Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Kategorie: Wszystkie | Chiny | architektura | dywagacje | hipotezy | inne | making people angry | miasto
RSS
wtorek, 30 kwietnia 2013
708. tylko powierzchnia jest ciekawa
Nie rozmawiamy. Kilka zdawkowych słów o pogodzie i jak minął weekend. Niewiele więcej. Zbyt dużo nas dzieli, język, kultura, wiek, zainteresowania. A przecież znam ich, znam ich bardzo dobrze. Gdy stajemy na przeciwko siebie, przez kilka czy kilkanaście minut stajemy się jednym bytem złożonym z dwu ciał i umysłów, zespolonych w agresywnym tańcu. Ciał i umysłów, które są sobie wrogie, zespolonych w walce, starających się nawzajem siebie przechytrzyć, wyprzedzić, wykorzystać moment nieuwagi. To na tym wszystko się opiera, na zrozumieniu drugiego umysłu, drugiego ciała. Jego siły i jej słabości. Poznajemy się w walce i to jest niezwykle bliska znajomość. Tu nie ma wrogości, lecz troska i zrozumienie. Towarzysze i towarzyszki broni.

Nie rozmawiam zbyt wiele z moimi studentami. Jeśli już, niemal zawsze są to rozmowy związane z ich studiami czy moją pracą. Nie chcę wiedzieć o ich życiu prywatnym, ich moje też specjalnie nie interesuje. A przecież znamy się dobrze, spędzamy ze sobą godziny na rozmowach, rysując i dyskutując przestrzeń i materię. Jakże mógłbym więc ich nie znać? Moją rolą jest zrozumieć kim są, jakie są ich marzenia, co chcą osiągnąć i z czym się zmagają. Znam ich bardzo bardzo dobrze, blisko, niemal intymnie; a i oni znają mnie, choć tu nierównowaga jest oczywista, to o ich projektach rozmawiamy, nie o moich, to oni się poprzez swoje projekty przede mną otwierają. To, a nie fakt, że to ja wystawiam ich oceny stawia mnie w pozycji władzy. Władzy, którą muszę bardzo ostrożnie używać.

Poznajemy się więc z czynach, ruchach, w materii i ciele. Nie wnikamy wgłąb, pozostajemy na powierzchni. Na powierzchni jest prawda, nic więcej nie potrzeba.
11:10, krzysztof_nawratek , inne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 kwietnia 2013
707. rząd fanatyków?
Do tej pory myślałem, że rząd PO to taka zbieranina nudnych, umiarkowanie niekompetentnych ludzi, którzy rządzą bo większość wolałaby uniknąć Antka Macierewicza jako ministra. Jedynym wyjątkiem jest minister Gowin, którego - jak wszyscy mają nadzieję - Dobry Car Tusk w końcu wyleje na zbity pysk, bo Gowin to nieodpowiedzialny fanatyk, który jeszcze chwila i do wojny z Niemcami o polskie zarodki będzie nawoływał.

Na swoje nieszczęście (bo nieświadomość jest zdrowsza) przeczytałem w najnowszym numerze Foreign Affairs wywiad z ministrem Radkiem Sikorskim. Tego, że to prymitywny korwinista, mogłem się spodziewać. Wzywa do zaciskania pasa i podaje przykład Łotwy, jako przykładu do naśladowania. Co świadczy nie tylko o tym, że niewiele rozumie z tego co się w europejskiej gospodarce dzieje (w tymże Foreign Affairs dobry tekst The Austerity Delusion, dla mniej główno-nurtowych czytelników mocno krytyczny tekst o Łotwie TU), ale również, że jest opozycjonistą we własnym rządzie, ponieważ Polska - jak niektórzy uważają, z sukcesem - wybrała wariant przeciwny (polecam ciekawy tekst o znaczącym tytule "If Austerity is so Awesome, why Hasn't Poland Tried it?"). Z mojego osobistego (a więc anegdotycznego) doświadczenia mogę tylko dodać, że kraj w którym oficjalnie 30-40% gospodarki jest w szarej strefie, a moim (i moich łotewskich znajomych) zdaniem to raczej 30-40% jest 'oficjalnej' gospodarki, z wielkim wpływem rosyjskich pieniędzy, raczej nie nadaje się do pokazywania Europie jako przykładu do naśladowania...
Ale zostawmy gospodarkę - Sikorski się na niej nie zna, trudno, w końcu nie od tego jest ministrem.

Trochę inaczej wygląda kwestia polityki zagranicznej - to jest jego obszar odpowiedzialności. Należy więc cieszyć się, że przynajmniej z Niemcami nie szuka zwady (to miła odmiana po ministrze Gowinie oraz naszych drogich neo-endekach z PiS), problem w tym, że na wschód Sikorski patrzy już z nieufnością godną braci Kaczyńskich:

"And unfortunately, after the war between Russia and Georgia, I'm afraid conflict in Europe is imaginable".

Cóż, rozumiem, że po doświadczeniach w Afganistanie Radkowi pozostała pewna fascynacja karabinami, a jeśli sprawy pójdą źle, znów będzie mógł o azyl w UK wystąpić.

Mamy więc w obecnym rządzie co najmniej dwu ministrów, którzy powinni zdecydowanie zająć się czymś innym, niż rządzeniem prawie 38śmio milionowym krajem. Różnica pomiędzy PiS a PO już nawet nie jest estetyczna...
13:13, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 kwietnia 2013
706. prorok miejskiej re-industrializacji
Znów kilka bardzo intensywnych dni w Polsce. Dziękuję za spotkania, pytania i komentarze. Również za samą obecność.

Pytania i wątpliwości prawie zawsze są stymulujące, chyba, że wygłaszane przez oczytanych dogmatyków - wtedy raczej zamykają dyskusję (bo x, y, z, już się tym zajmowali, napisali to i to, w związku z tym nie warto tego drążyć. Taka dyskusja przypomina dyskusję z korwinistami, tylko jeszcze bardziej). Nie jestem specjalistą od współczesnego marksizmu i po kontakcie z oczytanym marksistowskim dogmatykiem wcale nie mam ochoty nim zostawać (zresztą, są inni, powszechnie znani pop-marksiści, których postawa tylko utwierdza mnie w tej niechęci). Jeśli instrumentarium teoretyczne, którym (marksistowska) lewica dysponuje okazuje się nieskuteczne by zaproponować jakiś krok w przód, pozostają tylko akademicko-aktywistyczne dyskusje, pełne narzekań i frustracji. To mnie nie interesuje. Oczywiście dyskusje z marksistami-heretykami _są_ interesujące, nie bierzcie sobie -  drodzy przyjaciele - tej krytyki do siebie...

Ciekawe było spotkanie w Lublinie - okazało się, że mimo mojego deklarowanego dystansu wobec idei wolnościowych / anarchistycznych, jakoś do przedstawicieli tych idei jest mi nieporównywalnie bliżej, niż do przedstawicieli instytucjonalnych NGOsów. Ale z drugiej strony, czy to rzeczywiście aż tak zaskakuje?

Wreszcie spotkanie w Krakowie (oraz rozmowa w Radiu Kraków) 'spozycjonowało mnie' jako proroka miejskiej re-industrializacji (i myślę, że nie tylko w Polsce). Chciałbym tylko dodać, że prorok jest wyzwaniem wobec establishmentu, prorok nie jest liderem politycznym, nie buduje 'kościoła' ;) Nadal polecam swój tekst w najnowszym Autoportrecie, wciąż uważam (furda ze skromnością), że jest naprawdę dobry, planuję tezy w nim przedstawione rozwijać (jak widać poniżej).

No i w końcu mamy gotowy program naszej re-industrializacyjnej konferencji, oto tytuły wystąpień wraz z wykładowcami. To jest 13 czerwca tego roku, jeśli ktoś jest w okolicy - zapraszam:

Michael Edwards | Myfanwy Taylor (UCL, UK)Re-industrialisation as progressive urbanism: why and how?

Michelle Adams (Dalhousie University, Canada: A new triumvirate for sustainable urban ecosystems: resource efficiency, economic development, and habitability through the lens of industrial symbiosis
Kate Royston (Robbee Smole, UK)
: Working with the neighbours: co-operative practices delivering sustainable benefits
Karl Baker (LSE Cities, UK)
: Conspicuous production: valuing the visibility of industry in urban reindustrialisation strategies.
Jeremy Hernalesteen (Urban Design Group, UK): Urban design for a city integrated re-industrialization
Christina Norton (Fluid
, UK): Industri[us]: Re/Use, Re/Work, Re/Value
Tatjana Schneider (Sheffield University, UK)
: Brave New World?!
Malcolm Miles (Plymouth University, UK)
: Whose re-industrialisation? From greening the pit to taking over the means of production.
Jonathan Vickery (University of Warwick, UK)
: The Cultural Politics of Reindustrialisation: cultural strategy and urban economic policy in the European Union.
Doreen Jakob (Exeter University, UK | UNC Chapel Hill, USA)
: Crowdsourced urbanism? The “maker revolution” and the “creative city” 2.0
Jeffrey T. Kruth (Kent State University's Cleveland Urban Design Collaborative, USA): The Political Agency of Geography and the Shrinking City
Krzysztof Nawratek (Plymouth University, UK)
: 'Der Arbeiter': (Re) industrialisation as universalism


Dostaje mejle zarówno od doktorantów jak i przedstawicieli biznesu, chcących przyjechać posłuchać. Wygląda na to, że dotknęliśmy czegoś bardzo ważnego, i byłbym znacznie większym optymistą co do możliwości re-industrializacji (również w PL) niż Edwin Bendyk ;)

20:43, krzysztof_nawratek , miasto
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
705. zło smoleńskiej lewicy
Wygląda na to, że brand 'lewica smoleńska' został wypromowany, nie istnieje co prawda jako rzeczywisty byt, lecz czy dziś kogokolwiek interesuje treść? W polityce opanowanej przez obraz, tylko 'brand' się liczy (oczywiście w zakresie tych kilku kanap, które tego typu idee jeszcze obchodzą).

Chciałbym tu wyraźnie oddzielić 'lewicę smoleńską' od 'lewicy patriotycznej', mimo tego, że ludzie Nowych Peryferii (a przynajmniej niektórzy z nich) do 'lewicy smoleńskiej' się garną. Mimo to jednak, nie są to byty tożsame. Do 'lewicy patriotycznej' również mam pewne zastrzeżenia, lecz to jest zdecydowanie spór w rodzinie; w przypadku 'lewicy smoleńskiej' nawet jeśli istnieje tu jakieś pokrewieństwo, to jest ono dalekie i raczej mnie ono uwiera niż mi na jego celebrowaniu zależy.

Agata Czarnacka, która może chyba być uznana za matkę lewicy smoleńskiej, opublikowała tekst, w którym stara się dać odpór różnym zarzutom, które wobec niej i jej idei ostatnio padły (z czego chyba najbardziej zabolały ją słowa Cezarego Michalskiego). Przyznam szczerze, że gdy w pierwszym zdaniu ktoś używa słowa 'denotować' nabieram do czytanego tekstu pewnej podejrzliwości. Zresztą, cały tekst pełen jest zawiłej składni, intelektualnych referencji i wyrafinowanej logiki, możliwe więc, że zupełnie nie rozumiem, o co autorce chodzi.

Załóżmy jednak, że zrozumiałem. I bardzo fundamentalnie się z tym co zrozumiałem nie zgadzam. Po pierwsze z założeniem, że 'lud smoleński' jest traktowany przez 'oświeconą większość' jako banda wariatów. Być może to wciąż jest część narracji 'elit' z okolic Czerskiej, ale dla większości - jak myślę - to raczej cynizm i pozór, a nie szaleństwo. Za takim odczytaniem 'narracji smoleńskiej' przemawia to, jak używają jej prawicowi politycy, tacy jak Adam Hofman, który ostatnio to właśnie rząd i 'oświecone elity' uznał za sektę, kierującą się fanatyczną wiarą a nie krytycznym racjonalizmem. Mamy więc do czynienia - co Czarnacką powinno cieszyć, mimo że falsyfikuje to jej argumentację, ze sprawną (choć tabloidalną) sferą publiczną. Nie jest to oczywiście ideał jaki się marzył Habermasowi, ale ten ideał przecież nigdy nie istniał...

Tym jednak co w pomyśle na 'lewicę smoleńską' jest najbardziej przerażające i złe, jest  - powtórzona po raz kolejny za Dawidem Wildsteinem - próba połączenia zabójstwa Jolanty Brzeskiej z katastrofą smoleńską. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda dobrze - i w przypadku katastrofy i w przypadku zabójstwa mamy do czynienia z niewydolnym państwem, które 'zdradziło' swoich obywateli (o tym 'zdradzaniu', pisałem już zresztą jakiś czas temu).
Problem w tym, że śmierć Jolanty Brzeskiej to dowód na to, że polski kapitalizm zabija, a umorzone śledztwo jest dowodem na to że słabi (owe 'mrówki', o które upominała się ofiara katastrofy w Smoleńsku Izabela Jaruga - Nowacka), w Polsce są przez aparat państwowy - w najlepszym razie - ignorowani. Czy Smoleńsk dowodzi tego samego? Oczywiście nie! Sama katastrofa dowodzi niesprawności państwa (ale sprawne państwo wcale nie zacznie - z samej definicji swojej sprawności - bronić 'mrówek'), a śledztwo jest z jednej strony dowodem niekompetencji, a z drugiej podatności aparatu państwowego oraz mediów na polityczne manipulacje. Co to ma wspólnego ze śmiercią Jolanty Brzeskiej?
Nic. A w każdym razie bardzo bardzo niewiele.

Próba 'zawłaszczenia' tragedii Brzeskiej przez 'smoleńczyków' (i tych 'lewych' i tych 'prawych') nie tylko jest etycznie wątpliwa, ale - z punktu widzenia spraw o które Brzeska walczyła - nieefektywna.
Dla lewicy, próba 'przyklejenia' się do 'smoleńczyków' jest samobójstwem. Mam nadzieję, że te próby podejmowane są z porywu serca, a nie z wyrachowania. Emocje nie są problemem - cynizm owszem.
19:53, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Komentarze (3) »
sobota, 13 kwietnia 2013
704. wspólne / intymne / przemysłowe
(Jak już pisałem) W najbliższy weekend będę w Warszawie, w ramach konferencji 'Reclaiming the Commons', najpierw z Lidką Makowską, Martą Zimniak-Hałajko i Kacprem Pobłockim będziemy (w piątek wieczorem) dyskutować o ruchach miejskich i uniwersalizmie, a w sobotę powiem wykład 'Place, Autonomy and Provisional Revolution: territorial conditions of untimely activities', w którym będę spierał się z opinią Johna Holloway, że

"Capital is above all a process of separation: of the separation of the object of creation from the creating subject, of the subject from herself and those around her, of that which has been created from the process of creation, and so on (...). It is the separation of the public from the private, of the common affairs of the community from the community itself.” 

broniąc prawa do wydzielenia, broniąc autonomii lecz tak, by nie wpaść w pułapkę autorytarnej podmiotowości. Zobaczymy czy mi się uda. Jako podkład dźwiękowo-słowny polecam wywiad (?) z The Knife:


W niedzielę (21 kwietnia) wieczorem (jeśli nic nie stanie na przeszkodzie i dojadę) będę w Lublinie, na TekturaFest wraz z Moniką Kłosowską, Marcinem Skrzypkiem, Grzegorzem Kondrasiukiem oraz Jarosławem Niemcem.  Mam nadzieję 'kontynuować'  rozpoczętą w Warszawie dyskusję.

Dwa dni później, we wtorek 23go (z tego co słyszałem ;) będę w Krakowie, w MOCAK uczestniczył w promocji nowego (przemysłowo-postprzemysłowego) numeru pisma Autoportret. Będę miał króciutką prezentację o idei miasta przemysłowego 2.0, a potem pewnie trochę porozmawiamy.

Kolejne intensywne dni w Polsce. Bardzo się cieszę, ale na dłuższy czas chyba wystarczy... ;)

09:57, krzysztof_nawratek , inne
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 kwietnia 2013
703. Polska, nie mieszkam w Polsce
Byłem kilka dni w Warszawie. Najpierw na dziwnej konferencji, pełnej panów w garniturach i pań w garsonkach, powiedziałem, że mówiąc o modelu miasta musimy brać pod uwagę fakt, że różne modele kapitalizmu wytwarzają różne miasta, dlatego nie można odrywać dyskusji o mieście od dyskusji o ustroju społeczno-gospodarczym.
To wystarczyło, by pewien deweloper wyzwał mnie od lewaków. Bałem się, że mu żyłka pęknie...

Potem przysłuchiwałem się opowieściom burmistrza Bartelskiego, który zaproszony by przedstawić swoje 'słuszne poglądy na wszystko' okazał się człowiekiem, który w zasadzie nie ma żadnych poglądów na cokolwiek. Okazało się, że za ideologicznymi pohukiwaniami o tym że wszelkie regulacje to zło i że absolutna wolność jest najważniejsza nie stoi żadna wizja. Okazało się, że burmistrz Bartelski wyznaje ideologię (no dobrze, my wiemy że absurdalną) ale najwyraźniej nawet nie spróbował zastanowić się, jak ona mogłaby stać się podstawą jakiegokolwiek programu politycznego. A ja narzekałem na to, że lewica jest intelektualnie jałowa... ech...

Gdy 10 kwietnia jechałem na dworzec rano taksówką, pan taksówkarz nie uraczył mnie rantem na temat Smoleńska (#lewicasmolenska to zło... ale to może innym razem...) lecz wdaliśmy się w przyjemną pogawędkę o wyższości państwa socjalnego (które tworzy), nad państwem liberalnym (które rozprzedaje). Jest nadzieja.

Ale ta nadzieja jest głęboko ukryta, bo na powierzchni, w polskich mediach i polityce ekstatyczny żal po śmierci Margaret Thatcher (po raz kolejny widać, jak Polacy uwielbiają celebrować śmierć), w internecie mnóstwo doniesień o tym że 'Jaruzelski jej nie cierpiał', podczas gdy jej ciepłe słowa o Solidarności pojawiły się pod koniec lat 80tych i były czystą propagandą. Co naprawdę myślała ona o związkach zawodowych i o działaczach na rzecz wolności i praw człowieka widać nie tylko w jej stosunku do związków zawodowych w UK, nie tylko w niechęci do Nelsona Mandeli i sympatii dla generała Pinocheta - Polaków generalnie guzik obchodzi co się dzieje poza Polską - widać to w jej stosunku do Solidarności w roku 1981 oraz do gen. Jaruzelskiego.

Zabawne jest, gdy radykalni antykomuniści, ludzie, którzy wychwalają ruch Solidarności i czują się jego spadkobiercami, którzy manifestują pod domem Jaruzelskiego, dziś padają na twarz przed (zmarłą) kobietą, która mówiła o gen. Jaruzelskim per 'patriota' i bliżej jej było do tych, którzy wprowadzili stan wojenny, niż do Solidarności, która 'mogłaby wymknąć się spod kontroli'.

Polska prawica okazuje się (hm... staram się wciąż wierzyć ludziom) intelektualnie jałowa i politycznie cyniczna. A może to (niemal?) cała polska klasa polityczna nadaje się do wymiany? Jeśli tak i jeśli nie bardzo widać kto mógłby ją zastąpić, pozostaje jedynie totalna przebudowa systemu politycznego, jego radykalna demokratyzacja. Obywatelska rewolucja?
12:34, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Komentarze (3) »
piątek, 05 kwietnia 2013
702. pomyłki i przypadki
Zaproszenie na dwie konferencje - jedna w Warszawie, druga w Krakowie. W Warszawie 9go kwietnia, w Krakowie 7go. Chciałem być miły, i zaproponowałem, by organizatorzy kupili mi bilet w jedną stronę - ci z Warszawy powrotny, a ci z Krakowa do Polski. Brzmi sensownie, prawda? I tak się stało. Ja ze swojej strony kupiłem bilet na pociąg, by dostać się na lotnisko w Bristolu (sobota 5.25 rano pociąg, brrr...) i już wszystko wydawało się dopięte na ostatni guzik, gdy nagle kątem oka zauważyłem, że ten bilet do Krakowa, wcale nie jest na 6go kwietnia, tylko... czerwca. Bo i konferencja w czerwcu ma miejsce... Skąd więc moje głębokie przeświadczenie, że w kwietniu? Cóż, to w tej chwili to nieważne. Bez dwu zdań - wtopiłem.
No ale cóż - i tak muszę być w Polsce, i tak będę na lotnisku w Bristolu o 8.00 w sobotę, więc zamiast do Krakowa, postanowiłem polecieć do Katowic. Odwiedzić rodzinę zawsze dobrze, prawda? Jak mówił mój były szef - może nawet dobrze się stało?

Jakiś czas temu, pewien śląski kwartalnik zamówił u mnie tekst o Metropolii śląskiej. Zamówienie sformułowano tak:

"Tutaj chodziłoby o esej, czyli tekst napisany jak najbardziej osobiście, takie spojrzenie kogoś kto zna się na rzeczy, jest stąd, a jednocześnie ma także i perspektywę zewnętrzną i do tego wyraziste opinie z pewnością mogłoby dać wiele i do myślenia
zaangażowanym w tutejszą historię z budowaniem Metropolii...
"  

Jeśli esej, osobisty i wyrazisty to coś dla mnie! Napisałem więc o metropolii w kontekście śląskiej tożsamości i kryzysu kapitalizmu. No i cóż... okazało się, że jednak wyraziste opinie może i są dobre, ale nie moje wyraziste opinie... "Nie na temat", po czym wycięto z tekstu jedną trzecią i zasugerowano, że takiego potworka wydrukują. No cóż... Już jestem za stary, by się na takie numery nabierać. Więc nie. Na fb wieczorem, wrzuciłem więc informację, że mam 'na zbyciu' 20 tysięcy znaków o kapitalizmie, śląskiej tożsamości i metropolii. Do dziś rano zgłosiły się trzy pisma (Śląskie Studia Polonistyczne, Studia Regionalne i Lokalne oraz Przestrzeń Społeczna), wszystkie oczywiście niszowe, ale ów śląski kwartalnik też chyba popularności Pudelka nie osiągnął. Pierwsi byli poloniści z UŚl, więc to u nich tekst się ukaże, zresztą był pisany do kwartalnika kulturalnego, więc chyba do ŚSP pasuje najlepiej. Gdyby ktoś chciał ten tekst potem przedrukować online - to jest na to powszechna zgoda. Więc z jednej strony szkoda, że napisałem tekst, za który miałem zjeść z K. dobry obiad w River Cottage, ale z drugiej strony opublikuję go w miejscu o którym bym nigdy nie pomyślał. Zamiast więc znudzonych biznesmenów i urzędników, mają szansę przeczytać go miłośnicy Słowackiego. Nie żałuję.

W czerwcu organizujemy konferencję o miejskiej re-industrializacji. Dostaliśmy ciekawe propozycje wystąpień, więc wydarzenie zapowiada się obiecująco. Nie chciałbym jednak, by na samym wydarzeniu się skończyło, chciałbym wydać książkę - bardziej polemiczną niż naukową, z obrazkami, która wyjdzie od tematyki konferencji ale pójdzie znacznie dalej. Wstępne zainteresowanie wyraziła Bęc! Zmiana (przy okazji - najprawdopodobniej to będzie wydawca mojej następnej/następnych książek w PL. Chyba znalazłem swój 'dom'), ale zależało mi na opublikowaniu tego (również?) po angielsku... No i błądząc w sieci, natknąłem się na małe, ale bardzo ciekawe niezależne wydawnictwo z Nowego Jorku, które wydaje 'radykalne' książki i magazyny (naukowe) w systemie mieszanym - darmowy pdf oraz papierowe wydanie za (rozsądne) pieniądze. To model moim zdaniem doskonały - daje dostęp tym, którzy nie mogą zapłacić (można oczywiście wspomóc wydawnictwo bez kupowania papierowej książki), ale pozwala też mieć książkę jako przedmiot. Napisałem więc do nich z pytaniem, czy nie byliby zainteresowani naszą post-industrialną książką i wczoraj dostałem odpowiedź, że jak najbardziej!

Ostatnie dwa dni były więc obfite w wydarzenia, wygląda na to, że następnych kilka też będzie (oby pozytywne jak w ciągu ostatniego czasu). Morał jest z tego podwójny - po pierwsze, że życie niemal zawsze różni się od naszych planów i często wychodzi nam to na zdrowie; oraz, że jak się chcę wygrać w lotto, to trzeba przynajmniej spróbować zagrać.
09:50, krzysztof_nawratek , inne
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 kwietnia 2013
701. o re-industrializacji w Warszawie i w Autoportrecie
W przyszłym tygodniu jestem w Warszawie - 8go kwietnia w poniedziałek o 18:00, na ulicy Karowej 20 (2 piętro) studenci ze SPATIUM organizują wystawę prac moich studentów dotyczących Ursusa. Będę na otwarciu i chcę kilka słów powiedzieć o tym co robimy i dlaczego uważam to za ciekawe (i ważne). Zapraszam!

9go będę w Wilanowie na konferencji 'Przestrzeń Publiczna Warszawy - punkty widzenia' o której nie wiem wiele, trochę info tutaj.

A za jakieś dwa tygodnie w księgarniach i empikach powinien się pojawić kolejny numer pisma Autoportret, z przepiękną okładką,



a w nim (między innymi oczywiście) mój tekst w którym próbuję 'odzyskać' Ernsta Jungera dla lewicy. Jestem z tego tekstu bardzo zadowolony, ale czy rzeczywiście jest dobry, to proszę sami oceńcie (podobno cały numer będzie jako .mobi bez obrazków za darmo - ale zachęcam do kupowania i wspomagania bardzo dobrego czasopisma!).
14:58, krzysztof_nawratek , miasto
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 kwietnia 2013
700. rozmowy o śluzie
Zdaje się, że kilka dni temu ten wywiad wywołał sporo emocji. Właściwie się nie dziwię - taki fragment:

"Idę do toalety i przy okazji sprawdzam śluz. Po prostu. I wiem pod koniec dnia, czy jestem płodna, czy nie. Wyniki zapisuję na specjalnej karcie. Pokazać?
No jasne.
Wielkie dziwowisko. Proszę.
Co oznacza ''4AD''?
Że śluz all day był błyszczący i nierozciągliwy.
"

zrobił na mnie wrażenie. Nie, nie chodzi o to, że jestem jakoś strasznie pruderyjny, ale jednak o swojej fizjologii publicznie nie opowiadam. A tu proszę, potwierdza się, że katolicyzm to w gruncie rzeczy fundamentalistyczny naturalizm.

I oczywiście nic mi do tego, jak ludzie układają sobie życie, ale takie rozmowy o śluzie to jakieś 'ludzkie zoo' albo gabinet osobliwości. Po cholerę takie coś drukować?

Bo przecież śluz Małgorzaty Terlikowskiej jest podobny do śluzu innych kobiet; nie to chyba sprawia, że warto (?) z nią porozmawiać. Nie to, co dzieje się wewnątrz małżeństwa Terlikowskich, lecz to, że p. Terlikowski chciałby narzucić określone restrykcje i sposób życia innym. I to wydaje mi się w rozmowie z Małgorzatą Terlikowską interesujące. Jest zresztą taki fragment, w którym pada zdanie:

"Walczymy o to, żeby nasze dzieci żyły w spójnym świecie. Żeby im się zgadzało."

który tych problemów dotyka. I w gruncie rzeczy wyjaśnia doskonale postawę Terlikowskiego. On kocha swoje dzieci, chciałby, by mogły żyć w świecie, nie chce zamknąć ich do getta. A jak na razie, nie ma wyjścia - zdaje sobie sprawę, że fundamentalistyczny katolicyzm jest strasznie niestabilny, że jego racjonalizacja jest w zasadzie niemożliwa, że to się musi rozlecieć, bo przykazanie miłości zaprzecza fundamentalistycznej moralności:

"Bo zobacz - jako chrześcijanka muszę wpoić swoim dzieciom szacunek dla homoseksualisty. Bo to bliźni. A jednocześnie muszę przekazać, że nie pochwalam sposobu życia tego człowieka. Możemy sobie wmawiać, że fantastycznie nam się udaje oddzielanie człowieka od jego czynów, ale wielu dorosłych ma z tym kłopot. A co dopiero dziecko.

Więc jako katolicki rodzic stąpam po cienkim lodzie - nie mogę dopuścić, żeby moje dziecko krzywo patrzyło na Piotrusia, którego wychowuje dwóch tatusiów. A nie daj Boże, żeby Piotrusia przezywało. A z drugiej strony - muszę przekazać swoje wartości i ''rodzinę'' Piotrusia skrytykować. Rozumiesz, że to okropnie trudne?"

W przeciwieństwie do Ignacego Karpowicza wcale nie uważam, że idea rozdzielenia człowieka od czynu jest taka głupia. Bardziej obawiałbym się świata, w której każdy czyn miałby siłę ostatecznego definiowania człowieka. To dopiero byłby prawdziwy horror. Generalnie (znów odeślę do swojej najnowszej książki) lepiej chyba widzieć niespójność i relacyjność człowieka, zamiast jego integralności. Taka integralność to przecież marzenie prawaków, od którego (gdy zrozumiał jego ostateczne i straszliwe konsekwencje) stara się dziś uciec Szczepan Twardoch (tak, staram się odczytać ten wywiad - w przeciwieństwie do Jasia Kapeli - na Szczepana korzyść, widząc w nim wściekłość neurotycznego chłopca, który właśnie zrozumiał, że Święty Mikołaj nie istnieje i generalnie świat jest bardziej skomplikowany, niż mu się wcześniej wydawało. Czy może więc dziwić, że jego pierwszą reakcją jest skrajny egotyzm? Wciąż mam nadzieję, że na tej pierwszej reakcji się nie skończy...).

I to jest interesujące - zarówno w warstwie politycznej, gdy hipokryzja zostaje uprawomocniona jak i prywatnej, gdy katoliccy fundamentaliści - od Walendziaka, przez Wencla po Hołownię mają problem, by spójność pomiędzy głoszonymi poglądami a życiem i rzeczywistością utrzymać. Ale to przecież nie dotyczy tylko katolików, lecz nas wszystkich. To jest - moim zdaniem - temat na ciekawą rozmowę. Znacznie ciekawszą, niż rozmowa o śluzie...

---
I trochę z innej beczki - już kiedyś marudziłem, że z polskich czasopism w zasadzie nie ma żadnego lewicowego, do którego sięgałbym z przyjemnością. Zdecydowanie wolę postmodernistyczną prawicę z Pressji, niż nudną socjaldemokrację z Krytyki Politycznej. Wciąż mam nadzieję, że lewicę stać na niepokorne, niekonwencjonalne myślenie, że duch Brulionu i pierwszej Frondy może i powinien objawić się po 'naszej' stronie barykady. Ostatnio czytam Jacobin Magazine, który nie jest może idealnym wzorem do naśladowania, ale pokazuje w miarę interesujący kierunek. Powtórzę więc mój apel o pismo i środowisko, które będzie interesujące, waleczne, bezczelne, inteligentne i będzie wyrastało z 'lewicowej wrażliwości'. Przecież to niemożliwe, by ludzi zdolnych takie pismo w PL zrobić nie było?
11:13, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Komentarze (7) »