Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Kategorie: Wszystkie | Chiny | architektura | dywagacje | hipotezy | inne | making people angry | miasto
RSS
wtorek, 30 grudnia 2008
218. styczniowe spotkania - szczegóły
Jak już pisałem, na początku stycznia będę w Polsce.

7go Stycznia w Warszawie, Chłodna 25, godzina 19.00

Więcej szczegółów TUTAJ


Dzień później, 8go stycznia 2009, o 18.00 będę z BWA w Zielonej Górze.
Szczegóły TUTAJ.

Bardzo Serdecznie Zapraszam!!!
12:10, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 22 grudnia 2008
217. jak uratować ginące miasto?
W GW ukazał się niezwykle smutny tekst o umierającym Bytomiu.
Mój przyjaciel KK, który mieszka nieopodal, w Bytomiu bywa bardzo rzadko.
Wpominał mi o oknach zabitych deskami na głównej ulicy już jakiś czas temu.
Piękne poniemieckie miasto umiera.

Dlaczego?

Gdy czyta się o Bytomiu w wiki tej śmierci nie widać. No owszem, upadł przemysł ciężki, ale przecież nie tylko tam...
A jednak - Bytom ginie i gnije.
Jakiś czas temu wypowiadałem się dla portalu mojemiasto o powstającym w środku miasta centrum handlowym. Mówiłem o mieście, które "...przestaje być miastem, oddając bowiem swą duszę rynkowi, dezintegruje społeczność miejską, tracąc wpływ na kształtowanie kapitału kulturowego Bytomia".

No cóż - tak właśnie to widzę, tak przecież wciąż wołam o mieście, lecz wciąż jest to głos wołający na puszczy. Bez odbudowania miasta jako wspólnoty - Miasta jako takiego odbudować się nie da.

We wspomnianym na wstępie tekście, charakterystyczny jest żal autora, że mimo ogromnej ilości pustostanów, nie ma w mieście żadnego skłotu.
I to jest kolejny dowód na śmierć Bytomia - brak alternatywy, brak kontrkultury. Brak emocji...
Nawet pociąg, który po latach znów miał połączyć Bytom z Gliwicami - z powodu małej frekwencji, zdaje się, że znów przestał jeździć.

Nie będę udawał, że wiem, jak Bytom uratować. To zadanie bowiem dla wielu tęgich głów i dla wszystkich mieszkańców. Ale to właśnie dezintegracja społeczności (mieszanka niechętnych sobie przesiedleńców ze Wschodu i Ślązaków) i brak poczucia zakorzenienia jest - moim zdaniem - jedną z podstawowych przyczyn klęski tego miasta. Politycznie Bytom był jednym z najmniej stabilnych miast w regionie.

Jak więc można by się zabrać za odbudowe miasta?
Przede wszystkim, przywracając miasto mieszkańcom. Miasto jako wspólne dobro. Miasto jako potencjał, jako szansa i wyzwanie. Jako egzystencjalna kotwica w niestabilnym świecie.

Bytom jest miastem które jest wręcz wymarzone jako miasto a-androgyniczne, miasto oparte na braku.
Zapewne budżet partycypacyjny, reintegracja dzielnic (znów wspomnę ludzi z PlanetWaWa) mogłyby być dobrym początkiem. Uczciwa i spokojna analiza potrzeb i mozliwości. Jeśli są pustostany, w kraju w którym wciąż są setki tysięcy ludzi szukających własnego domu, to coś tu chyba jest nie tak?
Zapewne zaraz jacyś korwinowcy zakrzykną, by wszystko sprywatyzować, a na argument że te sprywatyzowane kamienice też gniją odpowiedzą że takie są widać prawa rynku. O pomyśle, by uczynić ruch przeciwny, i miasto - łącznie z tym z czym nie radzą sobie właściciele - oddać mieszkańcom, nikt nie bedzie chciał słyszeć.
Ludzi z marginesu, którzy zasiedlają i niszczą puste mieszkania miasto w tej chwili po prostu toleruje, a jedyne o czym marzy, to by sie ich pozbyć.
A przecież to też są ludzie. To też jest potencjał. Przynajmniej część z nich - gdyby dostali szansę i a z drugiej strony gdyby ich ktoś do tego zmusił, pewnie mogłaby stać się aktywnymi i kreatywnymi mieszkańcami.
To nie są żadne fantasmagorie - to przecież się w wielu miastach czyni...

Wiara w to, ze uda się odbudować miasto stawiając kolejne centrum handlowe - i to właśnie takie w którym kultura ulega zawłaszczeniu przez prywatny kapitał - jest po prostu głupotą.
To miasto można uratować, jeśli ono samo tego zechce. Jeśli uda się do tego przekonać mieszkańców.

Architektura i urbanistyka to mogą być użyteczne narzędzia (tak jak często służą destrukcji, tak mogą służyć też kreacji i afirmacji) ale korzeń zmian musi być polityczny.
Bilbao nie odbudowało się poprzez Muzeum Gehrego, ono poprzez to Muzeum wyraziło swoje odbudowanie!

Wciąż czekam na rewolucje... w myśleniu o mieście. Z zarządzaniu miastem.
Rewolucja, albo powolne gnicie - wybór nie należy jednak do mnie...
23:42, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (8) »
piątek, 19 grudnia 2008
216. koniec!
Koniec pierwszego termu (fajny anglizm...:/)
I na zakonczenie studenci robili krótki projekt, którego efekt możecie sobie obejrzeć:


... a potem był pokaz w szkole. 30 różnych grup, 30 różnych projektów. Było baaardzo zabawnie :)
22:18, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (9) »
czwartek, 18 grudnia 2008
215. season's greetings 08/09

The end of the year almost in every culture is a special time. Winter Solstice was a magic time for our pagan ancestors and that touch of magic is still present in our contemporary religious celebrations or just in that funny mood of joy many of us share.

However, that time is pretty serious - it seems that some kind of action is needed to move the sun further and to provoke spring to come. There is no time for any sacrifice, there is the time for Good and Love. Do not hesitate to be good that time! It will pay back – Spring will come.

(picture: http://plym.ac.uk/)

Happy Hanukkah / Winter Solstice/ Christmas and all the best for the next

New 2009 Year!

21:00, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (2) »
sobota, 13 grudnia 2008
214. informacja i miasto
Coraz więcej architektów fascynuje się programowaniem. Architektura parametryczna czy kalkulowana to nowe (od kilku co najmniej lat) obsesje najczęściej młodych architektów i urbanistów.

Tym co wyróżnia takie widzenie architektury jest fascynacja informacją.

Przestrzeń i obiekty są w istocie fragmentami kodu, są czystą informacją. Symulacje (które najczęściej niewiedzieć czemu mają postać ekstrawaganckich, ślicznych obrazków) dotyczą relacji i interakcji fragmentów kodu.

Czy jednak rzeczywiście otaczający nas świat jest czystą informacją?
Z jednej strony tak - popkulturowy obraz z Matriksa jest już częścią masowej wyobraźni.
Z drugiej jednak, czy ten fakt ma dla nas aż takie znaczenie?

Oczywiście - możemy założyć, że ściana budynku może zostać opisana jako materializacja określonej porcji informacji, że sama jest informacją - tylko co z tego?
Stosunek użytkownika do ściany tkwi _pomiędzy_ użytkownikiem a przedmiotem.
Jeśli nawet utożsamimy otaczającą nas rzeczywistość z kodem, to przecież jest to kod sekretny, którego zwykły użytkownik nie jest w stanie odczytać i przekształcić.
Albo inaczej - oczytuje w części i w oparciu o ten fragment rekonfiguruje.

Niepełność, brak, błąd są jednak wszechogarniające.
Rekonfiguracja istniejącego kodu nastepuje więc w oparciu o braki i błedy w tego kodu odczytaniu.

Oczywiście, w skali miasta (a również w skali pojedyńczego obiektu) istnieją (jak nazywa ich Sana) "aktywni obserwatorzy" którzy są w stanie odczytać i zrekonfigurować większość kodu (architekci, urbaniści, urzednicy w Urzędzie Miejskim), jednak po pierwsze - nawet oni nie operują wartościami absolutnymi, po drugie zaś, mnie interesują - jak wciąż powtarzam - zwykli użytkownicy. Tacy, którzy dekodują malutkie fragmenty.

Miasto jest wielkim asemblerem. Informacja wciąż w nim przepływa i buzuje.
Jednak ta informacja po pierwsze nie tkwi jedynie w obiektach (jak już kiedyś pisałem - obiety _rezonują_ społeczno-polityczno-ekonomiczny kontekst), a po drugie ta informacja wciąż jest zniekształcana.
Kod genetyczny miasta wciąż mutuje.
Jeśli ktoś wciąż chce widzieć miasto jako rodzaj organizmu, to powinien widzieć je jako ekstremalny przykład nowotworu, takiego nowotworu na nowotworze.
 
ciąg dalszy nastąpi ...
12:14, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (3) »
wtorek, 09 grudnia 2008
213. przestrzeń prywatna nie istnieje...
(...publiczna zresztą też nie).

W jakiej przestrzeni przebywasz siedząc w domu i pisząc bloga?
Czym jest Twoja "prywatna" przestrzeń w której oddychasz "publicznym" powietrzem? Jeśli siadasz w parku na ławce, to czy przestrzeń którą zajmuje twoje ciało należy do ciebie czy też do kogoś innego?
Gdzie tak naprawdę przebiega granica pomiędzy tym co prywatne a tym co publiczne?

Nie istnieje ani przestrzeń prywatna ani publiczna.
Dziś nie istnieje nawet bardziej niż kiedyś, bo dziś mamy do czynienia z przestrzeniami-hybrydami. I nawet nie dotykając tematu nowych mediów i nowych sposobów komunikowania się (choć flash mob jest ciekawym przykładem przenikania się przestrzeni fizycznej ze sferą czystej komunikacji) mamy mnóstwo przykładów na zacieranie granicy między tym co prywatne a tym co publiczne - jak choćby opisywany przez Rachel Kallus przypadek ludzi mieszkających przy granicy palestyńsko-izraelskiej, a więc - na lini frontu.

Nie istnieje więc przestrzeń prywatna ani publiczna. Zero - jedynkowa waloryzacja przestrzeni inspirująca była w czasach Nolliego, dziś musimy być świadomi, że mamy do czynienia z zagęszczeniem i rozrzedzeniem nakładających się na siebie pól interesów i wpływów.
Przestrzeń jest znacznie ciekawsza, znacznie bardziej intrygująca niż by się liberalnym konserwatystom, wielbicielom defensible space marzyło.
17:55, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (19) »
czwartek, 04 grudnia 2008
212. styczeń w rozjazdach
Wiem, że jeszcze trochę czasu, ale może są tu ludzie, którzy lubią moje wykłady... mogą więc sobie już wpisać w kalendarz że:

- 7go stycznia będę w Warszawie, w lokalu na Chłodnej 25, w związku z projektem DuoPolis

- 8go stycznia będę w Zielonej Górze, na zaproszenie BWA

- 15go i 16go stycznia będę w Nottingham (UK) na symposium
Exploits in the Wireless City (oprócz mnie będzie m.in. Saskia Sassen!)

Więcej szczegółów tuż przed imprezami.
Sardecznie zapraszam!

16:35, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (5) »
wtorek, 02 grudnia 2008
211. seksualne miasto
Wróciłem z Berlina rozczarowany architekturą, lecz zachwycony miastem.
Berlin, jak powiada jego Mer Burmistrz, jest "poor but sexy".
W przelocie pomiędzy Niemcami a UK omsknąłem się o Polskę i kupiłem sobie płytę Marii Peszek "Maria Awaria"



Płyta nie ma najlepszych recenzji - niesłusznie. Jest bardzo przyjemna.
A jak kogoś peszy Peszek mrucząca o seksie, to już nie mój problem.

Ta płyta, Berlin i Libeskind oraz kilkanaście odcinków Sex and the City oglądanych razem z K. (plus kilka bezczynnych godzin na lotnisku w Dusseldorfie...) spowodowało, że nie mogę opędzić się od myśli, że sex i miasto mają ze sobą sporo wspólnego.
Przede wszystkim ową zadziwiającą dwoistość - z jednej strony fizjologiczną cielesność, cielesność kontrowersyjną, cielesność wstydliwą (wydzieliny ciała, wydzieliny miasta) ale też cielesność ekstatyczną (rytm miasta i rytm sexu) z drugiej zaś nawarstwione kulturowe uprzedzenia, tabu spychające przez wiele dziesiątek i setek lat sex i miasto poza centrum zainteresowania.
Czy to rzeczywiście przypadek, że idealne miasta wymyślano w Renesansie?

Tym co mnie jednak najbardziej zafrapowało, jest cielesność, która zarówno w mieście jak i w sexie jest obecnie nieobecna.
To czego zabrakło mi u Libeskinda - zmysłowego doświadczenia - znalazłem w mieście.
To właśnie w mieście - jak słusznie ponad sto lat temu pisał Georg Simmel - nasze zmysły poddawane są nieustannej stymulacji.
To w mieście ilość bodźców powoduje albo otępienie, albo rodzaj transu.
Miasto i seks są intensywne, zwykła fizjologia staje się czymś niezwykłym, kontakt z innymi ludźmi (lub z innym człowiekiem) wpycha nas w nasze ciała, lecz odwrotną stroną - kierując nas nie na zewnątrz, lecz do wewnątrz.

Miasto jest seksualne. Budzi gniew i zazdrość . Uzależnia.
20:26, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (18) »