Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Kategorie: Wszystkie | Chiny | architektura | dywagacje | hipotezy | inne | making people angry | miasto
RSS
środa, 30 listopada 2011
592. o nowy humanizm: dwie logiki, dwa systemy
Dziś w Wielkiej Brytanii miały miejsce strajki i manifestacje pracowników sektora publicznego w obronie istniejących regulacji emerytalnych. Nawet w moim sennym Plymouth tłum manifestantów przeszedł przez centrum (z zamkniętych szkół musieli się cieszyć sprzedawcy na świątecznym targu, bo dawno takiej ilości dzieciaków i ich rodziców w roboczy dzień w centrum miasta nie widziałem).



Oczywiście można dyskutować, czy akurat strajk w obronie emerytur jest moralnie uzasadniony - w przeciwieństwie do strajku i manifestacji przeciwko podwyżkom opłat za studia (wtedy protestowali głownie studenci i niestety nie w Plymouth), ale ten strajk i manifestacje zdecydowanie miały polityczny wymiar, wymierzony przeciwko cięciom jako takim i całej filozofii 'oszczędzania' jaką aplikuje Wielkiej Brytanii konserwatywny rząd.

Ja jednak wciąż mam problem, by tę postawę 'un-cut' w pełni poprzeć. Oczywiście, pełna zgoda co do opodatkowania bogatych (jeden z wielu przykładów jak bogaci unikają płacenia podatków tutaj), opodatkowania operacji finansowych (podatek Tobina), nie mam też nic przeciwko nacjonalizacji banków czy niektórych przedsiębiorstw. Ale to wszystko to tylko delikatne korekty w ramach obowiązującego paradygmatu. Podstawowy problem, moim zdaniem, polega na całkowitym odejściu od powojennego humanizmu, na rzecz a to myślenia strukturą (PKB, wskaźniki, rynek), a to poststrukturalistycznego, postmodernistycznego czy posthumanistycznego zwrotu we współczesnej (przede wszystkim lewicowej) myśli humanistycznej i społecznej. Uważam to za błąd, któremu ulegają również lewicowi intelektualiści i intelektualistki w Polsce (wczorajszy tekst Joanny Erbel na portalu Kultura Liberalna jest tego dobrym przykładem). Powojenny humanizm miał bowiem siłę będącą efektem przeżycia i przemyślenia horroru wojny - również, a może przede wszystkim tego co wojna uczyniła cywilom. Dotyczy to oczywiście grozy holokaustu, lecz także zburzenia Warszawy, dywanowych nalotów na Drezno, zrzucenia bomb atomowych na Nagasaki i Hiroszimę i wielu innych działań wymierzonych nie w armie, lecz w ludzi.
Humanizm ten starał się więc przede wszystkim zrozumieć i zapewnić każdemu człowiekowi warunki godnego przeżycia (post-humanizm jest oczywiście interesującą perspektywą, ale tylko jeśli rozszerza humanizm, a nie go kwestionuję). Te dwa słowa 'godność' i 'przeżycie' były rzeczywiście kluczowe. Stąd więc wszystkie  programy socjalne, dotyczące powszechnej edukacji (ale też tego co w szkole się działo dodatkowo - mleko dla uczniów, dożywianie, świetlice, zajęcia pozalekcyjne etc.), budownictwa socjalnego (ze szczególnym uwzględnieniem norm i standardów), ochrony zdrowia. Człowiek był w centrum dyskusji i zainteresowania polityki i rządu.
Jakże odmienna dyskusja toczy się dziś! Dziś mówi się o wszystkim, tylko nie o życiu poszczególnych ludzi.

I to wydaje mi się podstawowym błędem całej anty-neoliberalnej strategii. Zamiast zacząć dyskusję od tego czego nam trzeba (mieszkań, jedzenia, zajęcia) dyskutuje się o wysokości zasiłków, emerytur czy dopłat do mieszkań. O jeden stopień zbyt abstrakcyjnie. Jest w tym coś perwersyjnego, że młodzi Hiszpanie muszą mieszkać z rodzicami bo nie stać ich na własne mieszkanie, podczas gdy jednym z najistotniejszych powodów zapaści hiszpańskiej gospodarki była nadprodukcja mieszkań i domów! Grecja jest przedstawiana jako kraj-katastrofa, podczas gdy zapewnienie realizacji podstawowych potrzeb życiowych (mieszkania i jedzenia) nie stanowi w tym kraju wcale aż takiego wyzwania.
Jednak potrzeby życiowe zostały urynkowione i zależą od finansowych spekulacji, które ani nas bezpośrednio nie dotyczą, ani w których nie bierzemy udziału. Nie gra się w ruletkę życiem swojego dziecka, a to rządy w Europie od dawna czyniły. Potrzeby jako takie nie są interesujące, ważne są pragnienia, bo to one nakręcają maszynę wzrostu. Filozofia 'un-cut' jest więc skażona konsumpcyjnym pragnieniem by mieć więcej, by konsumować, a nie żyć.

Nie twierdzę więc, że należy cofnąć się do struktur funkcjonowania świata, które można łatwo zrozumieć i nad nimi zapanować. To jest oczywiście niemożliwe, byłoby to zresztą jakąś współczesną mutacją luddyzmu. Twierdzę uparcie, że istnieją różne logiki i różne porządki. Różnymi się one kierują regułami. Życie i przetrwanie jest czym innym niż zysk i ekspansja. Zamazaliśmy tę różnicę i teraz za to płacimy. Czy da się zniszczyć homogeniczną hegemonię kapitalistycznej (albo post-kapitalistycznej) logiki zysku i konsumpcji? Niechętnie przechodzę chyba na zieloną stronę mocy...
18:35, krzysztof_nawratek , dywagacje
Link Komentarze (13) »
piątek, 25 listopada 2011
591. prawda i przemoc
"Nazywanie faszystami ludzi, którzy poszli manifestować swój patriotyzm, jest ukrytym wezwaniem do przemocy."
Tomasz Terlikowski*

Obawiam się, że się nie dogadamy. Argument, że dziewczyna została zgwałcona, bo miała zbyt krótką spódniczkę, zbyt obcisłe spodnie lub była 'wyzywająco pomalowana' budzi jedynie obrzydzenie, mimo tego, że staram się być tolerancyjnym i rozważającym cudze racje człowiekiem. Problem z fanatykami polega jednak na tym, że ich racji nie wolno 'rozważać', należy je po prostu przyjąć. Prawda jest jedna, my ją znamy, więc o czym tu dyskutować?

Demokracja (czy wszelki ład społeczny) zasadza się na domniemaniu błędu, na odrzuceniu przekonania o posiadaniu jednej, niepodważalnej prawdy. Dlatego oczywiście religia w sferze politycznej jest nie do pogodzenia z demokracją. Co nie znaczy, że religia nie powinna być obecna w sferze publicznej - Habermas słusznie dowodzi, że język religii, jej wyobraźnia do pewnego stopnia konstytuują podstawy języka publicznego. Jednak jedynie osłabiona, wątpiąca religia jest 'bezpieczna'. Chrześcijaństwo Chrystusa mówiącego 'Boże Boże, czemuś mnie opuścił' jest potężnym etycznym wyzwaniem, podkreślającym różnicę pomiędzy Bogiem a człowiekiem, ludzką niedoskonałość i nie-boskość. Ale polski katolicyzm tych słów oczywiście nie pamięta, widząc Boga jako zestaw reguł, których można się nauczyć i wtedy będzie się Bogu równym. Polski katolicyzm jest religią reguł i prawa, nie miłości. Z tego punktu widzenia polski katolicyzm oczywiście jest anty-chrześcijaństwem. Reguły stanowią spójną całość, którą należy wcielać w życie. Podważanie czy kwestionowanie jakiegokolwiek szczegółu, jest podważaniem całości, jest więc bluźnierstwem. To oczywiście powoduje, że taka prawica nigdy nie będzie w stanie sprawować władzy, która nie jest ufundowana na przemocy, na ciągłym procesie 'oczyszczania' z błędów i wypaczeń.

Gdy byłem jeszcze młodym prawicowcem, my - prawicowa studenteria - spotykaliśmy się czasem (niektórzy częściej, inni rzadziej) z łysymi chłopakami w glanach. To była bardzo mocna fascynacja siłą. Pamiętam mojego kolegę (dziś bardzo statecznego polityka jednej z dwu największych partii) chodzącego do najgorszych mordowni, by poczuć ten dreszcz 'prawdziwego, nieskażonego kulturą życia'. Pamiętam tę fascynację w oczach dzisiejszych posłów, europosłów i prominentnych działaczy prawicy, gdy sympatyczny łysy chłopak mówił 'u nas lewaków już nie ma. Wypleniliśmy ich. Pięścią i butem'.

Dzisiejsza prawica tę fascynację dziś uznaje za warunek swojego przetrwania. Przegrywając wybory za wyborami, dziesięć tysięcy manifestantów na ulicach Warszawy jawi im się jako uprawomocnienie przejęcia władzy, być może jedyna droga by rządzić. Ale maszerujący tłum (plus rzucający kamieniami 'prowokatorzy') jest jedynie masą i siłą. Z tłumem się nie rozmawia, nie dyskutuje. Do tłumu co najwyżej można przemawiać, można nim sterować i go pouczać.

Tłum oczywiście ma siłę, jakiej nie ma dyskusyjne kółko wrażliwych lewicowców. Lewicowców, którzy jednak nie mają ochoty by ktoś 'butem i pięścią' robił z nimi 'porządek'. I trudno im się dziwić. Dobrze by było, by nie trzeba było prywatyzować przemocy, ale akurat przeciw temu to mogę protestować ja, a nie opętana ideą wolnego rynku prawica.
____
* http://www.se.pl/wydarzenia/opinie/tomasz-terlikowski-krytyka-polityczna-jest-smiertelnie-niebezpieczna_215347.html


Więcej
http://www.se.pl/wydarzenia/opinie/tomasz-terlikowski-krytyka-polityczna-jest-smiertelnie-niebezpieczna_215347.html
08:03, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Komentarze (49) »
poniedziałek, 21 listopada 2011
590. katolicyzm na poważnie
W sobotniej GW, którą zakupiłem przy okazji pobytu w Warszawie, dwa wywiady - z Adamem Ostolskim (Zastąpmy kapitalizm socjalizmem), bardzo dobry, pod którym mógłbym się niemal w całości (nie jestem głęboko religijnym buddystą) podpisać; oraz z Markiem Horodnicznym. Wywiad z Horodniczym bardzo klarownie pokazuje, kiedyś wspomniane w wywiadzie przez profesora Chrzanowskiego, wyparcie wszystkiego co społeczne i skupienie się jedynie na kwestiach kulturowych przez współczesnych polskich katolików.  Najjaskrawiej chyba widać to we fragmencie, w którym MH mówi o grzechu strukturalnym. Pojęcie to pochodzi z teologii wyzwolenia, lecz jego genezę Horodniczy ignoruje, fiksując się na aborcji i eutanazji. To jest swoją drogą ciekawe, że współcześni katolicy polscy są tak obsesyjnie skoncentrowani na kwestiach śmierci. Muszą się jej strasznie bać...

Przy okazji - kupiłem też ostatni numer Pressji (bardzo ciekawe pismo!) w którym jest tekst usiłujący wykorzystać ANT i Latoura do antyaborcyjnej (no bo jakżeby inaczej - pismo prawicowe bez tekstu o aborcji?!) krucjaty. Oczywiście autor nie rozumie (albo umyślnie ją zakłamuje - co niekoniecznie jest zarzutem) ontologii ANT, usiłując w oparciu o nią uznać płód za silny podmiot (co jest z ANT po prostu sprzeczne), ale sam pomysł, by w końcu prawica przestała mówić tylko o Platonie i weszła w mainstreamową współczesną debatę jest godny pochwały. Swoją drogą Latour, moim zdaniem, w żadnym razie nie jest jednoznacznie lewicowy, sam zauważył że są w jego teorii elementy darwinizmu (który oczywiście też nie jest jednoznacznie prawicowy).

Ale ja nie o tym.

Raczej o specyficznie dialektycznym, katolickim podejściu do prawa własności. W Encyklice 'Quadragesimo Anno' Piusa XI, z 1931 roku czytamy:
"...prawo własności prywatnej przez naturę czyli przez samego Stwórcę ludziom jest dane, na pożytek z jednej strony jednostek i ich rodzin, z drugiej zaś strony, aby za pomocą tej instytucji owe dobra materialne, które Stwórca dla całej rodziny ludzkiej przeznaczył, temu ich celowi rzeczywiście służyły."
Owo "z drugiej zaś strony" niweluje absolutystyczne traktowanie własności prywatnej jako 'świętości' i wystawia ją na negocjacje.
Piszę o tym w kontekście regulacji brazylijskich (o których wspominał kilka miesięcy temu na wykładzie w Warszawie James Holston, wywołując wyraźne obrzydzenie Czesława Bieleckiego), które pozwalają w miastach na radykalne podniesienie podatków od nieruchomości, a nawet wywłaszczenie, jeśli własność (nieruchomość) działa przeciwko interesowi społecznemu. Te rozwiązania prawne wyglądają na prostą konsekwencję uważnego odczytania Encykliki Piusa XI. Raczej nie należy spodziewać się ich w krajach protestanckich - jak USA czy UK. Ciekawe, że są kraje na świecie, które wciąż traktują katolicyzm poważnie... jakież to ciekawe intelektualnie perspektywy otwierałoby przed Polską! Nie dość, że kraj katolicki, to jeszcze post-socjalistyczny. No ale w PL katolicyzm jest już tylko plemiennym rytuałem, a o (post)socjalizmie Polacy histerycznie usiłują zapomnieć. (Post)kolonialna mentalność jest najwyraźniej niemal niemożliwa do przezwyciężenia.
23:49, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Komentarze (3) »
czwartek, 17 listopada 2011
589. ideowej prawicy pod rozwagę
Wciąż nie mogę się nadziwić jakże skrajnie jednostronnej (by nie powiedzieć - kłamliwej) interpretacji wydarzeń 11 listopada przez mainstreamowe media. Próba udowodnienia, że istnieje symetria pomiędzy napluciem na mundur napoleoński a spaleniem samochodu TVN jest zastanawiająca. Jeśli GW i TVN większe zagrożenie zdają się widzieć w Krytyce Politycznej niż w skrajnej prawicy, to oczywistym pytaniem jest - dlaczego? I gdy odpowiemy sobie na to pytanie, odpowiedź na pytanie 'po co' jest oczywista.
Jeśli 'systemowe' media namaściły KP na swego wroga, to najwyraźniej dostrzegają potencjalne zagrożenie ze strony ruchów antyestablishmentowych. Nagle okazało się, że Ziemkiewicz czy Korwin-Mikke są bardziej włączeni w maszynę realnej hegemonicznej propagandy (co jest w sumie oczywiste) niż Sierakowski. To nie chłopcy palący wóz transmisyjny (odkupi się) lecz ludzie kwestionujący zastany porządek są dla 'systemu' zagrożeniem. Jeśli więc ideowa prawica (konserwatywna, narodowa, tradycjonalistyczna) cieszy się dziś, że KP jest pod obstrzałem (rozumiem oczywiście powody takiej uciechy), to jutro niech zada sobie pytanie co to tak naprawdę oznacza.
_____
[22:45] Gwoli uzupełnienia (sprowokowany komentarzami oraz mejlami):
'antyestablishmentowość' rozumiem jako potencjał do zakwestionowania prawomocności / legitymizacji establishmentu. Z tego punktu widzenia to KP jest antyestablishmentowa a nie Nowy Obywatel (część tego środowiska próbowała flirtu z PiS, bez sukcesu). Właśnie dlatego, że to Sławek Sierakowski się chwali że dzwoni do niego Palikot, który (z tego co wiem) nie dzwoni do redakcji Nowego Obywatela. KP przejawia ambicje odebrania inteligenckiego rządu dusz GW, lewica generalnie zakłada (co najmniej częściową) redystrybucję majątku. Nie twierdzę, że KP ma takie ambicje, twierdzę, że _potencjalnie_ głoszone przez KP poglądy mogą do tego typu politycznych pomysłów (i praktyk) doprowadzić. Z tego punktu widzenia, KP oczywiście jest zagrożeniem dla systemu i jego tub propagandowych. A Korwin-Mikke, Ziemkiewicz czy Pospieszalski - nie. Oni systemowi służą.
16:11, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (11) »
niedziela, 13 listopada 2011
588. Maslowem w kryzys...
...albo "prawdziwa gospodarka" przeciw "nieprawdziwym ludziom".

Niedawno nasi studenci mieli spotkanie z lokalnymi planistami. Fraza, którą ci przedstawicieli urzędu miasta powtarzali brzmiała "gdy tylko gospodarka znów ruszy...". Dla tych ludzi nic się przez ostatnie lata nie stało, ot, chwilowa przerwa w spekulacji, ale już jutro, może za trzy dni obudzimy się i znów ceny nieruchomości będą szybować a turyści będą przyjeżdżać  hordami.

Co bardziej niepokoi, to niemal zupełna nieobecność w debacie na temat kryzysu ludzi i ich potrzeb. Mówi się o PKB, o długu publicznym, no dobrze - czasem o bezrobociu.
Ale przecież to wszystko powinno mieć znaczenie drugorzędne, wobec zaspokojenia potrzeb obywateli (mieszkańców).
Czy rzeczywiście jest tak, że europejska gospodarka nie jest w stanie nas wszystkich wyżywić, odziać, wybudować nam mieszkań?
Czy to my jesteśmy dla gospodarki, czy gospodarka dla nas?
Wróćmy do Maslowa, prosty, stary, ale wciąż do wykorzystania.

Europa jest przede wszystkim projektem politycznym, pomysłem na pewną wspólnotę. Jeśli Euro jest problemem, wróćmy do walut narodowych, jeśli Euro może być narzędziem wyjścia z kryzysu - należy go użyć. Jeśli trzeba zmienić prawo by lepiej kontrolować banki - należy to zrobić, jeśli trzeba banki znacjonalizować - nie należy się wahać.

Projekt polityczny wymaga ciągłego próbowania nowych rozwiązań, otwarcia na nieznane, aktywności. Projekt polityczny dotyczy zawsze wspólnoty - Nas. Uznanie, że gospodarka wolnorynkowa czy kapitalizm jest 'naturalny' powoduje, że możemy jedynie modlić się do bogów o deszcz i czekać na ich cudowną interwencję.
13:11, krzysztof_nawratek , dywagacje
Link Komentarze (3) »
piątek, 11 listopada 2011
587. cywilizacja śmierci
Niejaki biskup Ryczan straszy dziś nietolerancją w krajach arabskich. Turcja co prawda nie jest krajem arabskim, ale jest islamskim - może być?
Zizek podaje Gay Pride Istambul 2011 jako przykład jak wygląda ta 'nietolerancja' w porównaniu z 'tolerancją' we wschodniej Europie. Obrazki z PL mieliście dziś (oraz w przeszłości) w TV czas więc na obrazki z Istambułu. Jak ktoś zna mejla do biskupa Ryczana, to niech mu podeśle. Niech sobie ekscelencja poogląda cywilizację śmierci. Może jemu też się spodoba?



___
23:28, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Komentarze (5) »
czwartek, 10 listopada 2011
586. nie sądź ludzi po wyglądzie...
Tak czytam w prasie o Wybrańcach Narodu (ze szczególnym uwzględnieniem Super Specjalistki od Korupcji) jak rechocą, gdy Robert Biedroń przemawia i nie chce mi się tego specjalnie komentować. Ale z drugiej strony, nawet gdy zbiera mi się na wymioty gdy myślę o zachowaniu tych ludzi, to nie wolno milczeć. Tłuszcza rechoce i nie ma w Sejmie nikogo, kto zwróciłby im uwagę, że bez względu na to jakie kto ma poglądy, dobre wychowanie obowiązuje. Dobre wychowanie... ha ha ha... ale przecież większość tych rechoczących to podobno 'konserwatyści'? Wygląda jednak na to, że ich konserwatyzm to 'konserwatyzm sarmacki' jakże barwnie opisany przez Paska.

Tak czytam i patrzę na te ... twarze... i myślę sobie - jakże nie na miejscu wygląda ten sympatyczny człowiek, który właśnie składa ślubowanie. I zaraz refleksja - że to być może właśnie on, jako jeden z bardzo niewielu posłów jest na właściwym miejscu...


(jak ktoś ma mocne nerwy, to może sprawdzić jak GW podpisała to zdjęcie)
23:13, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (2) »
środa, 09 listopada 2011
585. instytucje i rewolucje
Ogłoszenia parafialne:

W przyszłym tygodniu, 17 listopada będę w Warszawie na Wydziale Architektury. (To pierwszy raz, gdy mam wykład dla polskich studentów architektury odkąd wyjechałem z PL ponad dziewięć lat temu... to chyba mówi wszystko o moich relacjach z polskim środowiskiem architektonicznym. :-P)

Wykład jest zatytułowany:
'Nowa Czerwona Architektura. Jak uczyć architektury dla światowej rewolucji'. Więcej informacji wkrótce, na razie trochę TUTAJ. Info TUTAJ
Jeśli po tym wykładzie nie zostanę zlinczowany ani zatrzymany przez policję, następnego dnia, 18 listopada będę moderował sesję 'Kultura i Sztuka sięga bruku', na kongresie ShortCut 2011, gdzie wygłoszę też krótki wykład 'Mniej karnawału, więcej instytucji'. Informacje TUTAJ.

Oczywiście serdecznie zapraszam!
18:18, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (8) »
wtorek, 08 listopada 2011
584. państwo jako pustka
Wczoraj drugie seminarium z cyklu 'Future City: Religion, Revolution, Catastrophe'. Tym razem przede wszystkim mówiłem o tym co 'between and beyond'. Zacząłem od harmanowskiej wykładni ontologii Latoura, przede wszystkim dotyczącej 'okazjonalizmu' (pomiędzy każdymi dwoma aktorami istnieje mediator) i problemów z tego wynikających (co istnieje pomiędzy aktorem a mediatorem). Potem broniłem trochę esencjonalizmu - Harry Potter istnieje jako zestaw narracji, jako czyste zewnętrze; jego czytelnik istnieje zawsze jako coś więcej. Stąd już prosta droga do Badiou (z delikatną dygresją dotyczącą różnicy w rozumieniu symulakry przez Baudillarda i Deleuzego) i rozmowy o tym co wymyka się reprezentacji. Potem na powrót rozmowa o mediatorach, ale już w wymiarze społecznym, a nie filozoficznym, gdzie mówiłem o mojej klasyfikacji interfejsów (intymny, wewnętrzny, zewnętrzny). Stąd dłuższa dygresja na temat pieniądza (znów) jako medium, różnicy pomiędzy językiem naturalnym (z immanentnie istniejącymi w nim błędami/dziurami) a kodem. Trochę mojej ulubionej krytyki miasta przy użyciu Asheima i jego klasyfikacji wiedzy (tylko wiedza symboliczna potrzebuje miasta, analityczna i syntetyczna - nie) by skończyć na wezwaniu do nowego 'humanizmu błędu' (człowiek jako producent, konsumer oraz mediator. Mediacja zawsze zawiera błędy, ale te błędy są warunkiem wolności, przestrzenią kreacji. Widać tu moją fascynację pracami Agaty Bielik Robson oczywiście). Po drodze jeszcze trochę mówiłem o przestrzeni publicznej, która albo jest pomiędzy strefą polityczną i prywatną, ale oznacza to, że jest _poza_ tymi strefami i potrzebuje medium, by stać się znacząca', by się z nimi skomunikować, albo też jest integralną częścią strefy prywatnej/politycznej, a jeśli tak, to nie ma potrzeby jej definiować jako osobnego bytu.

Dyskusja po moim (znów przydługim, niestety) wystąpieniu dotyczyła przede wszystkim potencjału politycznego przestrzeni publicznej oraz idei pustki (void). Najciekawsze chyba komentarz wygłosił prof. Malcolm Miles, sugerując, że jeśli w XVIII wieku sfera publiczna mogła istnieć jako 'mediująca pustka' pomiędzy silnym państwem i silną, integralną sferą publiczną, to dziś owa 'mediująca pustka' przesunęła się i jest dziś 'w państwie'. Konkluzja jest oczywista - ruch 'occupy' powinien przestać okupować skwery, a 'zająć państwo'.

Za tydzień dalej.
11:02, krzysztof_nawratek , dywagacje
Link Komentarze (3) »
niedziela, 06 listopada 2011
583. rozmowa która dzieli
Jadąc do PL, żartowałem z moimi studentami, że gdzie dwu Polaków tam trzy opinie i że Polacy ze sobą nie rozmawiają, tylko ze sobą walczą. Mówiłem im, że to stereotypowe wyobrażenia i że w rzeczywistości nie jest tak źle. No cóż... niemal każda osoba z którą rozmawialiśmy powtarzała tę opinię, trudno więc by studenci nie zaczęli podejrzewać, że może jednak coś jest na rzeczy i Polacy rzeczywiście nie lubią i nie potrafią rozmawiać.

Jak słusznie zauważyła K. 'gadać po próżnicy' to dziedzictwo chłopskiej kultury, być może też kultury szlacheckiej - ale na pewno nie arystokratycznej czy inteligenckiej, która wszak na rozmowie jest oparta. Ale ale - jakiej rozmowie? Inteligent nie rozmawia o pogodzie, lecz roztrząsa najważniejsze kwestie świata. Gdy zaczynamy rozmowę od 'wysokiego C' to natychmiast wiemy, czy nasz rozmówca podziela nasze poglądy, czy też nie (jeśli nie, to ani chybi jest idiotą lub wrogiem).  Rozmowa inteligenta to rozmowa polityczna - dzieli świat i rozmówców, klasyfikuje, dotyczy sprawy, a nie człowieka (człowiek jest jedynie depozytariuszem określonych przekonań). Small talk (czy jest jakieś nieobraźliwe tłumaczenie tego zwrotu? rozmowa towarzyska?) ma zupełnie inny cel - buduje więź. Zamiast dzielić i porządkować świat, raczej go skleja i łączy ludzi. Tu nie o idee chodzi, lecz o człowieka. Oczywiście - to nie jest aż takie niewinne, trzeba wszak znać konwencję by się swobodnie w towarzystwie poruszać, sama rozmowa wymaga umiejętności i treningu.

Może zresztą się mylę i rozmowa towarzyska jest równie brutalnym narzędziem segregującym jak rozmowa inteligencka? Tyle tylko, że dzieli z uwagi na pochodzenie i kapitał kulturowy, a nie poglądy?

To ja już chyba wolę się o przyszłość świata pokłócić...
10:26, krzysztof_nawratek , dywagacje
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2