|
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
A oto autor
Blogi
Inne
Moje
Napisz do mnie
![]() This work is licenced under a Creative Commons Licence |
wtorek, 09 lutego 2010
345. kto jest po drugiej stronie?
"Kiedy startowałem z 'Europą' poprosiłem o zrekrutowanie na potrzeby badań grupy złożonej z ludzi z tytułem doktorskim. Oceniali 'Europę', w której był przedruk debaty Ratzinger-Habermas. Dyskusja poszła w stronę analizy słabościa obu panów. Ten Habermas - to o co mu chodzi... Ratzinger - czy to Niemiec... Lubię Habermasa, ale on nie używa tylu przymiotników. Ten tytuł jest za długi... Kantowska definicja, o zawinionej niedojrzałości, po fokusach wydaje się mocno pochlebna dla ludzkiej natury. Ona jest skazana na niedojrzałość. Ludzkość - wedle badań marketingowych - to wieczny półprodukt. Starałem się komunikować z półproduktem." (Robert Krasowski w wywiadzie ze Sławomirem Sierakowskim,Co do ludzi z tytułem doktorskim w PL nigdy nie miałem złudzeń (wciąż pamiętam kilka doktoratów, które miałem nieprzyjemność czytać, a których autorzy nie byli w stanie napisać zdania złożonego, które miałoby jakiś sens), ale pytanie 'kto jest po drugiej stronie tego bloga' wciąż mnie intryguje...
niedziela, 07 lutego 2010
344. Aleksandro! Nie idź tą drogą!
Fundacja Bęc Zmiana przysłała mi książkę 'Warszawa jako struktura emergentna: Em_Wwa 1.0', której współautorką jest Aleksandra Wasilkowska. Mam z tą książką pewien problem. Po pierwsze znam autorkę, co zawsze powoduje przesunięcie percepcji procesu czytania, po drugie znam Joannę Erbel, która w książce publikuje swój tekst, co czyni wszelką próbę recenzji podwójnie trudną, po trzecie wreszcie jestem uprzedzony do wszelkich publikacji, które są w zamierzeniu nieczytelne dla 'zwykłego zjadacza chleba', mimo tego, że traktują o partycypacji społecznej i demokracji. Może zresztą akurat w tym jest ona szczera - tu wcale o partycypację nie chodzi? Książka ta zawiera zresztą zabawną adnotację (świadczącą o tym, że autorzy / wydawcy zachowują zdrowy dystans do siebie): 'Towarzystwo do Walki z Wykluczeniem Społecznym i Towarzyskim Poprzez Używanie Hermetycznego Języka (TWWSTPUHJ) odmówiło wsparcia (wydania książki)' Nie twierdzę, że książka ta jest niepotrzebna. Owszem, idee w niej zawarte nie są nowe, ale w Polsce dopiero wchodzą do publicznej debaty. Rozumiem też fascynację, która utrudnia krytyczny stosunek do wypracowanych gdzie indziej i przez kogo innego idei. Książka ta jednak jest co najmniej dziwna - zdania w rodzaju "Planowanie nie ogranicza się więc już do studiów nad formą obiektów architektonicznych..." świadczyłyby o tym, że autorka nie ma zielonego pojęcia o planowaniu (bo nie wiem kiedyż to 'planowanie zajmowało się studiami nad formą obiektów architektonicznych'? w XVIII wieku?) Książka ta świadczy też o pewnej ewolucji poglądów autorki (co zawsze jest zdrowe i co sam chciałbym by o mnie było mówione), która jeszcze na spotkaniu w ramach cyklu 'Duopolis' była bardzo skoncentrowana na 'anarchiczno-organicznym' widzeniu miasta (o tragicznych skutkach takiej wiary doskonale pisał Mike Davis w Planecie Slumsów). Dziś Aleksandra Wasilkowska dostrzega już, że wiara w żywiołową samoorganizację społeczną jest co najmniej naiwna. Dziś mówi ona o połączeniu planowania odgórnego z oddolnym. Tym co jest chyba najbardziej niepokojące jednak, jest pozytywistyczna wiara w siłę nauki i obiektywnie idealnych rozwiązań. Mieszkańcy miasta są użyteczni jako zasób wiedzy o mieście, ale nie mają w gruncie rzeczy żadnego wpływu na podejmowanie decyzji. Jak pisze autorka (tytułowa platforma) "Em_Wwa 1.0 jest pomyślan(a)e jako narzędzie, katalizator wymiany i komunikacji pomiędzy wszystkim chcącymi uczestniczyć aktorami." Na temat obsesji komunikacji i wymiany, która w rzeczywistości zamraża społeczeństwo w stanie (jak to nazywa Zizek) interpassivity ('You think you are active, while your true position, as embodied in the fetish, is passive') wspaniale pisze profesor Jodi Dean w świetnej książce 'Democracy and other neoliberal fantasies. Communicative capitalism and left politics', (którą szczerze autorce / autorkom polecam). Owa 'komunikacja i wymiana' prowadzi do 'zafiksowania się' jej uczestników. To już nie jest komunikacja by osiągnąć jakiś efekt, a jedynie nieustanny przepływ, fluktuacja danych. Dokładnie tym jest Em_Wwa. W połączeniu z przesunięciem akcentów z partycypacji oddolnej zmierzającej do zmiany, na partycypację zmierzającą do wykreowania wiedzy, która potem jest wykorzystywana przez ekspertów i ich cudowne maszyny, pracujące w neutralnym świecie naukowej abstrakcji jest wizją niemal totalitarną. Rozumiem dobre intencje autorek i wydawców, ale - moim zdaniem - ta książka to krok w niebezpiecznym kierunku. Aleksandro, nie idź tą drogą!
środa, 03 lutego 2010
343. the quest for post-neoliberal city
Miasto neoliberalne ma się dobrze... ale nie wszędzie. Na peryferiach EU spekulacyjny kapitał zniknął pozostawiając pustynię - nie ma nic, co dawałoby szanse na odrodzenie (bo jak długo można żyć na kroplówce z Unii?) Każda więc próba znalezienia alternatywy dla modelu który nie działa jest warta rozważenia. Filmik jest fragmentem projektu strategii rozwoju Andrejsali w Rydze, autorstwa naszych studentów, który można by opisać jako 'pomiędzy neo-wiktoriańską rewolucją przemysłową a przedsiębiorstwem społecznym'. Ciekawy jest pomysł (nie jest on esencją tego projektu, ale mimo tego jest istotny) by przestrzeń publiczna była ściśle związana z produkcją. Nie jest to jeszcze przestrzeń publiczna oparta na general intellect, ale pewne inspiracje już widać...
wtorek, 02 lutego 2010
342. na prawą nóżkę...
Ostatnio tekst na portalu Krytyki Politycznej, tym razem na portalu Kultury Liberalnej... Enjoy!
sobota, 23 stycznia 2010
341. ciał zmartwychwstanie...
Ciał zmartwychwstanie jest jednym z tych elementów chrześcijańskiej doktryny, który sprawia, że nie warto jej całkowicie odrzucać. Arystoteles uważał, że jedynie dusza rozumna jest nieśmiertelna - redukował więc w gruncie rzeczy to co ludzkie, jedynie do tego co rozumne (oczywiście doceniam związanie przez Arystotelesa duszy z ciałem jako takiej). Chrześcijanie natomiast, wierząc w zmartwychwstanie ciała, chcąc nie chcąc, uznawali że ludzkie są również 'żądze ciała'. Ta niechęć do redukowania człowieka jedynie do myśli jest w chrześcijaństwie wciąż obecna. Ta niechęć była i jest również rdzeniem chrześcijańskiej niezgody na kapitalizm, na redukcję ('kompresję stratną') tego kim jesteśmy, do tego co posiadamy. Jak słusznie zauważył TK, nie byłoby współczesnego globalnego świata, gdyby nie ta kompresja. Bo 'kompresja stratna' o jakiej pisałem w odniesieniu do pieniądza, nie jest redukcją - jest kompresją właśnie. Kompresją naszej pozycji społeczno-ekonomicznej do czystej liczby. Tyle tylko, że ta liczba, by zacząć znów mieć znaczenie (w procesie dekompresji) musi się 'nami zabrudzić'. Projektujemy siebie na pieniądz, w prawdziwie wolnym (czy rzeczywiście?) akcie samo-stworzenie. Jesteśmy tym co kupujemy. Chrześcijańska niechęć do pieniądza jest niechęcią do ludzkiej wolności - takiej wolności, która pozwala przekroczyć odpowiedzialność za swoje czyny i etykę. To wolność prawdziwie suwerenna. Nieważne jak pieniądze zarobiłeś, ważne jak je wydajesz. A ponieważ ty decydujesz, jak je wydajesz - jesteś suwerennym, wolnym od wszelkich wpływów bytem. Tu jednak wracamy do duszy rozumnej. Ci którzy widzą w kapitalizmie system etyczny, redukują człowieka do jego świadomych, racjonalnych, rozumnych właśnie decyzji. Chrześcijanie wiedzą, że to jest kłamstwo - że w procesie dekompresji pieniądza ulega on zabrudzeniu właśnie tym, co jest nieracjonalne - naszymi żądzami, emocjami, poruszeniami ciała. A one nie w całości należą do nas . Nimi zarządzają plotki, agencje reklamowe, znajomi, przyjaciele i wrogowie. W procesie dekompresji pieniądza - momencie twórczego aktu autokreacji - nie jesteśmy więc sami. Nie stwarzamy więc siebie jakim chcielibyśmy być, lecz siebie jakiego podpowiadają nam inni. Nie ważne co w środku - ważna powierzchnia, a powierzchnia nie jest nasza. Dlatego właśnie współczesny kapitalizm jest niemal niezniszczalny - jest częścią naszej istoty. Czy istnieje jakieś wyjście 'na wolność'? Być może, a kluczem jest ciał zmartwychwstanie...
piątek, 22 stycznia 2010
niedziela, 17 stycznia 2010
339. pieniądz nie jest tym, czym się wydaje...
No cóż, brnijmy dalej w pozorną ezoterykę... Przede wszystkim uprasza się o nie sianie defetyzmu w komentarzach (:-P) - alternatywa(y) istnieje(ą), bo musi(szą). Wbrew pozorom, najbardziej oczywistą jest alternatywa komunistyczna - dziś jak najbardziej możliwa w krajach wysokorozwiniętego kapitalizmu. Niestety, wbrew autorom Imperium, nie sądzę by była ona możliwa 'sama z siebie', niemniej jednak - TINA była i jest kłamstwem. Najbliższy rok jak sądzę wykaże, czy moje intuicje się sprawdzą i inflacji (znaczącej) nie będzie. To przekonanie opiera się na przeczuciu, że nie istnieje jeden rodzaj kapitału. Że pieniądz _zawsze_ jest częścią składową czegoś innego, że w gruncie rzeczy pieniądz jako byt samoistny nie istnieje. Znaczy to, że dokapitalizowanie banków odbyło się za pomocą zupełnie innego 'kapitału', niż dofinansowanie konsumpcji. Jadwiga Staniszkis ma więc oczywiście rację, gdy w swej najnowszej książce pisze, że obecny keynesizm jest zupełnie inny od swego 'oryginału'. Swoją drogą, lektura tej książki pozostawia czytelnika w rozterce - jeśli Staniszkis ma rację, to czy nasi liberałowie (z Leszkiem Balcerowiczem na czele) są po prostu głupcami, czy też są cynicznymi graczami 'na pasku globalnych korporacji i imperialistycznych rządów'? Nie istnieje kapitał, istnieją różne kapitały. Zawsze w powiązaniu z czymś innym. Jeśli tak - to teza jaką postawiłem: 'postmodernizm jest niedokończonym projektem' jest realnym projektem oporu. Staniszkis w gruncie rzeczy nie pozostawia nam wyboru - jeśli chcemy obronić demokrację, jeśli chcemy obronić naszą indywidualną wolność musimy odrzucić współczesny kapitalizm.
środa, 13 stycznia 2010
338. kapitalizm finansowy i miasto
Kłopot polega oczywiście na tym, że nie jestem specjalistą od finansów. Notka więc opiera się na intuicjach - jeśli jakiś finansista z otwartą głową chciałby się włączyć do dyskusji, uprzejmie zapraszam! Nie można (niestety?) poważnie mówić o mieście ignorując znaczenie jakie we współczesnym świecie ma finansowy i komunikacyjny aspekt współczesnego kapitalizmu. O 'digitalizacji' (oczywiście bez użycia tego pojęcia) relacji międzyludzkich w mieście pisał już sto lat temu Georg Simmel. Jak pisałem w notce 'pieniądz jako kompresja stratna' pieniądz osłabia związek pomiędzy pozycją społeczną a ekonomiczną. Oczywiście, nie zrywa (zrywał?) tego związku ostatecznie ani zupełnie - wciąż pozostawał kulturowy kontekst w jakim pieniądze podlegały obrotowi (były wydawane i zarabiane). Jednakże fenomen Stanów Zjednoczonych, zastępujących w pozycji hegemona Zjednoczone Królestwo pokazuje rewolucyjną siłę pieniądza odartego z post-feudalnych ograniczeń. Relacje międzyludzkie, te w których pieniądze występują (w różny sposób) opierają się na splocie różnych akcji i pozycji - zawsze jednak wymagały istnienia realnego ciała. Nawet jeśli dokonuję zakupu kartą kredytową pliku mp3 w sklepie iTunes, to ja - mój gust muzyczny, moja potrzeba lub kaprys są kluczowe dla aktu zakupu. Ponieważ współczesny kapitalizm, ze swym terrorem GDP, usiłuje maksymalizować ilość transakcji (ilość przepływającego kapitału), jest oczywistym, że to moja niedoskonałość w generowaniu potrzeb, moja ograniczona 'pożądliwość' jest dla kapitalizmu największą przeszkodą (problem w postaci braku gotówki został zlikwidowany poprzez wynalezienie kart kredytowych). Po raz kolejny więc to ludzkie ciało, ze wszystkimi swoimi ograniczeniami, staje się ostateczną zaporą dla współczesnego kapitalizmu. 'Kapitalizm finansowy', w połączeniu z 'kapitalizmem komunikacyjnym' usiłują te przeszkodę przezwyciężyć. W jednym i drugim przypadku nie mamy już do czynienia z pieniądzem zahaczonym w człowieku lub przedmiocie czy też z informacją która ma nadawcę i odbiorcę, lecz z cyrkulacją. Zarówno kapitał jak i informacja dziś przede wszystkim krążą - i tylko ich 'odbicia' są widoczne w 'realnym' świecie. Z tego też powodu, kryzys finansowy 2008-2009 okazał się o wiele mniej niebezpieczny, niż wszyscy się obawiali(śmy). Wbrew kasandrycznym zapowiedziom, że to nie koniec, moim (laickim) zdaniem - kryzys mamy za sobą. Pytanie brzmi - co z tego wynika? Przede wszystkim - że to co niedoskonałe zawsze zatryumfuje nad tym co idealne. Że brak jest lepszy i bezpieczniejszy od pełni. Że ciało wciąż opiera się duchowi. Lekcja z kryzysu to też lekcja dla miast. 'Branding' i 'marketing', finansowe spekulacje i architektoniczne ekscesy (Dubaj) mają znaczenie tylko o tyle, o ile mają zakotwiczenie w ludzkich ciałach (z ich potrzebami i żądzami). Najwyższy czas miasto 'rozkleić'. Skupić się na powierzchniach pomiędzy różnymi logikami. Czas jeszcze raz odrzucić totalitarną metanarrację neoliberalizmu i skupić się na warstwach i tym co pomiędzy nimi. Postmodernizm jest niedokończonym projektem.
niedziela, 10 stycznia 2010
337. teraz już pójdzie z górki...
"...prawdziwy człowiek pracy. Pracując tak dobrze jak
tylko potrafi, czerpie sens ze swoich wewnętrznych wartości, sens jego
społecznego statusu jaki daje mu wykonywana praca". ![]() (cytat i zdjęcie stąd)
sobota, 09 stycznia 2010
|