Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Blog > Komentarze do wpisu
709. niech się święci 1 maja!
Dyskusja dotyczy tego, w jaki sposób może dziś powstać zbiorowy podmiot polityczny. Jak w społeczeństwie jednostek, w społeczeństwie, które nie wierzy w społeczeństwo można 'być razem' i 'działać (politycznie) razem'. Najprostsze rozwiązania ma prawica - naród, wspólnota religijna... odwołać się do tego co jest. Może jest ledwo ledwo, może i jest zdegenerowane, ale istnieje realnie. Samo w sobie nie byłoby to tak straszne, gdyby nie fakt, że immanentną cechą tak budowanej wspólnoty jest ekskluzywizm. Teoretycznie religia (szczególnie 'katolicka' a więc odwołująca się do tego co powszechne) mogłaby nie być taka, niestety, łatwiej zarządzać fanatykami, niż ludźmi krytycznymi. Kościół więc wybrał związek z prawicą. Ten flirt ma zresztą długą historię - w zasadzie zawsze kościół hierarchiczny wybierał zamordystów przeciw rewolucjonistom. Z sympatią patrzę na 'lewicę chrześcijańską', obawiam się jednak, że to jest projekt niemożliwy do zrealizowania (ale chętnie zmienię zdanie!). Z narodem sprawa jest jeszcze bardziej oczywista - bardzo łatwo jest wyznaczyć granicę pomiędzy 'my' i 'oni' (i przesuwać tę granicę według upodobań). Budowanie podmiotu politycznego w oparciu o naród jest więc z zasady wyłączające. Wiara w 'lewicę patriotyczną' jest - obawiam się - mrzonką.

Z drugiej strony mamy liberałów, którzy po prostu zarządzają 'społeczną masą upadłościową'. Społeczeństwo jest słabe, nie wierzy, że w ogóle istnieje, cóż więc prostszego niż do tej nie-wiary się odwoływać? Szczególnie, że ci, którzy wierzą (czy to w naród czy boga) są tak przerażający? Liberałowie jednak produkują barbarzyńców, nie liczących się z innymi ludźmi, ogarniętych obsesyjnym egocentryzmem. Liberalizm i prawica to dwie strony tej samej monety - "Kto jednak nie chce mówić o kapitalizmie, powinien także milczeć o faszyzmie", jak głosi jednej z bardziej popularnych cytatów z Maxa Horkheimera.



Chętnie więc będę nawoływał do tego by 'wziąć historię w swoje ręce' ale nie bardzo widzę tego, kto mógłby to zrobić.
Wyzwaniem dla lewicy jest nie tyle odkrycie, co zbudowanie zbiorowego podmiotu politycznego, który będzie z jednej strony inkluzywny, z drugiej wystarczająco samoświadomy by domagać się (i wziąć!) władzy.

Pisząc i mówiąc o 'interfejsach' próbuję do pewnego stopnia przezwyciężyć brak podmiotu, proponując konstruowanie spoiwa (a właściwie 'spoiw', bo to jest zawsze liczba mnoga), które różne 'resztki' oraz 'mimowolne zgęstnienia' tkanki społecznej mogłyby ze sobą związać. Tak, to jest jakaś wariacja na temat liberalnych instytucji,  tak, to jest do pewnego stopnia 'rozpaczliwy' albo 'prowizoryczny' projekt 'odgórnej rewolucji', moje myślenie ma również korzenie w zasadzie pomocniczości... Można więc krytykować go na różne sposoby i z różnych stron. Być może nawet nie jest on wcale projektem lewicowym (ja mocno wierzę, że jednak jest). Mimo wszystkich zastrzeżeń, będę się jednak go trzymał, choćby dlatego, że niczego bardziej przekonującego nie widzę (a z narodem i religią już kiedyś flirtowałem, i wolałbym do tych czasów nie wracać... mimo wszystko).

Cóż, może bez zbytniej euforii, ale jednak Niech Się Święci 1 Maja!
Wszak (choć nie jestem Marksistą) to zdanie jest mi bliskie:
"We must believe in the Principle of Hope. A Marxist does not have right to be a pesimist."

środa, 01 maja 2013, krzysztof_nawratek

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: