Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Blog > Komentarze do wpisu
715. lustrańci
Skończyłem właśnie czytać wywiad-rzekę z Jerzym Urbanem (ciekawe fragmenty, ale zupełnie niewiarygodne wyjaśniania 'dlaczego zostałem rzecznikiem'. Czyżby jednak były rzeczy, których się JU wstydzi?), w którym mówi on, że jego ulubionym myślicielem jest Zygmunt Bauman. No cóż, jeśli Urban lubi Baumana, to przecież wszyscy 'przyzwoici ludzie' (już nawet nie tylko 'prawdziwi Polacy') powinni się Baumana wystrzegać, czyż nie? Urban wszak to czyste zuo!

To co Urban mówi z wywiadzie nie jest ani specjalnie szokujące, ani też nie odkrywa jakichś nieznany szczegółów z historii PRLu i 'pierwszej Solidarności' (choć jak słusznie zauważyła K. opis wprowadzenia stanu wojennego można podsumować jednym słowem: "dziadostwo!"), generalnie książka smutna, bo pokazująca przerażającą miernotę polskich klas politycznych (ze wszystkich stron barykady) niemal 'od zawsze'. Polscy politycy i ekonomiści nie mieli pojęcia o polityce i gospodarce. Mam wrażenie, że im to zostało do dziś...Pokazuje też Urbana jako kogoś, kogo nie warto było w stanie wojennym nienawidzić... to trochę tak, jakby dziś nienawidzić jakiegoś Bosaka czy innego Zawiszę...

Wróćmy jednak na chwilę do Baumana. Nie jestem do końca przekonany, że warto na temat tego, co stało się we Wrocławiu dyskutować, lecz z drugiej strony, jeśli uznamy, że nic się nie stało i że skandaliczne stanowisko białostockiej prokuratury też jest OK, za chwilę obudzimy (a raczej - wy się obudzicie...) w kraju, w którym chyba jednak większość z Was nie chciałaby się obudzić.

Wydarzenia we Wrocławiu mają kilka wymiarów. Z jednej strony pokazują konsekwencje 'antykomunistycznej' edukacji, przy pomocy której, polska prawica wyprała mózgi polskiej młodzieży w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Symetria nazizm-komunizm stała się ogólnie przyjętą prawdą, w związku z tym Bauman jest gorszy niż Heidegger.

Jestem w połowie książki 'Broniewski - Miłość, wódka, polityka' i tak sobie myślę, że polska młodzież, szczególnie ta zamawiająca pięć piw, powinna tę książkę przeczytać. Postać Broniewskiego mogłaby jej się spodobać - twardy żołnierz, legionista, odznaczony orderem Virtuti Militari, kobieciarz i... komunista. Więziony i prześladowany zarówno przez sanacyjną Polskę jak i przez NKWD. Książka ta pokazuje również czym był i wciąż jest komunizm (i dlaczego owa symetria nazizm-komunizm jest fundamentalnie błędna) - marzeniem o lepszym, sprawiedliwym świecie. Sprawiedliwym i lepszym dla wszystkich. W taki komunizm wierzył i takiego pragnął Broniewski i wielu polskich przedwojennych komunistów; takiego komunizmu nie zbudował Związek Radziecki, takiego komunizmu nie było też w PRLu, choć ani ZSRR ani PRL nie zasługują na całkowite i bezwarunkowe potępienie... (z poglądem tym nie zgodziłbym się pewnie pod koniec lat 80tych i na początku 90tych - jeśli ja zmądrzałem, to może i - przynajmniej niektórzy - młodzi polscy prawicowcy nie są bez szans na nawrócenie?).

Wróćmy jednak znów do wydarzeń we Wrocławiu. Reakcje prawicowych polityków i 'intelektualistów' rzeczywiście boleśnie przypominają to co wyprawiała niemiecka konserwatywna prawica tuż przed dojściem Hitlera do władzy. Ja też nie lubię argumentu 'ad Hitlerum', a szczególnie źle znoszę mieszanie niemieckiego nazizmu z włoskim faszyzmem; problem jednak w tym, że wśród drących ryja kiboli (również z tytułami profesorskimi), subtelność intelektualnych rozważań Giovanniego Gentile naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Mamy też - po raz kolejny - dowód na hipokryzję prawicy, która bynajmniej nie osądza tego co ludzie czynili, lecz używa i interpretuje przeszłość w zależności od tego co ludzie mówią i czynią dziś. Jeśli więc dziś jesteś prawicowym politykiem czy 'intelektualistą' - wszystkie świństwa z twojej przeszłości ulegają zamazaniu, jeśli natomiast nie jesteś prawicowcem - wszystkie twoje czyny zostaną prześwietlone i zinterpretowane na twoją niekorzyść.

Ta postawa nie jest jednak jedynie przypisana polskiej prawicy - obrzydliwy przykład z lewej strony dał Jaś Kapela pisząc donos na Szczepana Twardocha, gdy ten nie przyjął propozycji by dla KP pisać. Wiem wiem - tu nie ma związku przyczynowo-skutkowego, to czysty przypadek następstwa niezwiązanych ze sobą wydarzeń... Na tymże portalu KP strategią lustracji popisała się też jakiś czas temu Kinga Dunin prowadząc swą prywatną wojnę z Agatą Bielik Robson.

I właśnie owa lustracyjna mentalność wydaje mi się jednym z trzech największych problemów polskiej debaty publicznej (obok jej prostactwa oraz niechęci do wysłuchania przeciwnika; czwartym, drobniejszym choć bardzo popularnym w internetowych 'dyskusjach' jest ignorowanie całości tekstu i wyciąganie poszczególnych fraz i zdań). Lustracyjna mentalność nie tylko jest czymś wyjątkowo małostkowym i podłym, lecz jest z gruntu niechrześcijańska. I piszę to serio, bynajmniej nie ironicznie. Lustracyjna mentalność odrzuca bowiem możliwość nawrócenia, odrzuca możliwośc zerwania i zaprzeczenia. Zakłada nierozerwalną ciągłość naszego życia, homogeniczność historii i bezwględny związek pomiędzy każdym ludzkim słowem i czynem. Lustrańci to oczywiście sekciarze, głoszący poglądy kłamliwe, niemające nic wspólnego z rzeczywistością. Lustrańci są więc symptomem bardzo ciężkiej i śmiertelnie niebezpiecznej choroby (ściśle związanej z TINA) - fakt, że ulegają jej całkowicie Polacy Pięciu Piw powinno otrzeźwić (jeśli nie zrobiły tego inne fakty) tych lewicowców, którzy wciąż zdają się widzieć w nich rewolucyjny, anty-kapitalistyczny potencjał.

Może właśnie dlatego, potępienie z 'kapitalistycznego jądra' zawsze będzie nieszczere...

_____

I jeszcze trzy ogłoszenia:

Jak już pisałem na fb, poszukuję ekonomisty/stki (może być nawet łebski student/ka), która czytała z zaciekawieniem moją ostatnią książkę i uważa, że można niektóre idee w niej zawarte popchnąć dalej. Oprócz korwinistów-balcerowiczystów jestem w stanie rozmawiać z każdym.

Artykuł na temat naszego (moich studentów) projektu dla Ursusa można przeczytać tu.

Mimo tego, że moja macierzysta uczelnia, nigdy mnie na żaden wykład czy spotkanie nie zaprosiła, to 'chwali się' mną jako swoim absolwentem. Zabawne, ale jednak miłe.
środa, 26 czerwca 2013, krzysztof_nawratek

Polecane wpisy

  • 717. nie ma mnie dla nikogo...

    W przyszłym tygodniu, dzięki uprzejmości ASŁ, znikam do pracy. Do końca miesiąca mam zamiar pisać - przede wszystkim nową książkę (w tej chwili roboczy tytuł br

  • 713. drobiazgi

    Podobno są tacy, których zadziwia fakt, że KP wydała moją książkę. Pewnie jeszcze bardziej zszokuje ich, gdy dowiedzą się (jeśli jeszcze nie wiedzą), że również

  • 708. tylko powierzchnia jest ciekawa

    Nie rozmawiamy. Kilka zdawkowych słów o pogodzie i jak minął weekend. Niewiele więcej. Zbyt dużo nas dzieli, język, kultura, wiek, zainteresowania. A przecież z

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: