Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Kategorie: Wszystkie | Chiny | architektura | dywagacje | hipotezy | inne | making people angry | miasto
RSS
czwartek, 29 września 2011
571. ojcowie i matki
Czy ktoś potrafi, bez długiego namysłu, wymienić trzy amerykańskie seriale w których jednym z głównych wątków 'psychologicznych' nie jest konflikt / napięcie pomiędzy ojcem a synem?

I na tym samym wdechu - trzy seriale, w których wątek relacji matka - córka jest kluczowy?

Co oni do cholery mają z tymi ojcami?!

No i to poczucie sprawiedliwości - dobrze jest wtedy, gdy ten, kto uczynił Ci krzywdę straci życie (ewentualnie wyląduje na lata w więzieniu, ale to jest o wiele mniej spektakularne). Osama zabity - Amerykanie tańczą na ulicach.

A my wszyscy oglądamy te seriale i powoli, lecz nieuchronnie zamieniamy się w czternastoletnich chłopców. Z tej perspektywy to co dzieje się w polityce i kulturze nie dziwi.
07:38, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (16) »
środa, 28 września 2011
570. jeszcze o wspólnocie, a przeciw Palikotowi
W Polsce rzeczywiście mamy do czynienia z dwiema narracjami. Jedna to indywidualistyczne 'moje pieniądze, mój brzuch, moja sprawa'; druga to 'bóg, honor, ojczyzna, Smoleńsk'. W tej pierwszej częściowo mieści się Korwin, który jednak zanieczyszczony jest narracją drugą, w tej drugiej króluje PiS i żaden Jurek czy Kowal mu nie zagrozi.

Jedynym czystym przedstawicielem pierwszej, indywidualistycznej narracji jest Palikot, a Korwin czy Balcerowicz są jedynie ojcami, których trzeba będzie symbolicznie zabić. Sami sobie zresztą są winni. Oczywiście są elementy w indywidualistycznej narracji, które do wielu lewicowców przemawiają. Nawet bowiem jeśli wołanie 'moje podatki' nie wystarcza by lewicowcy poszli na barykady, to już 'mój brzuch' jak najbardziej. Obrona prawa do swobodnego dysponowania własnym ciałem, również wtedy, gdy to ciało jest w ciąży, w Polsce w której obowiązuje nieludzkie (a na pewno antykobiece) prawo antyaborcyjne jest hasłem, które wiele (i wielu) przekona do poparcia Palikota. To jest bardzo trudny moment, ale moim zdaniem kluczowy.

Jeśli bowiem z jednej strony istnieje narracja 'ja i tylko ja', a z drugiej katolicko-narodowa narracja PiSu, to gdzie tu może być miejsce dla narracji emancypacyjnej i wspólnotowej? Indywidualistyczna narracja rozwala struktury społeczne, pozostawiając nas samymi sobie, przeciw państwu, pracodawcom, korporacjom i kościołom. Osłabianie państwa, które proponuje Palikot, tylko wzmacnia pozostałych graczy.

Z drugiej strony apelowanie do wspólnoty narodowej połączone z nadzieją na równościowe rozwiązania nie jest w stanie wyjść poza wydawanie niszowego kwartalnika (bardzo zacnego). Z narracją smoleńską nikt nie wygra.

Dlatego pytanie o nieindywidualistyczną narrację, w której kobiety nie są uprzedmiotowione, a kobieta w ciąży nie jest zmuszana by rodzić, jest pytaniem (znów!) fundamentalnym. (I jakże tu nie szanować starości, gdy były poseł Libicki mówi wprost to, co młodsi wciąż starają się lekko przypudrować?)

Dla mnie osobiście szansą na taką narrację jest personalistyczna, post-chadecka narracja oparta o obronę godności człowieka. Personalizm ustawia bowiem zawsze jednostkę w społecznym kontekście, lecz nie czyni jej jedynie społecznym konstruktem. Godność gwarantuje podmiotowość, a więc daje narzędzia do uprawiania emancypacyjnej polityki. Prawdopodobnie istnieją inne narracje, inne możliwości obrony/tworzenia emancypującej wspólnoty.

Jeśli chcemy w Polsce lewicowej (a nie jedynie liberalnej w różnych wydaniach), wspólnotowej (lecz nie narodowo-katolickiej) polityki, nie możemy uznać, że na temat aborcji powiedziane już zostało wszystko. W tym problemie znajduje się bowiem sedno sporu o człowieka i wspólnotę, sedno sporu o lewicową politykę. To pewnie nie jest dyskusja na teraz, gdy zostało kilka dni do wyborów, ale od tej dyskusji uciekać nam nie wolno.

A na Palikota głosować mimo wszystko nie powinniśmy.
11:11, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (1) »
wtorek, 27 września 2011
569. dlaczego nie należy głosować na Palikota
Na facebooku AO dyskusja na temat głosowania na RP. AO bardzo niechętny (mimo zgody, że są tam na listach porządni lewicowcy). Moja początkowa reakcja była bardziej zrelaksowana - kilku posłów z nowego ugrupowania wprowadzi w sejmie pożyteczny ferment. A potem poczytałem więcej o programie RP i jego różnych pomysłach na 'nowoczesne państwo'. Problem polega dokładnie na tym, co napisał AO: RP to indywidualistyczna wolność doprowadzona do ekstremum. Nie ma wspólnoty, jest tylko jednostka, jej chęci i jej pieniądze. Wiara w Palikota jest wiarą jaką niektórzy umiarkowani lewicowcy w UK położyli w Cleggu i jego Liberalnych Demokratach. Rozczarowanie będzie - obawiam się - równie duże.

RP jest bowiem libertyńską mutacją korwinizmu. Doceniam światopoglądowe postulaty RP, jednak ich źródło jest zatrute.

Palikot jest fałszywym 'mesjaszem lewicy'. To fałszywy prorok, jego 'nauki' prowadzą w otchłań. Mimo, że jego głos jest słodki, a słowa uwodzą, głosowanie na RP to straszne ryzyko. Ja go nie podejmę.

________
[6 10 2011]
ponieważ odwiedza mnie ostatnio wielu gości szukając frazy 'dlaczego (nie) głosować na Palikota' wrzucam dwa linki do kolejnych notek, w których - mam nadzieję - lepiej uzasadniam dlaczego jednak lepiej nie...
pierwszy
drugi
ale oczywiście, jeśli jesteś libertynem korwinistą/stką, Ruch Palikota powinien dostać Twój głos... zresztą sam/a wiesz, nie muszę Cię namawiać.
13:38, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 26 września 2011
568. post-apocaliptic and post-socialist...
Artistic project in Kiev, Ukraine.
My essay (translated from Polish, but I do not know who did it). Enjoy!
07:34, krzysztof_nawratek , miasto
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 września 2011
567. ja się bawię...
Zupełnie bez emocji, jednym okiem i to na wpół przymkniętym, obserwuję kampanię wyborczą w PL. No cóż - nie da się ukryć, że po pierwsze i tak nie pojadę do Londynu głosować, po drugie nie ma żadnej partii na którą chciałbym zagłosować, po trzecie wynik uważam za mało istotny - ktokolwiek będzie rządził, Polska nadal będzie dryfować w kierunku w jakim dryfuje od dwudziestu lat. Choć minimalne korekty mogą się oczywiście zdarzyć.

Więc choć inni bardzo poważnie walczą o stołki, ja się mogę zabawić w wyborcze przewidywania (dla jasności - jeszcze nigdy nie udało mi się w miarę precyzyjnie przewidzieć wyniku wyborów, więc i teraz nie podejrzewam bym trafił).

Wygra PiS. Minimalnie, jednym, góra dwoma procentami ale wygra. To oczywiście nie przełoży się na taką liczbę mandatów, by Kaczyński mógł wrócić do władzy. Nawet w koalicji z SLD, który dostanie mniej głosów niż Napieralski w wyborach prezydenckich.
Dobrze wypadnie za to PSL, nie dość jednak by koalicja PO-PSL mogła dalej rządzić samodzielnie. Na szczęście dla Tuska, Ruch Palikota prześlizgnie się nad progiem wyborczym i dołączy do koalicji. Co zepchnie upokorzone SLD do opozycji na kolejne cztery lata. Z Ruchu Palikota wejdą do sejmu ludzie o lewicowych sentymentach (sam Palikot będzie w swoim klubie neoliberalnym ultrasem) i powoli zaczną przeciągać co bardziej ideowych posłów z SLD (w tym Zielonych).

Tak sobie fantazjuję w piątkowy wieczór, i to jeszcze zanim wyciągnąłem z zamrażalnika rumuńską palinkę.

20:16, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (4) »
piątek, 16 września 2011
566. my jesteśmy przyszłością Zachodu
Ostatnie dwa dni nasłuchałem się mnóstwa prezentacji na temat segregacji (przede wszystkim związanej z miejscem zamieszkania, ale pojawiły się też próby innego spojrzenia) mieszkańców miast post-socjalistycznych.Badania robione w różnych krajach i różnych miastach powtarzały jedną obserwację - bogatsi, lepiej wykształceni, pochodzący z dominującej grupy etnicznej, izolują się od 'plebsu' (a używają i bardziej obraźliwych sformułowań). To nie biedni nie chcą mieszkać z bogatszymi, to nie Rosjanie izolują się od Estończyków lecz elity zawsze odrzucają słabszych.

Kusi mnie oczywiście, by polamentować nad upadkiem ducha chrześcijańskiego (jak słusznie dowodzi Cezary Michalski, Nergal jest prawdopodobnie lepszym praktykiem chrześcijańskich cnót niż biskupi Głódź czy Pieronek) czy nad śmiercią etosu inteligencji (mimo wszystko tęsknie do postaci Doktora Judyma).

Kusi mnie również by (znów za Michalskim) polamentować nad upadkiem cywilizacji i regresem do stanu natury - czysty, postsocjalistyczny darwinizm społeczny.

Zamiast tego jednak, wolałbym zgłosić pewien postulat metodologiczny. Zamiast przyjmować kolonialną perspektywę i traktować Zachód jako normę, lepiej uznać że norma to 'my', a Zachód to aberracja. Bardzo fajna aberracja, przyjemna i miła w dotyku, ale jednak odstępstwo od normy.

Doskonale widać to w dyskusjach o gentryfikacji.
Zachodnie teorie nie pasują do tego co dzieję się w krajach post-socjalistycznych. Najciekawszym - moim zdaniem - fenomenem jest to jak migruje w miastach prekariat. Szczególnie ten młody i dobrze wykształcony. Gdy pozycja ekonomiczna całkowicie rozmywa się z aspiracjami społecznymi. Zamknięte osiedla na obrzeżach miast dla wannabe klasy średniej, również z gentryfikacją nie mają nic wspólnego.

To kraje post-socjalistyczne są normą. Wyczyszczoną naturą z cywilizacyjnych naleciałości. Kolonizowaną przez zachodnią wyobraźnie i struktury. To od nas powinna wyjść najbardziej przenikliwa krytyka i analiza Zachodu. Bo my jesteśmy przyszłością Zachodu.

Sukces Zizka to w jakimś sensie antycypuje, ale on jest ze Słowenii, zbyt blisko Zachodu. Czekam na krytyczną teorie społeczną narodzoną w Rumunii, Bułgarii czy Albanii. Zachód już nic nowego nam nie jest w stanie - szczególnie o sobie - powiedzieć.
________
[dodano 19 sierpnia wieczorem]

Joanna  na facebooku zalinkowała ten wpis. Pojawiło się kilka komentarzy. Wkleiłem tam swój komentarz a teraz wklejam go i tu. Nie wszyscy czytelnicy tego bloga (wiem, że trudno w to uwierzyć) są znajomymi Joanny :)

W mojej notce miałem na myśli raczej epistemologię a nie ontologię. Zdanie 'jesteśmy przyszłością zachodu' należy więc czytać w kontekście wcześniejszego 'lepiej uznać że...'. Dokładnie jak napisała JE: dla naszego dobra, lepiej uznać, że to 'my' jesteśmy normą. To czy jesteśmy i to jaka będzie przyszłość zależy po części od tego co uznamy (a w tej chwili jest drugorzędne). Jeśli bowiem słyszę niezwykle interesujący referat o tym, jak w Albanii budownictwo mieszkaniowe niemal całkowicie wymyka się rynkowi - bo budują ludzie w ramach pomocy rodzinnej/klanowej/wspólnej i nie ma w tym referacie ani grama refleksji teoretycznej, to przyczyną jest właśnie brak języka, który potrafiłby to opisać w innych kategoriach niż tylko aberracji, która za chwilę zniknie wymyta przez rynek. Najprawdopodobniej tak się oczywiście stanie, ale jeśli chcemy się czegoś nauczyć, musimy ZAŁOŻYĆ że nie. Podobnie z referatem 'Dlaczego wahamy się nazwać to gentryfikacją'. Zamiast się wahać, po prostu nie nazywajmy tego gentryfikacją, lecz spróbujmy opisać to na naszych własnych, lokalnych warunkach, ale tak, JAK GDYBY to one właśnie były normą.
09:09, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (1) »
wtorek, 13 września 2011
565. nie uciekniesz
Jeśli jesteś białym, heteroseksualnym mężczyzną z klasy średniej, mieszkającym w Polsce będziesz pisał i mówił w określony sposób.
Nie uciekniesz.

Możesz mieć poglądy lewicowe lub prawicowe, lecz nic twojego fiuta nie przekreśli. Dochodzą inne czynniki - kapitał kulturowy wyniesiony z domu, ludzie jakich spotykasz, lektury jakie czytasz. Mój przyjaciel (gej - więc spoza powyższej kategorii) dodaje do tego jeszcze kwestie wieku - mężczyźni z okolic mojego pokolenia (i starsi) mają tendencję by te swoje fiuty w każdej dyskusji wywalać na stół jako podstawowy argument. Młodsi - podobno - trochę lepiej nad tym panują.
Tak czy siak - nie uciekniesz.

Jeśli jesteś białą, niekoniecznie heteroseksualną kobietą mieszkającą w Polsce i zadającą się z powyżej opisanymi mężczyznami, będziesz mówiła i pisała jeszcze bardziej jak oni.
Nie uciekniesz.

Uciekasz w ironię, nigdy nie piszesz do końca poważnie, jesteś stereotypową figurą Rorty'ego. Pozór i maska.
Nie uciekniesz.

Co stanie się gdy przestaniesz uciekać? Gdy chcesz pisać i mówić poważnie i szczerze, gdy odsłonisz i krytycznie zaczniesz analizować własne flaki? Koledzy i koleżanki nie pozostawią na tobie suchej nitki.
Nie uciekniesz.
07:48, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (3) »
sobota, 10 września 2011
564. syndrom wyczerpania?
Wróciłem wczoraj z konferencji poświęconej polityce cięć i oszczędności, jaką prowadzą obecne rządy - na całym niemal świecie. Konferencja momentami przypominała bardziej polityczny wiec  skrajnej lewicy niż konferencję naukową (ciekawe jak zostałby przyjęty jakiś szczery Torys...) ale może właśnie dlatego warto (być może) użyć jej jako pretekstu do szerszej refleksji.

Jakiś czas temu w Polityce, Jacek Żakowski opublikował tekst z nadtytułem 'Najwybitniejsi ekonomiści świata są bezradni'. Tytuł dokładnie odpowiada treści. Tydzień później, w tejże Polityce, Tomasz Kasprowicz z ResPubliki Nowej, opublikował artykuł 'Zabójcza kroplówka', powtarzając prawacką tezę, że za kryzys winne są rządy, bo (z przyczyn politycznych) wspierały budowę i kupowanie domów przez ludzi, których nie było na to stać. Absurd tego argumentu jest oczywisty - jeśli rzeczywiście rządy chciałyby rozwiązać problem mieszkaniowy (co wcale się nie działo - głód mieszkaniowy w UK na przykład wcale się nie zmniejszał) i na nim politycznie skorzystać, powinny budować mieszkania socjalne, jak robiły to wszelkie partie socjaldemokratyczne (i nie tylko - by wspomnieć Singapur) w latach 50tych, 60tych i na początku 70tych. Na bańce w nieruchomościach ostatnich lat korzystały jedynie banki i deweloperzy. Stara zasada cui bono wciąż warta jest pamiętania, gdy pisze się analizy polityczno-ekonomiczne...

Żakowski pisze więc o bezradności ekonomistów głównego nurtu (centrum), Kasprowicz ujawnia (oczywistą od dawna) ideologiczną fiksację - skutkującą ślepotą - prawicy, konferencja w Leeds (choć tam akurat ekonomistów nie było) pokazuje impotencję (skrajnej) lewicy.

I wraca jak bumerang teza Żiżka, że tak naprawdę, wszyscy wciąż wierzymy Fukuyamie, że innego świata już nie będzie. Może stąd rosnąca popularność apokaliptycznych filmów i seriali? Zaczynając od Dnia Niepodległości, przez 2012, Walking Dead po Falling Skies? Jedyna zmiana może przyjść spoza świata jaki znamy? I oczywiście ta zmiana to katastrofa, która nasz świat neguje... neguje i zmusza do powrotu do 'prostych wartości' wyznawanych przez walczącą o przetrwanie hordę?

Na początku 1917 roku Lenin i Trocki wymieniali uwagi na temat rewolucji, która na pewno nie wybuchnie za ich życia. Po lekturze Hegla ze wzrastającą nadzieją patrzę na beznadziejną sytuację w jakiej tkwimy.
10:34, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (1) »
piątek, 09 września 2011
563. na amazonie...
...można już zamówić moją książkę, City as a political idea.
Co mnie oczywiście bardzo cieszy.

08:00, krzysztof_nawratek , inne
Link Dodaj komentarz »