Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Kategorie: Wszystkie | Chiny | architektura | dywagacje | hipotezy | inne | making people angry | miasto
RSS
piątek, 23 października 2009
315. błagając o alternatywę...
Nasi studenci (Master in Architecture - M.Arch) pracują nad dwoma projektami - M.Arch. rok 1 wzięli na warsztat tereny Millbay w Plymouth, M.Arch. rok 2 tereny Andrejsali w Rydze.
Ten drugi projekt powstaje w kontekście masterplanu, który za spore pieniądze przygotował Rem Koolhaas i jego słynne biuro OMA


Pierwszy (Millbay) powstaje również w kontekście planowanej regeneracji.

Oczywiście - to tylko studenckie projekty, nieistotne wprawki... a raczej byłyby nimi, gdyby nie obecna sytuacja ekonomiczna.
W obu bowiem przypadkach 'oficjalne' plany nie mają szans na realizację.
Oczywiście - nikt tego jeszcze oficjalnie nie przyzna, lecz to co słyszymy gdy mikrofony są wyłączone jest jednoznaczne - to błaganie o alternatywę.

Oba te projekty przyjęły wzrost za pewnik. Zarówno wzrost gospodarczy jak i wzrost populacji.
Ten drugi jest oczywistą ułudą (w Rydze populacja kurczy się w tempie 10 tysięcy na rok, w Plymouth rosła przez ostatnie lata w tempie 1 tysiąc rocznie - o wiele za mało by ambicje miasta mogły się ziścić), ten pierwszy jest coraz bardziej wątpliwy.

Wątpliwości na temat nieograniczonego wzrostu nie są niczym nowym (pisałem o tym w notce którą wyciągnęłem z szuflady) lecz dziś zaczynają mieć wpływ na politykę - jak słynny plan administracji prezydenta Obamy 'shrink to survive'.

Oba wspomniane przeze mnie projekty przyjęły za źródło swego finansowania wzrost wartości gruntów i nieruchomości.
Mówiąc wprost - były ufundowane na spekulacyjnej bańce.
To już nie działa (wiem, powtarzam się).

Bardzo ciekawe są dodatkowe motywy i uwarunkowania tych projektów - przede wszystkim niezwykle silne lobby wspierające projekty infrastrukturalne.
Na ten temat od dawna wyrażałem swoje wątpliwości, podając za przykład tereny dawnego NRD, w których nową infrastrukturę włożono setki miliardów euro i z których wyjechała 1/3 ludności - przede wszystkim młodych, wykształconych ludzi.

Nie sposób nie wspomnieć tu o katowickiej obsesji o której już kilka razy pisałem  - najpierw chciano tam zabudować centrum tysiącami metrów kwadratowych nowych powierzchni biurowych, dziś chce się uzyskać kilkanaście hektarów poprzez włożenie pod ziemie istniejących torów kolejowych.
Wielkie infrastrukturalne projekty, które oprócz ambicji ich zwolenników i pomysłodawców nie mają żadnego sensu.
Nie mają też żadnych szans na realizację.
(trudno się powstrzymać by nie użyć wulgaryzmu na określenie tego do czego tych projektów używają katowiccy architekci, dziennikarze i politycy - produktywność tej aktywności jest dokładnie taka sama).

Wiatr się zmienia.
Jeszcze tego nie widać na powierzchni, jeszcze wciąż pustkę po wirtualnych pieniądzach spekulacyjnej bańki rządy zalewają produkowanymi przez siebie pieniędzmi, ale błaganie o alternatywy słychać coraz głośniej.
I one zaczynają powoli kiełkować.

Niestety nie w Polsce, zdecydowanie nie w Katowicach.
Peryferyjność polega przede wszystkim na braku samodzielności w myśleniu, w możliwości pomyślenia innej drogi. Peryferie kopiują rozwiązania i idee przychodzące z centrum, lecz czynią to z opóźnieniem i w sposób dla siebie szkodliwy.
Czasem jednak Centrum testuje na peryferiach nowe idee - wtedy jest szansa doskoczenia do Centrum (z której w swoim czasie skorzystały Chiny).

Ponieważ jednak w Polsce kryzysu podobno nie widać, więc i szukaniem alternatyw nikt się nie kłopocze.
Zamiast tego powtarzane są stare błędy - i to właśnie wystawia takim miastom jak Katowice (a przede wszystkim jego 'elitom') jak najgorsze świadectwo.
07:01, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (11) »
środa, 21 października 2009
314. nie moje obrazki...
Jeden z projektów nominowanych do The President's Medals Student Awards jest autorstwa mojego studenta.
Podkreślę - to jest JEGO projekt, ja tylko miałem przyjemność być przez rok jego tutorem.
22:11, krzysztof_nawratek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 października 2009
313. lewacka urbanistyka


Dziś Bob miał dla naszych studentów wykład o Landscape Urbanism, pojęciu / doktrynie wciąż młodej i wciąż otwartej na definicje.
Po wykładzie mieliśmy więc ze studentami rodzaj seminarium / dyskusji, a ponieważ było już dość późno i dyskusja się nie bardzo kleiła, autor tego bloga poszedł po bandzie.

Ktoś napomknął o tym, że współczesny urbanizm (a landscape urbanizm w szczególności) jest dumny ze swej otwartej formuły, z elastyczności, akceptacji swych niedoskonałości czy wręcz swych błędów.
Super.
Czyż jednak owa elastyczność i otwartość nie jest lenistwem i słabością? Czy nasza niechęć do rozwiązań skończonych, do poszukiwania idealnej harmonii nie jest przypadkiem związana z utratą wiary w absolut, z naszym odrzuceniem idei boga?
Nie chodzi tu bynajmniej o boga chrześcijańskiego, lecz jakikolwiek absolut.

Wyobraźmy sobie puszcze jakieś dwa tysiące lat temu - czy mieszkający w niej / nieopodal ludzie widzieli ją jako byt otwarty? Czy raczej byt wieczny, którego zmiany są cykliczne i ilościowe - nie zmieniające istoty rzeczy?

W gruncie rzeczy, za obsesję postępu odpowiada również chrześcijaństwo ze swą koncepcją liniowego czasu.

Dzisiejsza urbanistyka, jakiejkolwiek szkoły by nie była, jest przesiąknięta ową obsesją postępu oraz - i to jest interesująca zmiana - strachem przed doskonałością która mogłaby nas zniewolić. Obsesja otwartości i niedoskonałości wynika właśnie ze strachu - ze świadomości tego że bóg najprawdopodobniej jest bogiem złym, chcącym naszej zguby. Doskonałość jest groźna - trzeba więc za wszelką cenę ją rozbroić.
Doświadczenia komunizmu tylko wzmacniają ten lęk.

Ciekawą wariacją na powyższy temat jest projekt New Babylon Constanta Nieuwenhuis'a, który z jednej strony jest projektem otwartym i w ciąglej zmianie, z drugiej jednak, ze względu na swój komunistyczny ustrój spoleczny i gospodarczy (wszystkie życiowe potrzeby mieszkańców są zaspokojone) jest projektem przerażającej, wiecznej nudy.
Nudy, która do pewnego stopnia jest (była?) udziałem sytych społeczeństw Zachodu i o której obsesyjnie pisze Michel Houellebecq.

Pytaniem otwartym pozostaje, czy kryzys jakiego jesteśmy świadkami pozwoli nam wyrwać się z owej nudy i za chwilę rzucić się na powrót w szaleństwo ucieczki przed groźnym absolutem, czy też uświadomimy sobie, że w międzyczasie staliśmy się niewolnikami płynnego, bezdusznego kapitału, który niesie nas wprost ku wodospadom które nas zatopią i połamią...

Tak - z takimi pytaniami mierzą się studenci architektury na naszym uniwersytecie :-P
21:46, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (16) »
sobota, 17 października 2009
312. Instytut Współczesnego Miasta zniknął?
Czy ktoś wie, co stało się ze słynnym katowickim Instytutem Współczesnego Miasta, o którym kiedyś pisałem?
Coś ostatnio o nich nie słychać, ich strona www zniknęła...

A tyle było hałasu, takie szumne zapowiedzi... i UM Katowice groszem sypnął.
Może to tylko chwilowy, techniczny problem?



22:57, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (7) »
wtorek, 13 października 2009
311. recesja w mieście peryferyjnym
Dziś opuszczamy Rygę.
Na pierwszy rzut oka recesji nie widać - dobrze ubrani ludzie chodzą po ulicach, robią zakupy w drogich sklepach, przesiadują w kawiarniach i restauracjach.
Ale ja pamiętam Rygę cztery lata temu.
Ludzi jest mniej, samochodów jest mniej.
Studenci architektury wrócili studiować, bo praca w biurach się skończyła. Szkoły są zamykane, publiczna służba zdrowia przestała w zasadzie istnieć.

Nasi studenci przez dziesięć dni chodzili, obserwowali, słuchali, rozmawiali.
Wczoraj wraz ze studentami architektury z ryskiego uniwersytetu zrobili szybki projekt w ramach warsztatów 'transpositing the city', który dla nich Bob i ja przygotowaliśmy.
Zadziwiające, jak wiele zrozumieli w ciągu tak przecież krótkiego pobytu! (Niektórzy mieszkają w takich Katowicach czy Łodzi całe życie i dalej nic nie potrafią zrozumieć).

Ryga była chyba najlepszym z możliwych wyborem, by pokazać naszym studentom jak neoliberalny model _nie_ działa.

Jak uczy Róża Luksemburg - kapitalizm jest systemem pasożytniczym, istnieje zawsze kosztem swojego niekapitalistycznego 'zewnętrza'. Między innymi dlatego miasto, jako byt z zasady wspólnotowy może (i czyniło to) być doskonałym środowiskiem dla rozwoju kapitalizmu, pod warunkiem, że logika kapitalizmu będzie miała w nim swoje granice.
Gdy - jak w modelu neoliberalnym - wszystkie inne strefy ulegają erozji, gdy wszystko zostaje podporządkowane jednemu celowi - akumulacji kapitału, gdy wszystko staje się kapitalistyczne - miasto przestaje funkcjonować.

Oczywiście - wciąż można próbować prywatyzować chodniki i drogi, parki, wciąż można histerycznie próbować podtrzymać miejski totalitarny kapitalizm - ale prędzej czy później napotyka się na opór żywej materii.

Ryga jest miastem, które kilkanaście ostatnich lat opierało się na spekulacji gruntami.
Cały rozwój oparty był na bańce spekulacyjnej oraz towarzyszącej jej nieokiełznanej konsumpcji.
To już nie działa i najprawdopodobniej w ciągu najbliższych kilku (nastu?) lat - działać nie zacznie.
(nawiasem mówiąc - pomysły na rozwój Katowic nad którymi pastwiłem się ostatnio również oparte były na idei nieograniczonego wzrostu wartości gruntów. można mi 'wypominać' moją socjalną wrażliwość, ale kto nie rozumie tego podstawowego mechanizmu lepiej niech wraca do piaskownicy).

Edward Glaeser (swoją drogą, jak ktoś chce poczytać coś mądrego na temat tegorocznego ekonomicznego Nobla, polecam jego blogowy wpis), jeden z najważniejszych moim zdaniem ekonomistów zajmujących się (między innymi) miastem, pisał, że miasto rozwija się gospodarczo dzięki temu co znajduje się w sferze poza-kapitalistycznej (czyli powtarzał tezę Luksemburg).

Stoimy więc przed wyzwaniem by ową sferę odbudować.

Nie chodzi wcale o międlone do znudzenia przestrzenie publiczne, lecz o rzeczywistą poza-kapitalistyczną (nazwijmy to tak - choć nie jest to precyzyjne określenie) sferę podtrzymywania ludzkiej egzystencji.
Nie chodzi więc (przynajmniej na razie :-P) o to by kapitalizm zniszczyć, lecz o to by rozbić jego ideologiczną hegemonię.
Nie zysk - lecz przetrwanie powinno stać się priorytetem.

Jak w końcu lat 80tych polscy działacze Solidarności wołali o 'pluralizm', by przełamać hegemonię 'realnego socjalizmu' tak i ja dziś namawiam do rozbicia hegemonii.
T(here)I(s)A(n alternative).
Dla miast peryferyjnych to kwestia życia lub śmierci.
Dla wielu tych miast mieszkańców nie jest to przenośnia...
15:34, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (11) »
wtorek, 06 października 2009
310. odrzucić paradygmat rozwoju?
No proszę, moja ostatnia notka wywołała małe zamieszanie...
No to pociągnijmy to dalej i mocniej.

Jestem w tej chwili w Rydze z moimi studentami - będziemy tu jeszcze tydzień, studenci zbierają materiały do projektu nad którym będą pracowali do końca roku.
Ryga jest w tej chwili bankrutem. Miasto rozwijało się przez ostatnie kilka lat na spekulacyjnej bańce zasilanej z jednej strony przez skandynawskie banki, z drugiej przez 'szare' pieniądze z Rosji, a z trzeciej przez fundusze unijne.
Dziś, przynajmniej jedno z tych źródeł wyschło, drugie przyschło i tylko EU ratuje to miasto przed całkowitą katastrofą.

Ryga od 1991 roku straciła około 300 tysięcy mieszkańców - najwięcej zaraz po odzyskaniu niepodległości (część Rosjan wyjechała) lecz trend jest od kilku lat stały - około 10 tysięcy mieszkańców rocznie mniej. Dziś zostało ich około 700 tysięcy.

Mimo tego architekci wciąż snują wielkie wizje rozwoju i budowy kolejnych osiedli mieszkaniowych, biur (koniecznie w budynkach powyżej 20 kondygnacyjnych), trwa budowa autostrady, która przecina miasto.
Kto będzie tam mieszkał, pracował, kto będzie jeździł po tej autostradzie (i jak to wpłynie na jakość życia oraz komunikacje publiczną) to pytania których nie słyszą.

Katowice oczywiście są inne - utrata mieszkańców jest znacznie mniejsza. Ale jest. Katowice się kurczą.

Może więc warto jeszcze raz i na nowo przemyśleć paradygmat ciągłego wzrostu?
Może warto przedefiniować czym jest rozwój?

Rozumiem architektów, którzy podniecają się do granic przyzwoitości wielkimi projektami, ale koledzy! Jak udowodnił Robert Konieczny, domki jednorodzinne też mogą wam przynieść sławę i satysfakcję! Może warto pozostać przy takiej skali? Małe jest piękne?
Rozumiem też polityków - idą wybory, trzeba wyborców znów czymś zafascynować.

Mimo wszystko jednak, może warto zacząć zadawać sobie podstawowe pytania?
I tak żaden z tych wielkich projektów nie ma szans na szybką realizację (jeśli w ogóle), więc może jest czas by POMYŚLEĆ?
Wszak powstał jakiś czas temu Instytut Współczesnego Miasta, który zasilony pieniędzmi z Urzędu Miejskiego miał ambicje stać się urbanistycznym think tankiem...

Ryszard Nakonieczny, znany historyk katowickiego modernizmu w wywiadzie dla GW popiera pomysły swoich kolegów.
Mówi między innymi:
"Tory są przeszkodą. Ten problem widać, gdy obserwujemy korki".
Cóż... ja wygłosiłbym inną myśl - samochody są przeszkodą. Ten problem widać gdy obserwujemy korki.
Patrząc na doświadczenia Europy Zachodniej - zaryzykuje twierdzenie, że moja myśl ma trochę więcej sensu...

Napiszę teraz coś, co jeszcze jakiś czas temu nie miałoby szans przejść mi przez klawiaturę ;).
Wydaje się, że przynajmniej część katowickich miejskich aktywistów (patrząc po komentarzach i pod moim wpisem i gzie indziej) zaczyna dostrzegać miałkość tego co proponują architekci.
Jeszcze trochę, a ich rewolucyjny duch poprowadzi ich być może w miejsca w których nikt jeszcze nie był, może poprowadzi ich by kwestionować paradygmat miasta post-industrialnego, miasta-węzła globalnej sieci, miasta-pływu.
Nie bójcie się myśleć, nie bójcie się zadawać pytania, nie bójcie się kwestionować oczywistości.
Ktoś to musi przecież robić - dlaczego nie wy?
16:18, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (9) »
niedziela, 04 października 2009
309. architekci! zostawcie miasta w spokoju!
W Katowicach nowa ekscytacja - tory kolejowe, biegnące przez centrum miasta należy schować w podziemnym tunelu. Ten gest uratuje miasto.
Ekscytacja ogarnia wszystkich - Gazeta Wyborcza zaczyna uważać się za Zastępcze Biuro Rozwoju Katowic, prezydent Uszok ma temat na najbliższą kampanie wyborczą, a najbardziej podekscytowany wydaje się Robert Konieczny, gwiazda śląskiej architektury. Robert mówi (śpiewa?):

"Coś niesamowitego i nieprawdopodobnego!
Zazwyczaj jest bowiem tak
że centra miast są zapchane
i rosną na zewnątrz
A my
nagle dostajemy w śródmieściu przestrzeń
której do tej pory nie widzieliśmy!
To bezcenne.
I do tego nie będzie już
południowej i północnej części miasta
Wszystkie ulice
które w tej chwili przecięte są torami
połączą się z sobą na poziomie istniejącego gruntu.
Miasto scali piękna przestrzeń
Pojawi się też wymarzony rynek!
"

Najpierw rozwiązaniem wszystkim problemów Katowic miało być nowe centrum zabudowujące Aleje Korfantego (Konior), teraz zbawieniem ma być centrum na miejscu obecnego torowiska (Konieczny).
Co łączy te dwie idee? (oprócz tego, że za oboma stoją achitekci?)

Oba projekty uważają, że jedna inwestycja w centralnej części jednego z miast GOPu zmienia wszystko.

Oba projekty są absurdalne.

Tory nigdy nie były poważnym problemem dla rozwoju Katowic - miasto nie jest homogeniczne z natury, a Katowice bardzo udanie otorbiły te fragmenty, kóre do torów przylegają, wykształcając 'wypustki' przechodzące z jednej strony na drugą.
Podział na część północną, południową, wschodnią i zachodnią istnieje we wszystkich (większych) miastach i zniknięcie torowiska tego w Katowicach nie zmieni.
Wreszcie, miasta (szczególnie takiego jak Katowice) nie scala się jednym placem, Katowice bynajmniej nie potrzebują żadngo 'rynku'.
Katowice to miasto twarde, robotnicze, o pięknych ekskluzywnych fragmentach (przedwojenna dzielnica urzędnicza), o pięknych, ogólnie dostępnych terenach zielonych, o mocnym PRLowskim dziedzictwie. Katowice to kolaż - nawarstwione struktury przestrzenne i mentalne tworzą niepowtarzalną specyfikę tego miasta.

Zgadzam się z Koniecznym, że Katowice potrzebują wizji, ale nie zgadzam się że potrzebują wizji 'spójnej'.
Dokładnie przeciwnie - Katowice potrzebują synergii pomiędzy różnymi narracjami, potrzebują dialogu fragmentów.
Tego nie rozwiązują mocne, autorytarne gesty architektów - to buduje się w dialogu i w demokracji lokalnej.

Katowic nie zbawi ani Konior ze swoją Aleją Korfantego ani Konieczny z tunelem.
Nie zbawi Katowic również prezydent Uszok, kolejny przykład post-polityka.
Zbawić Katowice mogą tylko jego zaangażowani mieszkańcy w deliberacyjnej aktywności.
Ale do tego potrzeba aktywności połączonej z pokorą. I to jest chyba największy problem...
09:44, krzysztof_nawratek
Link Komentarze (10) »