Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Blog > Komentarze do wpisu
716. 'autorytarny impuls' czyli mapa i wyobrażenie
Na portalu Nowe Peryferie ukazała się polemika z moim tekstem o 'Śląskiej Metropolii'. Autorka - Daria Gosek - swoim tekstem przywróciła mi wiarę w sens publicznej debaty, pokazała, że można napisać krytyczny tekst, który nie jest mordobiciem, a zaproszeniem do rozmowy. Myślę, że nie tylko większość polskich dziennikarzy czy znajomy filozof z Poznania (i jego koledzy i koleżanki) ale my wszyscy (ze mną włącznie, ofkors) moglibyśmy z DG brać przykład.

Tyle laurki.
Teraz polemika z polemiką (i postaram się utrzymać wyznaczony przez Darię standard rozmowy).

Podstawowym zarzutem Autorki wobec mojego tekstu, jest śląsko (czy wręcz katowicko)-centryczna perspektywa, która odrzuca i ignoruje interesy mniejszych miast. Jednym z elementów potwierdzających tę perspektywę, jest używana przeze mnie konsekwentnie nazwa 'Metropolia Śląska'. To jest oczywiście zasadny zarzut (zaraz się z niego będę - dziecinnie tłumaczył), przyznam z ochotą Autorce słuszność i nie miałbym żadnego problemu, by zmienić na 'Metropolię Śląsko-Dąbrowską'. Wydaje mi się wręcz, że wymowa mojego tekstu kwestionuje jego tytuł. Prawdę mówiąc nie miałbym nic przeciwko ani Metropolii Sosnowieckiej albo, bo ja wiem... Bojkowskiej? Mój błąd (a dziecinne tłumaczenie brzmiałoby tak - tekst został początkowo zamówiony przez kwartalnik Fabryka Silesia i zamówienie dotyczyło tekstu o 'Metropolii Silesia'. I ja tak bezrefleksyjnie przerobiłem to na 'Metropolia Śląska'.), biję się w piersi. Byłoby jednak błędem, skończyć dyskusje na źle użytych słowach czy nieprawidłowej nazwie. Tekst Darii Gosek to o wiele więcej, niż tylko spór o język.

Jedną z pierwszych dyskusji, jakie prowadzę z moimi studentami, to dyskusja o mapie. To w sumie bardzo prosta dyskusja dotykająca podstaw postmodernistycznej geografii - mapa jest pewnym rodzajem autorytarnego odwzorowania fizycznych elementów przestrzeni, jej geometrii, najczęściej (choć mapy też są różne) ignorująca indywidualne narracje zbiorowości zamieszkujących czy użytkujących dane terytorium. Jednym z najprostszych ćwiczeń, które napięcie pomiędzy mapą fizyczną a wyobrażeniem o przestrzeni jasno pokazuje, jest wykonanie tak zwanej mapy mentalnej. Prosimy naszych studentów bardzo często, by nam takie mapy mentalne rysowali (podobne ćwiczenie zrobiłem z działaczami regionalnych klubów KP na warsztatach, które prowadziłem w zeszłym roku), a ich wyniki porównujemy z 'oficjalnymi' i 'urzędowymi' odwzorowaniami przestrzeni.

Mapy mentalne są bardzo użytecznym narzędziem, są jednak całkowicie bezużyteczne dla jakichkolwiek projektów inżynierskich - czy to dotyczących infrastruktury (drogi, sieci etc.) czy samych budynków. Mapy mentalne są bowiem odwzorowaniem, mapy fizyczne (nazywane czasem w budowlanym żargonie 'podkładami') służą do komunikacji pomiędzy różnymi uczestnikami procesu projektowania. Nie znaczy to oczywiście, że mapa mentalna nie ma dla procesu projektowania znaczenia - wręcz przeciwnie, zwraca uwagę na nieoczywiste, często nie do końca mierzalne elementy przestrzeni. Polska Wiki nazywa takie mapy 'mapami wyobrażeniowymi'. Jednak funkcja mapy mentalnej jest funkcją krytyczną, natomiast podkład służy do tego, by nanosić na nim nowe obiekty i elementy.

Czasem jednak w sporze o śląsko-zagłębiowskie tożsamości warto spojrzeć na mapę fizyczną:

i zobaczyć jak w przestrzeni mają się do siebie Katowice, Sosnowiec, Będzin, Bytom czy 'duchowe, katolickie serce' Górnego Śląska - Piekary Śląskie.

Darię Gosek najbardziej niepokoi mój uniwersalistyczny autorytaryzm:
"Powstanie uniwersalnej, totalnej śląskiej tożsamości, która jednakże, jak zauważa Nawratek, byłaby narracją „nie odrzucając[ą] prawa jednostek do konstruowania swoich własnych, (prywatnych) historycznych opowieści”? Czy przekroczenie „klanowych, rodzinnych, narodowych i wszelkich innych więzów” nie oznaczałoby utraty przez mieszkańców poszczególnych miast ich związków z przeszłością i małą ojczyzną? Co z ich poczuciem przynależności, odpowiedzialności czy identyfikacji? Czy takie zatomizowane społeczeństwo (powiązane jedynie ideą mieszkania/pracowania na danym terenie) mogłoby nadal być nazywane społeczeństwem".

Ciekawe w tym fragmencie jest bardzo wąskie (powiedziałbym - konserwatywne?) definiowanie więzi społecznych opartych na historii i geografii. Idea 'małej ojczyzny' - moim zdaniem - w kontekście aglomeracji, czy każdego dużego miasta powinna być traktowana jednak z pewną rezerwą i zdecydowanie inaczej, niż w XIX wieku. Ludzie mieszkają w Sosnowcu czy w Katowicach niekoniecznie dlatego, że są śląskimi czy zagłębiowskimi patriotami, ale najczęściej z praktycznych przyczyn - cena mieszkania, atrakcyjność miejsca czy odległość do zakładu pracy. Czy to powoduje, że społeczeństwo przestaje istnieć? Czy jedyne możliwe więzi społeczne to rodzina i 'więzy krwi i ziemi'? Wielokrotnie już (również w 'Dziurach w Całym') usiłowałem pokazać, że zupełnie nie, że społeczeństwo jest/może być konstruowane w inny sposób, poza 'ziemią i krwią' czy 'lokalną tożsamością'. Zdecydowanie przeciwko takiemu sposobowi konstruowania Metropolii Śląskiej (czy Śląsko-Zagłębiowskiej) wymierzony był mój tekst!

Nie ma co ukrywać - mój tekst (moje myślenie) jest zanurzony w modernistycznej, uniwersalistyczno-autorytarnej(?) narracji (choć ja też odrobiłem zadanie domowe postmodernistycznej krytyki oświecenia), która wyżej stawia 'podkład' niż mapę mentalną (nie odrzucając jej jednak), która szuka uniwersalnych narracji, z podejrzliwością traktując pomysł, by "...skupić [się] na harmonijnym rozwoju miast województwa śląskiego i jego subregionów. Dopiero gdy miasta staną się partnerem dla dominujących w regionie Katowic będziemy mogli w sensowny sposób mówić o budowie Metropolii." Nie dlatego, bym miał coś przeciwko harmonijnemu rozwojowi wszystkich miast i miasteczek województwa śląskiego (wręcz przeciwnie!), lecz dlatego, że taka wizja wydaje mi się bardziej utopijna niż moje odgórne i 'technokratyczne' ('totalne') budowanie Metropolii. Autorka nie pokazuje, kto miałby ten harmonijny rozwój zapewnić, komu na nim miałoby zależeć?

Tu dochodzimy do najcenniejszego - z mojego punktu widzenia - elementu tekstu Darii Gosek. Moim zdaniem, pokazuje on niemożliwość postmodernistycznej polityki jako polityki sprawczości. Polityka postmodernistyczna, rezygnująca z meta-narracji, oparta na narracji fragmentu i mniejszości jest jedynie narzędziem krytycznym (bardzo ważnym, chroniącym przed totalitarnymi skłonnościami totalnych i uniwersalistycznych narracji), lecz nie jest i nie będzie zdolna by dokonać jakiejkolwiek pozytywnej, emancypacyjnej zmiany. W ocenie maja 68 (którego dziedzictwo widzę we współczesnej narracji lewicowej - szczególnie ruchu Occupy! i pochodnych, a również w tekście Darii Gosek) stoję zdecydowanie po stronie Althussera, nie Ranciere (mimo całej sympatii i szacunku dla obu tych filozofów). 'Mapa' musi być korygowana przez 'wyobrażenie', ale to  'podkład' a nie 'mapa mentalna' pozwoli nam zbudować lepszy świat.

piątek, 28 czerwca 2013, krzysztof_nawratek

Polecane wpisy

  • 714. od przemocy po sabotaż

    Nie pisałem od pewnego czasu, zbyt dużo się działo. Ale teraz trochę się uspokoiło, więc jest czas na krótkie podsumowanie. Zacznijmy od debaty w Krakowie, w ra

  • 713. drobiazgi

    Podobno są tacy, których zadziwia fakt, że KP wydała moją książkę. Pewnie jeszcze bardziej zszokuje ich, gdy dowiedzą się (jeśli jeszcze nie wiedzą), że również

  • 708. tylko powierzchnia jest ciekawa

    Nie rozmawiamy. Kilka zdawkowych słów o pogodzie i jak minął weekend. Niewiele więcej. Zbyt dużo nas dzieli, język, kultura, wiek, zainteresowania. A przecież z

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: buzenval, *.adsl.inetia.pl
2013/07/01 00:07:41
w obu tekstach (i nie tylko) stosowane jest słowo metropolia, które jest zupełnie sprzeczne ze stanem istniejącym, jakim jest Górny Śląsk, czy też cała konurbacja. W metropolii (metropolis) zawsze istnieje jeden ośrodek centralny, wokół którego narastają przedmieścia i satelity - vide Warszawa, Paryż czy klasycznie - Los Angeles. G. Śląsk (podobnie jak np. Ruhr) nigdy nie był i nie będzie metropolią, bo to konurbacja i co najwyżej metapolis. Piszący więc albo nie do końca rozumieją słowo metropolia, albo go wyraźnie (po lokalnych urzędnikach) nadużywają.
Pozdrowienia z Katowic