Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Kategorie: Wszystkie | Chiny | architektura | dywagacje | hipotezy | inne | making people angry | miasto
RSS
czwartek, 18 sierpnia 2011
562. DOMUS o nas...
...dobrze pisze.
10:28, krzysztof_nawratek , architektura
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 sierpnia 2011
561. wrażliwi intelektualiści pochylają się nad angielską podklasą
Obejrzeliśmy w końcu Fish Tank. Film z 2009*, ale BBC postanowiła jakoś uczcić rajotsy w Londynie (tak podejrzewamy).




Ciekawe porównanie recenzji w Guardianie (zachwyt, 5 gwiazdek) i Daily Mail (masakra, 1 gwiazdka). W bólem przyznam, że ta druga bliższa jest temu co sam myślę i czuję.

Film opowiada pustą historię o pustych ludziach. Jest przekonujący w opisie (na ile mogę to ocenić) głównych bohaterów, główne role obsadzone świetnie (przekonująca Tyler, świetna matka, rewelacyjnie nieporadna Mia, dwuznaczny Connor). Sposób filmowania ("z ręki") mnie nie drażni, rewelacyjne dialogi... Tylko, że nic z tego nie wynika.

To taki film, w którym wrażliwi, lewicowi intelektualiści z klasy średniej (pozycją w którą ja sam się jakoś wpisuję) pochylają się nad biednymi (ale ale - mieszkanie zajmowane przez rodzinę głównych bohaterek jest bardzo okay), mieszkającymi w bloku przedstawicielami podklasy. (Olaboga, bloki w UK to synonim wszystkiego co najgorsze... Jakże zszokowani byli moi studenci w Polsce i na Łotwie, gdy odkryli, że mieszkają w nich 'Normalni Ludzie'!)

Podklasa się nie uczy i nie pracuje, nie potrafi ze sobą rozmawiać, więc używa przemocy (fizycznej i słownej) by się ze sobą skomunikować / wejść w interakcje (patrz notka nr 557). Może to i jest rzetelny opis brytyjskiej rzeczywistości. Tylko co z tego? Nie lepiej byłoby po prostu nakręcić porządny dokument?

Chyba tęsknię do socrealizmu. Jeśli coś robisz - film, książkę, sztukę, budynek - to rób to w jakimś celu. By kogoś do swoich racji przekonać albo by komuś życie poprawić. "Fish Tank" to opowieść lewicowych impotentów. Tak samo pustych jak puści są ludzie, o których opowiada. By zmienić świat, trzeba czegoś zupełnie innego.
No chyba, że wolimy się wrażliwie pochylać, zamiast zmieniać...
----
* Można by więc (złośliwie) uznać, że ten film to podsumowanie polityki społecznej New Labour...
09:38, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Komentarze (2) »
wtorek, 16 sierpnia 2011
560. nie tylko w polskiej TV...
...można zobaczyć buca.

Remix tego wystąpienia:




Dla tych co nie śledzą tego co się dzieje w UK (czyli dla większości czytelników, jak sądze) interesujący tekst TU (wraz z linkiem do aryginalnej wypowiedzi).
13:44, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Komentarze (16) »
niedziela, 14 sierpnia 2011
559. accidental political debate





(dzięki AP)
21:26, krzysztof_nawratek , inne
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 sierpnia 2011
558. o silną szkołę
Premier David Cameron nie widzi związku pomiędzy wykluczeniem społecznym, a zamieszkami, co zabawniejsze, uważa, że cięcia w wydatkach na policję są słuszne i zmuszą policjantów do większej efektywności. A ja na My Poznaniacy piszę o wychowaniu.
20:19, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (2) »
wtorek, 09 sierpnia 2011
557. gdy nie ma języka, pozostaje tylko przemoc
To co dzieje się w Londynie uzmysławia niewiarygodną wręcz głupotę brytyjskich elit. Politycy potępiają przemoc, jedynie 'czerwony Ken' zdobył się na bardziej polityczną wypowiedź - niestety, również przewidywalnie i banalnie anty-rządową. Przypomnę więc, że ci 14to - 16to latkowie, którzy właśnie palą Londyn i grabią sklepy, byli dziećmi gdy rządziła Partia Pracy. Wtedy jeszcze można było ich wychować na obywateli. To nie Torysi są winni (oczywiście oni również), lecz system, który przez stulecia - ze szczególnym uwzględnieniem ostatnich 30 lat - brytyjskie elity w pocie czoła budowały.

Nikt w zasadzie nie jest w stanie powiedzieć lub napisać czegokolwiek, co miałoby sens na temat tego co się dzieje (tutaj trochę sensownych wypowiedzi). Najlepszym przykładem jest edytorial Guardiana, gazety lewicowej inteligencji (po prawicy nie można się spodziewać niczego oprócz jałowych potępień), rozczulający w swej bezradności.

Wszystkim tym biednym, nierozumiejącym własnego społeczeństwa Anglikom, dedykuję fragment tekstu Jadwigi Staniszkis, Jałowość Rewolucji. O Sprzeczności jako fundamencie tożsamości.

"Kolejka WKD. Histeryczny młody człowiek, jego - wyraźnie znudzona - przyjaciółka i ten trzeci. Porażająca przewidywalność sytuacji, ze spiralą agresji nieuchronnie zmierzającą do przemocy. Siedzę obok, podsłuchuję i zastanawiam się, czemu ci ludzie nie potrafią uciec w miny, zmienić konwencję, zdystansować się od samych siebie, by uniknąć momentu, gdy zadanie fizycznego bólu będzie jedyną dostępną formą komunikowania się z otoczeniem.
(...) Wiem, na czym polega obcość, jaką wobec nich odczuwam: oni istnieją istnieją poza kulturą. Kulturą rozumianą jako wypracowana przez wieki zdolność społeczeństw do manipulowania samymi sobą"

Ten fragment dedykuję również wszystkim neoliberalnym matołom (również w Polsce), uważającym, że kultura, nauka i edukacja są częściami gospodarki i jedynym sposobem ich oceny jest przychód, jaki generują.

Oglądajcie relacje z Londynu - oto jest rezultat waszej ideologii!
___
[dodano 10 sierpnia 2011]
pojawiają się ciekawe analizy:
http://www.newstatesman.com/blogs/the-staggers/2011/08/social-power-british-london
http://pennyred.blogspot.com/2011/08/panic-on-streets-of-london.html
i tekst Baumana do którego linkowałem w komentarzach jest też po polsku:
http://www.krytykapolityczna.pl/Opinie/BaumanOzamieszkachlondynskichczylikonsumeryzmzbieraswojeowoce/menuid-1.html
08:21, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Komentarze (12) »
niedziela, 07 sierpnia 2011
556. big society strikes back, again
Tak wiem, to już nie jest zabawne, te żarty na temat 'big society' w kontekście manifestacji czy zamieszek. Ale jakoś nie mogłem się powstrzymać... Po tym co działo się dziś w nocy z Londynie...


   
   
   
   
   





Od pewnego czasu przymierzałem się do notki na temat 'blue labour', szczególnie w kontekście skandalu, który wybuchł, gdy wywiad Maurice Glasmana dla Fabian Review [pdf] został przedrukowany przez Daily Telegraph [wersja skrócona]. Teza Glasmana (która spowodowała zamieszanie) jest banalna - imigracja jest niebezpieczna dla robotników brytyjskich, by Labour wygrała wybory, musi odzyskać ich głos, obecnie przejęty przez skrajną prawicę. Glasman udzielił tego wywiadu krótko przed wydarzeniami w Norwegii, jasnym więc jest, że spotkał się z potępieniem ze strony lewicy. Jego pozycja nowego 'ideowego guru' Partii Pracy wydaje się, że została na jakiś czas złamana.

Problem z Glasmanem nie polega jednak na tym, że powiedział coś o problemach z imigrantami. Nie polega również na tym, że chce by lewica odebrała wyborców skrajnej prawicy. Problem z Glasmanem polega na tym, że on rzeczywiście ma faszystowskie poglądy, choć wydaje się nie zdawać z tego sprawy.

W artykule 'I didn't go into politics to be a hero of the Mail', opublikowanym w lewicowym New Statesman, Glasman pisze:

"That is the root of fascism: a rage against invisible power and the will to destroy the hold that the elite have over honest, hard-working people. It is also the source of the Labour tradition, which emerged from the limits of liberalism and Marxism and argued for organised resistance to the rule of the rich through the democratic renewal of ancient institutions".

To zresztą jest fajny wątek w kontekście rozliczeń z fenomenem Andrzeja Leppera, spowodowanych jego samobójczą śmiercią. Ale o tym kiedy indziej.

Dla Glasmana więc źródłem zarówno faszyzmu jak i lewicy brytyjskiej (wyraźnie przez niego postrzeganej jako odmienna od lewicy europejskiej, marksistowskiej) jest próba zrzucenia / zakwestionowania władzy elit, nad uczciwymi robotnikami. A więc nie emancypacja, nie sprawiedliwość społeczna, nawet nie konserwatywna spójność społeczna ('one nation'), lecz wściekłość. Na dodatek, wściekłość, która ma być kanalizowana poprzez odwołania do przeszłości. Nie znam dobrze historii brytyjskiej Partii Pracy, kojarzę jednak odwołania do cechów robotniczych - nie jest to nic specjalnego, rewolucjoniści na całym świecie lubili odwoływać się do Spartakusa na przykład. Wizja Glasmana to jednak wściekłość plus przeszłość. Dla mnie to jest czysty faszyzm, nie mający nic wspólnego z lewicą...

Wydarzenia ostatniej nocy, gdy państwo straciło na kilka godzin kontrolę nad fragmentem Londynu jest - moim zdaniem - ważnym komentarzem do wizji Glasmana. Mamy tu do czynienia z wściekłością w czystej, nieskażonej żadną ideologią postaci. Policja twierdzi, że nikt się tego nie spodziewał - i ja jej wierzę, choć słabo to świadczy o pracujących dla niej analitykach... Wściekłość jednak nie bierze się znikąd.

Społeczeństwo brytyjskie od lat uparcie wytwarza rosnącą liczebnie pod-klasę, ludzi, od których niczego się nie wymaga, niczego nie oczekuje i którzy nie mają przed sobą żadnych perspektyw. Jeśli urodziłeś/aś się w określonej dzielnicy i określonej rodzinie, pójdziesz do słabej szkoły, gdzie będą ci powtarzać że jesteś zerem, w wieku kilkunastu lat zajdziesz w ciążę / spowodujesz zajście w ciąże, by dostać zasiłek i wyprowadzić się od rodziców. Będziesz się żywił żarciem w Icelandu i oglądał mecze w lokalnym pubie. Jedyny sens życia jaki będą oferowały ci media to nowa sofa, telewizor i luksusowy samochód. Na który nigdy nie będzie cię stać.

Czy to naprawdę takie nieoczekiwane, że młodzi, naładowani testosteronem chłopcy - gdy tylko pojawia się okazja - chcą choć przez chwilę nadać swojemu życiu sens? Chcą by pokazano ich w telewizji, chcą zdobyć ten reklamowany w mediach telewizor?

Wściekłość i resentyment są u źródeł faszyzmu, gniew może być impulsem dla społecznej zmiany, zmiany, która nie dopuszcza do wybuchów wściekłości.

Państwo, które nie buduje instytucji tonizujących napięcia społeczne, które zamyka miliony ludzi w niewidzialnym więzieniu beznadziei jest skazane na zagładę. Może jeszcze jedno, góra dwa pokolenia. Jeśli nic się nie zmieni - a nie ma żadnych przesłanek by tak się stało, nikt zdaje się nie dostrzegać problemu - Wielka Brytania zgnije do końca. Grzyb zeżre ich (najstarsze w Europie) domy. Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało...
 
18:39, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 sierpnia 2011
555. prawie jak 666
Ponieważ w młodości miałem związki z twardą prawicą, z pewnym rozbawieniem (do czasu) obserwowałem ataki PiSu na ministra Sikorskiego, za to że nazwał Powstanie Warszawskie 'katastrofą narodową'. Rozbawienie brało się stąd, że akurat twarda, NDcka prawica zawsze uważała tak jak Sikorski.
(do przeczytania: rozmowa profesora Chrzanowskiego, założyciela ZChNu, więźnia PRLu i żołnierza Powstania z profesorem Wierzbickim, czy tekst Jana Engelgarda, współautora książki 'W imię czego ta ofiara?').
No ale NDcka prawica miała pozytywistyczne korzenie, póki nie oszalała w ONRy.
Czy PiS jest nową Sanacją, odwołującą się do tradycji tych, którzy PW rozpętali? Taka hipoteza wydaje się kompletną bzdurą. Raczej - i to jest myśl, która mnie jednak przestrasza - PiS (albo szerzej 'prawica po-smoleńska) jest absolutnym szaleństwem, które pochodzi z tradycji romantycznej, ale zmutowało w jakąś szatańską sektę.
Dlaczego szatańską (ah, ta moja słabość do religijnego języka... ale w przypadku PiSu on akurat pasuje, moim zdaniem)?
Bo 'prawica smoleńska' wyznaje kult śmierci. Śmierć jest dobra zawsze, szczególnie śmierć tragiczna. To jest sakrament, który wywyższa jednostki i 'przebóstwia naród'. To jest Rymkiewicz, który stał się wieszczem (niedoszłej - a więc tym bardziej 'świętej') 4RP.
Dlatego katastrofa smoleńska może być określana jako 'nowy chrzest Polski' a PW jest fundamentem na którym tożsamość Polaków ma się opierać. Śmierć śmierć śmierć.

Jeśli tak, to nie chciałbym napisać tego w złą godzinę, ale polskich Breivików mamy za rogiem. Prawica smoleńska to kult śmierci. Takie kulty, najczęściej mają na myśli śmierć cudzą.
08:45, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Komentarze (5) »