdegenerował.
-
2012/01/09 18:39:12
<em>'osobnik o wyższym poziomie samoświadomości ma prawo decydować o losie osobnika o niższej samoświadomości'?</em>

Po tym zdaniu przestałem czytać, bo najwyraźniej Singera jednak nie czytałeś.

<em>Ta narracja jest przede wszystkim narracją hierarchii a przez to władzy i dominacji i w takim kontekście trzeba na nią patrzeć.</em>

"Narracja Singerowska" opiera się właśnie na empatii, ponieważ to jest utylitarystyczne kryterium bycia podmiotem moralnym: zdolność do odczuwania szczęścia i cierpienia (kobieta - ma, płód - nie) i zdawanie sobie sprawy z własnego istnienia (kobieta - tak, płód - nie). Do tego dochodzi posiadanie interesów (świadomych pragnień i preferencji co do przyszłości), które znów kobieta posiada a płód nie.
Z czego wynika, że choćby kobieta codziennie (z własnej woli) sobie usuwała, nie doprowadzi to do cierpienia ani pogwałcenia preferencji jakiegokolwiek podmiotu, natomiast jeśli się aborcji zabroni, prowadzi to do cierpienia i pogwałcenia preferencji milionów świadomych podmiotów.

Jeśli jeszcze nie poczułeś się idiotą, to przypomnij sobie, że Singer poglądy na prawa zwierząt wywodzi z tej samej podstawy którą Ci tu łopatologicznie wyłożyłem i co te poglądy mówią o hierarhii, władzy i dominacji.
-
2012/01/09 23:32:00
@noname: czemu służy użycie w dyskusji epitetu w rodzaju 'idiota'? ustawieniu hierarchii: Ty mądry, ja idiota. nie mam linka do dłuższego tekstu Singera, lecz ten wywiad dość precyzyjnie wykłada jego poglądy: www.independent.co.uk/news/people/profiles/peter-singer-some-people-are-more-equal-than-others-6166342.html
zabawne, w jak banalny sposób potwierdzasz moją tezę. nie, nie o tym, jaką etykę wyznaje Singer (nie ma w niej miejsce na hierarchię? naprawdę?), nie o tym jest ten wpis. ale to pewnie zbyt mało analne, by przeczytać tekst w całości i w całości go zrozumieć.