Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Kategorie: Wszystkie | Chiny | architektura | dywagacje | hipotezy | inne | making people angry | miasto
RSS
sobota, 27 lutego 2010
352. hipoteza czwarta: to co społeczne
To co społeczne (przy czym 'społeczne' rozumiemy znacznie bliżej Latoura niż klasyków w rodzaju Tonniesa) rozważać będziemy jedynie jako uzupełnienie rozważań o podmiocie (który zdefiniowaliśmy wcześniej). Przede wszystkim więc odrzucamy 'dualistyczne mówienie', odrzucamy rozróżnienie na wnętrze i zewnętrze, na komponent i strukturę. To co społeczne istnieje jedynie dlatego i poprzez to czym jest (w jaki sposób zdefiniowaliśmy) podmiot. Podmiot jako byt a_androgyniczny, zawsze nie-pełny, zawsze nie-skończony.
12:41, krzysztof_nawratek , hipotezy
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 lutego 2010
351. Bogna Świątkowska pyta...
... autor bloga odpowiada.

Na zachętę (?) taki fragment:



22:20, krzysztof_nawratek , dywagacje
Link Dodaj komentarz »
350. hipoteza trzecia: człowiek, post-człowiek
Tym co wyróżnia człowieka nie jest kultura czy język, lecz nie-naturalność. Człowiek zerwał swe związki z naturą i cały czas się od natury oddala. Dlatego z jednej strony powoływanie się na naturę by wesprzeć swoje (najczęściej konserwatywne) przekonania etyczne, a z drugiej teza o nadchodzącym post-człowieczeństwie nie mają sensu.
Jeśli coś jest 'naturalne' to znaczy, że jest nie-ludzkie. Nie ma powodu by mówić o post-człowieku (w kontekście cyborgizacji czy inżynierii genetycznej), ponieważ człowiek ze swej istoty jest niedookreśloną wielością. Nie może być 'post', może być po prostu inaczej. Jak życie, jak kłamstwo - nie ma jednej definicji człowieka, nie ma jednej drogi. Zerwaliśmy nasze więzi z naturą, nie jesteśmy już jej immanentną częścią, natura jest wobec nas zewnętrzna i zawsze już będzie. Droga wiedzie tylko w przód, do zwielokrotnionego punktu omega.
20:46, krzysztof_nawratek , hipotezy
Link Komentarze (4) »
sobota, 20 lutego 2010
349. hipoteza druga: życie, śmierć i zmartwychwstanie
Śmierć jest prawdą, życie jest kłamstwem. Życie będziemy jednak definiować daleko poza biologiczne rozumienie tego słowa - życiem jest wszystko co nie jest śmiercią. Śmierć jest nicością.

Prawda śmierci jest ostateczna i jedna, kłamstw życia jest nieskończenie wiele. Życie nie jest związane ze świadomością, jednakże jedynie życie świadome może samo siebie opisać i ukierunkować. Świadomość wprowadza napięcie niepewności i nieoznaczoności w podmiot.

Życie ze swej istoty jest (prawdopodobnie) wieczne. Życie się nie kończy, a jedynie (lub aż) mutuje. Podmiot, który częściowo zawiera w sobie samoświadomość okresowo zamiera w podmiot niemy, by pod wpływem przysposobionych resztek (które są żywe) zmartwychwstać. Zmartwychwstały podmiot różni się oczywiście od podmiotu sprzed okresu zamarcia, ponieważ kłamstw jest nieskończenie wiele.
20:29, krzysztof_nawratek , hipotezy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 lutego 2010
348. hipoteza pierwsza: podmiot
Podmiot istnieje.
Jego konstrukcja jednakże nie jest oczywista ani stała.
Podmiot posiada swoje centrum, lecz jest to centrum słabe, oparte na narcystycznym samouwielbieniu i kłamstwie (patrz prace Harolda Blooma, Agaty Bielik-Robson). Centrum jest związane z samoświadomością, lecz samoświadomość ta nie istnieje bez peryferii.
Podmiot jest więc skłamaną samoświadomością oraz przysposobionymi resztkami, takimi jak ciało, relacje z bytami, powietrze czy jedzenie. O słabości owej skłamanej samoświadomości oraz o jej pozornej centralności świadczy choćby fakt, że zmiany w przysposobionych resztkach (brak jedzenia, złe jedzenie, śmierć kogoś z kim byliśmy związani etc.) mogą zniszczyć, albo bardzo poważnie zakłócić funkcjonowanie podmiotu.
Jeśli przewaga katolików (czy szerzej chrześcijan) nad Arystotelesem polega głównie na tym, że pozwolili zmartwychwstać również ciału, nasza przewaga nad katolikami polegałaby na dopuszczeniu do 'zmartwychwstania' przysposobionych resztek - bez których nie istniejemy jako my.
08:14, krzysztof_nawratek , hipotezy
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 lutego 2010
347. a może to był tylko sen...
Nie wiem ilu moich czytelników pamięta jeszcze lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku. Ja trochę pamiętam.
Byłem wtedy dość typowym katolikiem (ultraskie skrzywienie przyszło później) i nosiłem po szkole cegły na budowę parafialnego kościoła.

To był dość niesamowity czas - kościołów nie budowały wielkie firmy (co w zasadzie stało się normą po roku 1989, by wspomnieć choćby budowę bazyliki w Licheniu przez firmę Budimex) lecz parafianie. Interesującym również byłoby wspomnieć że cegła, z której te kościoły przede wszystkim budowano była wtedy produkowana przede wszystkim przez małe, często prywatne cegielnie...

To był dość niesamowity czas również dlatego, że głosem kościoła był wtedy Tischner a nie Rydzyk, a w najbardziej 'bojowych' parafiach można było posłuchać i Macierewicza i Michnika.
Katolicki personalizm w połączeniu z chadeckim kapitalizmem był ofertą, która swoim humanizmem przebijała deklarowany 'humanizm' oficjalnej władzy, która polewała nas gówniarzy armatkami wodnymi czy goniła lejąc pałami (nie, nie jestem kombatantem - nigdy pałą nie dostałem).
I to ten humanizm, poczucie wspólnoty oraz wolność małego handlu czy niemal rzemieślniczej produkcji pamiętam z lat osiemdziesiątych (pamiętam też beznadzieję końca PRLu oraz radość z roku 89).

Tym co wciąż wydaje mi się interesujące z tego okresu to właśnie udział kościoła w budowie kapitalizmu (wpływ na produkcję materiałów budowlanych, usługi) oraz 'społeczeństwa obywatelskiego' (organizacje katolickie, kluby dyskusyjne, pielgrzymki...). To był jednak zupełnie inny kapitalizm, niż ten 'realny', który wymiata bazarowych kupców by zrobić miejsce dla międzynarodowych korporacji.

Ciekawe jest jak łatwo daliśmy się (jako społeczeństwo) oszukać, jak łatwo było nam podmienić jeden model na drugi, jak łatwo było zastąpić myślenie Tischnera na resentymenty Rydzyka.

A może to wszystko tylko mi się śniło... wszak kościół, którym zachwycałem się prawie dwadzieścia lat temu, dziś już jakoś mniej zachwyca...


(zdjęcie stąd: http://www.wilkowyje.pl/)
10:13, krzysztof_nawratek , architektura
Link Komentarze (2) »
czwartek, 11 lutego 2010
346. fa(c)howcy o mieście
W GW (a w zasadzie w Metrze, co jest jednak pewnym usprawiedliwieniem) dwa wywiady o polskich miastach, pod mrożącym krew w żyłach tytułem 'Czy grożą nam miasta widma?'...
Pierwszy wywiad, z niejakim Wiesławem Łagodzińskim z GUS dostarcza niewyobrażalnej wręcz ilości bzdur.
W zasadzie, trzebaby cytować odpowiedzi tego pana w całości:

"Polacy są coraz bardziej mobilni. Co czwarty z nas codziennie dojeżdża dziś do pracy. Mieszkamy w jednym mieście, pracujemy w drugim, a że rynek pracy się zmienia, za chwilę znajdziemy pracę w trzecim mieście i tam pojedziemy. Dziś to my wybieramy miejsce".

My wybieramy?! Mamy taki kaprys, że dojeżdzamy do pracy, czy to raczej jesteśmy zmuszeni dojeżdżać?

Dalej:
'Problem zaczyna się, gdy wszyscy mieszkańcy dojeżdżają albo wszyscy pracują na miejscu. W pierwszym przypadku takie miasto staje się sypialnią, życie powoli zamiera. W drugim jest prawdopodobieństwo, że miasto dotknie syndrom Ełku czy Łap - gdy upadnie główny zakład dający pracę, zacznie się zapaść.'

A gdyby tak miasto miało więcej zakładów? Dywersyfikacja (takie modne jeszcze niedawno słowo) nie rozwiązałaby przynajmniej części problemów? Co wtedy? Wtedy też byłaby tragedia?

Kolejna wypowiedź rozśmieszyła mnie do łez:

'Będzie tak jak w Hiszpanii, gdzie wiele małych miasteczek opustoszało, ale atrakcyjne ceny tamtejszych nieruchomości spowodowały, że wprowadzili się tam Brytyjczycy i te miejscowości znów ożyły. I nas takie miejsca stałyby się łakomym kąskiem dla Szwedów i Norwegów'.

Czy pan z GUS wie ilu mieszkańców ma Norwegia i Szwecja? Czy wie jaki Polska ma klimat? Niby po jaką cholerę Szwedzcy czy Norwescy emeryci mieliby się osiedlać w polskich miasteczkach?
Czy ten pan słyszy co mówi?
Pikanterii tej wypowiedzi dodaje fakt, że spekulacja na rynku nieruchomości w Hiszpanii rozłożyła tamtejszą gospodarkę... Będzie jak w Hiszpanii? Miejmy nadzieję, że jednak nie...

W końcu dochodzimy do fragmentu profetycznego, na pytanie o aglomeracje pan Łagodziński wieszczy:

'Będzie jeszcze dużo, dużo większa. W perspektywie w Polsce powstanie co najmniej pięć wielkich miast. W centrum Warszawa-Radom-Łódź, na południu Kraków-Śląsk, być może Rzeszów, dalej: Wrocław-Jelenia Góra, potem Poznań-Gorzów, a na północy - gdy powstanie autostrada wzdłuż Wybrzeża - zabudowany zostanie cały pas od Szczecina do Trójmiasta. To będą luźno powiązane ze sobą niską zabudową struktury z centrami finansowo-handlowymi'.

Acha. Populacja Polski maleje, gdyby pan z GUS nie zauważył. Struktury o jakich ten pan mówi, owa 'niska zabudowa z centrami finansowo-handlowymi' (czyli piękny przykład z USA) są niesamowicie wręcz energochłonne co powoduje, że w kontekście kryzysu energetycznego związanego z końcem ropy naftowej nie mają żadnych szans na powstanie. To jest po prostu horrendalny bełkot!

Druga część tekstu to wywiad z profesorem z Akademii Ekonomicznej w Katowicach, który opowiada gładkie mejstrimowe komunały o konkurujących ośrodkach miejskich i o Zielonej Górze jako 'polskim Oxfordzie'. Nie warto nawet tego komentować.

Pan z GUS przynajmniej jest zabawny...
21:22, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Komentarze (6) »
wtorek, 09 lutego 2010
345. kto jest po drugiej stronie?
"Kiedy startowałem z 'Europą' poprosiłem o zrekrutowanie na potrzeby badań grupy złożonej z ludzi z tytułem doktorskim. Oceniali 'Europę', w której był przedruk debaty Ratzinger-Habermas. Dyskusja poszła w stronę analizy słabościa obu panów. Ten Habermas - to o co mu chodzi... Ratzinger - czy to Niemiec... Lubię Habermasa, ale on nie używa tylu przymiotników. Ten tytuł jest za długi...
     Kantowska definicja, o zawinionej niedojrzałości, po fokusach wydaje się mocno pochlebna dla ludzkiej natury. Ona jest skazana na niedojrzałość. Ludzkość - wedle badań marketingowych - to wieczny półprodukt. Starałem się komunikować z półproduktem."
(Robert Krasowski w wywiadzie ze Sławomirem Sierakowskim, 
KP 19/2009, strona 149).
Co do ludzi z tytułem doktorskim w PL nigdy nie miałem złudzeń (wciąż pamiętam kilka doktoratów, które miałem nieprzyjemność czytać, a których autorzy nie byli w stanie napisać zdania złożonego, które miałoby jakiś sens), ale pytanie 'kto jest po drugiej stronie tego bloga' wciąż mnie intryguje...
07:11, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (6) »
niedziela, 07 lutego 2010
344. Aleksandro! Nie idź tą drogą!
Fundacja Bęc Zmiana przysłała mi książkę 'Warszawa jako struktura emergentna: Em_Wwa 1.0', której współautorką jest Aleksandra Wasilkowska.
Mam z tą książką pewien problem. Po pierwsze znam autorkę, co zawsze powoduje przesunięcie percepcji procesu czytania, po drugie znam Joannę Erbel, która w książce publikuje swój tekst, co czyni wszelką próbę recenzji podwójnie trudną, po trzecie wreszcie jestem uprzedzony do wszelkich publikacji, które są w zamierzeniu nieczytelne dla 'zwykłego zjadacza chleba', mimo tego, że traktują o partycypacji społecznej i demokracji. Może zresztą akurat w tym jest ona szczera - tu wcale o partycypację nie chodzi?
Książka ta zawiera zresztą zabawną adnotację (świadczącą o tym, że autorzy / wydawcy zachowują zdrowy dystans do siebie):
'Towarzystwo do Walki z Wykluczeniem Społecznym i Towarzyskim Poprzez Używanie Hermetycznego Języka (TWWSTPUHJ) odmówiło wsparcia (wydania książki)'

Nie twierdzę, że książka ta jest niepotrzebna.
Owszem, idee w niej zawarte nie są nowe, ale w Polsce dopiero wchodzą do publicznej debaty. Rozumiem też fascynację, która utrudnia krytyczny stosunek do wypracowanych gdzie indziej i przez kogo innego idei.

Książka ta jednak jest co najmniej dziwna - zdania w rodzaju "Planowanie nie ogranicza się więc już do studiów nad formą obiektów architektonicznych..." świadczyłyby o tym, że autorka nie ma zielonego pojęcia o planowaniu (bo nie wiem kiedyż to 'planowanie zajmowało się studiami nad formą obiektów architektonicznych'? w XVIII wieku?)

Książka ta świadczy też o pewnej ewolucji poglądów autorki (co zawsze jest zdrowe i co sam chciałbym by o mnie było mówione), która jeszcze na spotkaniu w ramach cyklu 'Duopolis' była bardzo skoncentrowana na 'anarchiczno-organicznym'  widzeniu miasta (o tragicznych skutkach takiej wiary doskonale pisał Mike Davis w Planecie Slumsów).
Dziś Aleksandra Wasilkowska dostrzega już, że wiara w żywiołową samoorganizację społeczną jest co najmniej naiwna. Dziś mówi ona o połączeniu planowania odgórnego z oddolnym.

Tym co jest chyba najbardziej niepokojące jednak, jest pozytywistyczna wiara w siłę nauki i obiektywnie idealnych rozwiązań. Mieszkańcy miasta są użyteczni jako zasób wiedzy o mieście, ale nie mają w gruncie rzeczy żadnego wpływu na podejmowanie decyzji. Jak pisze autorka (tytułowa platforma) "Em_Wwa 1.0 jest pomyślan(a)e jako narzędzie, katalizator wymiany i komunikacji pomiędzy wszystkim chcącymi uczestniczyć aktorami."

Na temat obsesji komunikacji i wymiany, która w rzeczywistości zamraża społeczeństwo w stanie (jak to nazywa Zizek) interpassivity ('You think you are active, while your true position, as embodied in the fetish, is passive') wspaniale pisze profesor Jodi Dean w świetnej książce 'Democracy and other neoliberal fantasies. Communicative capitalism and left politics', (którą szczerze autorce / autorkom polecam). Owa 'komunikacja i wymiana' prowadzi do 'zafiksowania się' jej uczestników.
To już nie jest komunikacja by osiągnąć jakiś efekt, a jedynie nieustanny przepływ, fluktuacja danych. Dokładnie tym jest Em_Wwa.
W połączeniu z przesunięciem akcentów z partycypacji oddolnej zmierzającej do zmiany, na partycypację zmierzającą do wykreowania wiedzy, która potem jest wykorzystywana przez ekspertów i ich cudowne maszyny, pracujące w neutralnym świecie naukowej abstrakcji jest wizją niemal totalitarną.

Rozumiem dobre intencje autorek i wydawców, ale - moim zdaniem - ta książka to krok w niebezpiecznym kierunku.

Aleksandro, nie idź tą drogą!
20:08, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (11) »
środa, 03 lutego 2010
343. the quest for post-neoliberal city
Miasto neoliberalne ma się dobrze... ale nie wszędzie.
Na peryferiach EU spekulacyjny kapitał zniknął pozostawiając pustynię - nie ma nic, co dawałoby szanse na odrodzenie (bo jak długo można żyć na kroplówce z Unii?)

Każda więc próba znalezienia alternatywy dla modelu który nie działa jest warta rozważenia.
Filmik jest fragmentem projektu strategii rozwoju Andrejsali w Rydze, autorstwa naszych studentów, który można by opisać jako 'pomiędzy neo-wiktoriańską rewolucją przemysłową a przedsiębiorstwem społecznym'.
Ciekawy jest pomysł (nie jest on esencją tego projektu, ale mimo tego jest istotny) by przestrzeń publiczna była ściśle związana z produkcją.
Nie jest to jeszcze przestrzeń publiczna oparta na general intellect, ale pewne inspiracje już widać...



22:54, krzysztof_nawratek , miasto
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2