Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Blog > Komentarze do wpisu
687. 'my wszyscy' czyli jak zbudować Polskę, z której będziemy dumni
Wygląda na to, że GW znów chciałaby mieć wpływ na politykę. Jakiś czas temu szczuła rząd Balcerowiczem za fundusze emerytalne, ostatnio usiłuje nakłonić Kwaśniewskiego by wrócił do polityki i stanął na czele tzw. 'lewicy' (znaczy SLD i RP, jakby kto nie kojarzył). Przy okazji ostatniego skandalicznego zachowania posłów szeroko rozumianej prawicy (albo barbarzyńców, pozbawionych kultury i empatii) usiłuje szczypać PO, znów sugerując możliwość otwarcia się możliwości dla 'kulturowej lewicy'.

Wszystko wydaje się jasne i przejrzyste - po jednej stronie katoliccy talibowie, po drugiej młodzi, wykształceni, z wielkich miast. Wkurzeni tym, że ktoś chce decydować jak mają żyć. Argumentacja bynajmniej nie lewicowa, lecz czysto liberalna - moje życie życie seksualne i intymne to moja sprawa, chcemy być - jako jednostki, obywatele - traktowani w taki sam sposób, bez znaczenia z kim chcemy dzielić życie. To w końcu nie przypadek, że akcje (do której przyłożyłem i swój głos) pisania mejli do 'frakcji dyskryminacyjnej PO'  zorganizowało środowisko Liberte! które z lewicą nie ma przecież nic wspólnego. Taka zresztą miałaby być ta wymarzona 'lewica' GW - zdecydowanie bliska RP, zdecydowanie wolnorynkowa,  wyraźnie indywidualistyczna.

Nie tak szybko jednak...

Załóżmy, że to co wkurzyło tak bardzo 'młodych wykształconych', te kilkaset tysięcy, którzy wysłali mejle do 'frakcji dyskryminacyjnej' wcale nie pochodzi wyłącznie ze 'środowisk homoseksualnych' (mnie za cholerę za przedstawiciela 'środowiska homoseksualnego' uznać się nie da...), ich wkurzenie wcale nie jest podyktowane fascynacją indywidualną wolnością (bo przecież wszystkie odrzucone projekty dotyczyły _związków_ międzyludzkich!) lecz empatią, poczuciem, że naszym braciom i siostrom, naszym bliźnim, naszym współobywatelom dzieje się krzywda, dzieje się jawna niesprawiedliwość. Załóżmy więc, że wściekłość i frustracja nie bierze się z zagrożonej/nie danej indywidualnej wolności, lecz z powodu jawnej dyskryminacji, wykluczenia oraz obrazy jakiej doświadczyli nasi przyjaciele, znajomi czy po prostu _inni ludzie_.

Jeśli takie założenie byłoby prawdziwe, co to tak naprawdę oznacza?

Polityka w Polsce (i nie tylko) przeżarta jest schmittiańskim rozumieniem polityczności, która opiera się na podziale wróg-przyjaciel. Polityka więc to konflikt, to agon nieprzezwyciężalnych różnic. Tak rozumiana polityka jest kontynuacją wojny, tylko innymi środkami. Wszyscy - od skrajnej prawicy, po środowisko KP (które jęczało znudzone post-polityką) tak widzą świat społeczny i polityczny. Jeśli więc mówimy o tworzeniu podmiotu politycznego, to zawsze jako fragmentu, jako _naszych_ wyborców, przeciwko innym. Tak wściekły atak na związki partnerskie jest tylko drobną ilustracją tego, do czego prowadzi ta logika. My albo oni.

A gdyby odrzucić takie myślenie o polityce?

Załóżmy, że polityka wcale nie musi być oparta na walce, na konflikcie, na różnicy. Załóżmy, że polityka jest tym, czego Schmitt nienawidził - budowaniem wielogłosowego (bachtinowskiego - możnaby powiedzieć) uniwersalizmu? Nie jedności, która zawsze osuwa się w totalizm, a właśnie pluralistycznego uniwersalizmu?
Co to tak naprawdę oznacza?
Co to oznacza w naszym, polskim przypadku i jaki to ma związek z tym co stało się w sejmie (a potem w sieci)?

Załóżmy, że opieramy politykę na zasadzie inkluzywnej - zadaniem podmiotu politycznego nie jest określenie swoich granic (i tego co jest od niego różne), lecz przekraczanie swoich granic, dialog i narracyjna polifoniczność (a więc taka, która tworzy sensowną opowieść, choć widzianą 'z zewnątrz'). Jeśli jedyną i ostateczną weryfikacją prawdy jest inkluzywność, to podmiot polityczny jest wciąż aktywnym i wciąż dialogującym bytem dla którego zewnętrze, jest 'jeszcze-nie-wnętrzem'.

Taki podmiot polityczny oczywiście jest budowany poprzez przekraczanie siebie, empatia jest dla niego podstawowym narzędziem 'pracy'. W tak rozumianej polityczności sprawa związków partnerskich jest tak samo ważna jak kwestia umów śmieciowych - obie dotyczą wykluczenie określonej grupy społecznej ze sfery praw, jakie posiadają inne grupy. Nie ma więc mowy o podziale na lewice kulturową i społeczną, jest napięcie pomiędzy żyjącymi 'większym życiem', a wykluczonymi.
W takim rozumieniu polityczności, nasi bracia i siostry z Liberte!, ze swoim uwielbieniem dla kapitalizmu, zmieszczą się doskonale, jeśli potraktują kapitalizm nie jako hegemoniczną narrację, w której wolny rynek jest przestrzenią epistemologiczną (ustaliliśmy bowiem wcześniej, że to inkluzywizm pełni tu rolę ostatecznego weryfikatora prawdy), lecz przestrzenią wolnej eksploracji, przestrzenią przygody, bezpiecznie wydzieloną od chronionego ciała społecznego. W przeciwieństwie więc do neoliberalizmu, w którym kapitalizm pożera i przenika wszystko, proponuję system, w którym sfera zabawy, kreacji, walki i eksperymentu jest _poza_ systemem - ale jest oczywiście niezbędna, właśnie jako to co - wiecznie - 'jeszcze-nie-jest-wnętrzem'.

Czy taki polityczny projekt, oparty nie na konflikcie, lecz na dialogu, nie skupiający się na osobie wroga, lecz przyjaciela - którego stara się poznać i zrozumieć mimo oczywistych, wydawałoby się, różnic jest możliwy?

Moim zdaniem jest niezbędny. I ostatnie wydarzenia pokazały, że jest dla niego przestrzeń. Zamiast nienawiści i wykluczenia, czas na prawdziwą politykę przyjaźni (a czasem i miłości). Nie czekajmy dłużej... My Wszyscy.

wtorek, 29 stycznia 2013, krzysztof_nawratek

Polecane wpisy

  • 709. niech się święci 1 maja!

    Dyskusja dotyczy tego, w jaki sposób może dziś powstać zbiorowy podmiot polityczny. Jak w społeczeństwie jednostek, w społeczeństwie, które nie wierzy w społecz

  • 690. partia nowego typu

    Jedyna organizacja, do jakiej się (po ponad 10 latach) zapisałem, właśnie przeżywa dramatyczny kryzys, który najprawdopodobniej skończy się jej zmarginalizowani

  • 676. w obronie struktury - notki do wykładu

    Wczoraj miałem przyjemność być obecny głosem (przez moment obrazem) w Krakowie, na konferencji ' po kapitalizmie '. Dla zainteresowanych - notatki z których kor

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
duxripae
2013/01/29 00:40:10
Gdzie jest punkt rekrutacyjny i ile wynosi składka?
-
2013/01/29 23:46:51
@duxripae: ech... w internetsach 'lewica socjalna' wietrzy spisek i krzyczy o 'dyskusji zastępczej', 'lewicą kulturową' (co jest ostatnio jakąś uber-obelgą) zostaje nazwany każdy, kto znajduje wydarzenia w sejmie oburzającymi. wszyscy tkwią na swoich kanapach w najlepsze i opluwają się kulkami z plasteliny, a kapitał i kościół robią swoje... wiesz, we dwójkę, to niewiele zdziałamy... no ale cóż - sam chciałeś:
www.facebook.com/MyWszyscy
-
socjopatyczna_malkontentka
2013/01/30 15:18:03
Dopiero dziś przeczytałam Twój tekst. Wczoraj wieczorem kończyłam swój. I wiesz co? Jakoś samoistnie wyszło nam to samo; problemem jest siedzenie na kanapie.