Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Kategorie: Wszystkie | Chiny | architektura | dywagacje | hipotezy | inne | making people angry | miasto
RSS
wtorek, 29 czerwca 2010
384. a ja się nie boję...
Andrzej Celiński żyje w strachu. Balcerowicz przestrzega przed katastrofą gospodarczą. Orliński straszy czarnosecinnym elektoratem Kaczyńskiego. A ja jakoś nie mogę się przestraszyć.
Pewnie dlatego, że nie mieszkam w PL (choć wciąż mam polski paszport i do PL latam często - więc kaczystowskie bojówki mogą mnie zatrzymać na lotnisku i bez sądu wykończyć, czyż nie?).

Mam jednak wrażenie, że nie tylko ja się jakoś wygranej Kaczyńskiego przestraszyć nie mogę. Histeria (tym razem nie prawicy, lecz liberalnych elit) zdaje się trafiać w społeczną pustkę. Ba, wydaje się, że dość niespodziewanie, liberalni 'inteligenci' oraz POwscy PRowcy doprowadzili do zlania się w jedno Kaczyńskiego z Komorowskim, Po z PiSem. W gruncie rzeczy, wszystko to jeden wielki układ ;)

Z mojego punktu widzenia, pracujący w wysokonakładowej gazecie, wykluczający mnie (z powodu moich poglądów) z grona 'prawdziwych Polaków' Wildstein oraz pracujący w innej wysokonakładowej gazecie, chcący odebrać mi (z powodu miejsca mojego zamieszkania) prawo wyborcze Orliński niczym się specjalnie nie różnią. Obaj są przedstawicielami 'klasy średniej' obsługującej polski, polityczno-biznesowy establishment.

Kiedyś pisałem, że moje bycie na lewicy jest wyborem egzystencjalnym. Żyję ze sprzedaży mojej pracy, nie będę więc udawał, że nie jestem robotnikiem. Praca wykładowcy akademickiego różni się oczywiście od pracy robotnika w fabryce, lecz i robotnik i ja pracujemy. A są tacy, którzy pracować nie muszą, bo żyją z posiadanego kapitału. Są też tacy, którzy pracują (jako np. menadżerowie) ale ich praca wiąże się z wyzyskiem innych ludzi. Między NIMI a NAMI jest wyraźna, egzystencjalna i etyczna różnica.

Wybór między BroKomem a JarKaczem nie jest oczywiście żadnym wyborem dla kogoś kto żyje ze sprzedaży swojej pracy i raczej jest wyzyskiwany niż sam wyzyskuje. Wreszcie w sferze symbolicznej powstał PoPiS, jako byt od którego można się wyraźnie odróżnić.

Wynik Napieralskiego pokazał nam, że istnieje spora grupa, która chce innego wyboru, innej opcji. Ataki na Napieralskiego, niemal tak histeryczne i pogardliwe, jak ataki na JarKacza pokazują, że establishment też to zauważył. Fakt poparcia BroKoma przez 'starą gwardię' SLD tylko ułatwia sprawę - tak, wreszcie mamy nasz ulubiony wybór, z jednej strony ONI, z drugiej MY.

Dziś poparcie BroKoma jest wyborem strachu przed zmianą, poparcie JarKacza jest aktem desperackiego szaleństwa żądającego nowego otwarcia. Nikt z głosujących na JarKacza lewicowców nie ma co do niego złudzeń, nie zmieniliśmy poglądów i nie bardzo wierzymy, że on zmienił swoje (choć ja osobiście doceniam fakt, że mówiąc o umowach o pracę wprowadza socjalny język w sam środek debaty) nikt z nich do PiS się nie zapisze.

Głos na Kaczyńskiego to po prostu anarchistyczna bomba rzucona w establishment. Bez żadnych gwarancji osiągnięcia zamierzonego celu, ale z nadzieją i satysfakcją, że nie daliśmy się zastraszyć.

Cokolwiek robicie, nie róbcie tego ze strachu! Strach zabija duszę...
11:44, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Komentarze (30) »
niedziela, 27 czerwca 2010
383. skały pod pianą słów
Na stronie Tomasza Gabisia (do której linkuję) ciekawy, bardzo krytyczny tekst o Habermasie. Gabiś, niegdyś redaktor 'Stańczyka' jest jednym z najciekawszych i chyba najbardziej zamilczanych przedstawicieli polskiej intelektualnej prawicy. Być może ten fakt sprawia, że tekst o niemieckim filozofie jest pełen jadu i pogardy. Ta pogarda - kierowana przeciwko ideowym wrogom - z początku odrzuca, ale wiedząc skąd się bierze, można próbować ją na chwilę zignorować, by nie psuć sobie przyjemności przeczytania całego tekstu. Moim zdaniem - warto.

Gabiś cytuje - z wielką, nieskrywaną przyjemnością - list otwarty Petera Sloterdijka, demaskujący pozakulisowe intrygi Habermasa, zmierzające do wykluczenia Sloterdijka z głównonurtowego dyskursu. Z tą 'bezwzględną tolerancją' mamy do czynienia również w Polsce. Choćby dziś, otwarte poparcie  Kaczyńskiego niemal skazuje na środowiskową infamię. Patrz zadziwiający tekst 'Im gorzej, tym gorzej czyli dlaczego jednak Komorowski', czy komentarze blogerów i komentatorów, którzy przewalili mi się przez bloga ostatnio. Mają oni niezwykłą łatwość pogardliwego wykluczania z dyskursu. A to tych, co mają wąsy (więc skąd nagle poparcie dla Gajowego?!), tych, co pisują na Salonie24, co nie mieszkają w Polsce i tak dalej. Dyktatura 'Rozumnych' wciąż ma się dobrze.

To wszystko anegdoty, lecz w kontekście Habermasa i jego teorii, niezwykle celnie punktujące jej słabość i naiwność. Słabość, która łatwo poddaje się sile pozakulisowych gierek i koterii kolesiów.

Habermas ma oczywiście również znaczenie dla mnie i mojej walki z ideą 'przestrzeni publicznej'. Naiwna i pusta intelektualnie wizja przestrzeni, w której ludzie się spotykają i dyskutują jakoś nigdzie nie może się praktycznie zrealizować. Habermas ma również swój udział w tym zadziwiającym 'communicative turn', który zawiesza wszystkie uczynki w nieustannym gadaniu. Obsesja języka, gier językowych, nadbudowy i kultury, powoduje, że tracimy kontakt z krwią i mięsem, fizjologią i materią. Oczywiście, można próbować twierdzić - jak usiłował to robić mój współdyskutant z Londynu, Mariusz Czepczyński - że 'wszystko jest kulturą', ale rozdymając kategorię opisu tracimy możliwość precyzyjnego definiowania.

To, co ciekawe i ważne, zaczyna się poza ogólnikami, zaczyna się w partykularyzmach. To, co konstytuuje przestrzeń społecznych interakcji znajduje się w szczelinach i przerwach głównonurtowego dyskursu. To, czego nie ma (lub czego nie słychać), jest co najmniej równie ważne jak to, co przygniata nas swą wszechobecnością. Teoria krytyczna, wbrew temu, co piszą Sloterdijk i Gabiś, wciąż ma przed sobą wiele do zrobienia.

Tolerancja i wszechobecna 'miłość', uśmiechy i gładkie słówka zawsze zasłaniają konkretne interesy i realne relacje władzy i podporządkowania. Słowa to morska piana, która ukrywa śmiercionośne skały.
12:31, krzysztof_nawratek , dywagacje
Link Komentarze (5) »
wtorek, 22 czerwca 2010
382. konserwatywny rewolucjonista zagłosowałby na Kaczyńskiego...
Jak pewnie wiedzą stali bywalcy tego bloga, choć dziś, według Wildsteina jestem 'młodą [he he he] lewicą bojącą się własnego narodu', moja polityczna przeszłość nie jest tęczowa. W pewnym sensie - dokładnie odwrotnie. Dlatego też, łatwo będzie odczytać ten wpis jako 'ciągnie wilka do lasu'...

Nie tak prędko jednak.

Najpierw, pozwolę sobie poużywać, naśmiewając się troszkę z dwu autorów, których czytuje w internecie regularnie. Co ciekawe, oni nawzajem za sobą nie przepadają (w każdym razie jeden z nich regularnie wyraża swą niechęć wobec drugiego - drugi na ten temat milczy), na dodatek przychodzą z dwu zupełnie różnych stron politycznej barykady - jeden był za młodu zdecydowanie na lewo (i wciąż twierdzi, że gdzieś tam jest), drugi natomiast był - i wciąż jest - prawicowy. Dziś obaj popierają Gajowego. Dla jednego z nich, Gajowy to cywilizacja, gwarant modernizacji i zapora przed barbarzyńskim chaosem, dla drugiego Gajowy równa się autostrady.
(Swoją drogą, jest coś apokaliptycznego w fakcie, że największe emocje byłego lewicowca wywołują gadżety apple i napęd na cztery koła...).

Obecne polityczne sympatie obu tych panów (i myślę, że płeć ma tu znaczenie) zdają się potwierdzać ludową mądrość, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Czego tak naprawdę gwarantem jest Gajowy?

Gajowy jest gwarantem zatrzymania czasu, zamrożenia Polski w postaci katolicko-narodowego skansenu, z postępującą dezintegracją wszystkiego co jest poza religijną i rodzinną wspólnotą. Z postępującą prywatyzacją - zarówno w wymiarze ekonomicznym, jak i społecznym. Z tego powodu Gajowy jest oczywiście idealnym kandydatem dla wielbiciela autostrad - czym innym jest bowiem prywatny samochód z rodziną w środku, jak nie symbolem odrzucenia wszystkiego co wykracza poza neoliberalny, post-sowiecki egoizm?

Brat Swojego Brata, choć na pierwszy rzut oka gwarantuje taki sam katolicko-narodowy skansen tylko bardziej i bez autostrad, w istocie może okazać się kimś zupełnie innym. Jeśli Gajowy jest gwarantem stagnacji, Brat jest nadzieją transgresji. Cokolwiek Brat zapowiada, jest to zmiana.

Konserwatyzm może być rozumiany mieszczańsko, jako ochrona tego co jest, lub też fundamentalnie, jako (od)budowa tego co powinno być. Różnica pomiędzy rewolucjonistą a fundamentalnym konserwatystą jest taka, że ten drugi uważa, że w przeszłości jest coś, co warto odnaleźć. Nawet jeśli jest to przeszłość przed-historyczna.

Fundamentalny konserwatyzm nie jest jednak tak daleki od lewicowości, jak mogłoby się wydawać. Fundamentalny konserwatyzm odrzuca post-modernizm, odrzuca różnicę jako fundament i wartość - jednakże to odrzucenie postmodernizmu, jest również odrzuceniem innych 'ideologii fragmentu', związanych z narodowym czy religijnym ekskluzywizmem. Fundamentalny konserwatyzm wierzy w jedność bytu, odrzuca ze wstrętem nacjonalizm czy konfesyjne przesądy. Fundamentalny konserwatyzm oraz lewicowość są politykami godności i inkluzywizmu. Oba poglądy poszukują Prawdy.

Konserwatywny rewolucjonista czytałby dziś Alaina Badiou i głosowałby na Jarosława Kaczyńskiego...
08:23, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Komentarze (34) »
niedziela, 13 czerwca 2010
381. łatwiej...
Łatwiej jest kochać niż nienawidzić.
Ale najłatwiej zapomnieć.
15:42, krzysztof_nawratek , inne
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 czerwca 2010
380. pytania graniczne (o polityczność miasta)
Powoli układam sobie trzecią książkę, lecz druga wciąż nie traci na aktualności...
08:16, krzysztof_nawratek , inne
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 czerwca 2010
379. dlaczego nie zagłosuje na Komorowskiego...
... jest jasne dla każdego czytelnika mojego bloga.
Powodów merytorycznych mógłbym podać mnóstwo.
Ale wystarczy jeden z powód 'z charakteru':



"... najważniejsza jest rodzina" powiada pan Komorowski i razem z pięciorgiem dorosłych dzieci czeka by żona podała mu pod nos kolację.

Coraz większą sympatią darzę człowieka, który potrafi zaopiekować się kotem.
21:56, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (7) »
wtorek, 01 czerwca 2010
378. spotkajmy się w Londynie
Na przykład TUTAJ.
:)
11:23, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (3) »