Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Kategorie: Wszystkie | Chiny | architektura | dywagacje | hipotezy | inne | making people angry | miasto
RSS
niedziela, 30 września 2012
664. maszyny antypaństwowe
KK przywiózł mi z PL "Maszyny Wojenne" Piotra Laskowskiego. Porządną recenzję tej książki możecie przeczytać tutaj, ta notka - jak zwykle - to tylko garść luźnych, osobistych refleksji.

Zacznę od ostatnich zdań książki. Laskowski pisze, że w latach 30tych najpierw rząd faszystowskich Włoch, a potem stalinowskiego Związku Radzieckiego proponowały wystawienie pomnika na (zaniedbanym) grobie Sorela. Laskowski komentuje to tak:

"Obie propozycje zostały odrzucone przez rodzinę, która poinformowała, że "uważa grób za prywatną sprawę, która nikogo nie powinna obchodzić". W tej odpowiedzi ujawnia się duch samego Sorela, zawsze osobnego i wciąż czekającego na spadkobierców, którzy nie ulegną pokusie zaprzężenia jego myśli do pracy w urządzeniach jakiejkolwiek władzy, w aparatach jakiegokolwiek państwa".

Trudno się dziwić, że Piotr Laskowski, autor "Szkiców z dziejów anarchizmu", czyta Sorela w taki antyinstytucjonalny sposób. Nie podejmę dyskusji z takim odczytaniem polemiki, bo to Laskowski przeczytał Sorela nie ja, a ja Laskowskiemu ufam, że zrobił to porządnie. Jeśli więc z kimś chciałbym się spierać, to z samym Sorelem, poprzez książkę Laskowskiego.

W myśli Sorela jest wiele intuicji i elementów, na które nie można nie patrzeć z sympatią. Przede wszystkim jego przywiązanie do doświadczenia, do konkretu, do pragmatycznego (w filozoficznym znaczeniu) podejścia do prawdy. Również przekonanie, że w pracy i poprzez pracę rodzi się myśl i otwiera się możliwość przekroczenia siebie, przekroczenie życia. Laskowski pisze "...jego aspiracją było zawsze, by czuć rzeczywistość robotniczego życia, by myśląc "czuć ciężar pługa i opór roli"".

Ta fascynacja pracą i doświadczeniem łączy się z niechęcią wobec "arystokracji umysłu". Tu pozwolę sobie na osobistą dygresję - czytając te fragmenty książki, przypomniały mi się krytyki niektórych "humanistów", którzy odrzucając moje książki (szczególnie najnowszą), odmawiają mi (jako nie-humaniście) prawa do teoretyzowania, do kontekstualizacji. W tych krytykach słychać ten pobłażliwy - ukryty czasem pod słowami sławiącymi doświadczenie - ton: 'zajmij się projektowaniem budynków, myślenie zostaw nam'.  Cóż... niedoczekanie. I bynajmniej nie podzielam tu stanowiska Sorela, uznaję wartość 'czystego' myślenia i spekulacji. Nie akceptuję jedynie paternalistycznego przyporządkowywania do określonej roli, siły używanej jedynie do obrony istniejących hierarchii.

Fascynacja ciężką pracą (jakie to śląskie!) prowadzi Sorela do "pochwały stabilnych społeczności, żyjących w zgodzie z tradycją, nieoderwanych od doświadczenia." Również pochwały "tradycyjnej", patriarchalnej rodziny, z podporządkowaną mężczyźnie pozycją żony-matki. To jest bardzo interesujący wątek w myśleniu Sorela, ponieważ ujawnia się tu kwestia skali. Pozostając rewolucjonistą w wymiarze "makro", Sorel nie tylko akceptuje, ale i wychwala mikro-urządzenia, oparte o tradycję i przemoc - fascynuje się kościołem katolickim, tworzy idea cite, jako wydzielonego z logiki świata 'zakonu'. Te fragmenty myśli Sorela są dla mnie najciekawsze - jego pojęcie diremption, czyli "przerwanie discours parfait, jako metodę rozpoznania każdego zjawiska społecznego w jego pojedynczej, samoistnej odrębności, jako formy, w której przejawia się twórcza praca konkretnej idei" Laskowski zestawia z "wydarzeniem" Alaina Badiou (tu również pojawia się sorelowska fascynacja cudem), a w wymiarze politycznym z Tymczasowymi Strefami Autonomicznymi Hakima Bey'a.

Te fragmenty dotyczą przede wszystkim pytania "w jaki sposób może dokonać się zmiana". Sorel skupia się na wydzieleniu, na mniejszości, na autonomii, które admiruje, panicznie wręcz obawiając się przejścia w "większość", zastygnięcia w hegemonicznym "urządzeniu". Tu ujawnia się - moim zdaniem - słabość zarówno Sorela jak i większości myślicieli ponowoczesnej, anarchizujących i anty-instytucjonalnej lewicy (przede wszystkim Deleuzego). Wbrew bowiem intencjom, nie jest ona w stanie pomyśleć i dokonać zmiany. Laskowski twierdzi, że krytyka Benjamina i Schmitta, że "co pozostaje po anarchicznym wyzwoleniu, nie ma własnej jakości i albo zostanie zagospodarowane na nowo, albo pozostawione biologicznej egzystencji" nie dotyczy Sorela. Moim zdaniem jednak sam sobie zaprzecza, pisząc: "Filozofia Sorela nie szuka możliwości skoku do innego świata, potencji bez aktu. Żyje, czując chłód kamieni i rozgrzane brzegi wysp." Pochwała opresyjnej, patriarchalnej rodziny dowodzi, że wbrew pozorom, Sorel jest myślicielem reakcyjnym, nawet jeśli nie para-faszystowskim, to antycypującym wiele elementów myślenia niemieckich konserwatywnych rewolucjonistów. Był jednym z tych leninowskich "pożytecznych idiotów", którzy pełni dobrych chęci, przygotowują grunt pod coś, czemu całe życie się przeciwstawiali.

Być może moje odczytanie Sorela poprzez książkę Laskowskiego jest całkowicie błędne - zaprzecza przecież temu, jak sam Laskowski poglądy Sorela rekonstruuje. Najłatwiej więc, samemu wyrobić sobie zdanie, sięgając po książkę Piotra Laskowskiego . Zdecydowanie warto! To jedna z tych pozycji, która wykonując wspaniałą intelektualną pracę rekonstrukcji czyiś poglądów, idzie dalej, czytając jednego myśliciela poprzez innych - nie pozostawia więc czytelnika obojętnym, lecz zmusza i prowokuje do dyskusji i sporu. Bardzo bardzo polecam.
_______
A to jeszcze dorzucę soundtrack do tej notki... tak mi się jakoś skojarzyło...



Jak widać, nie tylko prawica może odwoływać się do mitu wojownika...
08:04, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Komentarze (2) »
piątek, 28 września 2012
663. wojny aborcyjne
Najpierw, miesiące temu, na długo zanim mój tekst się gdziekolwiek ukazał, Michał Łuczewski opublikował polemikę z moim tekstem. Ukazała się w sieci - wszyscy mogli się z nią zapoznać.

Potem, w sieci ukazała się polemika Krzysztofa Mazura.

Wreszcie, od dziś (a może od wczoraj?) dostępny jest w sieci - w całości - tekst z którym te dwa powyższe polemizują.

Trochę to zabawne, trochę niesmaczne, ale ważne, że w końcu każdy kto chce, może sobie wyrobić własne zdanie.

[oczywiście w międzyczasie ukazał się mój tekst oraz polemika p. Mazura w druku, ale kto dziś czyta papierowe miesięczniki...]
20:33, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 września 2012
662. polityczność to nie walka (autopromocji cd)
To pewnie potrwa jeszcze przez kilka tygodni (jeśli pojawią się recenzje angielskiego wydania, to może i dłużej), z góry przepraszam jeśli kogoś to męczy. Ale z drugiej strony jeśli ktoś tu przychodzi, to może go/ją interesuje co mam do powiedzenia?

W każdym razie, w jutrzejszym Przekroju (podobno jeszcze trzy numery zanim przestanie być pismem lewicowym) długi wywiad z mną. Rozmawiają redaktorki pisma Miasta: Joanna Erbel i Marta Żakowska.

Dłuższy cytat, który moim zdaniem dobrze tłumaczy zamysł jaki stał za 'Dziurami w Całym':

"...Moja książka jest wielkim wezwaniem do inkluzywności, czyli włączania – pokazuję, że polityczność to nie walka i konflikt, lecz praca wkluczająca coraz to nowych, dotychczas wykluczonych aktorów.

M.Ż.: Jednocześnie jesteś daleki od skupiania się na osobistych relacjach między ludźmi. Zamiast o więziach piszesz o interfejsach. Czym są interfejsy?

– Wprowadzając kategorię interfejsu, chciałem odejść od szekspirowskiej perspektywy, którą można sparafrazować „miasto to ludzie" [to nie jest parafraza - to jest dokładny cytat z dramatu Szekspira ]. Miasto nie polega na tym, że spotykamy się na podwórku i spędzamy czas z sąsiadami z bloku. Oczywiście świetnie, jeśli tak się dzieje, ale współczesne miasto w dużej mierze funkcjonuje bez tego typu więzi społecznych. Ludzie, którzy nie mają przyjaciół, nie znają sąsiadów, nie lubią siedzieć w kawiarniach, też są przecież równoprawnymi mieszkańcami miasta! Być może taka osoba wpina się w inne struktury i jest na przykład najbardziej efektywnym urzędnikiem w jakimś departamencie, który sprawia, że dana restauracja czy klubokawiarnia może działać. Dlatego pisząc o interfejsach, starałem się opisać różne rodzaje relacji występujących nie tylko między ludźmi, ale również między ludźmi i instytucjami.

M.Ż.: Piszesz o tym zaniku wspólnoty o charakterze przedmiejskim, ale pokazujesz możliwość konstruowania wspólnot w nowym kontekście i konieczność odbudowania podmiotowości we współczesnych miastach.

– Tak, ja obsesyjnie wracam do idei, że miasto musi wykształcić swoją podmiotowość. Musi móc wpływać na swoją przyszłość. Do tego zadania można podejść w bardzo autorytarny i niedemokratyczny sposób. Wtedy miasto jest zredukowane do władzy, która sprawuje nad nim pełną kontrolę, i wtedy jedynym miejscem dla miejskich aktywistek jest więzienie. Natomiast, oczywiście, nie o takiej podmiotowości myślę. Raczej – przywołując być może nieoczywisty trop Ernsta Jüngera – myślę o „totalnej mobilizacji", o sytuacji, w której „każdy ruch ręką, choćby czyszczenie stajni z gnojówki, ma swoją rangę, o ile nie odczuwa się go jako abstrakcyjnej pracy, ale dokonuje się w obrębie większego i sensownego ładu". Zastawiam się, w jaki sposób my wszyscy możemy wykształcić nową wspólnotę, a więc i swoje miasta.

M.Ż.: Ważnym tematem twojej książki, który pojawia się już w jej tytule, jest pustka, „dziury w całym". Pokładasz w niej dużo nadziei i energii.

– Pustka ma dwojakie znaczenie. Negatywne, w sensie przerwania ciągłości. Pustką wtedy są na przykład strajki i manifestacje, czyli wszystko, co przerywa działanie kapitalistycznej maszyny. A z drugiej strony, pustka, „dziury", o których piszę, nie są puste. Jest to moment, w którym pojawia się coś nowego. Czymś takim może być na przykład skłot. Jest pustką, przerwaniem ciągłości kapitalistycznego systemu, która jednocześnie zaczyna wyznaczać pewną alternatywę w myśleniu o własności, o pustostanach. Na ile ta alternatywa jest w stanie się rozwinąć, to jest już inna kwestia.

J.E.: Czy po miejskiej rewolucji, której oczekujesz, będzie jeszcze miejsce na „dziury w całym"?

– Oczywiście! Rewolucja nigdy się nie kończy. Nie piszę tutaj o utopii, która jest jakimś stałym skończonym porządkiem. Nie wiem, co będzie po tej rewolucji. Nawet nie zaryzykowałbym tezy, że miasta wciąż będą istnieć. Może nie będą w ogóle potrzebne. Piszę o bardzo inkluzywnej wizji wspólnoty, ale zawsze coś jest „poza", zawsze ktoś jest w jakiś sposób wykluczony. Rewolucja zaś polega na ciągłym wkluczaniu tego, co jest „poza". Ten proces nigdy się nie kończy."

A całość w jutrzejszym Przekroju.
19:53, krzysztof_nawratek , miasto
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 września 2012
661. oczywiste miejskie oczywistości
Dziś Jaime Lerner zakończył wizytę w Plymouth. Spotkał się z naszymi studentami, którzy przez dwa dni pracowali nad projektem miejskiej (związanej z konkretnym miejscem lub konkretnym przestrzennym problemem) kampanii politycznej dla Plymouth. Fajna zabawa i bardzo interesujące propozycje [obrazki].

A potem Jaime przedstawił 'sześć idei dla Plymouth'. Nie powiedział nic, czego sami byśmy nie wiedzieli, ale to zupełnie inaczej brzmi, gdy pada 'z zewnątrz' i z ust kogoś, kto trochę rzeczy w życiu i w przestrzeni miast pozmieniał. Byli ludzie z lokalnych mediów, więc jest szansa, gdy my będziemy mówić to samo - będą nas słuchać.

Mówił więc przede wszystkim, że narracja 'miast przyjaznych inwestycjom' to bzdura - że najważniejsze jest 'dobre życie' mieszkańców (miód na moje serce - jak zresztą większość jego uwag), a inwestycje pojawią się tam, gdzie mieszkańcom żyje się dobrze. Mówił o infrastrukturze transportowej - że najpierw musi być autobus/tramwaj, który kursuje regularnie i jest dostępny dla wszystkich, a potem pojawią się pasażerowie. Mówił, że miasta które mają sprawny system komunikacji publicznej nie mają problemów z miejscami parkingowymi. Mówił o gęstości zabudowy (wieżowce w centrum Plymouth? - niektórzy lokalni politycy chyba pękliby z oburzenia), o mieszaniu funkcji i aktywności.

W końcu mówił o poczuciu dumy z własnego miasta i o tym, że wszyscy musimy się poczuć miasta częścią (prawo do miasta?). Mówił o swojej drodze - od aktywisty studenckiego do burmistrza (tu puszczam oko do przyjaciół - miejskich aktywistów).

___
Jako uzupełnienie - dziś pojawiła się recenzja Andrzeja w. Nowaka (fronesis) mojej książki. Jako żartobliwy komentarz do tego co Andrzej napisał powiem, że wczoraj dałem Lernerowi moją książkę, a dziś podszedł do mnie i powiedział, że czyta i mu się podoba. Może więc to co napisałem nie jest aż taka ucieczką od materialności i konkretu, jak Andrzej sugeruje i być może to jednak jest (nieświadoma) obrona swojego (filozoficznego) pola zawodowej aktywności? Nikt nie lubi kłusowników, a ja przecież filozofom i socjologom wszedłem w szkodę ;)
22:02, krzysztof_nawratek , miasto
Link Komentarze (1) »
piątek, 21 września 2012
660. ani słowa o zarabianiu pieniędzy
Wczoraj spędziłem niezwykle przyjemny dzień z Jaime Lernerem, jego asystentami i asystentką, pokazując trochę Plymouth, rozmawiając, Jaime konsultował też naszych studentów by wieczorem dać wykład (tu jego profil na TED, z linkiem do wykładu z 2008).


[jak widać, Jaime nie jest specjalnym fanem samochodów w mieście]

Dziś otrzyma on doktorat Honoris Causa naszego uniwersytetu, spotka się znów z naszymi studentami by w sobotę rano oceniać krótki projekt (warsztaty) nad którym właśnie pracują (więc pewnie jeszcze wrzucę notkę w sobotę by podsumować te trzy dni).

Wykład - jak można było się spodziewać - ciekawy i świetnie poprowadzony, jednak to co mnie najbardziej uderzyło, to różnica pomiędzy tym jak o mieście mówi 99% polityków (na przykład prezydentki Warszawy czy Łodzi, z którymi miałem okazję publicznie debatować jakiś czas temu) i Jaime Lerner.

Jaime nie mówił o tym, że należy oszczędzać i sprzedawać wszystko co miasto posiada (jest autorem bon mottu, że kreatywność zaczyna się, gdy z budżetu obetnie się jedno zero, a 'zielone miasto', gdy obetnie się dwa), nie mówił o przyciąganiu inwestorów ani o niczym co możecie normalnie usłyszeć od zaczadzonych neoliberalną nowomową polityków (nie tylko polskich). Jaime Lerner mówił o rozwiązywaniu problemów, o mieście dobrym do życia dla swoich mieszkańców, o społecznej różnorodności, o przezwyciężaniu klasowych podziałów, wreszcie - mówił o marzeniach, o 'wyśnionych miastach' ich mieszkańców.

Jaime Lerner to nie jest pięknoduch, fantasta śniący o utopiach. Jako mer Kurytyby pokazał, że lepsze, bardziej ludzkie miasto jest możliwe gdy przestaje się myśleć o tym jak zarabiać na mieście kasę, a zacznie się myśleć jak lepiej żyć.
Cholerny lewak ;)
08:28, krzysztof_nawratek , miasto
Link Komentarze (5) »
środa, 19 września 2012
659. trochę autopromocji
Przede wszystkim, dostałem właśnie mejla do mojego brytyjskiego wydawcy, że "Your book, Holes In The Whole, is now available in our main warehouses...". Nie ma jej jeszcze dostępnej na amazonie (jest wciąż jako pre-order) ale tam też powinna pojawić się wkrótce. Również w wersji na kindla. Póki co jest do nabycia na przykład TUTAJ. Książka pojawiła się też na głównej stronie wydawcy.

Pojawiły się dwie pierwsze recenzje polskiego wydania TU i TU, oraz  dwie rozmowy wokół książki TU i TU. "Dziury w Całym" dziś rano wciąż były na pierwszym miejscy w sklepie KP, możecie książkę zamawiać tam, lub w wielu innych księgarniach wysyłkowych. Podobno pojawia się też sporadycznie na półkach księgarni sieci Matras.
13:23, krzysztof_nawratek , inne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 września 2012
658. lemingi i inne fałszywe podziały
Z prawdziwym obrzydzeniem niesmakiem obserwuję najnowsze akcje tworzenia fałszywych napięć i podziałów (przede wszystkim myślę o próbach zdefiniowania 'lemingów', ale to dotyczy również zapraszania do mediów profesora M., a i lewica nie jest bez winy...).

"...kapitał kulturowy działa przeciwko zmianie, przeciwko rewolucji. To, że mamy podobne odniesienia kulturowe, wcale nie czyni nas równymi społecznie, wcale nie wyrównuje naszej pozycji egzystencjalnej. Bo to właśnie na poziomie egzystencji, przeżywania życia, a nie na poziomie wyznawanych wartości, istnieje najważniejsza i nieprzezwyciężalna różnica pomiędzy tymi, którzy są bezpieczni, i tymi, którym brak bezpieczeństwa, posiadaczami życia i ludźmi, których życie jest w istocie posiadane przez innych. Kultura, religia, system wyznawanych wartości topią w bagnie fałszywej integralności nasze codzienne, życiowe potrzeby i aspiracje. Owa fałszywa integralność zorganizowana wokół religijno-kulturowych wytycznych uniemożliwia jakąkolwiek rzeczywistą zmianę."
DwC.WdMR: strona 116
13:08, krzysztof_nawratek , dywagacje
Link Komentarze (1) »
sobota, 08 września 2012
657. utopia raz, poproszę
Żizek narzeka, że łatwiej pomyśleć koniec świata niż koniec kapitalizmu. A wszyscy (ze mną włącznie) za nim powtarzamy jak za panem matką, że żadnej utopii lepszego świata pomyśleć już się nie da, co najwyżej możemy bronić idei europejskiego państwa dobrobytu z połowy XX wieku. Co prawda sam Slavoj na spółkę z Alainem Badiou i innymi usiłują na różne sposoby reanimować 'hipotezę komunizmu', ale to są tylko intelektualne rozrywki, a nie szczera, tłusta utopia.

A przecież to wszystko nieprawda. Pomyśleć utopię lepszego świata można łatwo, w każdym momencie i miejscu (choć słońce i włoska lub grecka kuchnia pomagają).

Na przykład?
Pomyślmy społeczeństwo oparte na idei hybrydowej podmiotowości. Nie istnieje jednostka, a osoba, człowiek (i nie tylko, ale o tym kiedy indziej) w kontekście. Cały system prawny, społeczny i ekonomiczny jest więc oparty na idei relacji pomiędzy różnymi aktorami (ludzkimi i nie). Nie można istnieć w oderwaniu od innych, choć intymność jest chroniona. System społeczno-gospodarczy funkcjonuje by relacje wzmacniać i tworzyć nowe. Idea indywidualnego zysku nie istnieje, kapitalizm jaki znamy byłby w takim świecie chorą aberracją. System osłania aktorów, w oparciu o rodzaj 'renty obywatelskiej' gwarantuje każdemu i każdej zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych (domy buduje się więc by były tanie - również w eksploatacji - i trwałe, a nie by na nich zarobić), pragnienia są obecne przede wszystkim w sferze przeżyć i odkryć, a nie w sferze materialnej (choć materialność oczywiście jest ważna - jest częścią sieci). Nie ma problemu nadprodukcji (nie ma więc potrzeby reklamy, sorry koledzy i koleżanki...), jest za to ciągła produkcja relacji i wiązań, nowych związków, organizacji i instytucji. Postęp naukowo techniczny wynika wprost z potrzeby budowania większych i stabilniejszych lub nowych sieci powiązań (no dobra, wiem że to trochę za bardzo trąci Latourem...).

Mamy więc świat w którym ludzie pracują bo chcą być z innymi, a nie dlatego, że muszą (jeśli ktoś chce być sam, inni mu/jej to troskliwie umożliwiają, bo nawet samotność i oddzielenie jest częścią inkluzywnej narracji). Świat w którym każdy system (rodzina, naród, wspólnota religijna, organizacja i instytucja) jest otwarty (nie istnieje więc jeden rodzaj rodziny, lecz raczej różnego rodzaju wielowarstwowe konstrukcje społeczne, ekumenizm jest esencją religii a nie wymuszonym dodatkiem), świat w którym ekspansja jest zawsze kontekstualizowana, świat w którym rozwój wynika z potrzeby lepszego zrozumienia/poznania świata, włączenia na równych prawach jak największej liczby aktorów. Pieniądze istnieją jako sposób komunikacji pomiędzy poszczególnymi fragmentami gospodarki (więc nie są to takie pieniądze jakie znamy), państwa funkcjonują jako otwarte pod-systemy globalnego świata (podobnie jak miasta czy regiony).

I co? Nawet jeśli nie jest to utopia bardzo dopracowana, to podobnych i lepszym można pomyśleć przed obiadem lub po kolacji więcej. Nie jest więc prawdą, że utopia umarła i że świata po-kapitalizmie nie jesteśmy w stanie pomyśleć. Raczej, w jakiś przedziwny sposób wstydzimy się spróbować. Zupełnie niepotrzebnie.

W kontekście upadku lewicowego 'Przekroju' i potrzeby - jak to nazwał Adam Ostolski 'uznaniu lewicy w jestestwie swoim' - proponuję, by każdy wymyślał sobie jedną utopię tygodniowo. Wbrew temu co twierdzi AN, myśl i opowieść ma znaczenie. Jako latourysta powinien przecież się zgodzić, że opowieść również jest aktorem, częścią koalicji (moim zdaniem przede wszystkim buduje wiązania pomiędzy aktorami, ale nie będę się sprzeczał).

14:52, krzysztof_nawratek , dywagacje
Link Komentarze (2) »
środa, 05 września 2012
656. życie, a nie abstrakcyjne idee


"Relacje pomiędzy wolnością a własnością w ideologii liberalnej (a neoliberalizm jest pod tym względem godnym spadkobiercą tej tradycji) doskonale analizuje Mariusz Turowski, wskazując na pisma Locka i Hobbesa, które konstytuują obywatela poprzez własność. W Wielkiej Brytanii jest to w gruncie rzeczy oczywiste – aż do reformy prawa wyborczego w 1867 roku – prawo głosu, a więc udział we wspólnocie politycznej, było uzależnione od posiadania własnego domu. Dziś nadal posiadanie nieruchomości decyduje o pozycji zajmowanej w społeczeństwie. Ale Turowski idzie znacznie dalej, pisząc wprost: „[...]wolna jest własność, a nie posiadacz”. Na ile takie myślenie jest mocno zakorzenione w polskim dyskursie politycznym, niech pokaże prosty myślowy eksperyment: porównajmy argumenty za i przeciw prawom lokatorów. Mamy tu do czynienia z jednej strony z „życiem”, a drugiej z „kapitałem”. To posiadanie domu czy mieszkania określa posiadacza – wszelkie inne właściwości są nieistotne. Argumentacja próbująca wskazać na pierwszeństwo lokatorów, czyli „życia” nad właścicielem mieszkania, a więc „kapitału”, jest słaba, ponieważ życie rozumiane jako przeżywanie życia w obecnie dominującym języku nie ma wartości. Gdy na dodatek zaczynamy mówić o tzw. trudnych lokatorach, życie zamienia się w „nagie życie”, a ludzie w „degeneratów”, których można z czystym sumieniem zesłać do kontenerów.
(...) paradoksem zabsolutyzowanej wolności jest z jednej strony oderwanie jej od konkretnego człowieka, z drugiej zaś – sprowadzenie jej do skodyfikowanego wyboru. Wolność absolutna jest więc wolnością diabelską, o ile przyjąć chrześcijańską perspektywę Szatana jako księcia tego świata, usytuowaną poza człowiekiem, ale nie poza światem."
(DwC.WdMR s.28-29)
___
Tyle teoretyzowania, bo w praktyce wygląda to tak jak dziś w Warszawie.

18:38, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 września 2012
655. Wenecja wzięta
Jak zapewne większość czytelników tego bloga słyszała, polski pawilon na tegorocznym Biennale Architektury w Wenecji otrzymał wyróżnienie. Bardzo zasłużenie, moim zdaniem. Mam też małą prywatną satysfakcję, ponieważ sam na ten projekt z przekonaniem głosowałem. Dlatego trochę wkurzająca jest notka Mikołaja Glińskiego, na portalu culture.pl, który omawiając sukces, cytuje fragment mojej blogonotki sprzed kilku miesięcy, w taki sposób by zasugerować, że propozycje Krakowiak i Libery krytykowałem. Nie daje linka do mojego wpisu, a powinien. Ale cóż. Tacy są (przynajmniej niektórzy) dziennikarze.

Dobry opis pracy Krakowiak i Libery w kontekście całego Biennale można przeczytać w Dwutygodniku albo w DOMUSie, ja tylko dopowiem od siebie, że mimo wszystko byłem prezentowanymi wystawami trochę rozczarowany. Nagrodzony pawilon japoński, choć rozczulający, nie przekonał mnie do końca, wyróżniony (obok polskiego i amerykańskiego) pawilon rosyjski nie przekonał mnie wcale. Były interesujące fragmenty - jak na przykład projekt portugalskiego biura ateliermob 'Working with the 99%', pawilon Duński czy Chorwacki. Mimo wszystko jednak, spodziewałem się mocniejszej reakcji na trwający kryzys. Może spodziewałem się zbyt dużo.
Oczywiście rozumiem, że Biennale ze swej istoty jest przede wszystkim imprezą towarzysko-promocyjną, na dodatek to nie kurator Biennale decyduje, co znajdzie się w pawilonach narodowych (zaskakujący był na przykład pawilon egipski, zrobiony chyba pod hasłem 'nic się nie stało, Egipcjanie, nic się nie stało') trudno więc, by pojawiły się naprawdę radykalne propozycje (rozczarowujący bardzo był więc pawilon wenezuelski, pawilon kraju który buduje 'socjalizm XXI wieku'... po obejrzeniu wystawy, obawiam się, że nic z tego jednak nie wyjdzie).

Mimo rozczarowania, z ciekawością będę czekał na kolejne biennale - coś się w końcu powinno w ciągu najbliższych dwu lat wydarzyć i mam nadzieję, że architekci na to zareagują. A jeśli nie? Kto by się nimi przejmował...
17:40, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2