Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Kategorie: Wszystkie | Chiny | architektura | dywagacje | hipotezy | inne | making people angry | miasto
RSS
piątek, 28 października 2011
581. w połowie niestrawna


Oczywiście dla mnie. Choć podejrzewam, że trudno będzie znaleźć czytelnika, którego książka w całości przekona. Ja z przyjemnością czytałem część pierwszą, w której Jadwiga Staniszkis opowiada o swojej fascynacji myślą Wschodu, o przedwojennej szkole filozoficznej z Kioto, powtarza znane z innych jej książek opinie o konfucjanizmie i taoizmie w kontekście obecnej sytuacji politycznej. Nic szczególnie nowego, ale czytałem z przyjemnością.

Druga część to opowieść Artura Cieślara o buddyzmie. Dla mnie niemal całkowicie niestrawna. Nie wiem czy mam alergię na 'wartości duchowe' ilustrowane przykładami z fizyki (dość specyficznie interpretowanej), czy to jakiś poważniejszy problem z buddyzmem jako takim (nie sądzę, ale...), w każdym razie końcówkę książki czytałem ze wzrastającą niechęcią i irytacją.

Jeśli w przypadku rozmowy Cezarego Michalskiego z JS, Cezary po prostu zniknął, to Wschód i Zachód jest raczej dwoma monologami, z których jeden mnie kompletnie odrzucił. Jeśli ktoś chce, mogę oddać pół książki - chętnie za jakiś tekst pani profesor.

09:06, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (2) »
środa, 26 października 2011
580. zanim odpowiem, chciałbym znać pytanie
Wczoraj podsumowujące spotkanie w Zielonej Górze. Taka uwaga na marginesie - jeśli ktoś deklaruje, że jest bardzo zainteresowany współpracą, a na podsumowujące spotkanie nie przychodzi (i nikt z liczącej dziesiątki czy setki ludzi instytucji się nie pojawia) to czy rzeczywiście zainteresowanie współpracą jest szczere?
Na spotkanie przyszli ci, którzy byli zainteresowani. Może dlatego, rozmowa po mojej prezentacji była ciekawa i - dla mnie - pożyteczna.

Mówiłem o tym co przez dziewięć dni nasi studenci robili, ale oczywiście nie udzieliłem żadnych odpowiedzi, żadnych magicznych recept na to, co dalej z Deptakiem czy Zieloną Górą. Szczerze wierzę, że zanim udzieli się odpowiedzi, trzeba zadać pytanie...

Oto pytania, które w tej chwili sobie zadajemy:

1. Co ma być głównym motorem rozwoju Zielonej Góry? Przemysł? (jaki?), usługi? (jakie? Dla kogo?) Handel? (kto będzie handlował?) Jeśli wszystkiego po trochu, to w jakich proporcjach?

2. Czy Zielona Góra chce być metropolią, podporządkowującą sobie inne / mniejsze miasta i osady; czy też częścią aglomeracji sieciowej? Gdzie sięgają ambicje ZG a gdzie potencjalne wpływy? (tutaj dygresyjne nawiązanie do planów 'nowego Detroit')

3. Jakie relacje ZG chce mieć z Berlinem, Wrocławiem, Poznaniem. Czy te miasta dostrzegają istnienie ZG? (i to drugie pytanie jest tu kluczowe).

4. Galeria handlowa jest bezpieczniejszą i bardziej wydajną (gęstość, dostępność, centralne zarządzanie) wersją centrum / starego miasta. Czy warto konkurować, jeśli przegrana jest pewna? A może, w przypadku ZG, Focus JEST częścią centrum?

5. Gdzie dogęszczać, gdzie rozrzedzać? (to pytanie o koncepcje miasta kompaktowego w kontekście ZG, i oczywiście chodzi o gęstość zabudowy, a nie jedynie o wysokości budynków, co sugeruje tytuł wywiadu w GW).

6. Po co Zielonej Górze Uniwersytet? Po co studenci? Miasto tranzytowe? Obywatele plug-in? Po co Zielonej Górze szpital? Jaki sens mają plany powołania Akademii Medycznej? Jaka skala oddziaływania? Region? Niemcy? Po co Zielonej Górze administracja wojewódzka? (to są pytanie dotyczące z jednej strony zewnętrznego finansowania ZG poprzez wymienione powyżej instytucje, z drugiej zaś - bardziej fundamentalne pytanie - o model relacji pomiędzy stałymi mieszkańcami ZG a 'przyjezdnymi' - studentami, turystami, mieszkańcami okolicznych miasteczek i wsi).

7. Miasto jako zasób czy podmiot? Jak budować podmiotowość? Z kim ją budować? Podmiotowość klasyczna czy sieciowa? (fundamentalne pytanie - czy miasto się zamyka czy otwiera, a jeśli otwiera, to jak kształtuje swoje relacje z 'zewnętrzem'?

8. Dostępność – masowa czy indywidualna. Jakie publiczności? Miasto neo-modernistyczne, postmodernistyczne czy post-post-modernistyczne? (Bardziej filozoficzne - ale moim zdaniem również kluczowe - pytanie o spoistość społeczną, o homogeniczność tej społeczności, zarówno istniejącą jak i 'pożądaną').

Jutro wyjeżdżamy z Zielonej Góry i wracamy do Plymouth. Chciałbym więc na koniec bardzo serdecznie podziękować tym wszystkim, którzy umożliwili nam przyjazd i pracę w ZG, tym, którzy poświęcili swój czas by się z nami spotykać, by dzielić się z nami swoimi pytaniami, wiedzą, marzeniami. To było wspaniałe 10 dni, wielkie dzięki Zielona Góro! Postaramy się odpłacić naszą pracą za gościnność.
08:13, krzysztof_nawratek , miasto
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 października 2011
579. to nie jest miasto dla urbanistów
Już prawie tydzień jesteśmy (moi studenci i ja) w Zielonej Górze. Spotykamy się z niezwykłym zainteresowaniem i serdecznością, co w połączeniu z generalnie przyjemną atmosferą miasta sprawia, że nasze zadanie tutaj staje się wyjątkowo trudne.

To trochę tak, jak gdyby lekarza z OIOMu poproszono by dobrał pacjentowi odpowiednie szkła do okularów. To bardzo ważne, by dobrze widzieć, ale jest różnica pomiędzy ratowaniem życia, a poprawianiem jego jakości. Zielona Góra nie umiera, Deptak, do którego ratowania radni powołali specjalną komisję, ma się o wiele lepiej niż centrum Plymouth (które władze miasta pozostawiły samemu sobie). Po co więc my tu w ogóle jesteśmy?

No cóż, kontynuując medyczną metaforę - bez dobrze dobranych okularów można wpaść w dziurę, lub nawet pod samochód, więc nie jest to bez znaczenia. Może zresztą akurat okulistyczna metafora nie jest tu najlepsza, ponieważ nie można poprawić Zielonej Góry jednym gestem. I to chyba jest największą trudnością.
Oczywiście, pojedynczy urbanistyczny gest zapewne mógłby miasto zmienić - tak jak zmieniło je wybudowanie galerii handlowej Focus Park, idąc za ciosem łatwo więc byłoby zaproponować powtórkę z Exeter i wprowadzenie dużego generatora ruchu w stare miasto (pomijam techniczne trudności takiego rozwiązania). Wątpię jednak, by takie rozwiązanie jakość życia w mieście rzeczywiście poprawiło i by lokalni kupcy byli zachwyceni takim pomysłem. Dygresja przy okazji - popularność galerii handlowych i ich efektywność pokazuje wyższość centralnie zarządzanej instytucji nad anarchicznie organizowanym rynkiem.

Jeśli więc nie jeden urbanistyczny gest to co?
Całe mnóstwo działań - rzecz jasna. Prawdziwie skuteczna strategia rozwoju Zielonej Góry musiałaby łączyć rozwiązania przestrzenne ze zmianami w prawie, w planach zagospodarowania przestrzennego, w sposobie w jaki instytucje (przede wszystkim Urząd Miasta, Uniwersytet, Szpital, Urząd Marszałkowski etc.) ze sobą współpracują, jak otwierają się na słabo zorganizowane grupy i grupki lokalnych aktywistów, działaczy, artystów i przedsiębiorców. Choć zabrzmi to jak zaprzeczenie obrazu Zielonej Góry jako miasta sielskiej beztroski, jestem coraz bardziej przekonany, że Zielona Góra potrzebuje Totalnej Mobilizacji... :)

Tylko jak połączyć ją z mieszczańskim i liberalnym duchem tego miasta? Oto jest pytanie...
_________________________
O nas i naszej wizycie na blogu moich studentów i w lokalnych mediach:

dzien1
dzien2
dzien3
dzien4
dzien5 (na rowerach)
Gazeta Wyborcza
Gazeta Lubuska
Radio Zachód
lokalna telewizja
10:21, krzysztof_nawratek , miasto
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 października 2011
578. jak się robi politykę
W KP wywiad z Januszem Palikotem. Bardzo ciekawy wywiad. Po jego przeczytaniu jasnym jest dlaczego Palikot ma 40 posłów w Sejmie, a KP manifestacje oburzonych anarchistów pod lokalem na Nowym Świecie.

To zadziwiające: KP udostęnia własny portal Palikotowi, który przymilając się do KP w gruncie rzeczy właśnie buduje swój Ruch Poparcia (negocjacji politycznych nie robi się w publikowanych wywiadach), zmuszając KP albo by grała na jego warunkach, albo by wypadła z gry. Tyle przeczytanych książek, a wciąż taka wzruszająca naiwność...
23:07, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (2) »
czwartek, 13 października 2011
577. obcy w Zielonej Górze
W niedziele lecę z moimi studentami i studentkami do Poznania, a stamtąd jedziemy do Zielonej Góry, gdzie spędzimy 11 dni.
Po co i dlaczego - tutaj.

_____
We wczorajszej [14 Października] zielonogórskiej GW przedrukowano mój tekst 'Obcy w obcym mieście' oraz ukazał się tekst wstępnie informujący o naszym przyjeździe.


18:59, krzysztof_nawratek , miasto
Link Komentarze (2) »
środa, 12 października 2011
576. elity się boją?
Każdego (ukrytego) rewolucjonistę musi cieszyć (nawet jeśli się do tego nie przyznaje), gdy pojawia się czynnik, który powoduje nerwowość establishmentu. Pomijając czym rzeczywiście jest czynnik powodujący strach, lekka panika elit zawsze cieszy. To być może był powód, że samo wejście Samoobrony do sejmu, przegrana Mazowieckiego z Tymińskim,  samo prawdopodobieństwo wyboru Kaczyńskiego na prezydenta (bez analizowania konsekwencji) wywoływało poczucie satysfakcji. Boicie się? I dobrze wam tak! Ja się boję cały czas, braku pieniędzy, braku pracy, wrednego szefa - zobaczcie jak to jest, gdy ktoś waszą, wydawałoby się niepodważalną, pozycję zaczyna kwestionować.

Podobne poczucie satysfakcji mam gdy czytam i słucham jak cały establishment - od Gazety Wyborczej po Nasz Dziennik, od Niesiołowskiego po Iwińskiego, nie mówiąc już o kościele katolickim z pobłażaniem, pogardą, nienawiścią o Palikocie i jego ludziach się wypowiada.

Sam programem Ruchu Palikota zachwycony nie byłem i nie jestem, ale po pierwsze - uważam, że należy dać mu szansę, a po drugie... widoczna panika establishmentu - bezcenna. No i przede wszystkim - Palikot nie tworzył teorii, on sprawdził się w praktyce. W tym kontekście, każdy szczery rewolucjonista powinien się z wyniku Palikota cieszyć, wszak jak pisał Lenin 'Practice is higher than (theoretical) knowledge, for it has not only dignity of universality, but also of immediate actuality'.
No ale najwyraźniej rewolucjonistów u nas tylu co i lewicy. Jeśli więc nie mamy co lubimy, to pozostaje nam polubić Palikota. Przynajmniej dostarcza nam maluczkim satysfakcji.

17:39, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (13) »
niedziela, 09 października 2011
575. narzekania i marzenia
No i po wyborach. Zobaczymy na ile się potwierdzą wyniki sondażowe (jak zwykle moje przewidywania się nie potwierdziły, choć co do PSL, SLD i RP w zasadzie trafiłem), ale trend jest jasny.

Oczywiście trochę jestem rozczarowany. Przede wszystkim miałem nadzieję albo na osłabienie PO i wzrost znaczenia lewicy, albo na radykalną porażkę PiSu. Niestety, wciąż dwie najsilniejsze partie to 'bo my tu ze szwagrem' oraz 'bo my tu z księdzem proboszczem'. Na świecie pęka neoliberalny ład, ale u nas na prowincji nikt na to nie zwraca specjalnej uwagi. Choć 'nikt', to oczywiście przesada - Donald Tusk widzi i coraz więcej rozumie. Pragmatyzm PO daje więc pewną szansę na odejście od neoliberalnych dogmatów, na rzecz bardziej chadeckiej polityki. Szczególnie w koalicji z PSL (Fedak! Fedak!). Zobaczymy kto w PO będzie silniejszy - Pinior czy Gowin, Arłukowicz czy Niesiołowski. Mam też szczerą nadzieję, że tacy ludzie jak mój stary kolega Filip Libicki się w senacie z ramienia PO nie znajdą.

Klęska SLD mam nadzieję, będzie początkiem końca tej skrajnie cynicznej, a-ideowej partii. Być może weszło do sejmu z list SLD kilkoro Zielonych, to powinna być szansa na coś nowego.

Poczekamy też na wyniki ruchu Obywatele (he he) do Senatu. Jego sukces zasmuciłby mnie bardzo...

No i wreszcie Ruch Palikota.
Błędem byłoby widzieć jego sukces jako fanaberię 'gimbusów', kupioną pieniędzmi milionera. Palikot udowodnił, że antyklerykalizm ma polityczny potencjał. Pokazał - mam nadzieję posłom PO i PSL - że nie trzeba bać się kościoła katolickiego. Pokazał, że można jednak wejść do sejmu spoza niego (a więc scena polityczna nie jest aż tak zabetonowana jak twierdzili na przykład ludzie z okolic Krytyki Politycznej). Pokazał wreszcie - i to mnie oczywiście niepokoi - że radykalny indywidualizm jest w Polsce bardzo silny. Z drugiej jednak strony, Palikot deklaruje poparcie dla programu Polski 'społecznej', może trzeba chwilę poczekać by zobaczyć co to może znaczyć... w końcu nie jednym Palikotem (mimo wszystko) Ruch Palikota stoi...

Marzenia (mało realne, zdaję sobie sprawę)?
Że PO powoli przesuwa się na lewo, odrzuca neoliberalizm i zaczyna być nowoczesną (nieklerykalną) chadecją.
Że z resztek SLD i lewicy RP (bo prawicę 'kupi' PO) powstaje zaczątek mocnej, zrywającej z dogmatami 'trzeciej drogi' lewicy, że poza parlamentem powoli rośnie ruch społeczny domagający się sprawiedliwości, chcący budować demokratyczną, inkluzywną wspólnotę, odbierający głosy PiSowi, który powoli zamienia się w sektę smoleńską.

Wreszcie, że płynność kapitału ulega zamrożeniu na poziomie miast i życia poszczególnych wspólnot, że zamiast generowania zysku ważniejsze staje się zaspokajanie potrzeb, że mieszkanie staje się prawem, a nie towarem, że pieniądz staję się heterogeniczny i związany z życiem i czasem... no ale to jest program na następne wybory. Praca zaczyna się jutro, dziś można już powoli iść spać.

23:03, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (11) »
środa, 05 października 2011
574. woda na młyn czy do koryta?
Informacje o tym, że kościół katolicki wraz z prywatnym deweloperem chce w Warszawie zbudować 180 metrowy wieżowiec pewnie dostarczą Palikotowi kilku głosów. Jego lista 'PiSowskiej 5 kolumny w PO' wraz z opinią Terlikowskiego o możliwości wsparcia PiSu przez grupę posłów Platformy kwestionuje deklaracje premiera Tuska o tym, że jedynie PO jest gwarancją, że PiS do władzy nie wróci. Problem w tym, że nikt takiej gwarancji nie daje. Każda partia jeśli poczuje w tym swój interes rząd PiSu jest w stanie poprzeć. Palikot oczywiście też nie daje anty-PiSowskiej gwarancji, a przykład wspomnianego powyżej wieżowca pokazuje potencjalny konflikt pomiędzy antyklerykalnym sentymentem, a ultra-kapitalistycznym ideowym rdzeniem tej partii. Nawet więc jeśli RP Kaczyńskiego rzeczywiście pod żadnym warunkiem nie poprze, to równocześnie nie ma gwarancji, że będzie czymś więcej niż głosem antyklerykalnego populizmu, milknącym nagle, gdy w grę będą wchodziły wielkie pieniądze.

Napisałem kiedyś w notce 'antyklerykalizm który nadchodzi', że naśmiewać się ze starszych pań tańczących na Krakowskim Przedmieściu jest łatwo, pozbawić kościół katolicki finansowych przywilejów jest o wiele trudniej. Kulturowy antyklerykalizm jest łatwy, prawdziwa lewicowość jest wyzwaniem.

Ruchy radykalnie lewicowe powoli w zachodniej Europie zaczynają się odbudowywać, ostatnie wybory w Danii przyniosły spory sukces wyraźnie antykapitalistycznej lewicy (fajnie byłoby móc zagłosować na tę panią). Palikot jest typowo wschodnioeuropejską anomalią.
Pokazał jednak, że antyklerykalizm ma polityczny potencjał. Pytanie tylko czy jest to antyklerykalizm pogardy, czy antyklerykalizm jako domaganie się sprawiedliwości. Etyczny odruch jest rdzeniem tego co dzieje się na ulicach Hiszpanii, Portugalii, Grecji czy Nowego Jorku. To jeszcze nie jest polityka, jeszcze nie wiadomo, co z tego miałoby wynikać, jednak jasnym jest, że lud domaga się sprawiedliwości i uczciwości. Podobnie jak wielu wyborców PiSu. Podobnie jak wielu wyborców Palikota. Kilku SLD? Może nawet ktoś głosujący na PO?

Zawsze jest miejsce dla lewicy tam, gdzie dzieje się ludziom krzywda, gdzie dzieje się niesprawiedliwość. Rdzeniem lewicowości jest wspó-łczucie. Współ-czucie buduje wspólnotę.

Czas dla lewicy w Polsce (i na świecie) nadchodzi. Chyba czas przestać się jedynie przyglądać.
09:12, krzysztof_nawratek , inne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 października 2011
573. wrażliwość społeczna PiSu
Wśród szczerych lewicowców (zarówno tych 'bardziej postępowych', spod znaku KP jak i tych 'konserwatywnych' spod znaku Obywatela) przez długi czas panowało przekonanie, że PO to czysty neoliberalizm, lecz w PiS elementy pro-społeczne jednak istnieją.
Cóż, porównując poglądy kandydującego z PO do senatu z okolic Poznania Jana Filipa Libickiego z kandydującym do sejmu z miasta Poznania z PiS Tadeuszem Dziubą, rzeczywiście bardziej chadecki i umiarkowany wydaje się kandydat PiS. Libicki to katolicki i neoliberalny ultras (swoją drogą interesujące połączenie, nieprawdaż? Sporo takich sierot po korwinizmie się w polskiej polityce pęta).

W rzeczywistości jednak, PiS jest tak samo neoliberalny jak PO (albo i bardziej), tylko ma słabiej wykształconych (mimo stopni naukowych) kandydatów.

Dziś rano dostałem mejla (dziękuję WT) z niezwykle ciekawą wypowiedzią p. profesor (poczytajcie sobie czego ta pani jest profesorem, a zwątpicie w polską socjologię) Józefiny Hrynkiewicz, kandydatką PiSu do sejmu na temat gentryfikacji.
Odpowiadając na pytania skanera miejskiego, przygotowane przez Kongres Ruchów Miejskich, p. profesor powiedziała:

Dobre przykłady rewitalizacji można czerpać z Irlandii. Z dzielnicy rewitalizowanej wysiedla się wszystkich mieszkańców, a po zakończeniu projektu zmienia się funkcje dzielnicy i skład jej mieszkańców. W ten sposób miasto zyskuje "nowy" atrakcyjny obszar miejski, a dawni mieszkańcy zajmują inne miejsca w przestrzeni miejskiej. Pozwala to przekształcić dzielnice zaniedbane, nieatrakcyjne, czasem też niebezpieczne na tereny bardzo atrakcyjne dla mieszkańców. Warto skorzystać z takich doświadczeń.

Nic nie ściemniam (no chyba że GW kłamie) - ta pani naprawdę tak powiedziała! Nie bardzo wiem, o jakich przykładach ta pani myśli, bo te które ja znam (mimo wszystkich uchybień) jednak starały się nie robić ludziom większej krzywdy niż to niezbędnie konieczne (charakterystyczne są tu przykłady regeneracji Fatimy czy Ballymun). Mam więc wrażenie, że p. Hrynkiewicz nie ma zielonego pojęcia o czym mówi. A wezwania do 'class cleansing' to bardziej Wielka Brytania z rządzącymi kolegami PiSu z Partii Konserwatywnej. Irlandia to jednak inna bajka...

Jeśli więc rozważaliście głosowanie na tę panią - to zastanówcie się jeszcze raz. Jeśli jesteście szczerymi, zdziczałymi neoliberałami, to może już lepiej na Korwina? Jak już, to już... bez kompromisów.
A jeśli tlą się w was resztki chrześcijańskiej miłości bliźniego (albo po prostu przyzwoitości), to w zasadzie każda inna partia w zależności od kulturowych smaczków, powinna wam odpowiadać.
10:58, krzysztof_nawratek , miasto
Link Komentarze (17) »
niedziela, 02 października 2011
572. Hoffman wzywa do rewolucji!
"Gdy patrzy się na obraz Polski wyłaniający się Bitwy warszawskiej, aż się chce krzyknąć: „Niech wreszcie przyjdą ci bolszewicy (Niemcy, Marsjanie, reptilianie, ktokolwiek), wszystko to zaorają, zniszczą – przynajmniej skończy się ta upokarzająca nas, skropiona wodą święconą operetka”.

Może właśnie o to chodzi?
Hoffman doprowadza katolicko-arystokratyczno-patriotyczną narrację (bo nie jest to narracja jedynie polskiej prawicy, w opowieściach o babciach haftujących serwetki w dworkach na Ukrainie - "komu to przeszkadzało, no komu?" - specjalizuje się między innymi Gazeta Wyborcza) do takiego absurdu, że już nikt nie jest w stanie tego wytrzymać? Nadszedł więc czas by ją wreszcie odrzucić? A z nią wszystko co się z nią przez ostatnie (niemal) sto lat splątało?

Recenzja Bitwy Warszawskiej 1920 autorstwa Jakuba Majmurka wyjątkowo smaczna. Nie ma to jak zdrowa, szczera emocja.
12:20, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (2) »