![]() This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html |
Blog > Komentarze do wpisu
613. employability
Jednym ze słów, które doprowadza mnie do szewskiej pasji jest 'employability'. Używane w kontekście uniwersyteckim, oznacza po prostu przygotowanie studentów do wejścia na rynek pracy. Brzmi dobrze prawda? No właśnie - nie.
Po pierwsze, owo przygotowanie zakłada, że tymi, którzy decydują co powinni nauczyć się studenci są działający przedsiębiorcy. Mamy więc istniejącą, konserwatywną strukturę, która potrzebuje zasilania tego co jest. Wbrew więc modnym (i również przeze mnie znienawidzonym) słowom 'kreatywność' i 'innowacyjność', niczego nowego się od studentów nie oczekuje. Jak pisze Stefan Collini - w publicznej debacie w UK (ale przecież także, a nawet jeszcze bardziej w PL) uniwersytety mają tylko dwie funkcje: by dawały studentom wiedzę i umiejętności, niezbędne by mogli znaleźć pracę w szybko zmieniającej się gospodarce przyszłości; oraz by przyczyniały się do wzrostu gospodarczego. Problem w tym, że o to jaką pracę mają znaleźć oraz czym jest wzrost i na czym się opiera zostało już ustalone. Nie ma więc szansy na zakwestionowanie paradygmatu, uniwersytet nie ma dążyć do prawdy, do Realnego, ukrytego poza obecną Reprezentacją. Ma ową tymczasową, obecną Reprezentacje wzmacniać. Do tego wpisu sprowokowała mnie trochę notka fronesisa - nie chcę polemizować z recenzją książki, której nie czytałem, jednak - jeśli dobrze odczytuję intencje - z romantyczną (taką steampunkową trochę) wizją inżyniera i technologii, jaką fronesis wydaje się prezentować. Wizją, która widzi postęp technologiczny linearnie i jako główną przyczynę i napęd zmian społecznych. Dyskusja na temat 'employability' i tego czego powinniśmy nauczać studentów dotyczy mnie osobiście. Będąc wykształconym w PL w mocno stechnicyzowanej, pragmatycznej szkole architektury (inżynierów budownictwa prosi się o nie prychanie z pogardą), głęboko wierzę w to, że bez zrozumienia jak budynek jest zbudowany, architektura traci sens. Gdybym szukał spisków, powiedziałbym, że to jak się architektury naucza w UK - traktując kwestie technologiczne po macoszemu, nie mówiąc nic o ekonomii i kwestiach społecznych, a jedynie o 'tożsamości' i 'kulturze' służy właśnie uniemożliwieniu jakiejkolwiek społeczno-politycznej zmiany. Architektura bez technologii jest niegroźna. Ale architektura nauczana w Polsce, gdzie wciąż funkcjonuje kult inżyniera (gdy na budowie chciano mi okazać szacunek, zwracano się do mnie 'panie inżynierze', gdy chciano mnie obrazić mówiono o mnie 'pan architekt') jest równie, a może i bardziej politycznie nieszkodliwa. Nie chciałbym znów pisać o naszym kursie, o tym jak staramy się łączyć polityczny radykalizm z praktyczną wiedzą o świecie i o profesji. Chciałbym za to pokazać przykład w jakim kierunku myślenie o technologii i społecznej zmianie może iść. Irlandzki architekt Dominic Stevens zbudował sobie dom. Owszem, malutki, ale fakt, że zbudował go za £21k robi wrażenie (szczególnie, gdy porówna się to do cen domów w UK czy Irlandii i jasne - dochodzi jeszcze koszt ziemi, ale to jest zupełnie inny problem, łatwy do rozwiązania poprzez prostą nacjonalizację ;)). Stevens nie wynalazł nowych technologii (a więc jego dom nie jest elementem linearnego postępu technologicznego), po prostu sprytnie użył tego co istnieje - ale w nowatorski sposób. Mamy więc tu do czynienia z określoną potrzebą, odrzuceniem paradygmatu w którym dom kupuje się u dewelopera (zaciągając trzydziestoletni kredyt w banku) z innowacyjnym zastosowaniem istniejących materiałów i technologii. Sam dom Stevensa nie jest oczywiście rewolucyjny, ale zawiera w sobie ziarna rewolucji. Na dodatek, Stevens publikuje w sieci pełną informację jak ten dom powstał - rysunki, opisy, wyceny. To wpisuje się ładnie w dyskusję o prawach autorskich, wzmacniając anty-systemowość prezentowanego rozwiązania. Wydaje mi się więc, że dyskusja o tym, czego powinien uczyć uniwersytet oraz skąd nadejdzie rewolucja (lub 'zmiana', dla tych których słowo rewolucja przeraża) powinna iść w kierunku odrzucenia dyktatu 'employability', powrotu do modelu uniwersytetu szukającego Prawdy - poza zasłoną obecnej Reprezentacji. To poszukiwanie prawdy idzie więc równolegle dwiema ścieżkami - poprzez kwestionowanie istniejącego modelu społeczno-gospodarczego i politycznego, oraz poprzez zaangażowane myślenie o materialności (trochę to brzmi jak model marksistowski, ale to niech koledzy filozofowie się wypowiedzą). niedziela, 26 lutego 2012, krzysztof_nawratek
TrackBack
Komentarze
Gość: satirre, 89-72-69-167.dynamic.chello.pl
2012/02/26 10:38:07
Zgadzam się. Jest jeszcze coś nienaturalnego, co się tutaj nazywa (uwaga!) "kierunki zamawiane". Mówiąc może górnolotnie, została zachwiana idea nauki. A studenci w Warszawie przychodzą na uczelnię tylko na przeglądy i zaliczenia. Wyrobnictwo punktów, ocen, żadnego etosu akademickiego. Wchodząc do budynku, zawsze się zastanawiam, czy są jakieś ferie, czy co? Strony samorządów zawodowych informują tylko o kolejnych "pożegnaniach" zasłużonych członków. Nic się nie dzieje. Przebić się przez mur jest trudno.
2012/02/26 13:04:40
Problem z kierunkami technicznymi polega jeszcze na kilku innych rzeczach. Inżynier musi istnieć gdzieś między akademią a fabryką, bo ani teoria ani praktyka nie istnieją w oderwaniu od siebie. Tyle, że fabryka przyciąga mocniej (bo płaca, bo wyzwania, bo lepsza pozycja). To samo dotyczy mniej stosowanych fizyków i matematyków (zdolniejsi siedzą w bankach i kręcą derywatami).
Podobnie jak w architekturze, w przemyśle materiałowym jesteśmy skazani na zawodowy flirt z rynkiem. Ciężko jest badać produkcję polilaktydu (taka nadzieja odnawialnych i recyklowalnych tworzyw sztucznych) w domowych warunkach. Dołóż do tego problemy z nauką współpracy (z którą sektor akademicki w Polsce ma problemy). Dorzuć do tego fakt, że edukacja (ogólna i wyższa) mało kogo interesuje. Ja pisałem o tych zjawiskach z nieco bardziej konserwatywnej strony niż fronesis: kriegspielen.wordpress.com/2011/11/02/trzecia-nozke-bardziej/ 2012/02/26 13:22:36
@Redezi: ależ zgoda. ja kiedyś pisałem, że fakt, że w Szwecji jest więcej patentów niż w Zimbabwe nie bierze się z tego, że Szwedzi są tacy 'kreatywni' tylko z tego, że istnieje olbrzymia instytucjonalna struktura od edukacji podstawowej po przemysł. Ja bardzo wierzę w instytucje. Ja bardzo wierzę w naukę, która chce się angażować w zmienianie/ulepszanie świata. Wierzę więc w instytucje pomiędzy uniwersytetem a przemysłem też. Tylko jedna uwaga - przemysł szuka jak najszybszego zastosowania i zysków z tego co robisz. Uniwersytet (w tym laboratoria badawcze) może sobie (przynajmniej teoretycznie) pozwolić na badania bardziej podstawowe, których nie będzie można skapitalizować szybko, łatwo i przyjemnie (że przemysł płaci lepiej niż uniwersytet to problem systemu podatkowego, a nie obiektywna zasada). Zgoda oczywiście, że co innego laboratorium a co innego fabryka i że nie ma co demonizować przemysłu. Ja zresztą jako lewak nie mam przecież problemu z industrializacją, tylko z kapitalizmem ;) W moim idealnym ustroju przemysł inwestuje w badania i rozwój, które nie przynoszą mu natychmiastowego zysku.
Co do Twojego wpisu i fronesisa - niech on się sam wypowie, ale podejrzewam, że jako latourysta to on by się z tym co napisałeś w całości zgodził... 2012/02/26 13:28:54
@kn
ja tylko krótko o linearności - jmoja wina, pisałem zbyt enigmatycznie, ale w mojej notce nie ma nic o linearności. To widoczne jest szczególnie w opowiadaniu "Paszo". Tam zakon naukowców-inżynierów dba o to aby technika i nauka powoli i w sposób harmnijny zmieniały społeczeństwo. W opowiadaniu tym jest pełna swiadomość, że nie ma zewnętrznego postępu, linearnej historii. Wprowadzanie nowego wynalzku technicznego moze zakończyć się sukcesem i porażką, potrzebna jest praca aby innowacja się "przyjęła" i trwała. Aspekt postępowy o którym pisałem to podtrzymywanie nieistniejacej juz wizji modernistycznej - homo faber, konserwatyzm to równoczesna świadomość zagrożęń innowaci. To nie jest linearność. To raczej wędrówka ruchem konika szachowego, mozolne tkanie kłączowatej struktury. 2012/02/26 13:34:09
@fronesis: musiałbym przeczytać opowiadanie o którym piszesz.
może się mylę, ale wydaje mi się, że różnimy się wiarą w to, czy zmiana społeczna wymaga (Ty) czy nie wymaga (ja) zmiany technologicznej jako warunku koniecznego. 2012/02/26 13:55:12
Przeczytaj koniecznie. I "Rzekę bogów" Iana McDonalda. Zapłaciłbym za możliwość posłuchania dyskusji nt tych pozycji z udziałem Twoim i fronesisa;)
2012/02/26 14:12:27
@duxripae: z fronesisem to ja z przyjemnością (choć pewnym strachem, to w końcu poważny filozof, a nie taki laik jak ja) bym za darmo podyskutował :)
no to sobie zaraz na amazonie kupie te książki, ale raczej będą musiały poczekać do wakacji, za duża kupka innych czeka... :(
Gość: czarnacka, 62.233.175.16*
2012/02/26 18:20:49
w Panów dyskusji nie widzę jednej rzeczy, a mianowicie jakiegokolwiek odniesienia się do detronizacji inżyniera/ki przez programist(k)ę. to on(a) jest dzisiaj symbolem niezakłóconego, linearnego postępu, opanowania materii, wiedzy tajemnej itd. itp. To dotyczy również architektury - sukces spółki Herzog & De Meuron opiera się przecież na potężnej aplikacji komputerowo wyliczającej wytrzymałość materiałów i kratownice dla krzywych wykreślonych na tablecie... rola inżyniera/ki skurczyła się do skromnego dostarczyciela rekordów bazy wiedzy. rola humanisty/ki, dopóki daje się skwantyfikować, jest podobna, jednak nigdy nie daje się skwantyfikowac w całości - zasadnym więc pytaniem wydaje mi się nie: co architektura traci bez odniesień teoretycznych czuy bez ścisłej współpracy inżynierskiej, ale CZYM JEST TA CZĄSTKA, KTÓREJ NIE DA SIĘ OBJĄĆ ALGORYTMEM APLIKACJI. i w pewnym sensie jest to jeszcze jeden punkt wyjścia mojego projektu społecznej filozofii architektury...
2012/02/26 18:49:58
@czarnacka: jeśli mówimy o programowaniu i architekturze, to nie chodzi o liczenie konstrukcji - to są rzeczy znane od dawna, lecz chyba o architekturze parametrycznej? i to nie Herzog and DeMeuron a raczej Zaha Hadid, a szczególnie jej partner Patrik Schumacher mogą dostarczyć ciekawego materiału do przemyśleń i krytyki (polecam jego książkę: The Autopoiesis of Architecture). ciekawym przykładem jest też Gehry, który sam nie ma pojęcia o programowaniu, ale jego biuro używa wyrafinowanego oprogramowania wspomagającego projektowanie.
mimo jednak tego, że architektura parametryczna jest dziś częścią głównego nurtu, to jest tylko częścią. wiedza inżynierska, o której na przykład pisał redezi w swoim wpisie, jest wiedzą produkowaną poprzez aplikacje, poprzez praktykę a nie symulacje (słynna typologia wiedzy: analityczna, syntetyczna, symboliczna), więc to zdecydowanie nie jest tak, że programiści zastąpili inżynierów - przynajmniej jeśli chodzi o architekturę. bardzo byłbym ciekaw Pani projektu społecznej filozofii architektury. do pewnego stopnia ja społeczną i polityczną teorię architektury praktykuję, ucząc moich studentów... no ale ja jestem tylko prostym architektem (inżynierem trochę na wyrost).
Gość: czarnacka, 62.233.175.16*
2012/02/26 19:25:00
a jednak zachęcam do przyjrzenia się tematowi bliżej, to chyba będzie tu: www.caad.arch.ethz.ch/main/MASprogram.html
H&DM planują wyjście poza architekturę parametryczną, w stronę - no właśnie. Proszę zwrócić uwagę na totalny brak konkretów w pozytywnym opisie projektu "the Plateau"... Ach, i jeszcze: jeśli chodzi o teoretyczną czy "humanistyczną" część tego projektu, rozmowy z uczestnikami bardzo mnie rozczarowały... 2012/02/26 19:40:41
@czarnacka: proszę o podpowiedź - nie mogę znaleźć związku pomiędzy tym programem a pracownią H&D (oprócz wspomnienia w zajawce)...
poczytam, ale może kilka słów o Pani teorii? brzmi interesująco.
Gość: czarnacka, 62.233.175.16*
2012/02/26 19:47:40
skomplikowana struktura ETH Zurich trochę mnie przerasta (i z całą pewnością warto byłoby się jej przyjrzeć, badając "na żywym organizmie" związki uniwersytetu z fabryką). Mogę tylko zapewnić, że uczestnicy tego projektu sami siebie jakoś tam identyfikują z H&DM, a obaj panowie są profesorami tej uczelni.
2012/02/26 22:00:41
@ Czarnacka
"To dotyczy również architektury - sukces spółki Herzog & De Meuron opiera się przecież na potężnej aplikacji komputerowo wyliczającej wytrzymałość materiałów i kratownice dla krzywych wykreślonych na tablecie... rola inżyniera/ki skurczyła się do skromnego dostarczyciela rekordów bazy wiedzy." Oczywiście każdy inżynier jest dziś po trosze programistą (w zasadzie to raczej modelarzem). Tyle, że - jak pisałem w notce - model komputerowy rozkładu ciepła w zbiorniku (zwłaszcza w paskudnych reologicznie płynach typu krew) nie zastąpi dobrych pomiarów i kalibracji in situ. Nawet tunele aero / hydro nie wyszły zupełnie z mody. Nie wiem jak w architekturze, ale w chemii polimerów inżynierowie od rozszerzania produkcji (z labu do fabryki) mają się całkiem nieźle. Co więcej - po okresie fascynacji - widać, że gołemu informatykowi brakuje "czucia" materii, niezbędnego do bardziej złożonych symulacji. 2012/02/26 22:02:37
Bardziej od zewnętrznego zamawiania treści uczelnianych przeraża mnie ugodliwość administracji uniwersyteckich, by "dostarczać na rynek siłę fachową". Chrześcijaństwo potrzebowało kilkuset lat, by zniszczyć platońską, "pogańską" akademię. I nie w stu procentach mu się to udało. Zdziczała odmiana kapitalizmu (a czy to w ogóle kapitalizm? to jakiś obłąkany model konsumizmu) odnosi znaczne sukcesy w wykańczaniu akademii w przeciągu życia paru pokoleń.
2012/02/26 22:17:02
@Andsol-br
Pełna zgdoa, o tym konsupmcyjnym zdziaczałym (a może włąsnie normalnym?) kapitaliźmie właśnie było opowiadanie "Pompa nr. 6z mojej notki. @redezi, czarnacka, Jednak przychylam się do stanowiska redeziego, pewne własnści musza być przetestowane w "praniu". Patrząc z lekka filozoficznie, pokładanie wiary tylko w informatyczne projektowanie tąci ciągotami gnostycznymi i niechecią do materii. 2012/02/27 12:11:42
@andsol: nie wiem jak na Twoim uniwersytecie, ale u nas całkowicie rządzi administracja, naukowcy są swego rodzaju niedogodnością, którą uniwersytet _póki co_ toleruje ;)
@fronesis: to może byś się i ze mną zgodził, a nie tylko z redezi? :-P - wszak mój wpis jest właśnie o testowaniu, o aplikowaniu w konkretną rzeczywistość... |