Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Kategorie: Wszystkie | Chiny | architektura | dywagacje | hipotezy | inne | making people angry | miasto
RSS
niedziela, 20 maja 2012
632. autorytet zabija
Kontynuując tematykę architektury, Koolhaasa i Śląska...
W najnowszym numerze pisma ARCH, które prawie w całości możecie znaleźć tutaj (prawie - bo nie ma w pdfie mojego tekstu o polskim projekcie na Biennale w Wenecji. W zasadzie tekst powtarza notkę, która opublikowałem na blogu, ale dodaje klasową i antykolonialną krytykę Davida Chiperfielda...) jest przegląd najlepszych dyplomów powstałych na Wydziale Architektury Politechniki Śląskiej.
Przyznam, że dość rozczarowujące projekty - nie widzę w zasadzie żadnego postępu w ciągu ostatnich (co najmniej) 10 lat. Promotorem dwu z nagrodzonych jest Jan Kubec i niestety widać, jak mocnym (zbyt mocnym?) autorytetem jest on dla swoich studentów.
Jeden z projektów jest wyjątkowo poruszający - wydzielenie murem sporego obszaru miasta w Łodzi, jest co najmniej kontrowersyjnym pomysłem... nawet jeśli intencje były niewinne:


Oprócz Getta, z czym jeszcze Wam się ten projekt kojarzy?
Bo mi z TYM.
15:00, krzysztof_nawratek , architektura
Link Komentarze (6) »
631. Rem Koolhaas socjalistą
Rem Koolhaas był zdecydowanie najważniejszym architektem mojej młodości. Nie tylko zresztą dla mnie, ale chyba dla większości studentów architektury Politechniki Śląskiej, którzy znaleźli się pod urokiem Andrzeja Dudy i Henryka Zubla. Z najzdolniejszych akolitów tej dwójki można wymienić Jana Kubeca, autora Centrum Nauki Kopernik czy Roberta Koniecznego, a także (do pewnego stopnia) Łukasza Zagałę i Przema Łukasika. Architekura Koolhaasa była dla nas wzorem - myślenia procesem a nie formą, relacji z miastem/kontekstem, kwestionowania powszechnie uznanych prawd, wreszcie - metodologii pracy. Bardzo wiele z tego wciąż jest obecne w moim myśleniu o architekturze i o mieście, choć kompromisy na jakie Koolhaas przez te lata chodził zburzyły ten wyidealizowany obraz 'architektonicznego guru' jaki miał w moich oczach 20 lat temu.
Mimo więc tego, że mu nie bardzo wierzę, miło przeczytać w najnowszym numerze New Statesman'a wywiad, w którym Koolhaas mówi tak:




Może jeszcze będą z niego ludzie...
09:18, krzysztof_nawratek , architektura
Link Komentarze (7) »
środa, 16 maja 2012
630. a gdyby tak...
Tak zupełnie na marginesie sporu, który niechcący sprowokowałem, pomiędzy miesięcznikiem Znak a portalem rebelya.pl i pismem 44 przejrzałem w myślach polskie tołste żurnały - nie tylko lewicowe (których niemal nie ma) ale też prawicowe. Kupiłem będąc w PL dwa ostatnie numery Pressji - o numerze o lewicy już tu kiedyś wspominałem, numer posteuropejski również bardzo interesujący. Pismo trzyma poziom i z tych dwu numerów widać z grubsza o co środowisku skupionemu wokół Pressji chodzi. Kupiłem też ostatni numer 44 - choć okładka działa odstręczająco. Pismo ciekawe, kilka artykułów przeczytałem bez bólu, kilka z ciekawością. Przerażający fanatyzm - ale dopóki to jest pismo, a nie bojówki, to nie mam z tym problemu. Po prawej stronie jest jeszcze kilka pism, które znam z przeglądania w księgarni, trudno więc bym się o nich wypowiadał. Z prawackiej młodości pamiętam Frondę, lecz dziś nawet po nią nie sięgam. Z lewej strony z przyzwyczajenia kupuję coraz nudniejszą Krytykę Polityczną i - czasami - Przegląd Anarchistyczny.

Nie piszę tej notki jednak jako recenzji prawicowych (albo lewicowych) kwartalników/nieregularników, lecz by wspomnieć o młodzieńczym marzeniu, by pismo redagować i wydawać. Takie marzenia biorą się z poczucia, że nie istnieje pismo, na którego kolejny numer bym czekał (no może z wyjątkiem Nowej Krytyki, ale to pismo filozoficzne, jakby z innej półki...). Kiedyś był to Stańczyk, następnie Fronda, potem KP, ale to już przeszłość. Pisma nie powstają jednak z takich indywidualnych marzeń (choć KP może... co być może jest tego pisma problemem) ale z potrzeby pewnego środowiska. Za każdym ważnym pismem stoi grupa osób o określonych poglądach, wyraźniej wizji świata. Wyjątkiem wydaje mi się Res Publica Nowa (zaraz się pewnie redaktorzy obrażą... trochę prowokuję, bo obiecali mi przysłać najnowszy numer) której nie mam pojęcia o co chodzi.

Z tej perspektywy Polska ma jedynie ultrakonserwatywną, wojowniczo-katolicką inteligencję, inteligencję liberalną ('wszyscy kochamy Korwina'), nudną lewicę (z wyjątkiem Praktyki Teoretycznej, która jest ciekawą próbą ominięcia papieru) i kilku fajnych anarchistów.

Mam nadzieję, że to nie jest cała prawda o Polsce i nie jest to prawda o polskiej inteligencji... Lewica w Polsce marzy o władzy, opowiada o przełamywaniu hegemonicznego dyskursu i tworzeniu think-tanków. Ale zanim się do tego zabierze, trzeba wykonać jeszcze kolosalną pracę myśli...

(Oczywiście - zaraz ktoś wspomni blogi, ale na blogach nie ma poważnej pracy intelektualnej, są co najwyżej szkice. Blogi nie tworzą też poważnego środowiska, co najwyżej grupki kolegów i koleżanek, miło spędzających ze sobą czas.)
21:54, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (1) »
wtorek, 15 maja 2012
629. w między czasie...
Przepraszam, jeśli ktoś czeka na jakieś nowe notki. To niestety jest ten czas na uczelni, kiedy nie mam czasu ani pomysłu o czym mógłbym napisać. Studenci kończą projekty, my je oceniamy. Kończę proces rekrutacyjny studentów na M.Arch i MA - wygląda na to, że będziemy mieli bardzo ciekawą ekipę w przyszłym roku... w końcu przychodzą do nas ludzie przede wszystkim dlatego co robimy, a nie dlatego, że blisko Kornwalia ;)
Na dodatek pojawiają się inne rzeczy do zrobienia - np. zamiana automatycznych referencji na goły tekst z odnośnikami w mojej nowej książce (angielskiej jej wersji, o polską nie pytajcie...), zamiana przypisów z footnotes na Harvard (nienawidzę Harvard, ale ponieważ tekst pójdzie do journala zamiast do książki, to muszę zmienić). Obiecałem trzy teksty po polsku, które będę próbował napisać do końca miesiąca...

W międzyczasie więc polecam blog moich studentów - w czwartek/piątek oddanie ma 1 rok, za tydzień drugi - pojawią się więc pewnie zdjęcia. Nie chcę zapeszyć, ale myślę, że będzie dużo ciekawych projektów do pooglądania (a dla mnie też do poczytania).

No i trzymajcie kciuki za Grecję! Jak bogini pozwoli, już w czerwcu będą tam mieli radykalnie lewicowy rząd.
23:18, krzysztof_nawratek , inne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 maja 2012
628. prawicowe zwyczaje
Na portalu rebelya.pl ukazała się polemika Michała Łuczewskiego (z pisma 44) z moim tekstem "Obrońcy życia i grabarze tego, co wspólne", który ukaże się w miesięczniku Znak w... lipcu.

Co w zasadzie uniemożliwia jakąkolwiek dalszą dyskusję.
Mam jednak wrażenie, że ani Michałowi Łuczewskiemu ani portalowi rebelya.pl na dyskusji nie zależy. Cała ta historia potwierdza w sumie tezę mojego tekstu, ale by się o tym przekonać (lub przekonać się, że nie potwierdza) będziecie musieli zaczekać do lipca. Cóż, prawicowe zwyczaje dotyczące polemiki są dla mnie zupełnie niezrozumiałe...

Do tekstu Łuczewskiego mam w tej chwili jedną uwagę - drobną, ale moim zdaniem bardzo ważną. Łuczewski nie zadał sobie trudu, by sprawdzić w przypisach o jakim przypadku Agaty* piszę w swoim tekście - odnosi się więc do zupełnie innej sprawy... No chyba, że sprawdził, ale ponieważ mu nie pasowało do koncepcji, to po prostu skłamał. Więc albo zwykła nierzetelność, albo kłamstwo z premedytacją...
_____
Ja pisałem na temat Agaty Lamczak.

[8.05.2012] Oświadczenie Znaku + fragment mojego tekstu.

[9.05.2012] A teraz merytorycznie - Praktyka Teoretyczna daje odpór, cóż, próba wykorzystania Agambena przez prawicę nie może ujść na sucho ;)
19:53, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (2) »
czwartek, 26 kwietnia 2012
627. i jeszcze raz...
... o re-industrializacji.

Tym razem w Notesie na 6 Tygodni.
Cały notes ciekawy, więc szczerze polecam.
21:18, krzysztof_nawratek , miasto
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 kwietnia 2012
626. miasto przemysłowe 2.0 - ciąg dalszy (nastąpi)
W piątek spotkaliśmy się w Rastrze z Edwinem Bendykiem by porozmawiać o przemyśle i mieście, o neo- lub re-industrializacji (notka Edwina tutaj). Niestety, dyskusja, głównie za sprawą Pani-W-Białym-Sweterku [zapis wideo z dyskusji na stronie Fundacji Bęc! Zmiana], średnio się kleiła. Choć Pan-Z-Narożnika bardzo starał się by była ona jednak merytoryczna i na temat. Ostatecznie nie było źle (tak myślę), choć widać, że trudno się dyskutuje o hipotezach i eksperymentach, a nawet o praktycznym wymiarze pewnych procesów, gdy wielu z zabierających głos walczy po prostu o swoje pensje i bonusy.
________
A z innej beczki - w Przekroju rozmowa na temat książki Jana Sowy, o której pisałem na tym blogu, między innymi z moim udziałem.
19:36, krzysztof_nawratek , miasto
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 kwietnia 2012
625. miasto przemysłowe 2.0
To się musiało w końcu stać - piszę i mówię o reindustrializacji, najwyższy czas zacząć o nią walczyć.
20 kwietnia w Warszawie z Edwinem Bendykiem będziemy dyskutować 'reindustrializacja (ja) kontra neoindustrializacja (Edwin)', spotkanie organizuje Fundacja Bęc! Zmiana, szczegóły wkrótce info tutaj [Galeria Raster, Wspólna 63, godzina 18:30]. Dzień później zaczynamy warsztaty projektowe w Ursusie.

A w październiku ciąg dalszy... First we take Ursus, then...?
13:36, krzysztof_nawratek , miasto
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 09 kwietnia 2012
624. Fantomowe ciało króla - mocna [prawicowa] książka
Parę miesięcy temu, młodzi krakowscy konserwatyści skupieni wokół pisma Pressje podjęli trud zaprzęgnięcia lewicowych (a może po prostu współczesnych? Większość współczesnej myśli humanistycznej i społecznej jest lewicowa...) teorii do konserwatywnego/prawicowego powozu. Efektem było wydanie teki Pressji pod hasłem 'I love lewica'. Trzeba przyznać, że próba prezentowania lewicowym (ze wszystkimi zastrzeżeniami) językiem konserwatywnych idei okazała się interesująca, jednak moim zdaniem skończyła się porażką. Mimo pewnej biegłości (choć zdarzały się też oczywiste wpadki - jak na przykład błędne rozumienie podmiotu u Latoura) język współczesnej humanistyki i nauk społecznych jest jednak dla krakowskich konserwatystów językiem obcym. To trochę jak nauka angielskiego w liceum - niby wszystko jest okay, ale połowy odniesień kulturowych w Black Books i tak nie można zrozumieć.

W zupełnie innej sytuacji jest inny mieszkaniec Krakowa, Jan Sowa, socjolog i wydawca dla którego lewicowy ('współczesny') język nauk społecznych, filozofii i humanistyki jest jego własnym językiem.

Wydana właśnie książka (mająca - jak rozumiem - prowadzić do habilitacji) 'Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmaganie z formą' [dodano 10.04.12: na stronie Praktyki Teoretycznej wprowadzenie do książki - przesmaczne, polecam!] z wielką biegłością odczytuje historię Polski ostatnich kilkuset lat poprzez dorobek myśli Wallersteina, Latoura, Lacana, Zizka, Laclau'a, Badiou a także teoretyków myśli post-kolonialnej. Sowa pisze sprawnie, prezentując swe wywody z rzadką w polskiej humanistyce klarownością (nawet znany dziennikarz-bloger, który z pogardą, pochodzącą najwyraźniej z ignorancji pisał o " żiżkologii lacanistycznej" nie powinien mieć specjalnych problemów, by książkę zrozumieć).

Jan Sowa przekonuje, że po śmierci ostatniego króla Polski, państwo praktycznie przestało istnieć. Owo 'Fantomowe ciało' nawiązuje do idei dwu ciał króla - ciała materialnego i ciała politycznego. Królowie elekcyjni mieli jedynie ciała materialne, nie byli więc w rzeczywistości królami w ich funkcji reprezentowania państwa (czy wręcz 'bycia państwem'). Co gorsza, miejsce, które we współczesnych demokracjach nigdy nie zostaje zajęte pozwalając na demokratyczny spór pomiędzy różnymi grupami, w I Rzeczpospolitej zostało zawłaszczone przez szlachtę, która utożsamiła się z państwem i narodem (wyłączając z narodu polskiego, poprzez użycie ideologii sarmackiej zarówno chłopstwo jak i mieszczaństwo). Jak malowniczo opisuje to Sowa: "Ciało fizyczne króla umarło śmiercią naturalną, a ciało polityczne zostało dorżnięte przez szlachtę, która na jego trupie urządziła sobie karnawał zwany demokracją szlachecką" (strona 240).
Tu przychodzi na myśl najnowsza książka Agambena "The Kingdon and the Glory: For a Theological Genealogy of Economy and Government", której Sowa chyba jeszcze nie miał szansy przeczytać, choć używa aparatu teologii politycznej w podobny do Agambena sposób.

Sowa płynnie przechodzi od analizy geopolitycznych idei I Rzeczpospolitej, ustroju gospodarczego Polski szlacheckiej (przy okazji obalając mit jakoby Rzeczpospolita była 'spichlerzem Europy') do rozwiązań instytucjonalnych oraz ideologii (sarmatyzmu), która wiązała i uzasadniała formę istnienia (a w zasadzie nieistnienia) Polski.

W wywodach Sowy, czuje się rozczarowanie odrzuceniem przez polską szlachtę przemysłowej, nowoczesnej modernizacji (a więc kapitalizmu), rozczarowanie panicznym strachem jaki szlachta odczuwała przed wyimaginowanym niebezpieczeństwem zbytniego wzmocnienia władzy królewskiej, niesmak intelektualnym lenistwem, brakiem wyobraźni i klasowym egoizmem - który uniemożliwił powstanie nowoczesnego narodu. Choć Sowa tylko w jednym miejscu powołuje się na krakowską szkołę historyczną i w dwu na myślicieli związanych z Narodową Demokracją (Dmowskiego i Wasiutyńskiego - i czyni to z wyraźną wobec nich niechęcią) przez przynajmniej połowę książki miałem poczucie, że Sowa jest niesfornym, heretyckim kontynuatorem zarówno Stańczyków jak i (klasycznych, zanim się zdegenerowali w ONRy) Endeków. Sowa oczywiście ma poglądy zupełnie nie-prawicowe, szczególnie jeśli za prawicę uznamy tych, którzy w Polsce współcześnie się za nią uważają. Fragmenty, w których cytuje jak karana była szlachta, która dopuściła się zabójstw czy przemocy wobec chłopów, powinny wszystkich, którzy wciąż wieszają sobie portrety szlacheckich przodków na ścianach (tak, jest w książce wspomniany prezydent Komorowski, choć w nieco innym kontekście) skłonić do ich schowania i natychmiastowej zmiany nazwiska. To są jednak tylko momenty (podobnie, gdy pisze o polskim kresowym projekcie kolonialnym), w których Sowa nie ukrywa swojej niechęci i oburzenia wobec szlacheckiego barbarzyństwa. Przez większość książki opis jest zimny, racjonalny, pokazujący w jaki sposób Polacy sami zaprzepaścili szanse by stać się nowoczesnym państwem i narodem i jak sami skazali się na bycie peryferiami. Ten chłód argumentacji (z lekko wyczuwalną pasją, która tę argumentację nakręca) przypomniał mi endeckich i konserwatywnych krytyków polskiego romantyzmu czy po prostu polskiej politycznej głupoty.

Końcówka książki stawia fundamentalne pytanie - czy z pozycji peryferyjnej można w ogóle wyjść? Sowa polemizuje tu z tezami współczesnej polskiej (postmodernistycznej) prawicy, która chciałaby szukać wyjścia w jakiejś wyjątkowości, czy też swojskości Polski. Sowa nie ma złudzeń, że to kolejne wcielenie sarmackiego snu - pokazuje zresztą, że taka próba delegitymizacji Centrum nie jest polską specjalnością, że zarówno w Polsce jak i wszędzie indziej nie ma sensu. Alternatywa, za jaką opowiada się Sowa jest w książce opisana dość tajemniczo, jako (powołując się na Terry'ego Eageltona) "wejście w wyalienowaną logikę, aby obrócić ją przeciwko niej samej", wydaje mi się jednak, że jest w gruncie rzeczy oczywista. Jeśli (z czym, jestem pewien, Sowa by się nie zgodził) książka jest heretycką kontynuacją pragmatycznego, racjonalnego nurtu polskiej prawicowej myśli politycznej, to końcówka dodaje do ukrytych inspiracji Różę Luksemburg. Sowa pisze, że Centrum nie stało się tym, czym jest, przez przypadek, lecz ukształtowało swoją hegemonię wraz z ustanowieniem hegemonicznej narracji kapitalizmu. Jedynym więc wyjściem z peryferii - co Sowa sugeruje, ale nie pisze wprost - może być jedynie zbudowanie hegemonicznej kontr-narracji, narracji heterodoksyjnej, czerpiącej z domagających się uznania uniwersalistycznych dążeń narodów i państw peryferyjnych. Nie nacjonalizm więc, lecz internacjonalizm i odrzucenie/przekroczenie kapitalistycznej hegemonii jest jedyną drogą dla Polski (i świata).

'Fantomowe ciało króla' to moim zdaniem jedna z najważniejszych książek jakie ukazały się ostatnio w Polsce. Lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy o Polsce (i polityce polskiej) myślą poważnie - bez znaczenia z której strony politycznej barykady się znajdują.

_____
Uwaga techniczna: to pierwsza książka, którą w całości przeczytałem jako ebooka. Czytałem ją na ekranie LCD galaxy note o wielkości 5,3". Na całym ekranie była wyświetlana jedna strona, ponieważ Universitas sprzedaje swe ebooki jako pdfy (nie ma tego problemu z formatem epub, który pozwala na regulowanie wielkości czcionki). Czytanie w ten sposób jest męczące, więc jeśli mógłbym zaapelować do wydawców - unikajcie pdfów...


08:54, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (7) »
środa, 04 kwietnia 2012
623. z post-chadeckiej perspektywy
Medialne mody są zadziwiające... choć nie - to uproszczenie, nie byłoby zainteresowania mediów, gdyby nie rzeczywiste działania. Na dodatek w Warszawie...
W każdym razie na temat skłotów odpowiedziałem na ankietę w najnowszym Notesie na 6 tygodni

Bez innowacji społecznej nie będzie innowacji w gospodarce. Skłoty są pozasystemowymi eksperymentami społecznymi — zajmują tymczasowo przestrzeń, która jest martwa, po to by ją ożywić. Można oczywiście występować przeciwko skłotom, powołując się na „święte prawo własności prywatnej”, lecz ja wolę powoływać się na Katolicką Naukę Społeczną, która — na przykład w słynnej encyklice papieża Piusa XI, Quadragesimo Anno — mówi o dwoistości własności: z jednej strony ma ona służyć temu, kto ją posiada, z drugiej jednak na służyć dobru wspólnemu. Nie powinno więc dziwić, że gdy w protestanckiej kulturze anglosaskiej własność jest często ściśle związana z jednostkowym posiadaniem, w katolickiej Brazylii od 2001 roku to wspólnota miejska może — między innymi poprzez progresywne opodatkowanie — wymuszać zmiany użytkowania, a w sytuacjach wyjątkowych odbierać własność tym, którzy dobra wspólnego nie respektują. W Polsce, szczególnie w Warszawie, gdzie liczba gruntów o nieuregulowanej własności jest olbrzymia, skłoty — zarówno w postaci „tradycyjnych” alternatywnych miejsc zamieszkania i kultury, jak również jako „skłoty produkcyjne” — są szansą na ożywianie tego, co ultrakonserwatywnie interpretowane prawo własności uśmierca. Miasto powinno więc przede wszystkim nie przeszkadzać, nie nasyłać państwowej policji, by wspierała i tak silniejszego właściciela, lecz raczej pomagać w negocjowaniu i po chrześcijańsku wspierać potrzebujących. Wydaje się, że powinno powstać prawo, a w skali miejskiej przynajmniej zasady postępowania, które nie negując praw właściciela, pozwoli na społeczne, ekonomiczne i polityczne eksperymenty. Własność nie jest święta, jak większość pojęć w życiu społecznym, jest kwestią takiej lub innej umowy.


oraz udzieliłem jednego wywiadu, (który jak na razie się nie ukazał) który właśnie się ukazał na stronie TVN Warszawa. W obu przypadkach (w wywiadzie bardziej) starałem się pokazać (post)chadecką perspektywę, której wydaje się być dość wierny ostatnio... Starałem się więc również pokazać, że gdy radny PiS mówi, że sercem jest ze skłotersami, to niekoniecznie wynika to jedynie z chęci niezgodzenia się z PO...
10:13, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 58