Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
Kategorie: Wszystkie | Chiny | architektura | dywagacje | hipotezy | inne | making people angry | miasto
RSS
piątek, 12 października 2012
668. demonstracja lokatorska
CO: Demonstracja lokatorska szlakiem gentryfikowango Łazarza oraz spotkanie z prof. Margit Mayer.

KIEDY: 20 października 2012, godzina 13:00

GDZIE: Poznań, ulica Stolarska 2

Jeśli jesteście w okolicy, powinniście koniecznie się wybrać. To nie jest sprawa lokalna i tak naprawdę, nie dotyczy tylko mieszkańców zagrożonych gentryfikacją dzielnic, to jest część walki o sprawiedliwe, ludzkie miasto. Wszyscy na Stolarską!
20:44, krzysztof_nawratek , miasto
Link Dodaj komentarz »
667. autorytarny, samoznoszący się impuls
To Wam się raczej nie spodoba...

"Mówię tu tylko tyle, że w pewnych warunkach autorytarny impuls może być bardzo korzystny dla budowania podmiotowości miasta i stworzenia wspólnoty, która będzie zdolna do wzięcia odpowiedzialności za siebie i za miasto. To nie jest więc próba budowania autorytarnego systemu, a przekonanie, że silna, autorytatywna władza może czasem wykształcić demokratyczną i egalitarną wspólnotę. Trzeba tylko zaznaczyć, że to twierdzenie na razie nie znajduje swojego potwierdzenia w Polsce."

Całość TUTAJ.
08:17, krzysztof_nawratek , miasto
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 października 2012
666. do tych, którzy współ-czują
Chciałem zatytułować ten wpis 'do przyjaciół z niezdziczałej prawicy', ale uświadomiłem sobie, że takich już nie ma... więc spróbujmy szerzej. Miesięcznik Znak w końcu 'uwolnił' mój tekst o polskich wojnach aborcyjnych i najwyraźniej tekst budzi wciąż emocje, bo wskoczył na drugie miejsce najpopularniejszych artykułów tego miesięcznika (w sieci). Nie było z nim zbyt wielu polemik - Michał Łuczewski zasugerował, że jestem głupi, więc nie warto ze mną dyskutować; Krzysztof Mazur dał do zrozumienia, że tekst jest głupi, więc nie warto z nim polemizować, Andrzej Leder niby polemizował, ale w zasadzie się zgadzał... fb pozostał obojętny i jedynie Maurycy Kos napisał o moich 'księżycowych rojeniach'.

Może jeszcze powinienem zaczekać, mieć nadzieję, że ktoś podejmie z moim artykułem polemikę... uprzedzę (lub pomogę) ewentualnemu dyskutantowi i dopowiem o czym - moim zdaniem - ten tekst jest [a przy okazji napiszę coś w rodzaju manifestu].

Ten tekst oczywiście nie był o aborcji jako takiej, lecz o wojnie wokół ustawy antyaborcyjnej, jako symptomie sporu o przyszłość polskiego społeczeństwa. Teza, jaką stawiam jest prosta i zawiera się w tytule: 'Obrońcy hierarchii i grabarze tego co wspólne'. Bynajmniej jednak nie twierdzę, że prawica to jedynie obrońcy hierarchii, a lewica to grabarze tego co wspólne. Myślę, że obie strony są przeżarte indywidualistycznym liberalizmem i zarówno polska prawica jak i lewica to grabarze wspólnoty.

W deklaracjach, prawica się do tego raczej nie przyzna i być może przed sobą również będzie udawać, że wspólnota jest dla niej ważna. Może i jest, problem jedynie polega na tym, jak tę wspólnotę prawica sobie wyobraża. Krzysztof Mazur nie pozostawia złudzeń i twierdzi, że wspólnotę trzeba budować w oparciu o "prawdę absolutną uznawaną przez wszystkich". Wizja prawicy to korwinistycznie zdemolowane 'społeczeństwo' konkurujących ze sobą jednostek, trzymane razem autorytarną "prawdą absolutną" (egzekwowaną tradycyjnie przez państwowy aparat opresji + zideologizowany kościół katolicki). Autorytarna siła jest więc fundamentem przyszłej, wymarzonej przez prawicę Polski (i trochę już Polski dzisiejszej, by wspomnieć jak szybko policja reaguje by usunąć skłotersów, a jaka jest bezradna, gdy ktoś lokatorów dręczy).

Lewica najwyraźniej już zupełnie się poddała i jedyne co ma, to liberalne wyobrażenie neutralnego prawa, które rozdziela tych, którzy nigdy się nie dogadają. Jak z aprobatą o kordonach policyjnych rozdzielających zwaśnione strony pisze Andrzej Leder, czy Maurycy Kos "Chodzi bowiem o prawo [lex], które w Polsce powinno być zdecydowanie inne niż jest, ale nie dlatego, że dojdzie do uzgodnień aksjologicznych, ale dlatego właśnie, że takich uzgodnień nie ma".

I w ten sposób liberalna wizja państwa w przedziwny sposób splata się ze schmittiańską wizją polityki... której hołduje cała prawica i coraz większa część lewicy.

Mój tekst o wojnach aborcyjnych (a także moja najnowsza książka) odrzuca taką wizję. Jak staram się to tłumaczyć w kilku wywiadach - uważam za polityczne to co splata, a nie to dzieli. Politykę uznaję więc za uniwersalistyczną praktykę zmierzającą do integracji tego co zwaśnione i podzielone. Nie w imię totalitarnej 'prawdy, uznanej przez wszystkich' lecz w drodze heterogenicznej narracji, starającej się uznać całość bytu. Przedstawiam więc projekt polityczny, który nie może spotkać się ani ze zrozumieniem, ani tym bardziej z poparciem tych wszystkich, którzy uznają walkę i koncepcję wroga za fundament polityczności.

Będę deklarował ten projekt jako lewicowy, choć wielu na lewicy się oburzy. Również dlatego, że wbrew temu, co ostatnio opowiada Dorota Masłowska, bycie lewicowcem jest wciąż w Polsce czymś niestosownym. Emancypacja kobiet, uspołecznienie własności, równouprawnienie prawne różnych form związków pomiędzy ludźmi są lewicowymi postulatami i zarazem realizują moją wizję totalnego inkluzywizmu.

Jednak fundamentalnym argumentem za opowiedzeniem się za lewicą jest najprostszy etyczny impuls współ-czucia.
Choć rzadko zgadzam się z Kingą Dunin, tu przyznaję jej całkowitą rację.


___
17:37, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Komentarze (2) »
sobota, 06 października 2012
665. Plymouth - Ursus: 22-31 października
Ogłoszenie:
Od 22 do 31 października będę z moimi studentami (2gi, ostatni rok, studiów magisterskich) w Warszawie, a konkretnie w Ursusie.



(informacja z najnowszego Notesu na 6 Tygodni, w którym - przypadkowo - rozdział mojej najnowszej książki).

Wszystkich, którzy chcieliby się spotkać lub - tym bardziej - pomóc w projekcie, proszę o kontakt. W projekcie uczestniczy dr Michelle Adams, dyrektor Dalhousie’s Eco-Efficiency Centre na Dalhousie University w Kanadzie.

'Przy okazji' tego pobytu w PL będę też się spotykał w związku z wydaniem 'Dziury w całym': 23 w Warszawie, również (jeśli nic się nie zmieni) w Gdańsku i Łodzi. Spotkania organizuje Krytyka Polityczna, będą się odbywały w jej klubach, szczegółowe informacje więc na jej stronach.

26go października w MSN wezmę też udział w dyskusji o mieście post-kapitalistycznym. Niestety, w związku ze śmiercią Neila Smitha, w dyskusji weźmie udział jedynie Fran Tonkiss i ja. Dyskusje prowadzi Kacper Pobłocki.

Do zobaczenia!
13:46, krzysztof_nawratek , miasto
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 września 2012
664. maszyny antypaństwowe
KK przywiózł mi z PL "Maszyny Wojenne" Piotra Laskowskiego. Porządną recenzję tej książki możecie przeczytać tutaj, ta notka - jak zwykle - to tylko garść luźnych, osobistych refleksji.

Zacznę od ostatnich zdań książki. Laskowski pisze, że w latach 30tych najpierw rząd faszystowskich Włoch, a potem stalinowskiego Związku Radzieckiego proponowały wystawienie pomnika na (zaniedbanym) grobie Sorela. Laskowski komentuje to tak:

"Obie propozycje zostały odrzucone przez rodzinę, która poinformowała, że "uważa grób za prywatną sprawę, która nikogo nie powinna obchodzić". W tej odpowiedzi ujawnia się duch samego Sorela, zawsze osobnego i wciąż czekającego na spadkobierców, którzy nie ulegną pokusie zaprzężenia jego myśli do pracy w urządzeniach jakiejkolwiek władzy, w aparatach jakiegokolwiek państwa".

Trudno się dziwić, że Piotr Laskowski, autor "Szkiców z dziejów anarchizmu", czyta Sorela w taki antyinstytucjonalny sposób. Nie podejmę dyskusji z takim odczytaniem polemiki, bo to Laskowski przeczytał Sorela nie ja, a ja Laskowskiemu ufam, że zrobił to porządnie. Jeśli więc z kimś chciałbym się spierać, to z samym Sorelem, poprzez książkę Laskowskiego.

W myśli Sorela jest wiele intuicji i elementów, na które nie można nie patrzeć z sympatią. Przede wszystkim jego przywiązanie do doświadczenia, do konkretu, do pragmatycznego (w filozoficznym znaczeniu) podejścia do prawdy. Również przekonanie, że w pracy i poprzez pracę rodzi się myśl i otwiera się możliwość przekroczenia siebie, przekroczenie życia. Laskowski pisze "...jego aspiracją było zawsze, by czuć rzeczywistość robotniczego życia, by myśląc "czuć ciężar pługa i opór roli"".

Ta fascynacja pracą i doświadczeniem łączy się z niechęcią wobec "arystokracji umysłu". Tu pozwolę sobie na osobistą dygresję - czytając te fragmenty książki, przypomniały mi się krytyki niektórych "humanistów", którzy odrzucając moje książki (szczególnie najnowszą), odmawiają mi (jako nie-humaniście) prawa do teoretyzowania, do kontekstualizacji. W tych krytykach słychać ten pobłażliwy - ukryty czasem pod słowami sławiącymi doświadczenie - ton: 'zajmij się projektowaniem budynków, myślenie zostaw nam'.  Cóż... niedoczekanie. I bynajmniej nie podzielam tu stanowiska Sorela, uznaję wartość 'czystego' myślenia i spekulacji. Nie akceptuję jedynie paternalistycznego przyporządkowywania do określonej roli, siły używanej jedynie do obrony istniejących hierarchii.

Fascynacja ciężką pracą (jakie to śląskie!) prowadzi Sorela do "pochwały stabilnych społeczności, żyjących w zgodzie z tradycją, nieoderwanych od doświadczenia." Również pochwały "tradycyjnej", patriarchalnej rodziny, z podporządkowaną mężczyźnie pozycją żony-matki. To jest bardzo interesujący wątek w myśleniu Sorela, ponieważ ujawnia się tu kwestia skali. Pozostając rewolucjonistą w wymiarze "makro", Sorel nie tylko akceptuje, ale i wychwala mikro-urządzenia, oparte o tradycję i przemoc - fascynuje się kościołem katolickim, tworzy idea cite, jako wydzielonego z logiki świata 'zakonu'. Te fragmenty myśli Sorela są dla mnie najciekawsze - jego pojęcie diremption, czyli "przerwanie discours parfait, jako metodę rozpoznania każdego zjawiska społecznego w jego pojedynczej, samoistnej odrębności, jako formy, w której przejawia się twórcza praca konkretnej idei" Laskowski zestawia z "wydarzeniem" Alaina Badiou (tu również pojawia się sorelowska fascynacja cudem), a w wymiarze politycznym z Tymczasowymi Strefami Autonomicznymi Hakima Bey'a.

Te fragmenty dotyczą przede wszystkim pytania "w jaki sposób może dokonać się zmiana". Sorel skupia się na wydzieleniu, na mniejszości, na autonomii, które admiruje, panicznie wręcz obawiając się przejścia w "większość", zastygnięcia w hegemonicznym "urządzeniu". Tu ujawnia się - moim zdaniem - słabość zarówno Sorela jak i większości myślicieli ponowoczesnej, anarchizujących i anty-instytucjonalnej lewicy (przede wszystkim Deleuzego). Wbrew bowiem intencjom, nie jest ona w stanie pomyśleć i dokonać zmiany. Laskowski twierdzi, że krytyka Benjamina i Schmitta, że "co pozostaje po anarchicznym wyzwoleniu, nie ma własnej jakości i albo zostanie zagospodarowane na nowo, albo pozostawione biologicznej egzystencji" nie dotyczy Sorela. Moim zdaniem jednak sam sobie zaprzecza, pisząc: "Filozofia Sorela nie szuka możliwości skoku do innego świata, potencji bez aktu. Żyje, czując chłód kamieni i rozgrzane brzegi wysp." Pochwała opresyjnej, patriarchalnej rodziny dowodzi, że wbrew pozorom, Sorel jest myślicielem reakcyjnym, nawet jeśli nie para-faszystowskim, to antycypującym wiele elementów myślenia niemieckich konserwatywnych rewolucjonistów. Był jednym z tych leninowskich "pożytecznych idiotów", którzy pełni dobrych chęci, przygotowują grunt pod coś, czemu całe życie się przeciwstawiali.

Być może moje odczytanie Sorela poprzez książkę Laskowskiego jest całkowicie błędne - zaprzecza przecież temu, jak sam Laskowski poglądy Sorela rekonstruuje. Najłatwiej więc, samemu wyrobić sobie zdanie, sięgając po książkę Piotra Laskowskiego . Zdecydowanie warto! To jedna z tych pozycji, która wykonując wspaniałą intelektualną pracę rekonstrukcji czyiś poglądów, idzie dalej, czytając jednego myśliciela poprzez innych - nie pozostawia więc czytelnika obojętnym, lecz zmusza i prowokuje do dyskusji i sporu. Bardzo bardzo polecam.
_______
A to jeszcze dorzucę soundtrack do tej notki... tak mi się jakoś skojarzyło...



Jak widać, nie tylko prawica może odwoływać się do mitu wojownika...
08:04, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Komentarze (2) »
piątek, 28 września 2012
663. wojny aborcyjne
Najpierw, miesiące temu, na długo zanim mój tekst się gdziekolwiek ukazał, Michał Łuczewski opublikował polemikę z moim tekstem. Ukazała się w sieci - wszyscy mogli się z nią zapoznać.

Potem, w sieci ukazała się polemika Krzysztofa Mazura.

Wreszcie, od dziś (a może od wczoraj?) dostępny jest w sieci - w całości - tekst z którym te dwa powyższe polemizują.

Trochę to zabawne, trochę niesmaczne, ale ważne, że w końcu każdy kto chce, może sobie wyrobić własne zdanie.

[oczywiście w międzyczasie ukazał się mój tekst oraz polemika p. Mazura w druku, ale kto dziś czyta papierowe miesięczniki...]
20:33, krzysztof_nawratek , making people angry
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 września 2012
662. polityczność to nie walka (autopromocji cd)
To pewnie potrwa jeszcze przez kilka tygodni (jeśli pojawią się recenzje angielskiego wydania, to może i dłużej), z góry przepraszam jeśli kogoś to męczy. Ale z drugiej strony jeśli ktoś tu przychodzi, to może go/ją interesuje co mam do powiedzenia?

W każdym razie, w jutrzejszym Przekroju (podobno jeszcze trzy numery zanim przestanie być pismem lewicowym) długi wywiad z mną. Rozmawiają redaktorki pisma Miasta: Joanna Erbel i Marta Żakowska.

Dłuższy cytat, który moim zdaniem dobrze tłumaczy zamysł jaki stał za 'Dziurami w Całym':

"...Moja książka jest wielkim wezwaniem do inkluzywności, czyli włączania – pokazuję, że polityczność to nie walka i konflikt, lecz praca wkluczająca coraz to nowych, dotychczas wykluczonych aktorów.

M.Ż.: Jednocześnie jesteś daleki od skupiania się na osobistych relacjach między ludźmi. Zamiast o więziach piszesz o interfejsach. Czym są interfejsy?

– Wprowadzając kategorię interfejsu, chciałem odejść od szekspirowskiej perspektywy, którą można sparafrazować „miasto to ludzie" [to nie jest parafraza - to jest dokładny cytat z dramatu Szekspira ]. Miasto nie polega na tym, że spotykamy się na podwórku i spędzamy czas z sąsiadami z bloku. Oczywiście świetnie, jeśli tak się dzieje, ale współczesne miasto w dużej mierze funkcjonuje bez tego typu więzi społecznych. Ludzie, którzy nie mają przyjaciół, nie znają sąsiadów, nie lubią siedzieć w kawiarniach, też są przecież równoprawnymi mieszkańcami miasta! Być może taka osoba wpina się w inne struktury i jest na przykład najbardziej efektywnym urzędnikiem w jakimś departamencie, który sprawia, że dana restauracja czy klubokawiarnia może działać. Dlatego pisząc o interfejsach, starałem się opisać różne rodzaje relacji występujących nie tylko między ludźmi, ale również między ludźmi i instytucjami.

M.Ż.: Piszesz o tym zaniku wspólnoty o charakterze przedmiejskim, ale pokazujesz możliwość konstruowania wspólnot w nowym kontekście i konieczność odbudowania podmiotowości we współczesnych miastach.

– Tak, ja obsesyjnie wracam do idei, że miasto musi wykształcić swoją podmiotowość. Musi móc wpływać na swoją przyszłość. Do tego zadania można podejść w bardzo autorytarny i niedemokratyczny sposób. Wtedy miasto jest zredukowane do władzy, która sprawuje nad nim pełną kontrolę, i wtedy jedynym miejscem dla miejskich aktywistek jest więzienie. Natomiast, oczywiście, nie o takiej podmiotowości myślę. Raczej – przywołując być może nieoczywisty trop Ernsta Jüngera – myślę o „totalnej mobilizacji", o sytuacji, w której „każdy ruch ręką, choćby czyszczenie stajni z gnojówki, ma swoją rangę, o ile nie odczuwa się go jako abstrakcyjnej pracy, ale dokonuje się w obrębie większego i sensownego ładu". Zastawiam się, w jaki sposób my wszyscy możemy wykształcić nową wspólnotę, a więc i swoje miasta.

M.Ż.: Ważnym tematem twojej książki, który pojawia się już w jej tytule, jest pustka, „dziury w całym". Pokładasz w niej dużo nadziei i energii.

– Pustka ma dwojakie znaczenie. Negatywne, w sensie przerwania ciągłości. Pustką wtedy są na przykład strajki i manifestacje, czyli wszystko, co przerywa działanie kapitalistycznej maszyny. A z drugiej strony, pustka, „dziury", o których piszę, nie są puste. Jest to moment, w którym pojawia się coś nowego. Czymś takim może być na przykład skłot. Jest pustką, przerwaniem ciągłości kapitalistycznego systemu, która jednocześnie zaczyna wyznaczać pewną alternatywę w myśleniu o własności, o pustostanach. Na ile ta alternatywa jest w stanie się rozwinąć, to jest już inna kwestia.

J.E.: Czy po miejskiej rewolucji, której oczekujesz, będzie jeszcze miejsce na „dziury w całym"?

– Oczywiście! Rewolucja nigdy się nie kończy. Nie piszę tutaj o utopii, która jest jakimś stałym skończonym porządkiem. Nie wiem, co będzie po tej rewolucji. Nawet nie zaryzykowałbym tezy, że miasta wciąż będą istnieć. Może nie będą w ogóle potrzebne. Piszę o bardzo inkluzywnej wizji wspólnoty, ale zawsze coś jest „poza", zawsze ktoś jest w jakiś sposób wykluczony. Rewolucja zaś polega na ciągłym wkluczaniu tego, co jest „poza". Ten proces nigdy się nie kończy."

A całość w jutrzejszym Przekroju.
19:53, krzysztof_nawratek , miasto
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 września 2012
661. oczywiste miejskie oczywistości
Dziś Jaime Lerner zakończył wizytę w Plymouth. Spotkał się z naszymi studentami, którzy przez dwa dni pracowali nad projektem miejskiej (związanej z konkretnym miejscem lub konkretnym przestrzennym problemem) kampanii politycznej dla Plymouth. Fajna zabawa i bardzo interesujące propozycje [obrazki].

A potem Jaime przedstawił 'sześć idei dla Plymouth'. Nie powiedział nic, czego sami byśmy nie wiedzieli, ale to zupełnie inaczej brzmi, gdy pada 'z zewnątrz' i z ust kogoś, kto trochę rzeczy w życiu i w przestrzeni miast pozmieniał. Byli ludzie z lokalnych mediów, więc jest szansa, gdy my będziemy mówić to samo - będą nas słuchać.

Mówił więc przede wszystkim, że narracja 'miast przyjaznych inwestycjom' to bzdura - że najważniejsze jest 'dobre życie' mieszkańców (miód na moje serce - jak zresztą większość jego uwag), a inwestycje pojawią się tam, gdzie mieszkańcom żyje się dobrze. Mówił o infrastrukturze transportowej - że najpierw musi być autobus/tramwaj, który kursuje regularnie i jest dostępny dla wszystkich, a potem pojawią się pasażerowie. Mówił, że miasta które mają sprawny system komunikacji publicznej nie mają problemów z miejscami parkingowymi. Mówił o gęstości zabudowy (wieżowce w centrum Plymouth? - niektórzy lokalni politycy chyba pękliby z oburzenia), o mieszaniu funkcji i aktywności.

W końcu mówił o poczuciu dumy z własnego miasta i o tym, że wszyscy musimy się poczuć miasta częścią (prawo do miasta?). Mówił o swojej drodze - od aktywisty studenckiego do burmistrza (tu puszczam oko do przyjaciół - miejskich aktywistów).

___
Jako uzupełnienie - dziś pojawiła się recenzja Andrzeja w. Nowaka (fronesis) mojej książki. Jako żartobliwy komentarz do tego co Andrzej napisał powiem, że wczoraj dałem Lernerowi moją książkę, a dziś podszedł do mnie i powiedział, że czyta i mu się podoba. Może więc to co napisałem nie jest aż taka ucieczką od materialności i konkretu, jak Andrzej sugeruje i być może to jednak jest (nieświadoma) obrona swojego (filozoficznego) pola zawodowej aktywności? Nikt nie lubi kłusowników, a ja przecież filozofom i socjologom wszedłem w szkodę ;)
22:02, krzysztof_nawratek , miasto
Link Komentarze (1) »
piątek, 21 września 2012
660. ani słowa o zarabianiu pieniędzy
Wczoraj spędziłem niezwykle przyjemny dzień z Jaime Lernerem, jego asystentami i asystentką, pokazując trochę Plymouth, rozmawiając, Jaime konsultował też naszych studentów by wieczorem dać wykład (tu jego profil na TED, z linkiem do wykładu z 2008).


[jak widać, Jaime nie jest specjalnym fanem samochodów w mieście]

Dziś otrzyma on doktorat Honoris Causa naszego uniwersytetu, spotka się znów z naszymi studentami by w sobotę rano oceniać krótki projekt (warsztaty) nad którym właśnie pracują (więc pewnie jeszcze wrzucę notkę w sobotę by podsumować te trzy dni).

Wykład - jak można było się spodziewać - ciekawy i świetnie poprowadzony, jednak to co mnie najbardziej uderzyło, to różnica pomiędzy tym jak o mieście mówi 99% polityków (na przykład prezydentki Warszawy czy Łodzi, z którymi miałem okazję publicznie debatować jakiś czas temu) i Jaime Lerner.

Jaime nie mówił o tym, że należy oszczędzać i sprzedawać wszystko co miasto posiada (jest autorem bon mottu, że kreatywność zaczyna się, gdy z budżetu obetnie się jedno zero, a 'zielone miasto', gdy obetnie się dwa), nie mówił o przyciąganiu inwestorów ani o niczym co możecie normalnie usłyszeć od zaczadzonych neoliberalną nowomową polityków (nie tylko polskich). Jaime Lerner mówił o rozwiązywaniu problemów, o mieście dobrym do życia dla swoich mieszkańców, o społecznej różnorodności, o przezwyciężaniu klasowych podziałów, wreszcie - mówił o marzeniach, o 'wyśnionych miastach' ich mieszkańców.

Jaime Lerner to nie jest pięknoduch, fantasta śniący o utopiach. Jako mer Kurytyby pokazał, że lepsze, bardziej ludzkie miasto jest możliwe gdy przestaje się myśleć o tym jak zarabiać na mieście kasę, a zacznie się myśleć jak lepiej żyć.
Cholerny lewak ;)
08:28, krzysztof_nawratek , miasto
Link Komentarze (5) »
środa, 19 września 2012
659. trochę autopromocji
Przede wszystkim, dostałem właśnie mejla do mojego brytyjskiego wydawcy, że "Your book, Holes In The Whole, is now available in our main warehouses...". Nie ma jej jeszcze dostępnej na amazonie (jest wciąż jako pre-order) ale tam też powinna pojawić się wkrótce. Również w wersji na kindla. Póki co jest do nabycia na przykład TUTAJ. Książka pojawiła się też na głównej stronie wydawcy.

Pojawiły się dwie pierwsze recenzje polskiego wydania TU i TU, oraz  dwie rozmowy wokół książki TU i TU. "Dziury w Całym" dziś rano wciąż były na pierwszym miejscy w sklepie KP, możecie książkę zamawiać tam, lub w wielu innych księgarniach wysyłkowych. Podobno pojawia się też sporadycznie na półkach księgarni sieci Matras.
13:23, krzysztof_nawratek , inne
Link Dodaj komentarz »