Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Kategorie: Wszystkie | Chiny | architektura | dywagacje | hipotezy | inne | making people angry | miasto
RSS
poniedziałek, 27 czerwca 2011
535. miejskie ruchy oporu
Jeśli teza jaką postawiłem we Wrocławiu, że w XIXtym wieku, to fabryka (rozumiana oczywiście szeroko - poprzez swoich pracowników i sieć eksploatacji ludzi i środowiska) była zasobem, a miasto podmiotem, dziś natomiast, to miasto jest zasobem, a podmiotem są globalne korporacje (rynki?) ma choć trochę sensu, to analogia pomiędzy ruchami miejskimi a Solidarnością jest mocniejsza, niż jedynie etyczne odwołania.

Z takiego punktu widzenia, ruchy miejskie byłyby czymś w rodzaju związku "zawodowego" mieszkańców i użytkowników miast. Ich celem byłoby wypracowanie lokalnej anomalii w globalnym neoliberalizmie, lokalnego zawieszenia płynności kapitału, po to by dostosować go do warunków panujących w mieście i interesów jego mieszkańców/mieszkanek i ludzi miasto użytkujących (obywateli plug-in). Jego celem byłoby zerwanie / zawieszenie ciągłości pomiędzy "światem" a "miastem".

Jeśli przyjąć taką perspektywę, konsekwencje są oczywiste, a program polityczny ruchów miejskich, którego próbą sformułowania są uchwalone na Kongresie Ruchów Miejskich tezy o mieście, sprowadza się do jednego postulatu - odbudować podmiotowość miasta. W jaki sposób i do jakiego stopnia, to już zależy czy z prawa czy z lewa do tego pytania podchodzimy, jednak to zbudowanie lokalności, która wyrwie się z logiki wykorzystywania zasobu (to nasze miasto, nasze życie, mamy do niego prawo większe niż ci którzy na nas zarabiają) jest (powinna być?) fundamentem działania wszystkich ruchów miejskich.

08:06, krzysztof_nawratek , miasto
Link Komentarze (5) »
niedziela, 26 czerwca 2011
534. po co?
Dziś będzie emo wpis, który nie przeszedłby przez klawiaturę żadnemu wytrawnemu blogerowi. Ale ja nie jestem blogerem, ja po prostu, w wolnym czasie i na marginesie innych rzeczy piszę bloga (OK, pewnie jak większość, ale to rozróżnienie dla mnie osobiście jest ważne).

Przez długi czas, pod moimi notkami pojawiało się co najwyżej po kilka komentarzy. Najczęściej nie pojawiały się wcale. Gdy ktoś znajdował to co piszę interesującym, pisał do mnie mejla. Tak zaczęło się kilka bardzo fajnych znajomości. Ponieważ ja również bardzo rzadko komentowałem cudze wpisy - i niemal wyłącznie na blogach ludzi, których znam albo osobiście, albo przynajmniej z mejlowej korespondencji, idea 'flejma' była mi obca. Chyba nadal jest.

Pamiętam z czasów liceum i studiów dyskusje, które nie prowadziły do niczego innego, jak tylko do 'pokonania przeciwnika'. Czasem to lubiłem, w większości drażniła mnie pustka takiego podejścia. Być może się mylę, ale to co się zdarzyło pod kilkoma moimi wpisami, czasami zionie taką agresywną pustką. Zastanawiam się - po co tak dyskutować? Po co wyciągać komuś drobne i mało istotne przejęzyczenia, po co czyhać na odbiegającą od istoty tematu niespójność w argumentacji?

Oprócz typowo chłopięcej (bardzo rzadko piszą tak kobiety) żądzy pokazania, że ma się bardziej kolorowy ogon, nie widzę w tym sensu.

Pisanie bloga - jeśli nie jest podstawowym zajęciem (stąd moje rozróżnienie na 'blogera' i osobę piszącą bloga) - to rodzaj udostępniania szuflady z notatkami. Jeśli przychodzę i czytam, to zakładam, że autor wpisu ma coś na myśli i chce się tym ze mną podzielić. Być może to jeszcze nie jest do końca dopracowane, oczywiście brakuje części referencji (bo to w końcu nie jest tekst do periodyku naukowego, lecz na bloga), dlatego też czytam i jeśli komentuję, to po to, by się czegoś dowiedzieć, by autor mógł myśl rozwinąć. To nie ma nic wspólnego z agresywnym dowalaniem się do nieprecyzyjnie użytego słowa.

Nie stosowałem na tym blogu bana, co najwyżej prosiłem grzecznie, by się od komentowania powstrzymać. I nadal proszę, ale już bardziej generalnie - jeśli chcesz pokazać, że masz bardziej kolorowy ogon niż ja lub ktoś, kto skomentował moją notkę przed Tobą - odpuść sobie. Jeśli nie potrafisz być grzeczny dla innych, idź tam, gdzie grzeczności nikt nie oczekuje. Uważam, że sam fakt opublikowania czegoś w internecie nie daje Ci prawa, by się czepiać.

Chcesz skomentować, to wyobraź sobie, że jesteś na kolacji z ludźmi, których szanujesz. Jeśli to, co chcesz napisać, na tej kolacji byś powiedział - napisz. Jeśli nie - po prostu tego nie rób.

23:22, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (9) »
piątek, 24 czerwca 2011
533. chcemy po prostu żyć (Hatred on Capitalism*)
"Capitalism remains a formidable desiring machine. The monetary flux, the means of production, of manpower, of new markets, are all the flow of desire. It's enough to consider the sum of contingencies at the origin of capitalism to see to what degree it has been a crossroads of desire, and that its infrastructure, even its economy, has been inseparable from the phenomenon of desire. And fascism too - one must say that is has 'assumed the social desire', including the desire of repression and death"

Mam znajomą w Polsce (którą bardzo lubię i szanuję), która uważa, że bariery klasowe nie są poważna przeszkodą, że jeśli ktoś chce coś osiągnąć i ciężko pracuje, to mu się uda.

Jestem w trakcie przyjmowania studentów na program Master of Architecture, którego trzy miesiące temu zostałem szefem. Jedna z osób, której zaoferowałem (po interview) miejsce, przysłała mi parę dni temu mejla, że bardzo żałuje, ale finansowo nie jest w stanie studiować.

Wciąż mam studentów, którzy pochodzą z klasy robotniczej. Studiują i pracują, nie bardzo mogąc liczyć na pomoc rodziców. Są tacy, co nie mają rodziców. Część z nich przez całe życie słyszała, że jest za głupia by studiować i że bezrobotni to ci, którym nie chce się pracować. Że takie ludzkie śmieci mieszkają w dzielnicy, z której pochodzisz.

Za rok wszyscy rozpoczynający studia w moim Uniwersytecie będą płacić po £9000. Ci, których uczę teraz, w nowym systemie nie mogliby sobie na studiowanie pozwolić. Nawet gdyby bardzo chcieli.
Całe szczęście, magisterka jest traktowana jako kontynuacja studiów, dlatego przez najbliższe cztery lata, wciąż będę miał szansę uczyć ludzi, których rodzice rozładowują ciężarówki, siedzą na kasie, są kierowcami czy fryzjerami.

Nie znaczy to oczywiście, że mam coś przeciwko dzieciakom z bogatszych domów. Mam przeciwko tym, którym się wydaje, że bogaci rodzice są ich zasługą i że bycie bogatymi czyni ich lepszymi od innych.

Tak się jednak dziwnie składa, że tacy studenci się u nas na magisterce właściwie nie pojawiają. Wstyd służy dyscyplinowaniu, ale nie zawsze jest to złe. Jest jeszcze nadzieja dla bogatego, który wstydzi się swego bogactwa (szczególnie, gdy jedyną jego 'zasługą' jest urodzenie się). Taki wstyd jest społecznie cenny. Wciąż wierzę, że lepszy świat jest możliwy. Świat, w którym będzie można normalnie, dobrze żyć...

----------
Cytat pochodzi z książki, która stoi u mnie na półce i do której czasami zaglądam, Hatred on Capitalism. Los Angeles: semiotext(e), 2001

Autorzy cytowanych słów to oczywiście Deleuze i Guattari
15:55, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (81) »
wtorek, 21 czerwca 2011
532. dlaczego nie żal mi Katowic
No i po wszystkim - polska ESK 2016 to Wrocław.
Ale nawet gdyby Katowice wygrały, nie zmieniłoby to mojej krytycznej opinii o przyjętej strategii. Bo w sumie nie o ESK mi chodzi - konkurs jak konkurs, nie ma on tak naprawdę dużego znaczenia, jego efekty dla miast są raczej negatywne (jako kontekst można poczytać Malcolma Milesa) więc dla Katowic może to i lepiej, że nie wygrały. Mój krytycyzm sprowadza się do pytania, które zadaje Malcolm 'Czyje miasto? Czyja kultura?'

Katowice Miasto Ogrodów od początku uważałem za pomysł raczej słaby (nasz tekst w 'Opcjach' Ogród czy Palimpsest?), ale to przecież nie do końca tak. To mógł być świetny pomysł - niekoniecznie na wygranie, ale na osiągnięcie czegoś więcej niż ileś tam kliknięć 'like' na fejsbuku czy przejazd dwustu deskorolkarzy przez Mariacką.
Ważne zastrzeżenie - nie chcę nikogo obrażać, bo moje zastrzeżenia biorą się przede wszystkim z ideowego miejsca gdzie stoję. Ty stoisz gdzie indziej, więc widzisz inaczej.

Miasto ogrodów mogło być hasłem 'ludowym' lub pomysłem elit. Stało się tym drugim i była to świadoma, ideologicznie motywowana decyzja. A przecież w Katowicach tkwi olbrzymi potencjał ogródków działkowych, parków, skwerków, na których bezinteresowny dozorca posadził kilkanaście lat temu drzewa i krzewy. Katowice mają w końcu historie czynów społecznych, które dotyczyły również sadzenia drzewek czy zakładania klombów. Problem w tym, że ta historia jest historią, którą właśnie się z Katowic usuwa. Wyburzono dworzec, wyburza się właśnie Pałac Ślubów. Odwołanie się do PRLu jest czymś, czego się zbyt wielu Katowiczan wstydzi. A to przecież wielki kawał historii tego miasta. Bez tej historii nie byłoby Katowic takich jakie są dziś.

Nie żal mi więc przegranej Katowic (choć oczywiście rozumiem żal i rozgoryczenie ludzi, którzy włożyli mnóstwo pracy, serca i czasu w ten projekt), żal mi straconej szansy odzyskania miasta i jego historii przez jego mieszkańców. Nie przez elity (takie czy inne), lecz przez większość. Zapewne jednak nie wszystko stracone, jakiś proces się zaczął, nawet jeśli z mojego punktu widzenia nie w taki sposób w jaki powinien. Elitarna, drobnomieszczańska czy hipsterska kultura nie jest sama w sobie zła, nie powinna jednak być jedyną. Miasto powinno być dla wszystkich jego mieszkańców. No ale mieszkańcy muszą chcieć je sobie 'wziąć'...
20:15, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 20 czerwca 2011
531. o miasta nasze powszednie
W Poznaniu zakończył się 1szy Kongres Ruchów Miejskich. Żałuję, że mnie tam nie było, fajnie byłoby widzieć na własne oczy jak rodzi się nowa miejska jakość.

Od zawsze byłem (bardzo) krytycznym obserwatorem działalności polskich miejskich aktywistów. Mój podstawowy zarzut brzmiał - wy się bawicie, a tu chodzi o życie... Zawiesiłem mój krytycyzm gdy poznałem My Poznaniacy. Zawiesiłem na tyle, że wstąpiłem do Stowarzyszenia realizując w praktyce koncept obywatela plug-in ;)

Kongres Ruchów Miejskich zorganizowany przez M-P zaowocował kilkoma uchwałami, które dają nadzieję, na zmianę w polskich miastach i polskiej polityce. Bo nie oszukujmy się - ten Kongres był polityczny, uchwały są polityczne. Jest to jednak zupełnie inna polityka niż ta, do której przyzwyczaili nas posłowie i senatorowie z rządzącego Polską politycznego kartelu. To nie jest polityka rozumiana jako wydzieranie sobie kawałków tortu, nie jako PR, nie jako wojny kulturowe maskujące rzeczywiste społeczne i ekonomiczne problemy. Porównanie M-P do 'Solidarności', jakie zrobiła Lidka Makowska może chyba być rozszerzone na wszystkie biorące w Kongresie organizacje. Kongres był pluralistyczny (jak była Solidarność) lecz 9 uchwalonych tez pokazuje spójny, lewicowo (ale nie marksistowski, rewolucyjny, lecz mocno reformistyczny)-chadecki fundament ideowy. Co więcej, te 9 tez ma bardzo wyraźny i silny aspekt pro-państwowy (a już apel o solidarność z Łodzią jest wprost nawiązaniem do strajków solidarnościowych z lat 80/81).

Nie byłem na Kongresie, nie wiem jakie dyskusje toczyły się w kuluarach, nie wiem jakie tam były emocje i spory. Musiały być, to  w końcu żywi ludzie się spotkali, ludzie którzy poświęcili swój czas i pieniądze by tam być (a nie posłowie dostający diety). W dyskusjach i sporach nie ma nic złego, wręcz przeciwnie.

Myślę, że stało się w Polsce coś ważnego. Że był to Kongres od którego będziemy obserwować prawdziwe zmiany, prawdziwą miejską re-ewolucje. Szkoda, że nie mogłem tam być...

20:59, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (44) »
sobota, 18 czerwca 2011
530. szkoła jak biznes
Minister odpowiedzialny za edukacje w rządzie Wielkiej Brytanii (dla przypomnienia - prawicowym rządzie) przekonuje, że szkoły powinny brać przykład z biznesu:

"We now have great headteachers who will become educational entrepreneurs. They will build a brand and create chains."

Bardzo mi się to podoba. Efektywność głupku!
Nie dziwi więc, że dalej pan minister mówi:

"What [students] need is a rooting in the basic scientific principles, Newton's laws of thermodynamics and Boyle's law."

Brytyjska szkoła (a w każdym razie pan minister) jak widać skutecznie dokonała połączenia praw dynamiki Newtona z prawami termodynamiki. Że akurat Newton praw termodynamiki nie sformułował? A jakie to ma znaczenie!? Oszczędność i efektywność przede wszystkim - dwie kaczki za jednym strzałem. Szkoła jak biznes.

Господи, помилуј...
11:41, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Komentarze (8) »
piątek, 17 czerwca 2011
529. piszą o nas
Mimo tego, że wrzuciłem to już komciach, ta informacja zasługuje na link z głównej strony - piszą o nas na stronie Design Week.
Jest tam kilka obrazków projektów.

To jeszcze dodam zdjęcie z samej wystawy:



Generalnie było super. Gdyby ktoś chciał u nas studiować na magisterce, to serdecznie zapraszam (od przyszłego roku jedyne £9000 rocznie ;))
20:12, krzysztof_nawratek , architektura
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 czerwca 2011
528. o czym jest ten blog
Zainspirowany przez BK:


http://www.wordle.net/
21:15, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 13 czerwca 2011
527. kto w Londynie na debatę!
To już dziś! O 16:00 debata 'Radical Architecture? (Chto Delat?)' w której wezmą udział Malcolm Miles i Owen Hatherley, a następnie, o 18:00 oficjalne otwarcie wystawy w Mile End Art Pavilion.



Serdecznie zapraszam!
07:42, krzysztof_nawratek , architektura
Link Komentarze (8) »
niedziela, 12 czerwca 2011
526. jeszcze trzy miesiące...
Gdy wrzuciłem na bloga okładkę polskiego wydania, reakcje były mieszane. Mi się podobało i wciąż mi się podoba.
Angielskie wydanie też moim zdaniem ma fajną okładkę, choć zupełnie inną...



Dawno temu wropismakowi obiecałem moją kolejną książkę - teraz może sobie wybrać, czy poczeka na 'Dziury w Całym' czy woli angielskie wydanie 'Miasta...'. Na jedną i drugą jednak jeszcze chwilę trzeba poczekać.
23:00, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2