Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Kategorie: Wszystkie | Chiny | architektura | dywagacje | hipotezy | inne | making people angry | miasto
RSS
środa, 30 kwietnia 2008
123. lewak i prawak
Różne rzeczy mnie na świecie wkurzają - jedną z nich jest tendencja do uproszczeń. Do widzenia świata jedynie w czerni i bieli. Że coś jest dobre absolutnie albo absolutnie złe, że ktoś jest lewakiem albo prawakiem.
Nie wiem, może to z wiekiem przychodzi ;) że zaczyna się widzieć niuanse, a świat wymyka się podziałom robionym siekierą i staje się coraz bardziej różnorodny i ciekawszy?

Nie piszę tego bez przyczyny - oto niejaki "wropismak" na swoim blogu wrzucił mnie w pudełko z napisem "lewak" i zadowolony.

No to ja mam dla niego (ale też dla każdego, kto się chcę pobawić) taką intelektualną zabawę.
Proszę porównać moją ostatnią książkę oraz tekst pana Tomasza Gabisia (jednego z najwybitniejszych polskich myślicieli konserwatywnych, z Wrocławia, tak przy okazji) Między imperium a Polis (tekst p. Gabisia jest z listopada 2007, moja książka trafiła do wydawcy w lipcu 2007, co znaczy że oba te teksty powstawały niemal w tym samym czasie!), teksty te oczywiście wiele dzieli (na przykład objętość), ale też sporo łączy (obaj nawiązujemy na przykład do Neala Stephensona - choć p. Gabiś w przypisach podaje "Zamieć" tegoż autora, a ja "Diamentowy Wiek").

Proszę więc te dwa teksty: "Miasto jako idea polityczna" oraz "Między imperium a polis" porównać i określić który z nich jest bardziej "lewacki", oczywiście proszę swoją opinię UZASADNIĆ.

Miłej zabawy :)
07:02, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (3) »
wtorek, 29 kwietnia 2008
122. cytują...
... i to w sposób nie pozbawiający sensu...

"To właśnie jest kluczowy problem współczesnych miast - zanik wspólnoty politycznej. Upadek przestrzeni publicznych i zastępowanie ich przestrzeniami komercyjnymi, rozpad struktury miasta i prywatyzacja jego przestrzeni są efektem, a nie przyczyną. Nastąpiło całkowite rozejście się Miasta-przestrzeni z Miastem-ideą polityczną" [jako wspólnoty wolnych obywateli działających dla wspólnego dobra] - ostrzega w swojej książce architekt urbanista Krzysztof Nawratek "Miasto jako idea polityczna".

a całość tekstu TU

Najbardziej podoba mi się wstęp -

"Dlaczego ubywa przestrzeni publicznych? Bo miasto przestało nas obchodzić i oddaliśmy je na pożarcie wielkiemu kapitałowi"

- piszę Dariusz Bartoszewicz, a ja bym się spokojnie pod tym podpisał.

Czyżby anty-neoliberalne elementy zalęgły się w Gazecie Wyborczej? ;)
19:58, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (7) »
piątek, 25 kwietnia 2008
121. wertykalne fanaberie
Od pewnego czasu, z narastającym zdziwieniem obserwuję fascynację wieżowcami, która zatacza coraz szersze kręgi.
To już nie tylko chłopaki z Forum Wieżowców, nie tylko Ucho na swoim blogu, ale coraz liczniejsza "publika", a co najciekawsze - władze miejskie.

Chciałbym być dobrze zrozumiany - nie mam nic do wysokich budynków.
Sam, będąc pierwszy raz, jeszcze jako student, w Paryżu znudzony gotykiem uciekałem na La Defense, gdzie godzinami (szczególnie wieczornymi) szwendałem się wśród wymarłych biurowców, czując, że obcuję z transcendencją, prawie jak małpiszon w Odysei...



Rozumiem też mechanizmy, które doprowadziły do powstania wieżowców w Chicago czy w Nowym Jorku.

Tak się jednak składa, że w dzisiejszej Europie Zachodniej wieżowce nie są bynajmniej tak popularne jak w krajach arabskich czy byłego ZSRR, ze szczególnym uwzględnieniem Moskwy.

Jest przynajmniej kilka - w sumie bardzo różnych powodów - dlaczego budynki wysokie napotykają na niechęć na zachodzie naszego kontynentu.
Podstawowe argumenty dlaczego NIE to ochrona krajobrazu kulturowego europejskich miast, w których sylwecie po prostu nie zawsze mieszczą się wysokie budynki, nieekologiczność wieżowców - produkcja CO2 na jednego użytkownika rośnie nieprzerwanie od wysokości 6ciu kondygnacji, zacienianie sąsiadów oraz problemy komunikacyjne jakie powoduje koncentracja wielkiej ilości użytkowników / mieszkańców na tak małej powierzchni.

W przeciwieństwie do Zachodu Europy Azja, Rosja (nie zapominam też o aroganckich Kowbojach) i większość krajów rozwijających się ma oczywiście w nosie tego typu argumentacje - liczy się jedynie prestiż.
Wieżowce buduje się by pokazać, że owe kraje stać, że potrafią (w końcu wybudowanie wieżowca to skomplikowane zadanie - i logistycznie i technicznie).

A dlaczego buduje się (i chcę się budować coraz więcej) wieżowce w Polsce?
Powody są dwa, i oba przyjmuję - jako Polak - ze wstydem.
Pierwszy jest dokładnie taki sam, jak na wschodzie - bo polskie miasta chcą pokazać że je stać i że się liczą w globalnym wyścigu o prestiż i pieniądze.
Mówiąc więc brutalnie - to prowincjonalizm i kompleksy, które chcemy zatrzeć stawiając sobie na sztorc nasze ego.

Drugi powód jest jednak bardziej niepokojący.
To dyktat developerów.
Miasta utraciły samo-swiadomość. Nie ma już wspólnoty, są tylko rozdzierane sprzecznymi interesami grupki mieszkańców oraz drapieżcy, którzy chcą wyrwać co lepsza kąski.

Jak w tej sytuacji zachowują się władze miejskie?
Zobaczmy to na przykładzie Gdańska.
Władze chwalą się, że jako pierwsze w Polsce, przygotowały profesjonalną analizę lokalizację obiektów wysokich.

Prezydent deklaruje, że to mieszkańcy mają decydować gdzie wieżowce staną, choć "...są potrzebne". (niestety nie udało mi się znaleźć odpowiedzi - DLACZEGO są potrzebne?)
Ale ta deklaracja to mydlenie oczu, niestety... Przypomina mi się wielka manipulacja z Rygi zrobiona pod pięknym hasłem Es Planoju Riga (Ja planuje Rygę).

"Chcemy rzetelnie informować gdańszczan o wszelkich inwestycjach związanych z wysokościowcami – zapewniał Wiesław Bielawski zastępca prezydenta ds. polityki przestrzennej, architekt – i nie dotyczy to tylko mieszkańców tych dzielnic gdzie powstaną wieżowce".

Cóż, informowanie, warsztaty czy internetowa ankieta to NIE jest współdecydowanie mieszkańców. To jest "tokenizm".

i dalej:

"Dyrektor Biura Rozwoju Gdańska Marek Piskorski przedstawił wyniki ankiety przeprowadzonej na stronie internetowej Gdańska. Wzięli w niej udział głównie młodzi i wykształceni ludzie, co jak zaznaczył dyrektor, może nie być traktowane jako reprezentatywna grupa ale i tak daje pogląd na stosunek mieszkańców do projektu stawiania w Gdańsku wieżowców.(podkreślenie kn) Ankietę wypełniło 3467 osób. Okazało się, że gdańszczanie (znaczy 3467 gdańszczan... - kn) nie mają przeciwwskazań co do lokalizacji w naszym mieście wysokich budynków. Najważniejszymi z punktu widzenia internautów elementami są: oryginalna bryła budynków, dobre drogi dojazdowe, ogólnodostępne parkingi, obecność punktów widokowych na wieżowcach i nowoczesna technologia. Co stanowi jedynie potwierdzenie obowiązującej od pewnego czasu na świecie „Doktryny miast krótkiego zasięgu” – szybki i łatwy dostęp do transportu, usług".

Cóż za piękna manipulacja! Nie dość, że używa się ankiety internetowej jako podstawy do PROFESJONALNEGO (podobno) opracowania, to jeszcze łączy się to z "miastem krótkiego zasięgu"... Cóż - miasto kompaktowe zakłada przede wszystkim rozwój (efektywnego) transportu publicznego - a gdy mówi się o dobrych drogach dojazdowych i ogólnodostępnych parkingach to mówi się o zakorkowanym prywatnymi samochodami mieście. To jest jest dokładne przeciwieństwie tendencji w EU-15.
Ciekawe też są tutaj wyrażane argumenty ZA - oryginalność, nowoczesna technologia... a więc prestiż... MY też tak potrafimy! Ha!

No dobrze - jeśli krytykuję (bo zdecydowanie takie podejście budzi mój głęboki sprzeciw) - to co proponuję w zamian?

Otóż proponuję zacząć od owej niesprecyzowanej POTRZEBY o której wspomniał prezydent Gdańska.
Albo wręcz od wielu potrzeb.
Zacznijmy więc rozmowę na temat wieżowców nie od nich samych, lecz od potrzeb mieszkańców.
Jeśli w efekcie dojdziemy do wieżowców - świetnie. Ale ZANIM do nich dojdziemy, powinniśmy odpowiedzieć na wiele podstawowych (a potem coraz bardziej szczegółowych) pytań.
Jednak zanim zaczniemy dyskutować nad kolorem żaluzji zadajmy najpierw pytanie - dla kogo jest Gdańsk? jakim miastem Gdańsk chce być? kim chcą być jego mieszkańcy? jak chcą żyć?

Na dyskusje o kolorze okładzin przyjdzie czas potem...

23:07, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (14) »
środa, 23 kwietnia 2008
120. jak mały Kazio miasto sobie wyobrażał...
Billbordowy zwrócił moją uwagę na "Wizję" rozwoju Szczecina. W gruncie rzeczy - gdy przyjrzeć się tej wizji dokładniej, trudno uwierzyć, że to się dzieje naprawdę...

Z jednej strony, jakoś tak żal pastwić się nad tym "projektem" - kto wie, może prezydent Szczecina chce dobrze? Po maraźmie poprzedniego prezydenta, chce  zrobić coś spektakularnego? Chce by mieszkańcy odzyskali dumę ze swojego miasta?
Podobno - jak informuje internetowa strona miasta -  "Założenia wizji rozwoju miasta i jego nowej marki są zgodne z odczuciami szczecinian. Tak wynika z badań renomowanego ośrodka badań społecznych". Więc czy w ogóle wypada tak z zewnątrz napisać, że wiekszej bzdury dawno nie widziałem?
Przecież ktoś za ową wizję rozwoju zapłacił, ktoś poświecił na to czas, a na dodatek " Sukces Szczecina na Festiwalu Miast. Złoty Format dla żaglowców, podziw dla Floating Garden..." - ogłasza z dumą portal miejski.
Mimo wszystko jednak, pochylmy się z troską nad ową

 Wizją...


Pierwszy punkt owej wizji to rewolucyjne "wymyślmy Szczecin na nowo". To odrzucanie przeszłości ma całkiem piękne tradycje - rewolucja francuska, futuryzm, komunizm, rewolucyjny antykomunizm po 89 roku. Idea, że nasze życie było do ... niczego, zanim nie zjawili się spece od marketingu wciąż jma się w Polsce świetnie (Mimo książki "Prywatyzując Polską" Elizabeth Dunn).

Punkt drugi to wołanie o wielką skalę (założe się, że autorami tej wizji są przede wszystkim mężczyźni...) oraz odwołanie do mitu pionierów zdobywających Amerykę - w sumie to jest konsekwencja punktu pierwszego. Pytanie tylko, kim są ci Indianie, których owi szczecińscy pionierzy eksterminują?

Trzeci punkt - dochodzimy do urbanistyki. Ale tu już futurystycznej pary zabrakło, już nie ma nowatorstwa, jest kopiowanie - "Wenecja Północy"... banał... pomijając fakt, że Wenecją Północy nazywane jest Sztokholm, Amsterdam, St. Petersburg... banał i nuda...

Punkt czwarty - konkrety. Yachting i ekologia. Pamiętam, że taki projekt robili studenci na Planowaniu Regionalnym na Polibudzie. Dobrych kilka lat temu. Mniej więcej podobny poziom - choć projekty studenckie były o wiele bardziej dopracowane.

Punkt piąty - supermarina (no musi być super, jakżeby inaczej). Owa wizja supermariny jest ... LANDMARKIEM miasta... hm... może to jakiś marketingowy żargon, bo trudno pomyśleć że Twórcy Wizji nie rozumieją słów których używają.

Punkt szósty - wizja ociera się o utopię, oraz uwodzi nas obcymi słówkami: floating garden oraz neopolis... WOW!!!
Twórcy deklarują prawdziwą rewolucję - stworzą miasto które zmieni "myślenie jak i po co żyje człowiek"... Sto razy WOW!!! Religie? Rewolucje? To wszystko pikuś wobec Wizji nowego Szczecina...

Punkt siódmy - miasto się przesuwa. Rozbudowuje. No super. A mogę zapytać co z tym miastem, które istnieje w tej chwili? Czy mogłbym też nieśmiało zapytać jaki to gigantyczny przyrost populacji Szczecina uprawomacnia takie pomysły? No ale mamy kolejną REWOLUCJĘ. Urbanistyczną tym razem. Fajowsko!

Punkt ósmy - silny bałtycki ośrodek akademicki. Trzymam kciuki!

Punkt dziewiąty - wicie rozumicie... w zasadzie to się tym punktem siódmym nie warto przejmować... nie znamy się na urbanistyce... ale za to znamy się na architekturze (każdy się zna!), więc "Bez względu na ostateczną zawartość wizji rozwoju miasta, Szczecin musi posiadać dwa - trzy obiekty architektoniczne - ikony". Nadal są tacy, co wierzą że można powtórzyć sukces Bilbao i że został on osiągnięty jedynie poprzez postawienie tam gluta Gehrego???

Punkt dziesiąty - wołanie o Tatusia (mam nadzieję, że nie o "sugar daddy" tu chodzi) .... Szczecin bowiem - według Twórców Wizji - to "megaprojekt makrodeveloperski", do którego zrealizowania potrzeba "Gigainvestora". Bo dzieci same sobie nie poradzą...

A potem już lecimy Obamą - WE CAN DO IT !!! (a po polsku bardziej neutralnie "można to zrobić")

Niemal na zakończenie owych Wielkich Wizji, jako prawdziwy konkret, dostajemy gustowną wizualizację wiaty (chyba to przystanek komunikacji publicznej - to byłoby optymistyczne, to ważne by się na przystanku na głowę nie lało, prawda? We Can Do It! Zapewniają Twórcy - trzymam za słowo).

Cóż... uważam, że miasto to zbyt poważna sprawa, by zostawiąc ją jedynie architektom czy urbanistom... po obejrzeniu Wizji Szczecina, przygotowaniej przez firmę BNA na czele listy profesji, które od kształtowania przyszłości miasta należałoby trzymać jak najdalej umieszczam "konsultantów wizerunku i tozsamości marki" (cokolwiek to do diaska znaczy... ;)

21:35, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 21 kwietnia 2008
119. znów z oddali
Wróciłem do domu. Więc już na spokojnie podsumowanie moich promocyjnych wojaży po Polsce.
Przede wszystkim wielkie dzięki wydawcy (Ha!art) za zorganizowanie spotkań oraz miejscom, które mnie przyjęły.
Zaczęło się w środę w Krytyce Politycznej i jeśli ktoś nie był, to może sobie posłuchać jak było tutaj (fotorelacja w poprzednim wpisie):

http://www.slask.krytykapolityczna.pl/dmdocuments/Nawratek.mp3

Potem był Kraków, Wrocław i Bytom.

Ciekawe (choc przecież oczywiste), że za każdym razem było inaczej.
Zarówno paneliści, publiczność, ale i ja sam, na inne aspekty książki zwracaliśmy uwagę za każdym razem.

Ponieważ wszędzie - w taki czy inny sposób - padało pytanie "... a o czym jest ta książka", a ja (zresztą moi rozmówcy podobnie) zarówno w Warszawie jak i Krakowie miałem problem z odpowiedzią na nie (bo książka jest o wielu problemach), od Wrocławia - zamiast próbować na nie odpowiadać precyzyjnie, odpowiadałem nie wprost.
Mówiłem - i myślę, że to jest dobra podpowiedź - o przestrzeni w jakiej problematyka tej książki się znajduje.
Ta przestrzeń jest rozpięta pomiędzy trzema rodzinami zagadnień:

- Miasto jako wspólnota, wspólnota samo-zarządzająca się. Miasto jako podmiot.

- Kryzys obywatelstwa jako idei, zmiana z obywatela politycznego w obywatela - konsumenta. Migracje. Koncept obywatela plug-in, jako technologia "wpinania się" w miasto (a więc również problem miejskiego interfejsu) ale też jako postulat metodologiczny.

- A-androgynia. Brak i niedoskonałość jako cecha pozytywna, jako unikalność i jako właściwość konstytująca wspólnotę (a więc - miasto).


No i chyba na jakiś czas powstrzymam się od dalszych wpisów na temat mojej książki. Będę Was oczywiście informował o recenzjach i innych "głosach" zewnętrznych, ale najwyższy czas, wrócić do cielesno-przestrzennych rozważań.

I tylko jeszcze raz BAAARDZO dziękuję wszystkim którzy brali udział w tych czterech spotkaniach - było mi bardzo miło Was spotkać.
07:11, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (5) »
czwartek, 17 kwietnia 2008
118. grasując po Polsce
Jestem w Polsce (Polska, jestem w Polsce... śpiewał Kazik prawie...)
Wczoraj spotkanie w KP w Warszawie (tu zdjęcia) było fajnie, mam nadzieję, że się podobało, hę? ;)
Dziś Kraków.
Jutro Wrocław (zapraszam!)
no i w sobotę Bytom! Dom! Zapraszam baaardzo!
23:45, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (7) »
sobota, 12 kwietnia 2008
117. sursum corda!
W swoich trzech ostatnich (nie wiem, którą z nich lubię najbardziej) książkach, Jacek Dukaj powtarza role-model głównego bohatera jako człowieka-samo-stwarzającego się.
Czy to będzie odzyskujący swą (pozorną) przeszłość bohater Perfekcyjnej Niedoskonałości, czy Berbelek z Innych Pieśni budujący się na gruzach siebie samego, czy wreszcie Gierosławski z Lodu, który siebie kłamie - za każdym razem mamy proces samo-budowania tożsamości.

Owo eksperymentowanie z sobą samym raczej, niż trzymanie się narzuconych i "naturalnych" ról społecznych nieodparcie kojarzy mi się z tezami Jadwigi Staniszkis opisującą sukces Chin, a które jeszcze lepiej pasują do Finów.

Owo przekształcanie samego siebie - zarówno w wymiarze indywidualnym jak i społecznym, takie sartrowskie samostwarzanie się podmiotu, przyszło mi na myśl podczas czytanie "Rykoszetem" Agnieszki Graff.
Pisze ona o specyficznym, etnicznym i mizoginistycznym kształtowaniu się narodu polskiego - tu i teraz.
Choć książka jest pesymistyczna w wymowie, ja znajduję w niej nadzieję, nadzieję na to że proces budowanie owej "wspólnoty wyobrażonej" w Polsce wciąż następuje (a więc wszystko jest jeszcze możliwe!), choć zapewne nie w takim kierunku, jaki by się Agnieszce Graff, mnie a nawet Jadwidze Staniszkis szczególnie podobał.

Jeśli jednak Polacy wymyślają się na nowo (choć jak na razie, raczej "na staro"), jeśli istnieją wciąż w pewnej transformacji, to może nie jest tak źle? Może ów mizoginistyczno-etniczny model patriarchalnej wspólnoty jaki trenowali przez ostatnie kilka lat był tylko dziecięcym sprawdzaniem "a gdyby tak..."?

We wstępie do mojej książki, Jadwiga Staniszkis napisała, że "...pisze on (znaczy ja) o Mieście jako soczewce współczesnych problemów, ale też – jako
punkcie wyjścia nowej Utopii...".
Owa utopia, to raczej utopistyka. Testowanie możliwego, choć dziś trudnego do pomyślenia.
Miasto a-a, o którym piszę w mojej książce, jest nie tyle skończoną wizją raju na ziemi, co diagramem pewnej idei. Idei opartej na radykalnej odwadze (sursum corda!) stwarzania samego siebie - zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i społecznym.

Agnieszka Graff pisze o krytyce dyskursu uniwersalistycznego (który doprowadził mnie do szewskiej pasji u Badiou) w teoriach feministycznych, pisze o potrzebie poszukiwania dyskursu innego niż indywidualistyczny i uniwersalistyczny. To w ciekawy sposób rezonuje z moją koncepcją a-androgyna, figury człowieka niedoskonałego, w której owa niedoskonałość, brak, jest zaletą, jest zarówno przezwyciężeniem uniwersalizmu - jesteśmy radykalnie różni, i owe różnice zmuszają nas do wzajemnego pozycjonowania i negocjacji, oraz indywidualizmu - bo niedoskonałość, brak, wymusza wspólnotę (tak jak naddatek wspólnocie zaprzecza).

Owo samo-stwarzanie się dukajowych bohaterów, owo eksperymentowanie na sobie narodów, które Staniszkis daje nam na wzór, a nawet owa rozpaczliwa (a może po prostu mlodzieńcza igraszka?) próba zbudowania się polskiego społeczeństwa "na staro", nie są odmienne od mojego postulatu miasta a-androgynicznego. To przecież postulat ciągłego negocjowania siebie, w realnym mieście, w fizycznej bliskości i pragmatycznej zależności.
Można powiedzieć, że Miasto a-a, to projekt minimum, to pójście na łatwizne, bowiem - jeszcze raz zacytuje panią Profesor "...w mieście, którego mieszkaniec to, jak pisze Autor, człowiek-w-kontekście, może pojawić się lojalność wobec wspólnoty motywująca do zbiorowego działania. I to działania konkretnego, pozytywnego, a nie jedynie symbolicznego gestu, jak w wypadku wspólnot bardziej abstrakcyjnych (naród, państwo), które odwołują się do aktywności obywateli tylko w sytuacjach ekstremalnych".

Zamiast więc eksperymentować na całym narodzie, łatwiej jest przekształcać (a dokładnie samo-przekształcać) się wspólnotom, która są konkretne, które doświadczają się namacalnie, z dala od abstrakcyjnych ideologii.
Oczywiście - nic nie jest od ideologii wolne. Nacjonalista w mieście pozostaje nacjonalistą, lecz jego nacjonalizm jest już sztuczny, bo skonfrontowany z konkretnym sąsiądem, sprzedawcą gazet, Turkiem sprzedającym najlepszy kebab w mieście (otwartym właśnie wtedy gdy wraca się z imprezy).
Miasto nie gwarantuje, że taka samo-kreacja wspólnoty się powiedzie - znamy wiele przykładów spektakularnych klęsk. Miasto daje po prostu trochę więcej szans, że się uda.
I właśnie dlatego warto się Miastem zajmować.

01:02, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (14) »
wtorek, 08 kwietnia 2008
116. znów o dworcu
W katowickiej GW znów wywiad - tym razem na temat przebudowy Dworca PKP:

http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,5101378.html

Tym razem został wycięty tylko malutki kawalątek, więc powinienem być zadowolony.
Problem jednak w tym, że w takim gazetowym wywiadzie nie da się powiedzieć niczego ważnego. Mówi się oczywistości.
Ale może się mylę...

23:02, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (14) »
115. zakupy i spotkania
Wreszcie jest moja książka w księgarni Ha! art'u (od jutra ma byc dostępna w ich internetowej księgarni - http://ha.art.pl ), pewnie w przeciągu tygodnia - dwu zacznie docierać do księgarni w całym kraju.

Mam też już szczegóły na temat spotkań promocyjnych:

WARSZAWA – 16 KWIETNIA 2008, GODZ. 18.00
REDAKCJA KRYTYKI POLITYCZNEJ, UL. CHMIELNA 26 LOK.19
Udział biorą: Krzysztof Nawratek, Adam Ostolski, Michał Kozłowski i prof. Bohdan Jałowiecki
Dyskusję poprowadzi Kuba Szreder

KRAKÓW – 17 KWIETNIA 2008, GODZ. 18.30
GALERIA BUNKIER SZTUKI, PL. SZCZEPAŃSKI 3A
Udział biorą: Krzysztof Nawratek, Jan Sowa, Paweł Kraus
Dyskusję poprowadzi Kaja Pawełek

WROCŁAW – 18 KWIETNIA, GODZ. 19.00
STUDIO BWA, UL. RUSKA 46A
Z Krzysztofem Nawratkiem rozmawiać będzie Piotr Kowalik

BYTOM – 19 KWIETNIA, GODZ. 18.00
GALERIA KRONIKA, RYNEK 26
Z Krzysztofem Nawratkiem rozmawiać będą Krzysztof Kafka i Magdalena Piekara

Na wszystkie spotkania wstęp wolny
Serdecznie zapraszam!

20:51, krzysztof_nawratek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 kwietnia 2008
114. międzymiejscowe - oczekiwana zmiana miejsc

Nasz zaprzyjaźniony portal www.miejsca.org obumarł. W związku z tym, musieliśmy znaleźć sobie nowy dom, dla naszych Miedzy-miejscowych rozmów z moim przyjacielem dr Krzysztofem Kafką.

No i znaleźliśmy!

Oczywistym miejscem jest przeciez portal Fundacji Miasto (tejże samej, która wydaje kwartalnik "Miasto w kulturze...", w którego redakcji jestem ;)), gdzie od dziś będą gosciły nasze dialogi. Są tam wszystkie stare, które już znacie, oraz najnowszy, nigdzie jeszcze niepublikowany o komercjalizacji przestrzeni - zapraszam serdecznie do lektury!

MIĘDZYMIEJSCOWE

16:28, krzysztof_nawratek
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2