Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Kategorie: Wszystkie | Chiny | architektura | dywagacje | hipotezy | inne | making people angry | miasto
RSS
czwartek, 31 lipca 2008
173. z chamstwem pospolitować się nie chcemy
"– Moda na zamykanie osiedli nie wynika z chęci separowania się i tworzenia strzeżonych obozowisk, ale z możliwości, jakie stwarza wydzielenie takiego terenu. Realizacje deweloperów nie mają na celu zamykania mieszkańców w szczelnie strzeżonych twierdzach w obawie przed intruzami z zewnątrz, a mają służyć podwyższeniu poziomu zaspokojenia potrzeb nabywców. Wraz z rozwojem rynku nieruchomości rosną oczekiwania jego uczestników, co do oferowanego standardu, którego wyznaczników jest wiele. Na wysoki standard nieruchomości mają zasadniczy wpływ czynniki związane z poczuciem bezpieczeństwa i zachowaniem prywatności, co gwarantuje właśnie grodzenie, ochrona i monitoring osiedla, ale nie tylko – wyjaśnia Elwira Bartuszek, analityk redNet Consulting.  - O zamykaniu osiedla rzadziej decyduje strach przed kradzieżami, napadami czy wandalizmem, coraz częściej decydujemy się na to, żeby zapewnić komfort przyszłym mieszkańcom. Ten komfort to obok oczywistego poczucia bezpieczeństwa, chęć zapewnienia prywatności, ale także zagospodarowanie przestrzeni i wzbogacanie jej o dodatkowe atrakcje jak korty, place zabaw czy Spa".
(całość TU)
08:27, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 28 lipca 2008
172. społeczna dojrzałość

Wieś docenią także Polacy, którzy coraz chętniej zaczną korzystać z jej uroków. "To przejaw naszej społecznej dojrzałości, wolimy przyrodę i ciszę od miasta. Z takim podejściem zaczniemy doganiać Zachód" - tłumaczy DZIENNIKOWI socjolog (Krzysztof Łęcki).


Pan socjolog chyba widział jakiś inny Zachód... Może ma na myśli USA z problemem suburbanizacji?
Muszę jednak pana socjologa zmartwić - wzrost gospodarczy, kultura i cywilizacja powstawały, powstają i najprawdopodobniej będą powstawały w miastach.
Z takim więc anty-urbanistycznym podejściem nikogo raczej nie dogonimy...
Ale za to mamy szansę na polską wieś sielską, anielską...
W sumie - też piękna wizja ;)


11:44, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (6) »
sobota, 26 lipca 2008
171. miejska kontrola
W najnowszym, siódmym numerze Przeglądu Anarchistycznego

(swoją drogą, czy okładka Wam czegoś nie przypomina? ;))
krótki tekst Doroty Jędruch "Nauka czytania".
Autorka, powołując się na badania i działania francuskiej grupy (?) Association Ne Pas Plier, opisuje "represyjne" elementy przestrzeni miejskiej:  kolce w witrynach  sklepów uniemożliwiające siadanie,  ławki  na których nie można się położyć etc.
Podobny temat (między innymi) jest treścią badań Dana Loctona (więcej TUTAJ).
Piękny przykład takiej "opresyjnej" ławki z jego strony:


Miasto więc, wbrew powtarzanej maksymie "Stadtluft macht frei", było, jest i zapewne będzie maszyną opresyjną.
Wszystkie miejskie regulacje - prawa, normatywy, przepisy czy regulaminy tworzą ową maszynę. Przestrzeń, elementy małej architektury, rośliny, są po prostu  dopełnieniem, fizycznym wymiarem owych regulacji.

Podstawowym sposobem działania Miasta - Maszyny Opresyjnej, jest segregacja mieszkańców.
Mieszkańcy którzy posiadają władzę, wypychają i rugują z miasta mieszkańców słabych, biednych, tych którzy władzy nie mają.
Wspominany przeze mnie wielokrotnie były burmistrz Rygi, twierdzący, że najlepsza strategia rozwoju Rygi polegać powinna na usunięciu biednych poza granice administracyjne miasta, jest w gruncie rzeczy typowym (choć w swej szczerości dość szokującym) przedstawicielem elity miejskiej.

Dorota Jędruch pisze jednak również o elementach małej architektury, które mają potęgować rozbicie społeczne i indywidualizację mieszkańców i użytkowników miasta. Pisze więc o mieście nie tylko segregującym, ale i zmieniającym mieszkańców.
W przeciwieństwie bowiem do Magdaleny Staniszkis, z którą wywiad tak bardzo się wielu zainteresowanym miastem blogerom podobał,  ja coraz mocniej widzę  miasto  jako maszynę opresji a niekoniecznie "nauczycielkę tolerancji". 
Nauczycielką tolerancji miasto MOŻE  być, ale przecież nie musi.

I właśnie  ta wariantowość, to że miasto może produkować różne społeczności miejskie wydaje mi się dziś wyjątkowo fascynujące.
20:55, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (3) »
piątek, 25 lipca 2008
170. dwu filozofów
Wróciłem.
Nie skończyłem czytać Milesa, ale skończyłem Graya oraz Agambena (Wspólnota która nadchodzi) oraz najnowszego Żiżka.
Agambena zmilczę - po autorze Homo Sacer spodziewałem się o wiele więcej... - za to kilka słów o Gray'u oraz Żiżku.
Gray - rozczarowanie. Może nie wielkie, bo jego Al-Qaeda też jakoś mnie nie powaliła na kolana więc nie oczekiwałem bóg wie czego, niemniej jednak - rozczarowanie.
Szczególnie, gdy po przeczytaniu kilkudziesięciu stron przerzuciłem się na Żiżka, powrót do Graya był bardzo bolesny.

Banalna teza, która nie jest z żadnej strony zaskakująca - że w ideologiach XX wieku, a dziś w ideologii neokonów jest irracjonalny, religijny rdzeń jest może dobra na eseik, ale na książkę?!
Rozbudowane dywagacje na temat Iraku i polityki Blaira dość ciekawe - nie znałem przecież wszystkich szczegółów, ale podejrzewam, że dla ludzi którzy się tymi tematami interesują - nic nowego.
Nawet teza, że Blair jest neokonserwatystą nie zaskakuje, powszechna jest opinia, że w dzisiejszym krajobrazie politycznym UK, Partia Pracy sytuuje się na prawo nie tylko od Liberałów ale również od Torysów.
Zdecydowanie Gray nie warty jest by go czytać.

Za to Żiżek - przeciwnie.
Nie lubie "modnych" autorów, więc podchodziłem do jego najnowszej książki trochę nieufnie.
Niesłusznie.
Żiżek jest intrygujący, inspirujący, prowokujący.
Oczywiście nie jestem w stanie zgodzić się z bardzo wieloma jego tezami, ale cały smak tej książki to możliwość niezgody. To prowokowanie samego siebie i własnych poglądów.
Co ciekawe, Żiżek co najmniej kilka razy trącił resztki "prawaka" jakie we mnie z mojej durnej i chmurnej młodości pozostały. I to trącił je tak, że zarezonowały.
To chyba świadczy o klasie myśliciela, że jeśli tylko czytelnik lubi myśleć, to bez znaczenia z której strony ideologicznej barykady się znajduje, książka będzie dla niego ciekawa i prowokująca do myślenia.
Polecam więc Żiżka bardzo bardzo.

Teraz trochę odpocznę po wakacjach i zaraz wracam do głównego nurtu tematów jakie na tym blogu poruszam.
11:17, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (7) »
piątek, 11 lipca 2008
169. lektury na wakacje c.d.
Jeszcze jestem i jeszcze coś dla Was znalazłem... mam nadzieję, że Was zainteresuje ;)

http://www.ballardian.com/jg-ballard-architectures-of-control
13:09, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (4) »
środa, 09 lipca 2008
168. lektury na wakacje
Wybieram się w końcu na wakacje, więc przez jakiś czas raczej mnie tu nie będzie. Oczywiście - jako nałogowy internauta - będę starał się tu zaglądać, ale szans nie będę miał wielu, więc raczej nic nie napiszę.
Bądźcie grzeczni, dbajcie o tego bloga ;)
Polecam lekturę wcześniejszych wpisów, również ze starego, onetowego bloga.
Myślę, że jest tak przynajmniej kilkanaście naprawdę dobrych, interesujących tekstów.
Zachęcam też do lektury blogów, do których linkuję. Z różnych dziedzin, ale wszystkie ciekawe.

Ja oczywiście również będą czytał, ale raczej off-line.
Na wakacje zabieram kilka lektur, z czego o dwu chciałbym teraz kilka słów napisać, bo już je przeglądnąłem.
Dotykają w zasadzie tego samego problemu, lecz z dwu zupełnie różnych perspektyw i punktów widzenia.

Jedna to Johna Graya, "Black Mass. Apocalyptic Religion and the Death of Utopia"



Druga natomiast, to Malcolma Milesa, "Urban Utopias. The Built and Social Architectures of Alternative Settlements".



Gray widzi w myśleniu utopijnym przyczynę głównych tragedii ludzkości, realizowanie utopii kojarzy mu się z komunizmem w sowieckim, chińskim czy kmerskim wydaniu czy nazizmem.

Miles wręcz przeciwnie - nie koncentruje się na zbrodniczych utopiach, a raczej na teorii oraz alternatywnych wspólnotach praktykujących "utopizm".
Jeśli więc Gray widzi utopie w czarnych barwach (na dodatek widzi utopie jako dziedzictwo myślenia religijnego, opartego na irracjonalnych fantazjach), to Miles zdaje się dostrzegać w utopiach heroiczne próby jakie wciąż podejmuje ludzkość by polepszyć swój byt.

Tym co rzuca się w oczy, jest "nie-miejskość" (wbrew tytułowi) opisywanych przez Milesa wspólnot utopijnych. Nawet gdy pisze on o Christianii, dzielnicy Kopenhagi, to fenomen tej wspólnoty jest raczej "przed miejski", raczej zapatrzony wstecz, w pewne utracone "złote wieki".

Wielkie miasto bowiem - i to między innymi sprawia, że moja książka NIE może być uczciwie zaliczona do myślenia utopijnego - jest odporne na przykrawanie do utopii. Znacznie łatwiej staje się figurą dystopiczną - jak Metropolis czy Los Angeles z Blade Runnera.
Utopia bowiem zawsze jest redukcją. Zawsze stara się zamknąć społeczność w jakimś skończonym, idealny modelu.
A ja nie znoszę ideałów.
;)
Począwszy od Platona, po "ideały" w znaczeniu potocznym (szczególnie "idealnych" ludzi) - idealizm jest mi całkowicie obcy.

Jestem wielbicielem niedoskonałości. To co prawie - doskonałe, jest lepsze od absolutnej doskonałości.

Licząc więc na PRAWIE - doskonałe wakacje, żegnam Was na jakiś czas.
11:29, krzysztof_nawratek
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 lipca 2008
167. ideologie w mieście. suplement.
Wczorajszym rozważaniom nad "korwinizmem" w przestrzeni miejskiej, życie dopisało dziś piękną pointę.
Otóż, dworzec katowicki (ten sam, który wywoływał i wywołuje takie emocje) w przeciwieństwie do dworców we Wrocławiu, Krakowie czy Warszawie nie otrzyma pieniędzy ani z EU ani z budżetu państwa.

Dlaczego?

Ponieważ - jak zgodnie twierdzą działacze śląskiego PO (w tym wice-prezydent Katowic) - "...inwestycje prywatne są zawsze lepsze niż wydawanie publicznych pieniędzy." oraz "Jeżeli dworcem zajmie się prywatna firma, to szybciej zostanie on przebudowany."
No cóż, (pomijam tu już bzdurność sugestii, że dworce w innych miastach będą przebudowywali własnymi rękami urzędnicy miejscy...) jeśli prywatne jest zawsze lepsze od publicznego, to po cholerę cokolwiek w mieście ma być publiczne?
Oddajmy prywatnym inwestorom place, parki, szkoły, chodniki, transport. Oddajmy im wszystko. Po co w ogóle miasto? Sprywatyzujmy również Magistrat.

Niech pan wice-prezydent idzie pracować do prywatnej firmy, bo kontynuując konsekwentnie jego sposób myślenia, jako urzędnik miejski, jest on z definicji bezużyteczny.
08:52, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 07 lipca 2008
166. miasto i ideologie
W komentarzu do poprzedniego wpisu, "cucemello" wyrażał wątpliwości czy warto używać ideologicznych / politycznych kategorii do rozmów o mieście.
Moim zdaniem jak najbardziej!
Czy jako autor książki "Miasto jako idea polityczna", mógłbym dać inną odpowiedź?
;)

Przy okazji - króciutki "wywiad" dotykający tego tematu.
13:19, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (6) »
piątek, 04 lipca 2008
165. (kontr)rewolucja u bram (miasta)?
uwaga porządkowa (po pierwszym komentarzu) : wpis ten nie jest atakiem na żadną z wymienionych organizacji czy grup. jest raczej zachętą do dyskusji.
nie studiowałem dokładnie ich działalności - jeśli się mylę, proszę poprawcie mnie.
:)

Miejskie protesty, czasem o bardzo ostrym przebiegu - łącznie ze starciami z policją, paleniem budynków i samochodów - które od lat 60tych miały (i wciąż mają) miejsce w miastach świata mają dość wyraźny, klasowy charakter.
Grupy społecznie dyskryminowane - czy będą to murzyni w US, imigranci na przedmieściach Paryża czy robotnicy z miast UK - są przez aparat kapitalistycznego miasta sprzymierzonego z deweloperami poddawani presji, usiłuje się ich wyrzucić z obszarów, które chce się poddać gentryfikacji, ewentualnie chce się przez lub obok zamieszkiwanych przez tych ludzi dzielnic przeprowadzać drogi szybkiego ruchu, budować wysypiska śmieci lub po prostu - jak w Paryżu - odcina się ich od miasta i skazuje na marginalizację.
Napięcie w miastach świata jest więc dość klasyczne - silni i bogaci uciskają i dyskryminują słabych i biednych. I to z tych "słabych" wywodzą się ruchy protestu.

W Polsce natomiast sytuacja wydaje się wyglądać zupełnie inaczej. Powiedziałbym wręcz - dokładnie przeciwnie.

Grupy które można określać jako swego rodzaju "miejskie grupy protestu", jak Stowarzyszenie Towarzystwo Upiększania Miasta Wrocławia, katowickie stowarzyszenie Moje Miasto, toruńskie Bydgoskie Przedmieście, Jacek Powałka i grupa "parkowych terrorystów" z Warszawy a nawet łódzka Grupa Pewnych Osób to elitarne stowarzyszenia, które ideologicznie lokują się zdecydowanie na prawo od centrum.

Prawdopodobnie taka ocena dla wielu wyda się co najmniej na wyrost, ale jeśli posłucha się jakie cele mają te organizacje, jak motywują swoje działania, wniosek wydaje mi się oczywisty.

Członkowie tych grup to najczęściej młodzi przedstawiciele klasy średniej, stawiający sobie za cel poprawę jakości przestrzeni miasta. Ochrona zabytków, dziedzictwa kulturowego, ochrona przyrody, czystość, lepsze rozwiązania komunikacyjne (ale nie tylko transport publiczny - również prywatny).
Bardzo często wspierają oni dużych inwestorów, podkreślają potrzebę powstawania "przestrzeni symbolicznych" w mieście, są generalnie zwolennikami gentryfikacji - usuwania "menelów" z dzielnic które uznają za ważne i istotne dla rozwoju miasta. Zdecydowana większość jest zdeklarowanymi wolnorynkowcami - w "korwinistycznym" wydaniu (choć z zastrzeżeniami).
Nie ma w ich retoryce miejsca na reformy społeczne, na bezrobotnych, bezdomnych, biednych - no chyba, że mówią o "elementach" jakie z miasta należy usuwać.

Jeśli więc zebrać to do kupy, to wychodzi typowa współczesna neoliberalna ideologia - w dobrym zachodnioeuropejskim wydaniu trzeciej fali neoliberalizmu. A więc ładnie, bezpiecznie, zielono, z dobrą komunikacją publiczną i dostępnością miasta dla niepełnosprawnych.
Ale już nie dla "meneli". "Menele" - won. Taka drobnomieszczańska, sielankowa utopia. Miasto jest nasze. Ale przede wszystkim NASZE, a nie "ich". Rękę, która w szprychy rozpędzajacego się miasta chce włożyć kij - odrabiemy ;)

Co więcej, czeka nas prawdopodobnie fala społecznych protestów związanych z działalnością deweloperów. Ale nie będą to protesty dotychczasowych mieszkańców, ale właśnie tych przedstawicieli nowej klasy średniej, którzy kupili mieszkania na 30to letni kredyt hipoteczny i dostali w zamian klitki gorsze niż ich rodzice w PRLowskich blokach, na osiedlach bez placów zabaw, zieleni i z sąsiednimi budynkami zbudowanymi tak blisko, że można czytać sąsiadowi gazetę.

Wydaje się więc, że neoliberalna kontrrewolucja nas jeszcze czeka. Młodzi, lepiej wykształceni i bywali w świecie wykopią w końcu starych przedstawicieli komunistyczno-solidarnościowo-kościelnego establiszmentu, który rządzi polskimi miastami od dawna.
Zapewne będą w stanie miastami zarządzać sprawniej - w swoim własnym dobrze pojętym interesie. Spychając "gorsze" grupy na coraz większy margines.

Raczej jednak nie należy się spodziewać (no chyba, że wybuchnie wojna lub kryzys porównywalny z Wielkim Kryzysem), że ci ludzie rzeczywiście zmienią polskie miasta. Że odbudują Miasta jako samozarządzające sobą wspólnoty.
Przyjdzie nam chyba poczekać na ich dzieci lub wnuki...
12:09, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (28) »
czwartek, 03 lipca 2008
164. kobieta i stadion
Nie, nie będzie dziś wpisu na temat kobiet na stadionach.
Będą za to linki do dwu publikacji których jestem (współ)autorem.

Najpierw kolejna, 16ta już Międzymiejscowa, tym razem rozmowa o kobiecie w mieście, z gościnnym udziałem dr Magdaleny Piekary.

A potem mój komentarz na temat projektu nowego stadionu dla Górnika Zabrze.

Zapraszam serdecznie do lektury!
15:25, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2