Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Kategorie: Wszystkie | Chiny | architektura | dywagacje | hipotezy | inne | making people angry | miasto
RSS
poniedziałek, 31 stycznia 2011
467. radźcie sobie sami, czyli prawica u władzy
Gdyby to nie było tragiczne, to byłoby bardzo śmieszne - po ostatnich informacjach o powrocie recesji w UK, rząd przedstawił projekt rozruszania gospodarki:

"The government will tomorrow announce one element of its growth strategy. The employment minister, Chris Grayling, will say that six "enterprise clubs" will be created around the country where established businesses will share their experience with unemployed people, providing them with advice they might not otherwise be able to afford". (całość TU)

Używając języka polskich polityków, powiedziałbym, że to jest porażający plan. Bierzemy bezrobotnych, źle wykształconych ludzi którzy sobie w życiu nie radzą, wysyłamy ich na rozmowę z przedsiębiorcami, którzy odnieśli sukces, ci przekazują bezrobotnym swe doświadczenia i... BANG! Bezrobotni doznają objawienia i stają się przedsiębiorcami.

Tak, brytyjskie uniwersytety zasługują na swój los, jeśli takie pomysły rodzą się w głowach absolwentów Oxbridge...
08:55, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (1) »
sobota, 29 stycznia 2011
466. kolejna polemika, kolejny felieton, debata w Wawie
Na portalu My Poznaniacy ukazała się kolejna polemika z moim ostatnim felietonem, oraz mój nowy felieton.

Przy okazji - dostałem potwierdzenie na temat mojego udziału w publicznej debacie dotyczącej relacji Łodzi i Warszawy. Wraz z prezydentkami Łodzi, Warszawy oraz Markiem Janiakiem (z którym już raz debatowałem) spotkamy się 18tego Lutego.
Dokładne miejsce i czas podam gdy sam będę wiedział (zdaje się, że w Muzeum Sztuki Nowoczesnej i o 18:30, ale nie chcę wprowadzać Was w błąd)
07:40, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (3) »
czwartek, 27 stycznia 2011
465. nie muszę...
Joanna Erbel na portalu KP opublikowała felieton dotyczący rozterek związanych z braniem pieniędzy od ludzi, których nie lubimy.
Przyznam się szczerze, że gdy jeszcze pracowałem jako praktykujący architekt w Polsce, większość ludzi dla których wykonywałem swoje projekty nie budziła mojej szczególnej sympatii. Co ciekawe, czym mniejszą sympatię moi klienci we mnie budzili, tym uczciwiej mi płacili.

Joanna oczywiście pisze o czymś poważniejszym  - o tym, czy artystom i społecznikom wypada brać pieniądze od władzy, którą chcieliby/powinni krytykować. Joanna argumentuje, że to przecież nie są tej władzy pieniądze (w przeciwieństwie do moich klientów, którzy w większości byli prywatnymi przedsiębiorcami), lecz nasze, publiczne pieniądze. Interesujący argument, obawiam się jedynie, że w praktyce, to jednak SĄ 'ich' pieniądze, a nie nasze.

Wydaje mi się, że (mówię to z pozycji prostego inżyniera) sprawa jest dość prosta. Dotyczy relacji zależności. Jeśli nasze (osoby, organizacji lub instytucji) istnienie 'zależy' od ludzi, od których bierzemy pieniądze, jeśli w pełni uzależniamy się od naszych klientów, to mamy przechlapane. Jeśli natomiast możemy, ale nie musimy brać od nich kasy - nasza sytuacja jest o niebo lepsza.

To jest podstawowa różnica pomiędzy prywatną firmą konsultingową a (klasycznym) uniwersytetem. Firma zrobi cokolwiek klient sobie zażyczy, uniwersytet (ponieważ ma inne źródła finansowania) jest z zasady bardziej niezależny, bardziej skłonny by szukać prawdy, a nie by zadowalać klienta.
Podobnie jest gdy mamy do czynienia z relacją ekspert - instytucja lub instytucja - instytucja. W tej pierwszej sytuacji, ekspert jest w słabszej pozycji (chyba, że dostanie zapłatę zanim wykona pracę), w drugiej, ponieważ staje się częścią większego układu, jego pozycja jest lepsza.

Z tego więc punktu widzenia, wszystko zależy od relacji sił i zależności - jeśli jesteście w sytuacji, że w każdej chwili, gdy władza próbować was korumpować, możecie odwrócić się na pięcie i wyjść, możecie spokojnie dla władzy (nawet tej, której nie lubicie) pracować. Jeśli jednak (z różnych przyczyn) wiecie, że moglibyście znaleźć się w sytuacji, gdy _musicie_ zagryźć zęby i robić czego od was żądają - odradzam.
17:20, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (19) »
wtorek, 25 stycznia 2011
464. akademisko ;)
Na portalu My Poznaniacy polemika z moim felietonem. Nie jakaś tam zwykła polemika, lecz poważna, akademicka, używająca słów, których prosty inżynier (jak ja) bez słownika nie pojmie.

Na dodatek polemika koncząca się rodzajem donosu:

"Konkludując: przekonanie o „sprawczości struktur” w realiach „organizacyjnej hipertrofii” nowoczesnego świata jest w istocie kryptokonserwatywne. Dobrze wiedzą o tym ci socjologowie, dziś już chyba w większości, którzy dawno już porzucili wiarę w wyjaśnienia hiperstrukturalne. Dbałość o komunikacyjną sferę publiczną, również miejską sferę publiczną, jest więc jednocześnie troską o „radę nadzorczą” demokracji".

No i masz babo placek! Zostałem zdemaskowany jako kryptokonserwatysta (a pewnie za chwile faszysta)! Auć! I co teraz będzie? Czy Krytyka Polityczna nadal będzie chciała wydać moją nową książkę? Czy może powinienem zmienić wydawcę na Teologię Polityczną?

Nie będę się wdawał w polemikę z polemiką. Kto przeczytał oba teksty z otwartą głową, sam zgadnie co mógłbym napisać...

________
Dodane 4 lutego: właśnie widzę na fejsbukowej stronie My Poznaniacy, że się autor polemiki lekko obruszył na to co powyżej.
Dwie uwagi więc teraz (a reszta być może na żywo w Poznaniu):
- kto protekcjonalnie piszę o innych, ten niech się nie skarży, gdy inni mu w nonszalancki sposób odpowiadają
- 'akademicki' język polemiki na felieton jest arogancją formy. Formy, która na dodatek zakrywa dość banalną treść.
02:13, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Komentarze (3) »
niedziela, 23 stycznia 2011
463. na krawędziach głównego nurtu
Moi studenci z pierwszego roku magisterki wrzucili w końcu na swojego bloga projekty, nad którymi pracowali cały poprzedni semestr. To nie są projekty 'rewolucyjne', jak (przynajmniej niektóre) projekty z roku drugiego (mam nadzieję, że pojawią się w sieci w najbliższym tygodniu), ale to był pierwszy raz, gdy 'moje dzieci' wyszły poza skalę architektoniczną (budynku). Jest tu przynajmniej kilka naprawdę ciekawych prac, większość moim zdaniem ślizga się po krawędziach głównego nurtu, nieśmiało zerkając co też może być poza nim. W przyszłym roku będą już (jestem pewien!) odważniejsi, będę mógł więc pokazać Wam prawdziwie 'rewolucyjną' urbanistykę.

Jest pomysł, by zrobić to w Polsce. Jeśli czyta tego bloga jakiś lewicujący (albo po prostu z otwartą główą) polityk miejski, to zapraszam na priva ;)

A na razie - milego oglądania!
http://plymarch.wordpress.com/projects/year-2010-2012/urban-strategy-2010/
16:37, krzysztof_nawratek , miasto
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 stycznia 2011
462. lutowy 'tour de pologne'
Jeszcze tylko chwilka i na prawie miesiąc znikam z Plymouth. Główny plan to pisać, ale ponieważ będę w Polsce, to będę miał również inne zajęcia. Miałem być na przykład w Katowicach, nawet oficjalne zaproszenie podpisane przez szefa ESK 2016 Katowice  dostałem, ale cóż... się odwołała konferencja. Jakoś ni mom scyńścia z tymi Katowicami...

Za to inne miasta jak najbardziej. I tak:

7go lutego [data uległa zmianie, ale na jaką jeszcze nie wiem] w Warszawie, w lokalu na Chłodnej 25, o 18:30 wezmę udział w publicznej dyskusji "Łódź w Warszawie", w ramach serii spotkań Miasto 2.0. Nie mam jeszcze potwierdzenia kto jeszcze tam będzie, ale z tego co słyszałem, zapowiada się ciekawie (no dobra - plotki głoszą, że będę debatował m.in z paniami prezydent Łodzi i Warszawy...).

A potem będę w Poznaniu.

19 lutego poprowadzę warsztaty Koolhaas Lagos/Nawratek Poznań.
(można się zapisywać mejlowo - szczegóły za linkiem)

22 lutego o 18:45, w sali Śniadeckich Collegium Maius wygłoszę wykład "Pustka, która łączy: Miasto wobec konwencji, instytucji i organizacji", który zainauguruje cykl "Miasto jako idea polityczna", organizowany przez Pracownię Pytań Granicznych.

23 lutego natomiast, w Teatrze Ósmego Dnia wezmę udział w debacie "Miasta w kryzysie, kryzys w miastach".

Prawdopodobnie 21 lutego będę miał spotkanie poświęcone mojej drugiej książce w Instytucie Socjologii, ale szczegółów jeszcze nie znam.

W każdym razie, zapowiada się dla mnie bardzo ciekawy, intelektualnie stymulujący luty.
Do zobaczenia w Polsce!




17:22, krzysztof_nawratek , inne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 stycznia 2011
461. przede wszystkim "Urbi..."
Pod takim tytułem, na portalu My Poznaniacy, co dwa tygodnie będzie ukazywały się moje felietony. Jeśli z niecierpliwością czekacie na moją nową książkę, to potwierdzam, że ciężko nad nią pracuję, a te felietony to takie zapiski na marginesach. Mam nadzieję, że wam się spodobają. Pierwszy - pod tytułem "Epifania w Starbucku" - już wisi na stronie. Enjoy!
09:07, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 10 stycznia 2011
460. my anthem
Dziś są moje urodziny - wszystkim serdecznie dziękuję za życzenia (mnóstw mnóstwo miłych mejli!)
Więc to nie, że się dopraszam życzeń.
Mariusz Cz. mnie zainspirował i postanowiłem zrobić mały coming out... jest taka piosenka, którą ja odczytuję w dość specyficzny sposób... cóż, krótko mówiąc, oto mój hymn (odkąd pierwszy raz tą piosenkę usłyszałem). Jakość strasznie słaba, ale pewnie macie to gdzieś na płycie... ;)


21:32, krzysztof_nawratek , inne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 stycznia 2011
459. pielgrzymka do Poznania
Jako nowo mianowany 'papież polskich urban studies' (eh, co ze mnie za papież, nie tylko nie mam ani jednej dywizji, ale nawet żadnego Banco Ambrosiano...), ze swoją pierwszą pielgrzymką wybieram się oczywiście do Poznania. Będę tam pod koniec lutego przez pięć dni na zaproszenie wielu dobrych ludzi, z wykładami, warsztatami, na spotkaniach i publicznych dyskusjach. Będzie mnie przez pięć dni w Poznaniu aż za dużo :) - szczegóły wkrótce.

Będę miał tam bardzo mało wolnego czasu, ale pewnie znajdę chwilkę by spotkać się z moimi starymi znajomymi, Filipem i Piotrem Libickimi (jeśli oczywiście po tej notce wciąż będą mieli ochotę ze mną rozmawiać ;). W ramach odświeżania znajomości, Piotr przysłał mi link do swojego artykułu opublikowanego w poznańskiej GW. Tekst ma już kilka miesięcy, ale myślę, że wciąż warto o nim kilka słów napisać. Szczególnie na tym blogu.

Przede wszystkim, tekst jest niesamowitym przykładem seksistowskich stereotypów i mizoginistycznej narracji. Byś może za długo mieszkam poza Polską i za dużo czytam Guardiana (zamiast - powiedzmy - Daily Mail) i dlatego mnie takie rzeczy szokują...

Autor atakuje mieszczańskość Poznania i nieobecność życia publicznego. Nie wiedzieć czemu, za głównego winowajcę takiego stanu rzeczy, uznaje kobiecość utożsamioną z troską o rodzinę i to, co domowe. Piotr przeciwstawia kobiecość męskości, która jego zdaniem jest bardziej "publiczna", zatroskana o świat. (Zabawne, że gdy dostałem mejla od Piotra, akurat robiłem mojej żonie śniadanie.)

Spuśćmy jednak zasłonę milczenia na język i mizoginistyczne metafory (w końcu, to mieści się w starej tradycji flâneur'a, dziś w jakimś stopniu odnowionej przez graficiarzy, również najczęściej płci męskiej). Jednak czy takie przeciwstawienie - dom przeciwko ulicy, ma w ogóle sens? Do pewnego stopnia na pewno.

Mamy ograniczoną ilość czasu, więc jeśli jesteśmy w domu z rodziną, to nie jesteśmy na ulicy z przyjaciółmi. To oczywiście do pewnego stopnia wyjaśnia, dlaczego struktura społeczna centrów współczesnych miast Zachodu opiera się przede wszystkim na młodych, bezdzietnych profesjonalistach.

Przyczyn, dla których rodziny nie chcą mieszkać w centrach miast jest oczywiście więcej. Niektóre z nich Piotr słusznie wskazuje - na przykład brak spokojnych przestrzeni publicznych. Ale nie fontanna, a darmowa i czysta publiczna toaleta - z możliwością przewinięcia dziecka - powinna być w centrum naszej uwagi. Jest to również kwestia bezpieczeństwa, spokoju, dobrych szkół i tak dalej.

Pomysł, by wpuścić do centrum miasta studentów ("Domy Alfa na Św. Marcinie zamienić w tętniące życiem akademiki") idzie dokładnie w tym samym kierunku - dla Piotra Libickiego miasto jest dla młodych, dla konsumpcji, dla "ekscesu", nie dla zwykłego życia. To jednak zaskakujące, że człowiek o mocno prawicowych poglądach okazuje się w swoich pomysłach na miasto tak antyrodzinny!

Zadziwiająca jest powierzchowność owego życia miejskiego, o którym pisze Libicki. Nie dostrzega on ani tego, co miasto napędza ekonomicznie, ani tego, że by prowadzić takie życie jakie mu się marzy, trzeba mieć czas i pieniądze (a o tym nie decyduje płeć, lecz klasa społeczna). Nie dostrzega więc problemów społecznych, konfliktu pomiędzy użytkownikami a mieszkańcami miasta, ba! przez zaciśnięte zęby i po cichu przyznaje, że wielki Browar wyssał życie ze śródmieścia, ale ten wątek porzuca, nie wyciągając z niego żadnych wniosków!

To cieszy, że konserwatyści dostrzegają kryzys, w jakim znajdują się współczesne (również polskie) miasta. Szkoda, że tego kryzysu nie są w stanie zrozumieć. Myślę, że trochę lektury "lewackich" specjalistów od miast dobrze by im zrobiło. Proponuję, aby "My Poznaniacy" przygotowali i rozesłali listę lektur obowiązkowych dla poznańskich konserwatystów.

Kto wie, może przeczytają? I może będzie o czym z nimi rozmawiać? W końcu, im też zależy na lepszym mieście... (chyba).
;)
20:04, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Komentarze (1) »
środa, 05 stycznia 2011
458. miasta dla mieszkańców, nie dla mieszczan
Moje ostatnie publiczne notki (tekst na portalu KP oraz 'orędzie noworoczne' na portalu My Poznaniacy) sprowokowały dwoje działaczy Zielonych 2004 (najpierw Agatę Czarnacką, a później Bartłomieja Kozka) do polemiki. To zawsze dobrze, bo daje szansę by doprecyzować argumenty i przemyśleć je na nowo. Choć jestem przekonany, że mam rację, to przecież mogę się mylić... ;)

Zanim jednak odpowiem na argumenty zawarte w tekstach Czarnackiej i Kozka, chcę wyjaśnić nieporozumienia, jakie znajduję w odczytaniu przez nich moich tekstów.

Przede wszystkim, mój tekst zamieszczony na portalu KP nie był bynajmniej tekstem przeciwko równomiernemu rozwojowi przestrzennemu Polski, ani tym bardziej przeciwko małym miastom.
Jest to tekst apelujący o lokalną akumulację kapitału oraz o planowanie na poziomie regionalnym, którego w Polsce po prostu nie ma. Nie chodzi więc bynajmniej o myślenie metropolitalne, co zarzuca mi Czarnacka, lecz o myślenie regionalne. Sytuacja, w której gminy znajdujące się tuż za granicą dużego miasta prowadzą wobec tego miasta wrogą politykę, wykorzystując jego zasoby a nie dając nic w zamian, jest po prostu szkodliwa: dla tych gmin, dla miast, na których pasożytują, a w dłuższej perspektywie dla regionów i kraju.

Z tekstu Czarnackiej przebija się myślenie o różnych prędkościach rozwoju, autorka pisze: "Drobna produkcja i rzemiosło, nie do utrzymania w wielkich miastach, ma szansę się spokojnie rozwijać w małych i średnich". To jest moim zdaniem słuszny trop (pisałem o tym między innymi w "Miasto jako idea polityczna"), jednak bardzo ryzykowny. W takim razie powinniśmy rozmawiać już nie tylko o planowaniu na szczeblu regionalnym, ale i krajowym. Tak jak powstawały specjalne strefy ekonomiczne, tak też słabsze ośrodki musiałyby podlegać innym regulacjom, innym prawom. Nie twierdzę, że jest to niemożliwe, twierdzę, że to jest niesłychanie trudne.

Innym, kluczowym dla tego tekstu, aspektem myślenia Czarnackiej jest przekonanie, że małe jest piękne, że małe ośrodki miejskie mogą wygrać z wielkimi metropoliami. Otóż nie mogą. Przykłady niemieckie czy włoskie nie mają zbyt wiele sensu - tam mamy do czynienia z najbogatszymi regionami w kraju, o małej stosunkowo powierzchni (a więc łatwej dostępności) z bardzo silnymi ośrodkami metropolitalnymi (Monachium czy Mediolan). W Polsce poza metropoliami mamy do czynienia przede wszystkim z niedoinwestowanymi regionami południowo-wschodnimi.

Takiego rozproszonego rozwoju próbował Mao, ale dopiero jego następcy stawiając na wielkie metropolie, uczynili Chiny gospodarczą potęgą. Małe ośrodki muszą zamieniać się w obszary, w regiony, by móc przetrwać i konkurować na globalnym rynku. (Bo chyba nie wierzymy w przyszłość autarkii?)

Reasumując - Polska ma bardzo ciekawą, zrównoważoną strukturę przestrzennego rozwoju kraju. Należy to wykorzystać, stawiając na różnorodny rozwój regionów. Ale to właśnie silne regiony, a nie miasta jako takie (tym bardziej nie miasteczka czy wsie) są kluczem do zrównoważonego i trwałego rozwoju Polski.

Tekst Bartłomieja Kozka jest bardziej wojowniczy, zasługuje więc na bardziej stanowczą odpowiedź. ;) Przede wszystkim, jeśli uwaga "Z neoficką gorliwością zaczyna się en masse odrzucać interesujące czy też po prostu modne prądy w myśleniu o mieście i źródeł wysokiej jakości życia w nim. Intelektualny ferment nie jest niczym złym, jednak chociażby tak stanowcze atakowanie teorii Richarda Floridy..." dotyczy mnie, to chciałbym nieśmiało zauważyć, że moja krytyka Floridy pochodzi z 2008 roku (jeszcze raz odsyłam do 'Miasto jako...')... A mój atak na postmodernistyczne teorie miejskie i architektoniczne z 2005 (polecam moją pierwszą książkę "Ideologie w Przestrzeni. Próby demistyfikacji") Trudno więc mówić o mnie per 'neofita'.

Autor pisze: "Nawet zestandaryzowane pomysły Floridy nie ujednolicają miast tak bardzo, jak dawne, modernistyczne idee..." - rzecz w tym, że mnie nie boli ujednolicanie miast, wręcz przeciwnie! Modernizm był egalitarny, chciał, poprzez oczywiście opresyjne zestandaryzowanie ludzi i ich potrzeb, zaspokoić podstawowe potrzeby wszystkich mieszkańców. Czy ja tęsknię za tym heroiczno-utopijnym marzeniem modernizmu? Owszem.

Rozumiem drobnomieszczańskie marzenia Kozka - wszyscy chcielibyśmy żyć lekko, łatwo i przyjemnie. Popijać cappuccino i dyskutować o Althusserze. Problem niestety polega na tym, że klasa średnia, owo drobnomieszczaństwo, do którego wzdycha Kozek, zanika. Nie jest to moja obserwacja, lecz fakt, o którym dość powszechnie się dziś dyskutuje (teksty na ten temat ukazywały się również po polsku, choćby tutaj).

Próba budowania przyszłości miasta na przegranej klasie nie wydaje mi się dobrym pomysłem... Nie wiem, ile na koncie ma Kozek, ale ja żyję z pracy swoich rąk i umysłu. Jestem więc robotnikiem, proletariuszem. Muszę pracować, by przeżyć. Mogę oczywiście próbować wywyższać się ponad kierowcę autobusu (który zarabia jakieś 40% tego co ja), ale i on/ona, i ja jesteśmy pracobiorcami. Jak stracimy pracę - stracimy wszystko.

Gdzie więc jest moje potencjalne drobnomieszczaństwo? W kapitale kulturowym? Czy fakt, że zamiast kupić bilet na mecz, wydam pieniądze na bilet do muzeum, to taka fundamentalna różnica? Oczywiście, istnieją wciąż drobni sklepikarze, płacący £40k rocznie czynszu za swój malutki sklepik z chińskimi suszarkami. Mogę im współczuć, ale jakoś nie wierzę, że to oni są przyszłością miasta.

Kozek zarzuca mi nostalgię i próbę powrotu do przeszłości, gdy nawołuję do re-industrializacji naszych miast. Tylko, że to nie jest żadna przeszłość! To się dzieje tam (w Chinach, Indiach, Niemczech) i teraz! Wystarczy zobaczyć, jaka jest struktura budżetów europejskich krajów, które najwięcej ucierpiały we wciąż trwającym kryzysie. Tak się składa, że tam, gdzie się wciąż coś produkuje (przede wszystkim w Niemczech, ale również we Francji i Polsce) kryzys przechodzi znacznie łagodnej, niż na przykład w Wielkiej Brytanii. (Nie wspominając o Hiszpanii, gdzie produkcja budowlana - czyli bańka spekulacji na nieruchomościach - wynosiła około 15% dochodów budżetu, podobnie było zresztą w Irlandii.)

Przy okazji - nigdy też nie słyszałem o "hutach siarki", o których chęć rozwoju w Polsce Kozek mnie oskarża...

Dalsza część tekstu Bartłomieja Kozka dotyczy strategii wyborczej, szczególnie w kontekście sukcesu jaki, mimo braku swoich radnych, odnieśli My Poznaniacy. Autor przekonuje, że oparcie swojej bazy wyborczej na klasie średniej było słusznym rozwiązaniem i tego należy się trzymać. Jak napisałem powyżej, owa klasa średnia za chwilę zorientuje się, że nie istnieje. Moim zdaniem należy tym właśnie ludziom przedstawić taką narrację, która odpowie na ich rzeczywiste problemy. Taka narracja nie może być oparta na fantazmatach... Co więcej, taka narracja poszerza bazę wyborczą. Czego zarówno Poznaniakom, jak i Zielonym 2004 serdecznie życzę.



23:38, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Komentarze (19) »
 
1 , 2