Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Blog > Komentarze do wpisu
712. miasto, assemblage i popiół
Miasto konstytuują instytucje i to, co pośredniczy. Sieci elektryczne, instalacje kanalizacyjne, drogi... Jedziemy tym samym autobusem, pijemy kawę w tej samej kawiarni, siadamy na tej samej ławce. Nie znaczy to przecież, że musimy się zaprzyjaźnić, ale - jeśli akurat nam się zechce - możemy. Jednak to właśnie to co pomiędzy daje nam wolność niezaangażowania, niewchodzenia w bliższe interakcje, daje nam przywilej pozostania ze sobą na dystans. To jest miasto, miasto, które wyzwala z klanowych więzów, z tego co plemienne, co przed-miejskie.

Assemblage jest niemiejski. To banda internetowych trolli, która zbiera się jak muchy nad ciastkiem, bez odpowiedzialności, bez tożsamości, po to by się nażreć i defekować. Oczywiście, assemblage nie jest tylko zły, ma w sobie gwałtowność i pierwotną siłę zamieszek, ma potencjał rewolucyjnego wybuchu, ale to jest regres, to jest natura, assemblage niczego nie buduje (choć może - gdy proces jego powstawania jest dobrze zmanipulowany - być wykorzystany do budowy i do niszczenia, do zainicjowania rewolucyjnej zmiany).

Awantura, jaką sprowokowałem (nie do końca z premedytacją) na fb moimi wątpliwościami w stosunku do 'Marszu Szmat', pokazała kilka rzeczy. Po pierwsze, mimo tego, że SlutWalk jest (jak napisał Łukasz) 'franczyzą' i na świecie zarówno wśród środowisk lewicowych jak i feministycznych stosunek do tej formy manifestacji nie jest wcale jednoznaczny, to właśnie w Polsce (gdzie na dodatek 'slut' zostało przetłumaczone jako 'szmata', a nie - jak sugerowało kilkoro komentatorów na przykład jako 'zdzira', a więc przyjęto słowo które tylko poniża i uprzedmiotawia, zamiast słowa, które zawiera w sobie agresywne wyzwanie rzucone konserwatywnemu społeczeństwu) nie można na ten temat dyskutować. W Polsce można tylko 'Marsz Szmat' bezkrytycznie popierać, albo jest się zwolennikiem gwałtów, prawicowym barbarzyńcą. 'Dyskusja' pod moją niewinną w sumie notką - która doprowadziła, ku wyraźnemu zadowoleniu co niektórych - do deklaracji ABR o wycofaniu się z publikowania felietonów, ujawniła niesamowite wręcz pokłady nienawiści, które przez środowiska lewicowe (a w każdym razie uznające się za takie) uwalniane są z porażającą łatwością.

Owi lewicowi arbitrzy elegancji dobrze wiedzą, kto na przynależność do ich klanu zasługuje, a kto nie.



Ta 'dyskusja' pokazała, że łatwo jest robić krzywdę (ja też żałuję jednego słowa, którego mogłem nie użyć), łatwo jest niszczyć, bardzo trudno rozmawiać i budować. Ta 'dyskusja' pozostawiła po sobie popiół i obrzydliwy posmak w ustach, którego niełatwo będzie się pozbyć.

Przed-miejskie, naturalistyczne, plemienne nawalanki są wszystkim tym, czemu zaprzecza miasto. Plemię wyznacza granicę - kto z nami, kto przeciw nam. Nie ma tu miejsca na niezaangażowanie, nie można być poza, nie można nie mieć zdania. To jest wojna i nikt nie pozostanie nieporaniony.

Powtórzę więc deklarację, która złożyłem dawno temu w tekście 'Urbanizm jako ideologia?' - bardziej niż lewicowcem czy prawicowcem, jestem 'urbanistą' (jednak w innym znaczeniu, niż używane powszechnie), bo urbanizm to myśl i praktyka przyszłości. Praktyka, która daje wolność, również wolność do bycia razem.

[Problem tylko w tym, że po tej 'dyskusji' pozostało bardzo niewielu ludzi, z którymi chcę być razem... Jestem 'miejski' również w tym sensie, że nie chcę mieć z wami nic wspólnego - choć wciąż będziemy jeździć tym samym autobusem i pić kawę w tej samej kawiarni.]
sobota, 25 maja 2013, krzysztof_nawratek

Polecane wpisy

  • 710. nie chce mi się w wami gadać

    Przywódca dużego ugrupowania autonomistów (do niedawna współrządzącego jednym z polskich województw) pisze na fb: 'Tea Party - tak, Occupy - nie' i 'że nie ma d

  • 707. rząd fanatyków?

    Do tej pory myślałem, że rząd PO to taka zbieranina nudnych, umiarkowanie niekompetentnych ludzi, którzy rządzą bo większość wolałaby uniknąć Antka Macierewicza

  • 705. zło smoleńskiej lewicy

    Wygląda na to, że brand 'lewica smoleńska' został wypromowany, nie istnieje co prawda jako rzeczywisty byt, lecz czy dziś kogokolwiek interesuje treść? W polity

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
fronesis
2013/05/25 19:45:14
@KN
Trzeba było na fb napisać, że chodzi Ci o jakieś plotki z blipa, ja tam nie zaglądam od miesięcy (podobnie jak na g+), skąd miałem wiedzieć, że jest jakiś ferment. A tak myślałem, że gdzieś między nami zaistniał spór, którego w sumie nie widziałem.
-
fronesis
2013/05/25 19:50:08
@KN
W sprawie felietonow ABR to jednak wydaje mi się, że ujawniło się jej tożsamościowe rozchwianie pomiędzy prof. filozofii a publicystką. Bycie mentorką z wyżyn nie do końca chyba nadaje się do formy felietonu. Pewnie to kwestia miejsca gdzie można tak pisać. Strona DO z komentarzami na fb do tego się nie nadaje. I nie chodzi tu o prawicowość/lewicowość.
-
2013/05/25 19:50:49
@fronesis: zaistniał, ale nie chce mi się o nim pisać, bo to do niczego nie prowadzi (jeśli nie widzisz o co chodzi). Może kiedyś spotkamy się f2f (jeśli będziemy chcieli) i może to sobie wyjaśnimy. A może nie.
-
2013/05/26 01:34:29
W Polsce można tylko 'Marsz Szmat' bezkrytycznie popierać, albo jest się zwolennikiem gwałtów, prawicowym barbarzyńcą

To nie tak. Są argumenty rzeczowe, z którymi można dyskutować i są argumenty poniżej pasa, które rzeczywiście mogą zdenerwować, bo zmuszają dyskutantów, żeby udowodnili, że nie są wielbłądami. Przykład argumentu rzeczowego: Slut Walk został mechanicznie przetransponowany z kontekstu Kandy i USA do Polski, gdzie jego przesłanie jest nietrafione. (Bo: w Polsce, inaczej niż tam, nawet ciężka prawica nie twierdzi, że zgwałcone kobiety same są sobie winne, bo ubierały się wyzywająco. Takie myśli wypowiadał swego czasu Jan Paweł II, za nim hierarchowie KK, i na pewno nie są części naszej obecnej prawicy obce, ale też nie jest to jakiś dominujący mem, z którym trzeba pilnie walczyć).

Przykład argumentu rzeczowego 2: Organizowanie tego marszu akurat teraz nie służy wizerunkowi aktywistek troszczących się o prawa kobiet. (Bo: po wielu latach żądań, by prawo zaczęło traktować gwałt poważnie, a zgwałcone kobiety zaczęło otaczać opieką zamiast dodatkowo traumatyzować na policji i na sali sądowej, prawo dopiero co faktycznie zmieniło się na lepsze. Jak bardzo i czy wystarczająco, to się dopiero okaże, ale zmiany są dobre, więc zaognianie problemu akurat teraz może być niepragmatyczne.) Podaję te przykłady, bo to są argumenty, które ze mnie radykalnego zwolennika marszu szmat, zrobiły zwolennika umiarkowanego. Jest kilka innych.

Przykładem argumentu tego drugiego rodzaju jest felieton Agaty Bielik-Robson, od którego wszystko się zaczęło. I rzecz nie w tym, że teoria uwewnętrzenienia jest słabo racjonalna, bo uwewnętrzenienie przejawiałoby się nieustannie, a nie od święta. Nie w tym, że zastosowanie tego domniemanego zjawiska do innych ruchów emancypacyjnych szybko prowadzi do absurdu. Ani w tym, że psychoanaliza jako nauka stoi w muzeum obok eteru i flogistonu i nie jest skuteczną metodą dochodzenia do wiedzy o jednostce, a co dopiero grupie. To wszystko ważne, ale największym obciążeniem argumentu ABR jest to, że był to miękki cios pod żebro, przed którym nijak nie idzie się obronić. Sam nie wiesz, dlaczego robisz to, co robisz. Wyjaśnię ci. To dlatego, że kochasz/nienawidzisz ojca/matki. To dlatego, że jesteś niedojrzały. To dlatego, że uwewnętrzniłeś stereotyp twoich kulturowych przeciwników. To nie są argumenty racjonalne, z nimi się nie da polemizować. One upupiają, uwłaczają, odbierają podmiotowość i autorka zdawała sobie z tego sprawę, rozpoczynając swój tekst od ostrzeżenia.

Naprawdę nie trzeba być lewackim prawdziwkiem ani kapeowskim partyjniakiem, żeby się na taki argument zwyczajnie, po ludzku unieść. Cios daje po emocjach, więc emocje oddają kopa. (No i ten drobiazg, że kapeowscy partyjniacy powinni raczej bronić świętości swojego DO, niż publicznie kalać własne gniazdo). Dlaczego mieć pretensje do tych, których tekst ABR tak potężnie ugodził, a nie do autorki za to, że rozmyślnie zadała im ten cios?

I dlaczego niezgoda na jej tekst ma być dowodem na to, że kto nie z nami, ten przeciw nam? Tego już zupełnie nie rozumiem: dopuszczamy dyskusję, więc ją właśnie mamy. Jaka wartość płynęłaby z braku negatywnych reakcji na ten felieton? Jakiej wartości strzeglibyśmy (my w KP) w ten sposób, że zagryźlibyśmy język i zmilczeli? No i wreszcie... co za znaczenie ma blip anonimowego łosia z internetu?
-
2013/05/26 05:25:20
@stary.mimoid:

Rozumiem, że spór dotyczy tego, że 'feministki KP' poczuły się dotknięte felietonem ABR, bo odczytały go jako sugestię, że 'w rzeczywistości' popierają maczystowską narrację o 'winie kobiety' (a więc zaprzeczają głoszonej intencji), z drugiej strony pojawiają się zarzuty i sugestie, że ci którzy mają wobec Marszu wątpliwości 'w rzeczywistości' popierają narrację o 'winie kobiety'.

Mamy więc tu do czynienia ze wzajemnymi oskarżeniami i całkowitym brakiem zaufania (wprost wyrażonym przez Ciebie, gdy piszesz, że ABR _z rozmysłem_ chciała 'feministki z KP' skrzywdzić!!!) Nie ma tu jednak - moim zdaniem - symetrii, ponieważ ABR nigdzie nie napisała tego, co jej się sugeruje. Z tego jak ja rozumiem (ha ha - teraz ja sobie będę pozwalał na - zapewne błędne - interpretacje) myśl ABR, wyrażoną na przykład w książce 'Duch powierzchni', 'głębia' jest niepoznawalna, w związku z tym psychoanaliza nie ma żadnej wartości jako praktyka kliniczna, lecz istnieje jako sposób interpretacji świata i właśnie jako określona narracja interpretacyjna może i powinna być analizowana.

W tym kontekście, zarzut wobec ABR (na przykład felieton Hani Gill-Piątek) bierze się z nieporozumienia - które przecież bez problemu można by w redakcji DO wyjaśnić (najlepiej ZANIM tekst ABR opublikowało).
Jeśli redakcja DO tego nie robi, to albo znaczy, że nikt za nic tam nie odpowiada (w co trudno mi uwierzyć, bo sam na portalu KP opublikowałem kilka tekstów i _każdy_ z nich przechodził uważną redakcję), albo, że to było cyniczne 'wypuszczenie' ABR by ją potem zaatakować. Biorąc pod uwagę Twoje przekonanie o złych intencjach ABR przychylam się do drugiej opcji.

Moim zdaniem czym innym jest tekst ABR, wyrażający wątpliwości co tego tego, jakie będą skutki tego marszu (nie podważający przecież - co ABR pisze wyraźnie - intencji uczestniczek) a czym innym personalny atak i lustrowanie ABR przez Kingę Dunin (zupełnie przy okazji, jak już jesteśmy przy lustrowaniu, nieśmiało przypomnę, że KP opublikowała 'Nocnik' Żuławskiego, w której pada absolutnie obrzydliwe zdanie na temat Weroniki Rossati jako szmaty. Co dodaje dyskusji na temat Marszu Szmat na łamach DO specyficznego posmaku). Felieton KD nie jest przecież na temat Marszu, lecz o tym, że ABR nie znosi feministek i wice wersa.

I na koniec - cytowany blip nie jest autorstwa anonimowego łosia, lecz bardzo znanego dziennikarza-blogera. Nie żebym przeceniał jego wagę, ale też nie należy go tak całkiem unieważniać.