Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Kategorie: Wszystkie | Chiny | architektura | dywagacje | hipotezy | inne | making people angry | miasto
RSS
piątek, 28 sierpnia 2009
301. strach zabija (nie tylko duszę)
Słowo 'podmiotowość' budzi mój niepokój. Pachnie katolicką nowomową...
'Podmiotowość' może mieć też dość nieprzyjemne konotacje, gdy 'podmiot' zaczyna być zbyt silny, zbyt zdefiniowany - od 'podmiotowości' do faszyzmu jeden krok.
Postmodernistyczny strach przed silnym podmiotem jest jednak równie niebezpieczny i szkodliwy. Prędzej czy później prowadzi do dominacji i uwielbienia nagiej siły.

Ostatnie wydarzenia wokół Kupieckich Domów Towarowych w Warszawie oraz wiele innych drobniejszych przykładów (jak Bazar Banacha) zastępowania lokalnego handlu handlem korporacyjnym są doskonałym przykładem degeneracji miasta, które utraciło swą podmiotowość.
Poszukiwanie uzasadnienia istnienia miasta wyłącznie poza nim samym, jest powszechne - idea, że miasta konkurują ze sobą by przyciągać kapitał (z zewnątrz) lub 'klasę kreatywną' (również z zewnątrz), by lokalnych, 'organicznych' handlarzy zastępować sklepami budowanymi przez globalne korporacje i muzeami to wszystko fragmenty tej samej, postmodernistycznej, anty-podmiotowej narracji.
To zabija duszę miasta i powoli zabija też miasto.

Lecz strach (siostry Bene Gesserit wiedziały co mówią)

(Bene Gesserit Witch by ~Superego-Necropolis on deviantART)

 zabija nie tylko duszę - zabija dosłownie.

Obowiązująca legenda Nowego Orleanu po Katrinie opowiada o hordach zezwierzęconych biedaków (koniecznie Murzynów), którzy gwałcą, plądrują i mordują i tylko heroiczny wysiłek armii i nielicznych (białych) ochotników potrafi ich powstrzymać.
Takie plotki rozpuszczali nie tylko rasistowscy blogerzy, ale i same władze.
Już jednak miesiąc po katastrofie okazało się, że dowodów na to brak.

W istocie, prawda jest znacznie gorsza.
Jak pisze Rebecca Solnit w książce 'A Paradise built in Hell' to właśnie władze i biali rasiści są przede wszystkim odpowiedzialne/i za śmierć niewinnych ludzi.
Solnit pisze brutalnie '... ludzie władzy zachowywali się skandalicznie, panikując i rozsiewając plotki, sami okazali żądzę mordu i patologiczny brak współczucia'.
Strach zabija.

Nie bójmy się więc - również 'podmiotowości' miasta. Nie bójmy się ludzi, mieszkańców, naszych sąsiadów.
Nie wolno się bać, strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
Jestem tylko ja. (Frank Herbert)
19:05, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (23) »
czwartek, 20 sierpnia 2009
300. pieprzny eintopf czyli kilka notek w jednym wpisie
Najpierw przeczytałem w Guardianie, że słynne 'miasteczko' Poundbury Leona Kriera i księcia Karola nie jest takie fajne, jak zwolennicy nowego urbanizmu by chcieli.
Mój szef, który je kiedyś zwiedzał, mówił że najbardziej szokująca jest martwota na ulicach.
No ale czy po kimś, kto maluje takie obrazy



można spodziewać się czegoś innego?
Zarówni Krier jak i książe Karol nie są ludźmi z mojej bajki. Mieszkańcy Poundbury też nie. Odczuwam więc (czego się oczywiście bardzo wstydze) małą satysfakcję...

Potem przeczytałem w GW o planach UM Katowice by wydać 1.250 miliona złotych na 'promocje' miasta.
Prawdę mówiąc, zalewa mnie krew gdy czytam o 'promowaniu' miast.
Idea, że miasta muszą ze sobą konkurować - i generalnie, że wszyscy muszą ze wszystkimi konkurować - jest piramidalną bzdurą.
Może zamiast promować 'wielkie wydarzenia' Katowice, wzięłyby przykład na przykład z Rzeszowa i postanowiły podnieść jakość życia swoich mieszkańców?
Na razie, władzom Katowic dedykuję zdjęcie które przysłał mi kolega



a potem, zachęcam do lektury książki "The Spirit Level". Wszystkich.

Następnie przeczytałem tekst Anny Krauze, polskiej architektki pracującej we Francji nad modernizacjami dworców (tak się przy okazji fajnie składa, że z Anną miałem przyjemność nie tylko studiować na jednym roku, ale również podróżować dawno temu autostopem po Francji...) na temat dworca w Katowicach.
Bardzo dobry, rzetelny tekst profesjonalistki. Szczególnie pod jej uwagami na temat urbanistycznych konsekwencji proponowanej przebudowy się jak najbardziej podpisuję.
Lektura komentarzy na forum GW pod tym tekstem sprawiła jednak, że na moment obudził się we mnie faszysta... by potem przejść na łagodny leninizm. To niemozliwe, by 90% czytających gazety była idiotami, prawda? Oni po prostu nie potrafią czytać. Większość komentatorów nie rozumie czytanego tekstu. To nie jest wrodzone. Edukacja. Powszechna edukacja i nauka czytania - oto czego nam dziś w Polsce potrzeba! Razem zwalczmy funkcjonalny analfabetyzm!

W końcu, na blogu narracje (świetnym blogu!) niezwykły wywiad, jaki autorka bloga przeprowadziła z panią profesor Elżbietą Zakrzewską - Manterys.
Wywiad nie ma nic wspólnego z miastem, architekturą czy czymkolwiek czym ja się zajmuję, lecz czytając go, nie mogłem o swoich miejskich obsesjach zapomnieć.
Szczególnie, gdy czytam takie słowa:

"Upośledzeni są coraz bardziej wykluczeni, bo nasz świat jest coraz bardziej racjonalny, wbrew tym wszystkim upodmiotowiającym hasłom" i dalej "Ich strategia polega na tym, że upośledzony jest pracodawcą, dostaje od państwa tyle pieniędzy, żeby opłacić wszystkich asystentów. Jeśli jest głęboko upośledzony, to może mieć ich dziecięciu. On opłaca taksówkarza, pielęgniarkę i innych. Każdy z nich dobrze zarabia i traktuje go jak pracodawcę. Druga strategia to jest strategia, którą przyjęliśmy w naszym stowarzyszeniu „Bardziej Kochani”. Polega ona na tym, że nie piszemy żadnych wniosków unijnych na temat otwartego rynku pracy. To są duże pieniądze, ale świadomie z nich rezygnujemy. Poza tym, stworzenie minigetta, co wszyscy nam zarzucają, bo integracja, bo oni muszą żyć z normalnymi. Jednak my widzimy, że oni lubią się we własnym towarzystwie, a w ramach integracji są zawsze w ostatniej ławce. Mogą być przedmiotem opieki, ale nie są partnerami interakcji".

Jeśli znacie trochę moje poglądy, to przeczytajcie te słowa (i cały wywiad) rozważając to co pisałem o powierzchni i wnętrzu, oraz o relacji pomiędzy całością a fragmentem w mieście.
Moim zdaniem, moje intuicje są bardzo bliskie temu co mówi pani profesor.

Gdyby Leon Krier i książe Karol znali język polski, też bym im lekturę tego wywiadu polecał.
Władzom Katowic raczej nie - jakoś nie bardzo wierzę, że byliby w stanie cokolwiek zrozumieć...
20:41, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (24) »
wtorek, 18 sierpnia 2009
299. my w kolejce, Banksy w Muzeum
Cztery godziny w pociągu (po dwie w każdą stronę), potem cztery godziny w kolejce po to by w czterdzieści pięć minut przebiec sale Muzeum w Bristolu w poszukiwaniu interwencji Banksy'ego...



Przyznam, że wciąż nie mam przemyślanej kwestii graffiti ani tego co robi Banksy.
Mój kolega z pracy, który robi doktorat na temat 'pisania' po miejskich murach (sam w młodości będąc graficiarzem i wokalistą hip hopowym) opowiadał mi, jak to dzieciaki z dobrych domów, kupując za niezłą kasę sprzęt, malują mury w 'złych dzielnicach'...

Banksy to kwestia nawet bardziej skomplikowana...
Generalnie jestem nieufny wobec możliwości sztuki (czy też propagandy wizualnej - bo czym jest działalność Banksy'ego to temat na długą dyskusję) jako narzędzia zmiany społecznej.

K. twiedzi jednak, że sztuka zaczyna działać - i rzeczywiście działa - gdy ludzie mają z tyłu głowy i na końcu języka, to co artysta mówi na głos. Chcą by ktoś powiedział to, czego oni sami nie potrafią. Czują się wtedy pewniej, czują, że nie są sami ze swoimi wątpliwościami, obsesjami, bólem...
Taka sztuka może wspomóc zmianę.

Biorąc pod uwagę, że - jak napisałem powyżej - staliśmy wczoraj ponad cztery godziny w kolejce, a obok nas stali czytelnicy i Guardiana, i Daily Mail, młodzi i starzy.Jak powiedział nam człowiek z muzeum, tak jest każdego dnia.
Może więc ze społeczeństwem brytyjskim nie jest aż tak źle? Mimo tego, że najbliższe wybory wygrają znów neoliberałowie?
13:15, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 17 sierpnia 2009
298. ze skrajnie prawicowej szuflady
Jak już kiedyś wspominałem, dawno temu przyjaźniłem się z ludźmi, którzy dziś bywają (lub bywali) ważnymi politykami PiS i okolic.
Tak, kiedyś byłem baaardzo prawicowy...

Jak bardzo, niech pokaże tekst, ktory wygrzebałem w czeluściach internetu.
Napisałem go 11 (słownie: jedenaście... tak - wtedy biegały po ulicach dinozaury...) lat temu. Powód, dla którego postanowiłem go zamieścić jest dość oczywisty... albo stanie się oczywisty, dla moich stałych czytelników (jeśli tylko dobrną do końca).
Wklejam go tu bez poprawek - wybaczcie więc błędy i naiwności.

Architektura w Czasach Konsumpcji

Cywilizacja europejska końca XX wieku jest bez wątpienia najbardziej niezwykłym tworem w dziejach ludzkości. Nie możemy dziś mówić ani o silnej władzy, ani o silnych strukturach społecznych, ani tym bardziej o silnej idei która spajałaby społeczeństwo - w tej sytuacji trwanie naszej cywilizacji gwarantowane jest właściwie jedynie poprzez stały wzrost gospodarczy napędzany niesłabnącą konsumpcją. Wystarczy byśmy wykonali prosty myślowy eksperyment i wyobrazili sobie , że ludzie przestają ulegać reklamie, przestają chcieć "mieć więcej"... to byłby koniec naszego świata.

Cóż, postawy ascetyczne nie są w modzie, więc dziś apokalipsy chyba nie będzie.

Krytyka cywilizacji konsumpcyjnej jest różnoraka i różne też ma źródła - część wypływa z pobudek religijnych - łagodna krytyka Kościoła Katolickiego i radykalna rewolucyjnego Islamu, część z przyczyn politycznych - i tu ramie w ramie idą lewicowi ekstremiści Rote Arme Fraktion i prawicowe ruchy w rodzaju International Third Position. Możemy też mówić o krytyce z pozycji , nazwałbym je "zdroworozsądkowo-humanistycznych", i tu wymienić trzeba nazwiska Ericha Fromma i prof.Edwarda Mishana.

Obserwacja roli i pozycji architektury w kontekście dzisiejszej cywilizacji, może przynieść dwie postawy - jedną byłaby postawa akceptacji i adaptacji - i tą postawę najpełniej wyrażają architekci zainteresowani nurtem High Tech, czy może jeszcze bardziej architekci zainteresowani tzw.facility menagment, oraz postawę negacji i rewolucji - i tej postawy właściwie nie wyraża nikt...

Cóż takiego stało się bym był uprawniony stawiać tak radykalne sądy ?

Współczesna cywilizacja opiera się na dwu podstawach - konsumpcji w ekonomi i liberalnej demokracji w polityce. Problem w tym , że nasza cywilizacja ma autorytarne inklinacje i nie akceptuje niczego poza sobą. I tak jak w życiu społecznym liberalna demokracja usiłuje wejść w obszary "prepolityczne" takie jak wspólnoty religijne, rodzina czy szkoła ; podobnie też nie akceptuje dziedzin życia które są "poza konsumpcyjne" - a taką dziedziną jest sztuka i architektura.
Dla uproszczenia dyskursu pominę tu wszelkie metafizyczno-religijne aspekty jakie miała architektura w przeszłości , a pozwolę sobie zwrócić uwagę jedynie na jeden aspekt tego co różni architekturę "tradycyjną" od "współczesnej" (pamiętając o umowności etykietek) - aspekt stosunku do czasu. stosunku do trwania...
Architektura "tradycyjna" ( zdaję sobie sprawę z ułomności tego określenia, nie znajduję jednak lepszego ) tworzyła obiekty z myślą o wieczności, w znaczeniu ziemskim - jako " bardzo długie trwanie " - wyprzedzając wszelkie zarzuty zaznaczmy , że jest to oczywiście pewne uproszczenie, dzisiejsza architektura zakłada dający się zmierzyć czas użytkowania budynku, zakłada też jego śmierć techniczną - a potem ...? kapitalny remont, lub wyburzenie... Ciekawe byłoby zobaczyć co stanie się w Centrum Pompidou za sto lat, zważywszy, że już w tej chwili potrzebny mu jest generalny remont...
Podporządkowanie architektury cywilizacji konsumpcyjnej jest oczywiście dla architektów, w sensie merkantylnym, korzystne - gdy budynek zostaje oddany do użytku to "tradycyjny" architekt musi szukać sobie nowego zlecenia, współczesny, "nowy" architekt zaciera ręce - jego rola w zasadzie dopiero się zaczyna !

Moje zarzuty , czy lepiej - wątpliwości, dotyczą kwestii fundamentalnych. Jeśli architektura jest tylko i wyłącznie częścią systemu gospodarczego, jeśli budynki są tylko "gadżetami" które po -dziestu latach nadają się tylko na śmietnik to i architekt nie jest już tym kim był kiedyś - staje się tylko inżynierem - inżynierem przestrzeni. Traci rolę jaką miał niegdyś - nie jest już tym heroicznym budowniczym , nie stoi już przed dylematem "architektura czy rewolucja", jest częścią systemu, częścią establishmentu zatrudnionym do stawiania miejskich dekoracji...Traci powoli kontakt z żywym, pojedynczym - chciało by się wręcz powiedzieć - osobowym - inwestorem, problemy społeczne przestają mieć dla niego znaczenie... Być może "demiurgiczna" postawa jakiej ulegał artysta ostatnich stuleci była trochę przesadzona, jednakże postawa moralnej odpowiedzialności i społecznej misji nie powinna zostać odrzucona.
Czy to nowe podejście do architektury może podlegać moralnej ocenie? Nie warto w tej chwili o tym mówić, ważne że taka architektura przestaje sama sobie zadawać pytanie o moralność.

Ciekawe , że nawet najbardziej awangardowi architekci , jak chociażby guru trzydziestolatków - Rem Koolhas, w pewnym momencie swej kariery chcą budować - dużo i drogo...
A jednak istnieje świat w którym nie ma wielkiego międzynarodowego kapitału, świat w którym dzieci płaczą z głodu, a ludzie nie mają gdzie mieszkać - czy nowa architektura ma dla nich jakąś ofertę ? Wątpię

Rok 1997 ogłoszono rokiem bezdomności - przeglądając najmodniejsze architektoniczne czasopisma nie natrafiłem nawet na ślad tych problemów...
Poza modą i poza establishmentem działają ludzie dla których architektura to coś więcej niż "inżynieria przestrzeni", ich nazwiska rzadko się pojawiają, ale to oni budują tanie domy w oparciu o miejscową technologie i materiały - w Afryce, Azji, w Indiach ... a nawet w Polsce są zapaleńcy próbujący budować domy z ziemi, czy z ubijanej, niewypalanej gliny...

Nie jest to zresztą postawa nowa - problemami tzw. "architektury samorzutnej" zajmowali się w Polsce już w latach pięćdziesiątych Jan Minorski i prof.Ignacy Tłoczek, co ciekawe - mimo zupełnej "niepoprawności politycznej" takiej architektury, Jan Minorski nie zawahał się dostrzec w niej cech pozytywnych, pisał " Budownictwo samorzutne zaspokaja pierwiastkowe potrzeby życiowe człowieka (...). Tworzy nowe układy funkcjonalne. Wynajduje nowe konstrukcje. Stwarza własną oryginalną plastykę przestrzenną". Parę lat później w Stanach Zjednoczonych ukazała się książka "Handmade houses. A guide to wood butchers' art" i narobiła sporego zamieszania.

Zastanawiające jest , że najbiedniejsi ( oraz radykalni kontestatorzy ) w naszym świecie żyją i budują swe domy z resztek, odpadków które pozostawiają po sobie bogaci - slumsy, bariady czy nasze polskie domki na ogródkach działkowych, powstają z tego co "wypluła" cywilizacja, powstają ze śmieci... Być może jest , czy też powinna być to dla nas jakaś wskazówka - "...kamień odrzucony przez budujących...", czy nie powinnyśmy ucywilizować ten spontaniczny recycling? Faktem jest jednak , że te prądy są "podskórne" i opowiadamy o takiej architekturze jedynie jako o ciekawostkach, nieszkodliwych dziwactwach - w żadnym razie nie jako o intelektualnej alternatywie wobec architektury głównego nurtu. Dlaczego tak się dzieje wyjaśniłem na początku - nie leży to w interesie "wielkich pieniędzy".
Ciekawym przypadkiem jest tu twórczość Franka Gehry - jego początkowe prace, szczególnie dom własny, realizowały ( w moim odczuciu w sposób bardzo ciekawy ) ów postulat "architektury antykonsumpcyjnej", niestety później zrobił karierę, stał się znany, i obecnie jego budynki są uznawane za jedne z najdroższych na świecie, smutna i pouczająca ewolucja...

Dla współczesnych architektów, jak już napisałem istnieją dwie drogi - akceptacji lub kontestacji, świat dzisiejszej architektury staje się światem łatwo zużywalnych gadżetów, obiekty stają się coraz bardziej tymczasowe, ich byt jest "chwilowy", przestrzeń którą tworzą również nie jest stabilna, zmiany nabierają tempa... Czy ten stan trwać będzie wiecznie? Czy rozwój gospodarczy nie ma końca? A jeśli wyczerpią się możliwości tego systemu co stanie się z Centrum Pompidou, z Centrum Świata Arabskiego i tysiącami nowoczesnych budynków?.

Teza o "końcu historii" już w momencie jej formułowania wydawała się mocno kontrowersyjna, dziś wiemy , że była chybiona. Jeśli architekci tak ściśle zwiążą się z systemem , który teraz panuje ( a nie wiemy jak długo jeszcze ), jeśli zatracą te cechy które konstytuowały architektów, jeśli staną się po prostu częścią establishmentu , to sami odbiorą sobie wolność, sami skażą się na społeczna pogardę. Architektura czy rewolucja ? - pytacie, - architektura JEST rewolucją, rewolucją w imię człowieka i odwiecznych wartości.
02:11, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (12) »
niedziela, 16 sierpnia 2009
297. o zniewolenie kobiet walczymy
W Polsce, kościół katolicki, który jest największym w kraju właścicielem ziemskim, którego funkcjonariusze są finansowani przez państwo (jako 'nauczyciele' w szkołach oraz kapelani w wojsku) i którego ideologii dzieci muszą się uczyć, bo oceny z jej znajomości są liczone do średniej głosi, że kobietom praca szkodzi a emancypacja prowadzi do depresji, nie powinny więc one rywalizować z mężczyznami ani tym bardziej "panować' nad mężczyzną". Ich rola to rodzenie dzieci i pomoc mężczyźnie "odkryć w sobie jego wielkość".

W Afganistanie, na polskich (między innymi) bagnetach wsparty rząd i parlament, przyjął właśnie prawo, które pozwala (dotyczy to szyitów, czyli ok. 20% ludności kraju) mężowi zagłodzić żonę, jeśli ta nie spełnia jego seksualnych zachcianek.

Za zniewolenie naszych i waszych kobiet walczycie?
18:43, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (2) »
wtorek, 11 sierpnia 2009
296. "przestrzeń publiczna, czyli co?"
Pod takim nagłówkiem trzy teksty próbujące odpowiedzieć na zadane pytanie
(w tym jeden mój).

Miłej lektury!


21:30, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (8) »
295. konserwatyści(?) bronią autobusów
Druga notka na podobny temat - ale tym razem w kontekście Polski.
W poznańskiej GW tekst eksperta Instytutu Sobieskiego (umiejscowić ten instytut można gdzieś w okolicach PiS) w obronie poznańskich autobusów.

Doktor Michał Beim powtarza znane skądinąd argumenty, udowadniając, że transport publiczny w istocie jest tańszy niż transport prywatny i że ten ostatni otrzymuje ukryte subsydia w postaci inwestycji drogowych, parkingów etc.
Podoba mi się język, którym swoje 'lewackie' pomysły umieszcza w konserwatywnym kontekście ( pisze on o 'tradycyjnej urbanistyce'). Jakoś trzeba konserwatystów do transportu publicznego przekonywać. Sugerowałbym również powoływanie się na JP2 i 'dobro wspólne'.

Jakiś czas temu wspomniałem akcję wrocławskich anarchistów, proklamujących strajk pasażerski (polegający po prostu na nie płaceniu za bilety). Całkowicie popieram cele ich działań - mieszkańcy miasta płacą podatki z których ten transport jest dofinansowywany, nie widzę powodu, by nie był w całości finansowany z podatków. Szczególnie, że jest to jeden z najlepszych sposobów na niwelowanie nierówności społecznych i rozpadu przestrzennego miasta.
Poruszanie się samochodami prywatnymi powinno być w miastach ograniczane do absolutnego minimum.

Nie bardzo przekonuje mnie pomysł strajku pasażerskiego... W ten sposób jego uczestnicy ustawiają się w pozycji petentów, próbujących szantażować władzę.
A przecież ta władza jest (przynajmniej teoretycznie) emanacją społeczności miejskiej. Więc dlaczego po prostu nie zażądzać by komunikacja publiczna była finansowana wyłącznie z podatków?
Odbudowa podmiotowości miasta powinna iść również tą drogą.

Bardzo ciekawie rozwija się sytuacja w Gliwicach, gdzie przeciwko likwidacji tramwajów (prezydent kiedyś UW, potem PO teraz Polska XXI) protestują środowiska związane z Radiem Maryja.
Jak już kiedyś pisałem - z lewicą się na temat miasta dogadam, z konserwatystami - być może, ze środowiskiem Radia Maryja - najprawdopodobniej. Z liberałami - zapewne nigdy.
11:14, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (14) »
sobota, 08 sierpnia 2009
294. save our buses!
Mimo bankructwa neoliberalnej filozofii, niektórzy wciąż nie chcą się niczego nauczyć.

W Plymouth, City Council, głównie za sprawą Torysów, zamierza sprywatyzować lokalne przedsiębiorstwo autobusowe - jedno z 13 pozostałych w UK.
To przedsmak tego, co nas czeka gdy za rok Torysi wygrają wybory - Margaret Thatcher wiecznie żywa?

Phillip Blond, główny ideolog 'czerwonego konserwatyzmu', opuścił think-tank Demos by założyć swój własny - Res Publica. Przypadek Plymouth pokazuje, że oprócz intrygującej intelektualnie propozycji, raczej nie ma co spodziewać się rzeczywistej zmiany w polityce brytyjskich konserwatystów.
Szkoda...
09:33, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (2) »
środa, 05 sierpnia 2009
293. wszyscy moi czytelnicy to socjaliści?
Jakiś czas temu opublikowałem notkę "Wszyscy moi znajomi to socjaliści".
Oczywiście, tamtem tekst był lekką prowokacją, ale... w rzeczy samej - zdecydowana większość moich znajomych ma serce po lewej stronie, z czego przyjaciele mają bardziej ;)

Inspirowany tą (anegdotyczną) obserwacją zamieściłem tę ankietę, która wciąż wisi z boku - na temat poglądów politycznych moich czytelników.
Niektórzy stali czytelnicy uznali ją za manipulację i odmówili udziału, ale ponad sto osób zdecydowało się kliknąć.

Wyniki nie pozostawiają złudzeń - lewica (anarchiści, socjaldemokraci i wszystko na lewo od nich) w sumie zebrała 55% głosów...
21% uznało że nie ma poglądów politycznych, lub też ma ale swoje własne (czyli jak twierdzi K. ma poglądy lewicowe ale wstydzi się przyznać :-P )
13% klikających to zwolennicy głównonurtowego konserwatywnego liberalizmu (czyli PO).
Co ciekawe - zaledwie JEDEN (mam wrażenie, że przypadkowy) czytelnik zadeklarował poparcie dla PiS (taki sam procent czytelników monarchistów, libertarian i chadeków). Po cztery procent czytelników to faszyści i zwolennicy radykalngo konserwatywnego liberalizmu (UPR i okolice).

Muszę poważnie przemyśleć więc sposób dalszego prowadzenia tego bloga (oprócz wystrzegania się wpisów, które mogą niektórych prowokować do agresji).
Czy mam dopieszczać moich lewicowych czytelników, czy też wręcz przeciwnie - wprowadzić elementy pro-PiSowskie? :-P
Szacunek dla Was, drodzy Czytelnicy, podpowiada mi raczej to drugie rozwiązanie - intelektualna prowokacja zawsze jest lepsza niż klepanie się po pupach i wzajemne sobie przytakiwanie.

Jak już wielokrotnie deklarowałem - jestem post-chadekiem :-P
Chyba bliżej mi do Kluzik - Rostkowskiej niż do Środy, zdecydowanie bliżej do Bielik - Robson niż do Dunin...
08:32, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (14) »
wtorek, 04 sierpnia 2009
292. kreatywne Katowice?
'Innovation as the catalyst for economic growth is as old as the idea of an economy itself, though Edward Glaeser, in his review of Rise of the Creative Class, gives Florida some credit for cross-pollinating it with creative bohemia.

But in the same breath, Glaeser takes on its statistical basis, Florida's bohemian index. Using data from 242 cities provided by Florida, Glaeser, an economic geographer, found that the overall "bohemian effect" on economic growth in America was driven by two of the 242: Las Vegas and Sarasota, Fla. "Excluding those cities," he wrote, meant that "bohemianism becomes irrelevant'.(całość TU)

W Katowicach powstał projekt uchwały, by udostępniać mieszkania w centrum artystom. By zaludnić centrum miasta (które w tej chwili, jak większość centrów polskich miast zaludnia - między innymi - podklasa) tak zwaną 'klasą kreatywną'.

Nie wszystkim w katowickich władzach pomysł wprowadzenia 'klasy kreatywnej' do centrum miasta się podoba. Niepodoba się panu Jerzemu Forajterowi, przewodniczącemu Rady Miasta, który według GW uważa, że "Wszelkie ruchy migracyjne to sprawy delikatne. Mogą przynieść nie tylko pożytek, ale też całą masę szkód". Ciekaw jestem, czy to jest przemyślana obawa przed gentryfikacją, czy też konserwatywny lęk przed nowością. Biorąc pod uwagę dotychczasową działalność władz miejskich, obawiam się, że to drugie. Ale mogę się mylić...

Jak wskazuje cytat powyżej (oraz cały artykuł z Toronto Star), magia Floridy i jego 'lewicowego neoliberalizmu' powoli się ulatnia. Mnie to cieszy. Kreatywność nie jest zła, oczywiście, lecz jest tylko jednym z elementów pomagających miastu się rozwijać. Znacznie ważniejsza jest infrastruktura (również ta społeczna) - sieci, drogi (rowerowe), komunikacja publiczna (niech będzie darmowa! zdecydowanie popieram cele rewolucjonistów z Wrocławia, choć ich metody są - moim zdaniem - nie tylko nieskuteczne, ale świadczą o słabości i bezsilności... ale o tym w kolejnym wpisie), przedszkola i mieszkania komunalne, parki i place zabaw dla dzieci. Domy kultury.

W socjalistycznej Szwecji ilość patentów na jednego mieszkańca jest jedną z najwyższych na świecie. Egalitaryzm nie przeszkadza się rozwijać, pozwala godnie żyć. Jak kończy się cytowany artykuł '... they want a more holistic city, a city that includes all classes, races and sexual orientations. Not a creative city. Just a city that works. For everyone'. Choć brzmi to utopijnie, to wolę takie marzenia, niż choćby fantazmaty polskiej klasy średniej - domki z ogródkiem na peryferiach, wieżowce z biurami w centrum.

20:25, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2