Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Kategorie: Wszystkie | Chiny | architektura | dywagacje | hipotezy | inne | making people angry | miasto
RSS
sobota, 30 lipca 2011
554. barbarzyńcy
Pamiętacie Mad Maxa? Szczególnie część trzecia, w której doskonale widać konflikt pomiędzy tymi, którzy próbują odbudować cywilizację a hordami barbarzyńców, wydzierających sobie resztki pozostałe po upadku.




Inicjatywa 'Stop dla janosikowego' (a przynajmniej część z nich, jak prezydent Poznania, domagający się ulg dla bogatych) to tacy właśnie barbarzyńcy. Myślący tylko o sobie, brutalni i prymitywni. I pewnie zwyciężą.
Nam pozostanie mieć nadzieję, że kolejne pokolenie przyniesie zmianę...

Oczywiście, zdaje sobie sprawę, że to nie jest do końca takie proste, że jedni są dobrzy, a drudzy źli. Bardziej odpowiada mi wizja etyki z Księżniczki Mononoke niż Mad Maxa, jednak próba wzmacniania konkurencji pomiędzy miastami jest drogą donikąd.

Nie wiem w którą stronę pójdzie Kongres Ruchów Miejskich, lecz widać wyraźnie, że establiszmentowy ruch prezydentów miast i ich administracji, który jakże cynicznie nazywa siebie 'Obywatele do Senatu' jest naszym wrogiem większym niż rząd czy którakolwiek z partii.
16:25, krzysztof_nawratek , miasto
Link Komentarze (12) »
czwartek, 28 lipca 2011
553. opowieści i ludzie
[Notka trochę sprowokowana wpisem sporothrix na temat najnowszego serialu BBC o Sherlocku Holmsie]

Oglądam ostatnio seriale. Nic w tym oczywiście specjalnego - wszyscy oglądają, KP nawet książkę o serialach wydało.
Oglądam głównie seriale SF i okolic, głównie te głównonurtowe.

Najważniejszym, wciąż nie pobitym przez żaden inny (mimo mojej absolutnej miłości do X Files) jest Battlestar Galactica. Jest tam wszystko co lubię - przyszłość, polityka, religia, miłość, statki kosmiczne i roboty. W końcu - wspaniali bohaterowie, których w okolicach drugiej serii po kolei przestawałem darzyć sympatią, by potem znów, już jako 'prawdziwych ludzi', pełnowymiarowych, ze swoimi słabościami i wadami (czasem o wiele bardziej 'prawdziwych' niż ludzie, których przyszło mi spotykać w realu) pokochać. Battlestar ma bardzo przyjemny wymiar równościowy - istnieją tam poważne napięcia klasowe i etniczne, ale nie ma napięć pomiędzy płciami. Taki spełniony sen feministy. Przyznam jednak (ze wstydem?), że dla mnie Battlestar to przede wszystkim Athena i Helo, a więc klasyczny, heteroseksualny związek (no może nie do końca klasyczny, biorąc pod uwagę kim Athena jest...).
Potem były inne seriale - True Blood, Californication, Torchwood, Stargate Universe, Sanctuary, teraz oglądam 4400.

Uświadomiłem sobie, że po pewnym czasie, w zasadzie nie pamiętam fabuł, niespecjalnie mnie one obchodzą. Pamiętam za to napięcie pomiędzy Mulderem a Scully, Athene i Helo, Tarę i Lafayetta, Becce, Gwenn, Eli i Ginn, Maię z Dianą... z Sanctuary w zasadzie nikt do końca mnie nie przekonuje... Podobnie najnowsze dwie serie Dr Who...

We wspomnianym na wstępie mini serialu BBC o Sherlocku Holmsie również intrygi i zagadki blakną, pozostaje relacja pomiędzy Holmsem a Watsonem (szczególnie Watsonem!).

I nie wiem czy tylko ja tak mam, ale znów wychodzi na to, że tak naprawdę, emocjonalnie interesują mnie ludzie i ich indywidualne historie. Problemy świata i ludzkości głównie w godzinach służbowych...

07:54, krzysztof_nawratek , inne
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 lipca 2011
552. z ludźmi
Na swoim blogu SzT opisuje nasze spotkanie oraz wspomina jak trudno i boleśnie pisze się powieść. Właśnie kończę swoją trzecią książkę (o mieście jak zwykle, żadna literatura) i też męczę się straszliwie - wyrywam sobie z mózgu i bebechów zdania i słowa.
Książka poszła w kierunku, którego się nie spodziewałem, ciężka ontologia... a ja przecież urbanistą jestem. Został ostatni rozdział, a potem AO będzie to czytał i edytował. Dzięki bogini on akurat na filozofii się zna, więc jeśli popisałem bzdury, to je skoryguje. Redaktor jest najważniejszy.

Ale nie o tym chciałem napisać.
SzT pisze o naszym spotkaniu w realu, o tym jak dwu ludzi z zupełnie różnymi poglądami może się spotkać i porozmawiać. Przyjaźnie. Z pożytkiem. To spotkanie zresztą powtórzyło do pewnego stopnia (tylko do pewnego, z SzT jesteśmy bliżej wiekowo, to ułatwia rozmowę) spotkanie z TG, kilka dni przed tym z SzT. Cezary Michalski kiedyś napisał, że nie interesują go poglądy, interesują go biografie. Myślę, że to właśnie jest clou.
Spotykając się, wiedzieliśmy gdzie ideologicznie stoimy, wiedzieliśmy, że się bardzo różnimy (choć oczywiście w kilku punktach się spotkaliśmy) ale nie dyskutowaliśmy poglądów, lecz życie. Oczywiście to w co wierzymy (oraz skąd przychodzimy) wpływają na to jak żyjemy, ale to właśnie jest ciekawe. Nie ideologie, lecz praktyka, inspirowana i kontekstualizowana w teorii.

To być może jest problemem internetowych nawalanek - widzimy tylko napisane słowa, łatwo uprzedmiotowić innego, łatwo obrzucić go obelgami.

Wolę spotykać się z ludźmi.
Tak, lubię spotykać się z ludźmi, coraz gorzej znoszę bluzgające nicki.

23:07, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (2) »
551. splot słoneczny filozofa
"The difference being that for Althusser it was the proximity of revolutionary politics, under the partisan name of "taking sides", that silently educated the clarity inducted by this separating act, while for Wittgenstein, under the name of the "mystical element", it is rather a mixture of the Gospels and of classical music"

Alain Badiou, Wittgenstein's Antiphilosophy.

Coraz gorzej reaguję na sieciową agresję, na hejterzenie blogasków (jak mi się nie podoba, to generalnie nie komentuję), na hejterzenie żywych, czujących ludzi. Jakoś nie bawi mnie robienie innym przykrości. Ale Wittgenstein nie żyje, więc to jak Badiou go w swojej najnowszej książce hejterzy mi nie przeszkadza. Okay - Ludwig się już nie może bronić, ale myślę, że po śmierci mu kompletnie wisi co kto o nim pisze i mówi.
Swoją drogą, ten hejt jest dość czuły (w powyższym cytacie), w końcu Badiou nie ma nic przeciwko muzyce klasycznej...
14:59, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 25 lipca 2011
550. wartości absolutne

"Argumentacja wskazująca na pierwszeństwo interesu lokatorów (a więc 'nagiego życia') nad właścicielem mieszkania (a więc 'kapitału') jest słaba, ponieważ życie (rozumiane jako przeżywanie życia) jako takie nie ma wartości. Warto tę tezę przywołać rozpatrując dyskurs antyaborcyjny – aborcja jest złem absolutnym nie ze względu na konkretne życie (również nie z uwagi na jakość życia przyszłych dzieci), lecz jako pewna absolutna świętość, nie mająca nic wspólnego z konkretnym człowiekiem. Przykład języka jakiego 'przeciwnicy aborcji' używali mówiąc o Alicji Tysiąc1 i jej dziecku jest dobrą ilustracją braku związku pomiędzy 'życiem nienarodzonym' a życiem konkretnego człowieka. Najbardziej wstrząsającym przykładem, jest jednak przypadek Agaty, która zmarła na ropień odbytu, ponieważ lekarze tak byli skoncentrowani na 'nienarodzonym', że niespecjalnie dużo uwagi poświęcali życiu już jakiś czas temu urodzonemu. Do historii współczesnego barbarzyństwa przejdzie uwaga lekarza, który stwierdził, że Agata za bardzo „zajmuje się swoim tyłkiem, a nie ciążą”2. W tym kontekście wypowiedź byłego posła, Marcina Libickiego „Nie można zmuszać kobiety, by zachodziła w ciążę, ale gdy jest w ciąży, to możemy ją zmusić do rodzenia. Dziecko poczęte wymaga ochrony. Matka jest tu tylko depozytariuszką”3 staje się doskonałym podsumowaniem tej skrajnie antyludzkiej, antypersonalistycznej pozycji, jaką zajmują wyznawcy zabsolutyzowanej wolności (poglądy Marcina Libicki na gospodarkę lokują go w okolicach Janusza Korwina Mikke).

Ciekawym paradoksem owej zabsolutyzowanej wolności jest z jednej strony oderwanie jej od konkretnego człowieka, z drugiej sprowadzenie jej do skodyfikowanego wyboru. To jest ciekawa myślowa operacja - z jednej strony mamy całkowicie wyłączonego z kontekstu (również kontekstu własnego ciała) człowieka, z drugiej natomiast całkowicie stabilny i uporządkowany świat, jak wielki regał z różnymi rodzajami proszku do prania - możemy tylko kupić ten lub tamten, dokonać takiego lub innego wyboru."


1 Trochę na ten temat pisała Agnieszka Graff w Rykoszetem, WAB 2008, strony: 170-175, potem ta sprawa się rozkręciła – głownie za sprawą artykułów drukowanych w Tygodniku Katolickim 'Gość Niedzielny' oraz w dyskusjach na internetowych forach katolickich.

2 Omówienie tej sprawy można przeczytać tu: http://www.federa.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=187:agata&catid=21:podrzedne&Itemid=104

3 http://wyborcza.pl/1,76842,9992010,Libicki__Podziemie_aborcyjne__To_cena_do_zaplacenia.html#ixzz1T5f4cmfz

17:36, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (7) »
niedziela, 24 lipca 2011
549. komentarz do kryzysu finansowego 2008 - 2019
"Nikt nie powie, że ustrój kapitalistyczny jest ustrojem idealnym; pociąga za sobą konsekwencje, które stają się nadużyciem i naruszeniem własności. Mały kapitał nie jest w stanie konkurować z kapitałem większym; mniejsze przedsiębiorstwa, jedno za drugim, bankrutują i wielki kapitał skupia się w ręku coraz mniej licznych, a tym potężniejszych miliarderów. Przed ich potęgą ugina się nawet państwo, bo państwo dla celów swoich, czy to inwestycyjnych, czy militarnych, czy jakichkolwiek innych, pożyczać musi i, im więcej zadłuża się, tym bardziej obciąża ludność podatkami, aby móc odsetki wierzycielom swoim płacić".

Marian Zdziechowski, Dwie Rewolucje.Wilno 1934.
(Całość - dużo słabsza, niestety niż powyższy cytat TU. Szkoda, że Zdziechowski nie skupił się na rozwinięciu tego co napisał o kapitalizmie...)

----
Aneks [30 lipca 2011]: http://www.businessinsider.com/apple-has-more-cash-on-hand-than-the-us-government-2011-7
10:21, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (1) »
548. trywialne
[korekty wprowadzone 25 lipca]

Taka drobna ilustracja tego, jak GW gazeta.pl zamienia się w tabloid (przynajmniej która oczywiście nie ma NIC wspólnego z GW online, dziś jest na poziomie Daily Mail).
Informacja na stronie głównej:



A to po kliknięciu w powyższe:



Uff... i życie znów jest bezpieczne i piękne. Dzięki ci Gazeto!
09:05, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (8) »
niedziela, 17 lipca 2011
547. w papierze
Za chwilę ukaże się książka dokumentująca projekt KNOT, w której oprócz znajomych (Joanna Erbel, Owen Hatherley, Malcolm Miles i inni) będzie też i mój tekst. Ale czytać nie trzeba - w książce są obrazki i generalnie można ją nonszalancko położyć na stoliku jak goście przyjdą... ;)



zapraszam do lektury!
14:10, krzysztof_nawratek , inne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 lipca 2011
546. fragmenty:

...w pierwszym geście powinniśmy więc odtworzyć granicę. Wypchnąć wewnętrzne podziały na zewnątrz. Granica taka jednak nie może stać się znów nieprzekraczalna, nie może tworzyć miasta jako zamkniętej monady. Granica nie staje się na powrót membraną, zdecydowanie za to przestaje być ekranem. Gdy znika ekran, nie ma na czym już wyświetlić 'marki' miasta, nie ma możliwości by agencje ratingowe projektowały powierzchnię. Granica zamiast płaskiej, mniej lub bardziej gładkiej powierzchni, staje się porowatą strukturą, zbudowaną z niezliczonej ilości połączeń / mediacji / translacji pomiędzy tym co na zewnątrz a tym co wewnątrz miasta. Zamiast prostej metafory muru, lepiej myśleć o granicy jako o barykadzie, która z jednej strony i owszem, oddziela dwie walczące strony, z drugiej jednak strony, poprzez swą niespoistą strukturę doprowadza do spotkania dwu zwaśnionych stron i ułatwia obrońcom przekonanie żołnierzy agresora co swoich racji. Metafora muru jest jednak znacznie mocniejsza od metafory barykady, co gorsza, barykada tylko w części oddaje te cechy granicy, które stanowią o jej wyjątkowym charakterze: dwoistość połączenie/oddzielenie czy a-uniwersalizm (granica mediuje pomiędzy konkretnymi fenomenami, a nie pomiędzy całościami wnętrze/zewnętrze).

Dochodzimy więc do kolejnego paradoksu - jeśli (gładka) granica Polis konstytuowała podmiotowość, a multiplikacja granic wewnątrz współczesnego miasta tą podmiotowość niszczy, to czy 'pulchna; poprzecznie włóknista strefa mediacji będzie w stanie odbudować podmiotowość nie niszcząc różnorodności? A może ta nowa granica powinna być miękka i porowata z zewnątrz, a gładka od środka?

14:32, krzysztof_nawratek , dywagacje
Link Komentarze (2) »
środa, 13 lipca 2011
545. dlaczego nie żal mi Katowic* nawet bardziej...
... bo byłem wczoraj na Mariackiej. A tam Lech Warka Lecha Warka, brudno, śmierdzi i śląscy hipsterzy.

----
*http://krzysztofnawratek.blox.pl/2011/06/532-dlaczego-nie-zal-mi-Katowic.html
17:11, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Komentarze (23) »
 
1 , 2