Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
niedziela, 07 lipca 2013
717. nie ma mnie dla nikogo...
W przyszłym tygodniu, dzięki uprzejmości ASŁ, znikam do pracy. Do końca miesiąca mam zamiar pisać - przede wszystkim nową książkę (w tej chwili roboczy tytuł brzmi 'Wyprodukować rewolucję'), ale też skończyć tekst do naszej po-konferencyjnej książki o miejskiej re-industrializacji (który jest lekko zmienioną wersją tekstu o Jungerze, opublikowanym w ostatnim Autoportrecie) oraz (oczywiście inspirowany pisaniem ABR) tekst o Taubesie, Róży Luksemburg, Imperium, architekturze i rewolucji na moją pierwszą prawdziwie filozoficzną konferencję. Bardzo jestem szczęśliwy, że mój abstrakt został na nią przyjęty.

Ukazała się (dosłownie przed chwilą) kolejna recenzja 'Holes in the Whole' w piśmie Journal of Political Power, recenzja dość niechętna (ignoruje całkowicie idee 'dziury w całym', interfejsów oraz nie wspomina ani razu moich odniesień do Alaina Badiou, co jednak jest sporym osiągnięciem) ale pismo niezłe, a recenzja zawiera sporo cytatów (oczywiście specjalnie dobranych, jak ten na przykład: "In the context of the modern city, an organically organised society needs hard, authoritarian control structures sooner or later", czytelnik ma dojść zaraz do wniosku, że ja jakiś ultra-prawak jestem...), jest więc nadzieja, że nie-postmodernistów może 'przypadkiem' zachęcić, by po książkę sięgnęli. Nie ważne jak piszą, ważne, że piszą (?).

Na stronie Zachęty poświęconej przyszłorocznemu Biennale Architektury w Wenecji powinny za chwilę pojawić się dwie notki - jedna podsumowująca spotkanie z Remem Koolhaasem, wyjaśniająca jego główne idee na wystawę (szczególnie zachęcam do jej przeczytania i przemyślenia biorących udział w konkursie na wystawę w pawilonie polskim), druga notka to taki trochę CfP / CfA... jedna instytucja dyskusji nie zrobi - jest więc to wołanie o zaangażowanie.

Powoli z kilkoma znajomymi (m.in. z UK, Brazylii, USA, Niemiec i Australii) organizujemy nową 'lewacką' międzynarodówkę architektów - za parę tygodni powinniśmy być gotowi by to co robimy/chcemy zrobić upublicznić.

Nasz program (Master of Architecture) włączył się w Live Project Network, trzy nasze projekty obecne są na stronie. W październiku znów jedziemy do Polski, znów nas ktoś zaprosił (jesteśmy za to bardzo wdzięczni), tym razem zupełnie inna skala i inne problemy niż w zeszłym roku w Ursusie, już przebieramy nóżkami z radości, by się tym nowym projektem zająć.

Na koniec jeszcze troszkę o polskiej prawicy. Nieopatrznie chciałem być grzeczny i gdy pod moją fb_kową notką pojawiło się "Bauman to przestępca" nie zbanowałem autora, lecz starałem się delikatnie tłumaczyć, że "przestępca" to nie jest odpowiednie słowo, że bycie "stalinistą" to pogląd, a bycie "przestępcą" odnosi się do uczynków (chyba, że wierzymy w myślo-zbrodnie, ale to zazwyczaj prawica oskarżała lewicę, że ma totalitarne zapędy, a tu proszę...). Oczywiście jak grochem o ścianę. Jak napisał oski: "Był zbrodniarzem ponieważ wyznawał poglądy komunistyczne. W prostych głowach wychowanych przez prawicowe elity posiadanie takich poglądów pozbawia godności ludzkiej." To niestety jest fundamentalny problem z prawakami - albo nie chcą, albo nie potrafią myśleć poza ideologicznym schematem. Trochę to przerażające, bo jeśli nie można się z nimi porozumieć, to albo się od nich odseparujemy, albo to się skończy jakąś przemocą (ale to raczej oni nam wleją niż my im - nie tylko ze względu na liczebność, ale przede wszystkim na nowo-lewicową niechęć do przemocy). Zresztą, wydarzenia we Wrocławiu były takim starciem przemocy tłumu z przemocą państwa. Niektórzy na lewicy, ci o bardziej anarchistycznych ciągotach, się tego wstydzą - że jak to, policja musi nas bronić? Ja nie widzę tu żadnej niekonsekwencji - wręcz przeciwnie. Ja chcę państwa, które będzie chronić słabszych, będzie wspierało budowę i utrzymanie żłobków, szkół, przedszkoli, służby zdrowia. Oczywistym więc jest, że chcę też sprawnej, uczciwej policji, która przeprowadzi staruszkę przez jezdnie i nie pozwoli "czyścicielom kamienic" prześladować mieszkańców. Nie pozwoli też by naziole biły obcokrajowców czy usiłowały zerwać wykład. Tu nie ma co się krzywić, tu trzeba odzyskać państwo.

I tym optymistycznym akcentem się z Szanownymi Czytelniczkami i Czytelnikami tego bloga na jakiś czas żegnam. Miłego lata.
08:24, krzysztof_nawratek , inne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 czerwca 2013
716. 'autorytarny impuls' czyli mapa i wyobrażenie
Na portalu Nowe Peryferie ukazała się polemika z moim tekstem o 'Śląskiej Metropolii'. Autorka - Daria Gosek - swoim tekstem przywróciła mi wiarę w sens publicznej debaty, pokazała, że można napisać krytyczny tekst, który nie jest mordobiciem, a zaproszeniem do rozmowy. Myślę, że nie tylko większość polskich dziennikarzy czy znajomy filozof z Poznania (i jego koledzy i koleżanki) ale my wszyscy (ze mną włącznie, ofkors) moglibyśmy z DG brać przykład.

Tyle laurki.
Teraz polemika z polemiką (i postaram się utrzymać wyznaczony przez Darię standard rozmowy).

Podstawowym zarzutem Autorki wobec mojego tekstu, jest śląsko (czy wręcz katowicko)-centryczna perspektywa, która odrzuca i ignoruje interesy mniejszych miast. Jednym z elementów potwierdzających tę perspektywę, jest używana przeze mnie konsekwentnie nazwa 'Metropolia Śląska'. To jest oczywiście zasadny zarzut (zaraz się z niego będę - dziecinnie tłumaczył), przyznam z ochotą Autorce słuszność i nie miałbym żadnego problemu, by zmienić na 'Metropolię Śląsko-Dąbrowską'. Wydaje mi się wręcz, że wymowa mojego tekstu kwestionuje jego tytuł. Prawdę mówiąc nie miałbym nic przeciwko ani Metropolii Sosnowieckiej albo, bo ja wiem... Bojkowskiej? Mój błąd (a dziecinne tłumaczenie brzmiałoby tak - tekst został początkowo zamówiony przez kwartalnik Fabryka Silesia i zamówienie dotyczyło tekstu o 'Metropolii Silesia'. I ja tak bezrefleksyjnie przerobiłem to na 'Metropolia Śląska'.), biję się w piersi. Byłoby jednak błędem, skończyć dyskusje na źle użytych słowach czy nieprawidłowej nazwie. Tekst Darii Gosek to o wiele więcej, niż tylko spór o język.

Jedną z pierwszych dyskusji, jakie prowadzę z moimi studentami, to dyskusja o mapie. To w sumie bardzo prosta dyskusja dotykająca podstaw postmodernistycznej geografii - mapa jest pewnym rodzajem autorytarnego odwzorowania fizycznych elementów przestrzeni, jej geometrii, najczęściej (choć mapy też są różne) ignorująca indywidualne narracje zbiorowości zamieszkujących czy użytkujących dane terytorium. Jednym z najprostszych ćwiczeń, które napięcie pomiędzy mapą fizyczną a wyobrażeniem o przestrzeni jasno pokazuje, jest wykonanie tak zwanej mapy mentalnej. Prosimy naszych studentów bardzo często, by nam takie mapy mentalne rysowali (podobne ćwiczenie zrobiłem z działaczami regionalnych klubów KP na warsztatach, które prowadziłem w zeszłym roku), a ich wyniki porównujemy z 'oficjalnymi' i 'urzędowymi' odwzorowaniami przestrzeni.

Mapy mentalne są bardzo użytecznym narzędziem, są jednak całkowicie bezużyteczne dla jakichkolwiek projektów inżynierskich - czy to dotyczących infrastruktury (drogi, sieci etc.) czy samych budynków. Mapy mentalne są bowiem odwzorowaniem, mapy fizyczne (nazywane czasem w budowlanym żargonie 'podkładami') służą do komunikacji pomiędzy różnymi uczestnikami procesu projektowania. Nie znaczy to oczywiście, że mapa mentalna nie ma dla procesu projektowania znaczenia - wręcz przeciwnie, zwraca uwagę na nieoczywiste, często nie do końca mierzalne elementy przestrzeni. Polska Wiki nazywa takie mapy 'mapami wyobrażeniowymi'. Jednak funkcja mapy mentalnej jest funkcją krytyczną, natomiast podkład służy do tego, by nanosić na nim nowe obiekty i elementy.

Czasem jednak w sporze o śląsko-zagłębiowskie tożsamości warto spojrzeć na mapę fizyczną:

i zobaczyć jak w przestrzeni mają się do siebie Katowice, Sosnowiec, Będzin, Bytom czy 'duchowe, katolickie serce' Górnego Śląska - Piekary Śląskie.

Darię Gosek najbardziej niepokoi mój uniwersalistyczny autorytaryzm:
"Powstanie uniwersalnej, totalnej śląskiej tożsamości, która jednakże, jak zauważa Nawratek, byłaby narracją „nie odrzucając[ą] prawa jednostek do konstruowania swoich własnych, (prywatnych) historycznych opowieści”? Czy przekroczenie „klanowych, rodzinnych, narodowych i wszelkich innych więzów” nie oznaczałoby utraty przez mieszkańców poszczególnych miast ich związków z przeszłością i małą ojczyzną? Co z ich poczuciem przynależności, odpowiedzialności czy identyfikacji? Czy takie zatomizowane społeczeństwo (powiązane jedynie ideą mieszkania/pracowania na danym terenie) mogłoby nadal być nazywane społeczeństwem".

Ciekawe w tym fragmencie jest bardzo wąskie (powiedziałbym - konserwatywne?) definiowanie więzi społecznych opartych na historii i geografii. Idea 'małej ojczyzny' - moim zdaniem - w kontekście aglomeracji, czy każdego dużego miasta powinna być traktowana jednak z pewną rezerwą i zdecydowanie inaczej, niż w XIX wieku. Ludzie mieszkają w Sosnowcu czy w Katowicach niekoniecznie dlatego, że są śląskimi czy zagłębiowskimi patriotami, ale najczęściej z praktycznych przyczyn - cena mieszkania, atrakcyjność miejsca czy odległość do zakładu pracy. Czy to powoduje, że społeczeństwo przestaje istnieć? Czy jedyne możliwe więzi społeczne to rodzina i 'więzy krwi i ziemi'? Wielokrotnie już (również w 'Dziurach w Całym') usiłowałem pokazać, że zupełnie nie, że społeczeństwo jest/może być konstruowane w inny sposób, poza 'ziemią i krwią' czy 'lokalną tożsamością'. Zdecydowanie przeciwko takiemu sposobowi konstruowania Metropolii Śląskiej (czy Śląsko-Zagłębiowskiej) wymierzony był mój tekst!

Nie ma co ukrywać - mój tekst (moje myślenie) jest zanurzony w modernistycznej, uniwersalistyczno-autorytarnej(?) narracji (choć ja też odrobiłem zadanie domowe postmodernistycznej krytyki oświecenia), która wyżej stawia 'podkład' niż mapę mentalną (nie odrzucając jej jednak), która szuka uniwersalnych narracji, z podejrzliwością traktując pomysł, by "...skupić [się] na harmonijnym rozwoju miast województwa śląskiego i jego subregionów. Dopiero gdy miasta staną się partnerem dla dominujących w regionie Katowic będziemy mogli w sensowny sposób mówić o budowie Metropolii." Nie dlatego, bym miał coś przeciwko harmonijnemu rozwojowi wszystkich miast i miasteczek województwa śląskiego (wręcz przeciwnie!), lecz dlatego, że taka wizja wydaje mi się bardziej utopijna niż moje odgórne i 'technokratyczne' ('totalne') budowanie Metropolii. Autorka nie pokazuje, kto miałby ten harmonijny rozwój zapewnić, komu na nim miałoby zależeć?

Tu dochodzimy do najcenniejszego - z mojego punktu widzenia - elementu tekstu Darii Gosek. Moim zdaniem, pokazuje on niemożliwość postmodernistycznej polityki jako polityki sprawczości. Polityka postmodernistyczna, rezygnująca z meta-narracji, oparta na narracji fragmentu i mniejszości jest jedynie narzędziem krytycznym (bardzo ważnym, chroniącym przed totalitarnymi skłonnościami totalnych i uniwersalistycznych narracji), lecz nie jest i nie będzie zdolna by dokonać jakiejkolwiek pozytywnej, emancypacyjnej zmiany. W ocenie maja 68 (którego dziedzictwo widzę we współczesnej narracji lewicowej - szczególnie ruchu Occupy! i pochodnych, a również w tekście Darii Gosek) stoję zdecydowanie po stronie Althussera, nie Ranciere (mimo całej sympatii i szacunku dla obu tych filozofów). 'Mapa' musi być korygowana przez 'wyobrażenie', ale to  'podkład' a nie 'mapa mentalna' pozwoli nam zbudować lepszy świat.

16:30, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (1) »
środa, 26 czerwca 2013
715. lustrańci
Skończyłem właśnie czytać wywiad-rzekę z Jerzym Urbanem (ciekawe fragmenty, ale zupełnie niewiarygodne wyjaśniania 'dlaczego zostałem rzecznikiem'. Czyżby jednak były rzeczy, których się JU wstydzi?), w którym mówi on, że jego ulubionym myślicielem jest Zygmunt Bauman. No cóż, jeśli Urban lubi Baumana, to przecież wszyscy 'przyzwoici ludzie' (już nawet nie tylko 'prawdziwi Polacy') powinni się Baumana wystrzegać, czyż nie? Urban wszak to czyste zuo!

To co Urban mówi z wywiadzie nie jest ani specjalnie szokujące, ani też nie odkrywa jakichś nieznany szczegółów z historii PRLu i 'pierwszej Solidarności' (choć jak słusznie zauważyła K. opis wprowadzenia stanu wojennego można podsumować jednym słowem: "dziadostwo!"), generalnie książka smutna, bo pokazująca przerażającą miernotę polskich klas politycznych (ze wszystkich stron barykady) niemal 'od zawsze'. Polscy politycy i ekonomiści nie mieli pojęcia o polityce i gospodarce. Mam wrażenie, że im to zostało do dziś...Pokazuje też Urbana jako kogoś, kogo nie warto było w stanie wojennym nienawidzić... to trochę tak, jakby dziś nienawidzić jakiegoś Bosaka czy innego Zawiszę...

Wróćmy jednak na chwilę do Baumana. Nie jestem do końca przekonany, że warto na temat tego, co stało się we Wrocławiu dyskutować, lecz z drugiej strony, jeśli uznamy, że nic się nie stało i że skandaliczne stanowisko białostockiej prokuratury też jest OK, za chwilę obudzimy (a raczej - wy się obudzicie...) w kraju, w którym chyba jednak większość z Was nie chciałaby się obudzić.

Wydarzenia we Wrocławiu mają kilka wymiarów. Z jednej strony pokazują konsekwencje 'antykomunistycznej' edukacji, przy pomocy której, polska prawica wyprała mózgi polskiej młodzieży w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Symetria nazizm-komunizm stała się ogólnie przyjętą prawdą, w związku z tym Bauman jest gorszy niż Heidegger.

Jestem w połowie książki 'Broniewski - Miłość, wódka, polityka' i tak sobie myślę, że polska młodzież, szczególnie ta zamawiająca pięć piw, powinna tę książkę przeczytać. Postać Broniewskiego mogłaby jej się spodobać - twardy żołnierz, legionista, odznaczony orderem Virtuti Militari, kobieciarz i... komunista. Więziony i prześladowany zarówno przez sanacyjną Polskę jak i przez NKWD. Książka ta pokazuje również czym był i wciąż jest komunizm (i dlaczego owa symetria nazizm-komunizm jest fundamentalnie błędna) - marzeniem o lepszym, sprawiedliwym świecie. Sprawiedliwym i lepszym dla wszystkich. W taki komunizm wierzył i takiego pragnął Broniewski i wielu polskich przedwojennych komunistów; takiego komunizmu nie zbudował Związek Radziecki, takiego komunizmu nie było też w PRLu, choć ani ZSRR ani PRL nie zasługują na całkowite i bezwarunkowe potępienie... (z poglądem tym nie zgodziłbym się pewnie pod koniec lat 80tych i na początku 90tych - jeśli ja zmądrzałem, to może i - przynajmniej niektórzy - młodzi polscy prawicowcy nie są bez szans na nawrócenie?).

Wróćmy jednak znów do wydarzeń we Wrocławiu. Reakcje prawicowych polityków i 'intelektualistów' rzeczywiście boleśnie przypominają to co wyprawiała niemiecka konserwatywna prawica tuż przed dojściem Hitlera do władzy. Ja też nie lubię argumentu 'ad Hitlerum', a szczególnie źle znoszę mieszanie niemieckiego nazizmu z włoskim faszyzmem; problem jednak w tym, że wśród drących ryja kiboli (również z tytułami profesorskimi), subtelność intelektualnych rozważań Giovanniego Gentile naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Mamy też - po raz kolejny - dowód na hipokryzję prawicy, która bynajmniej nie osądza tego co ludzie czynili, lecz używa i interpretuje przeszłość w zależności od tego co ludzie mówią i czynią dziś. Jeśli więc dziś jesteś prawicowym politykiem czy 'intelektualistą' - wszystkie świństwa z twojej przeszłości ulegają zamazaniu, jeśli natomiast nie jesteś prawicowcem - wszystkie twoje czyny zostaną prześwietlone i zinterpretowane na twoją niekorzyść.

Ta postawa nie jest jednak jedynie przypisana polskiej prawicy - obrzydliwy przykład z lewej strony dał Jaś Kapela pisząc donos na Szczepana Twardocha, gdy ten nie przyjął propozycji by dla KP pisać. Wiem wiem - tu nie ma związku przyczynowo-skutkowego, to czysty przypadek następstwa niezwiązanych ze sobą wydarzeń... Na tymże portalu KP strategią lustracji popisała się też jakiś czas temu Kinga Dunin prowadząc swą prywatną wojnę z Agatą Bielik Robson.

I właśnie owa lustracyjna mentalność wydaje mi się jednym z trzech największych problemów polskiej debaty publicznej (obok jej prostactwa oraz niechęci do wysłuchania przeciwnika; czwartym, drobniejszym choć bardzo popularnym w internetowych 'dyskusjach' jest ignorowanie całości tekstu i wyciąganie poszczególnych fraz i zdań). Lustracyjna mentalność nie tylko jest czymś wyjątkowo małostkowym i podłym, lecz jest z gruntu niechrześcijańska. I piszę to serio, bynajmniej nie ironicznie. Lustracyjna mentalność odrzuca bowiem możliwość nawrócenia, odrzuca możliwośc zerwania i zaprzeczenia. Zakłada nierozerwalną ciągłość naszego życia, homogeniczność historii i bezwględny związek pomiędzy każdym ludzkim słowem i czynem. Lustrańci to oczywiście sekciarze, głoszący poglądy kłamliwe, niemające nic wspólnego z rzeczywistością. Lustrańci są więc symptomem bardzo ciężkiej i śmiertelnie niebezpiecznej choroby (ściśle związanej z TINA) - fakt, że ulegają jej całkowicie Polacy Pięciu Piw powinno otrzeźwić (jeśli nie zrobiły tego inne fakty) tych lewicowców, którzy wciąż zdają się widzieć w nich rewolucyjny, anty-kapitalistyczny potencjał.

Może właśnie dlatego, potępienie z 'kapitalistycznego jądra' zawsze będzie nieszczere...

_____

I jeszcze trzy ogłoszenia:

Jak już pisałem na fb, poszukuję ekonomisty/stki (może być nawet łebski student/ka), która czytała z zaciekawieniem moją ostatnią książkę i uważa, że można niektóre idee w niej zawarte popchnąć dalej. Oprócz korwinistów-balcerowiczystów jestem w stanie rozmawiać z każdym.

Artykuł na temat naszego (moich studentów) projektu dla Ursusa można przeczytać tu.

Mimo tego, że moja macierzysta uczelnia, nigdy mnie na żaden wykład czy spotkanie nie zaprosiła, to 'chwali się' mną jako swoim absolwentem. Zabawne, ale jednak miłe.
20:29, krzysztof_nawratek , inne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 czerwca 2013
714. od przemocy po sabotaż
Nie pisałem od pewnego czasu, zbyt dużo się działo. Ale teraz trochę się uspokoiło, więc jest czas na krótkie podsumowanie.
Zacznijmy od debaty w Krakowie, w ramach ArtBoom, która odbyła się pod tytułem 'Dobra Przemoc'. To było bardzo interesujące spotkanie - nie wiem na ile ważne było moje wprowadzenie, nie jestem przekonany, że powiedziałem coś, o czym zebrani (ludzie robiący w PL festiwale artystyczne, przede wszystkim festiwale sztuki w przestrzeni publicznej) nie wiedzieli, ale czasem dobrze jest coś powiedzieć na głos.

Mówiliśmy więc o tym, że przestrzeń publiczna nie jest neutralna, mówiliśmy o problemie partycypacji w mieście, w którym mieszkańcy i użytkownicy przestrzeni to rozdzielne zbiory, mówiliśmy wreszcie o polityce i instytucjach.

W kuluarach odbyłem bardzo ciekawą dyskusję na temat 'partycypacji i demokracji niewerbalnej', którą łatwo sobie wyobrazić przy projektowaniu (zamiast dyskutować - projektujmy), ale ilość problemów i wyzwań, które się pojawiają jest ogromna. Jest to jednak fascynujący problem i być może uda się tę dyskusję kontynuować.

Następnie moi studenci oddawali swe finałowe projekty (Ursus: Miasto Przemysłowe 2.0). Wiele absolutnie fascynujących prac - od dość klasycznego traktowania architektury w projekcie Fontasa, który zaproponował budynek uczący o różnych relacjach władzy

Przez projekty zmagające się z różnymi sposobami produkcji wiedzy, po całościową wizję samo-wystarczających wspólnot produkcyjnych (gdzie produkowana jest również żywność) o roszczeniu uniwersalistycznym w projektach Chrisa czy Dana



W końcu, przyjmując projekty dla Ursusa jako punkt wyjścia, miała miejsce w Plymouth konferencja 'Re-Industrialisation and Progressive Urbanism'. Kto nie był, niech żałuje. (kto nie mógł - tutaj skrótowa relacja Suzanne). Prezentacje były z różnych stron, bardzo techniczne i dość teoretyczne (moja o 'Robotniku' Jungera, która powtarzała tezy z tekstu w Autoportrecie spotkała się ze zrozumieniem klasycznych marksistów (nie-marksistów zresztą też), w przeciwieństwie do polskich internetowych 'lewicowych trolli', którzy nie nie reagują na kontent, lecz na 'złe' nazwisko), ale wszystkie były interesujące i były raczej ciągłą dyskusją - z odniesieniami do wcześniej wygłoszonych referatów - niż po prostu szeregiem niezwiązanych ze sobą prezentacji. Wszyscy mamy ochotę, by tę dyskusję kontynuować. Będzie książka (również po polsku, wydana przez Bęc! Zmianę) ale będą też kolejne projekty i kolejne konferencje.

Również jako spin-off (choć dyskusja na ten temat trwa już od pewnego czasu) formuje się powoli sieć radykalnych/lewicowych architektów i wykładowców architektury. Szczegóły prawdopodobnie w ciągu najbliższych dwu tygodni.

I to na razie tyle. Miłej reszty niedzieli (i nie śmiejcie się tak bardzo z niedostatków wykształcenia polskiej narodowej młodzieży - ja myślę, że to był sabotaż głęboko ukrytej opcji równościowej w ONRze. Nasi są wszędzie!).
12:56, krzysztof_nawratek , inne
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 maja 2013
713. drobiazgi
Podobno są tacy, których zadziwia fakt, że KP wydała moją książkę.
Pewnie jeszcze bardziej zszokuje ich, gdy dowiedzą się (jeśli jeszcze nie wiedzą), że również Zer0 Books ją wydało a LSE Review of Books zamieściło bardzo pozytywną recenzję. Jak donoszą znajomi (dzięki Joanna!), książkę można kupić po sąsiedzku, w Berlinie (oprócz sieciowych księgarni ofkors).



Na portalu Nowe Peryferie mój tekst o metropolii śląskiej, na papierze ukaże się w Śląskich Studiach Polonistycznych. Tekst został zamówiony przez kwartalnik Fabryka Silesia, ale się nie spodobał ('nie na temat'). No cóż - dzięki temu zamiast w jednym niszowym piśmie, ukazał się w dwu :)

Za chwilę powinien się ukazać nowy numer Aspen Review Central Europe z moim (dość krytycznym) tekstem o idei 'smart city'; a w lewicowo-katolickim Magazynie Kontakt również za chwilę wywiad ze mną o re-industrializacji (w nim też przywołuję Jungera).

Za trochę ponad tydzień, jeśli ktoś będzie w Krakowie zapraszam na dyskusję 'Dobra Przemoc'.

No i to na razie tyle. Na uczelni moi studenci oddają projekty, szaleństwo ocen i przygotowań do wizyty zewnętrznych egzaminatorów i do naszej re-industrializacyjnej konferencji. Gdy wszystko ucichnie, znowu się odezwę.
18:26, krzysztof_nawratek , inne
Link Komentarze (1) »
wtorek, 30 kwietnia 2013
708. tylko powierzchnia jest ciekawa
Nie rozmawiamy. Kilka zdawkowych słów o pogodzie i jak minął weekend. Niewiele więcej. Zbyt dużo nas dzieli, język, kultura, wiek, zainteresowania. A przecież znam ich, znam ich bardzo dobrze. Gdy stajemy na przeciwko siebie, przez kilka czy kilkanaście minut stajemy się jednym bytem złożonym z dwu ciał i umysłów, zespolonych w agresywnym tańcu. Ciał i umysłów, które są sobie wrogie, zespolonych w walce, starających się nawzajem siebie przechytrzyć, wyprzedzić, wykorzystać moment nieuwagi. To na tym wszystko się opiera, na zrozumieniu drugiego umysłu, drugiego ciała. Jego siły i jej słabości. Poznajemy się w walce i to jest niezwykle bliska znajomość. Tu nie ma wrogości, lecz troska i zrozumienie. Towarzysze i towarzyszki broni.

Nie rozmawiam zbyt wiele z moimi studentami. Jeśli już, niemal zawsze są to rozmowy związane z ich studiami czy moją pracą. Nie chcę wiedzieć o ich życiu prywatnym, ich moje też specjalnie nie interesuje. A przecież znamy się dobrze, spędzamy ze sobą godziny na rozmowach, rysując i dyskutując przestrzeń i materię. Jakże mógłbym więc ich nie znać? Moją rolą jest zrozumieć kim są, jakie są ich marzenia, co chcą osiągnąć i z czym się zmagają. Znam ich bardzo bardzo dobrze, blisko, niemal intymnie; a i oni znają mnie, choć tu nierównowaga jest oczywista, to o ich projektach rozmawiamy, nie o moich, to oni się poprzez swoje projekty przede mną otwierają. To, a nie fakt, że to ja wystawiam ich oceny stawia mnie w pozycji władzy. Władzy, którą muszę bardzo ostrożnie używać.

Poznajemy się więc z czynach, ruchach, w materii i ciele. Nie wnikamy wgłąb, pozostajemy na powierzchni. Na powierzchni jest prawda, nic więcej nie potrzeba.
11:10, krzysztof_nawratek , inne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 kwietnia 2013
704. wspólne / intymne / przemysłowe
(Jak już pisałem) W najbliższy weekend będę w Warszawie, w ramach konferencji 'Reclaiming the Commons', najpierw z Lidką Makowską, Martą Zimniak-Hałajko i Kacprem Pobłockim będziemy (w piątek wieczorem) dyskutować o ruchach miejskich i uniwersalizmie, a w sobotę powiem wykład 'Place, Autonomy and Provisional Revolution: territorial conditions of untimely activities', w którym będę spierał się z opinią Johna Holloway, że

"Capital is above all a process of separation: of the separation of the object of creation from the creating subject, of the subject from herself and those around her, of that which has been created from the process of creation, and so on (...). It is the separation of the public from the private, of the common affairs of the community from the community itself.” 

broniąc prawa do wydzielenia, broniąc autonomii lecz tak, by nie wpaść w pułapkę autorytarnej podmiotowości. Zobaczymy czy mi się uda. Jako podkład dźwiękowo-słowny polecam wywiad (?) z The Knife:


W niedzielę (21 kwietnia) wieczorem (jeśli nic nie stanie na przeszkodzie i dojadę) będę w Lublinie, na TekturaFest wraz z Moniką Kłosowską, Marcinem Skrzypkiem, Grzegorzem Kondrasiukiem oraz Jarosławem Niemcem.  Mam nadzieję 'kontynuować'  rozpoczętą w Warszawie dyskusję.

Dwa dni później, we wtorek 23go (z tego co słyszałem ;) będę w Krakowie, w MOCAK uczestniczył w promocji nowego (przemysłowo-postprzemysłowego) numeru pisma Autoportret. Będę miał króciutką prezentację o idei miasta przemysłowego 2.0, a potem pewnie trochę porozmawiamy.

Kolejne intensywne dni w Polsce. Bardzo się cieszę, ale na dłuższy czas chyba wystarczy... ;)

09:57, krzysztof_nawratek , inne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 kwietnia 2013
702. pomyłki i przypadki
Zaproszenie na dwie konferencje - jedna w Warszawie, druga w Krakowie. W Warszawie 9go kwietnia, w Krakowie 7go. Chciałem być miły, i zaproponowałem, by organizatorzy kupili mi bilet w jedną stronę - ci z Warszawy powrotny, a ci z Krakowa do Polski. Brzmi sensownie, prawda? I tak się stało. Ja ze swojej strony kupiłem bilet na pociąg, by dostać się na lotnisko w Bristolu (sobota 5.25 rano pociąg, brrr...) i już wszystko wydawało się dopięte na ostatni guzik, gdy nagle kątem oka zauważyłem, że ten bilet do Krakowa, wcale nie jest na 6go kwietnia, tylko... czerwca. Bo i konferencja w czerwcu ma miejsce... Skąd więc moje głębokie przeświadczenie, że w kwietniu? Cóż, to w tej chwili to nieważne. Bez dwu zdań - wtopiłem.
No ale cóż - i tak muszę być w Polsce, i tak będę na lotnisku w Bristolu o 8.00 w sobotę, więc zamiast do Krakowa, postanowiłem polecieć do Katowic. Odwiedzić rodzinę zawsze dobrze, prawda? Jak mówił mój były szef - może nawet dobrze się stało?

Jakiś czas temu, pewien śląski kwartalnik zamówił u mnie tekst o Metropolii śląskiej. Zamówienie sformułowano tak:

"Tutaj chodziłoby o esej, czyli tekst napisany jak najbardziej osobiście, takie spojrzenie kogoś kto zna się na rzeczy, jest stąd, a jednocześnie ma także i perspektywę zewnętrzną i do tego wyraziste opinie z pewnością mogłoby dać wiele i do myślenia
zaangażowanym w tutejszą historię z budowaniem Metropolii...
"  

Jeśli esej, osobisty i wyrazisty to coś dla mnie! Napisałem więc o metropolii w kontekście śląskiej tożsamości i kryzysu kapitalizmu. No i cóż... okazało się, że jednak wyraziste opinie może i są dobre, ale nie moje wyraziste opinie... "Nie na temat", po czym wycięto z tekstu jedną trzecią i zasugerowano, że takiego potworka wydrukują. No cóż... Już jestem za stary, by się na takie numery nabierać. Więc nie. Na fb wieczorem, wrzuciłem więc informację, że mam 'na zbyciu' 20 tysięcy znaków o kapitalizmie, śląskiej tożsamości i metropolii. Do dziś rano zgłosiły się trzy pisma (Śląskie Studia Polonistyczne, Studia Regionalne i Lokalne oraz Przestrzeń Społeczna), wszystkie oczywiście niszowe, ale ów śląski kwartalnik też chyba popularności Pudelka nie osiągnął. Pierwsi byli poloniści z UŚl, więc to u nich tekst się ukaże, zresztą był pisany do kwartalnika kulturalnego, więc chyba do ŚSP pasuje najlepiej. Gdyby ktoś chciał ten tekst potem przedrukować online - to jest na to powszechna zgoda. Więc z jednej strony szkoda, że napisałem tekst, za który miałem zjeść z K. dobry obiad w River Cottage, ale z drugiej strony opublikuję go w miejscu o którym bym nigdy nie pomyślał. Zamiast więc znudzonych biznesmenów i urzędników, mają szansę przeczytać go miłośnicy Słowackiego. Nie żałuję.

W czerwcu organizujemy konferencję o miejskiej re-industrializacji. Dostaliśmy ciekawe propozycje wystąpień, więc wydarzenie zapowiada się obiecująco. Nie chciałbym jednak, by na samym wydarzeniu się skończyło, chciałbym wydać książkę - bardziej polemiczną niż naukową, z obrazkami, która wyjdzie od tematyki konferencji ale pójdzie znacznie dalej. Wstępne zainteresowanie wyraziła Bęc! Zmiana (przy okazji - najprawdopodobniej to będzie wydawca mojej następnej/następnych książek w PL. Chyba znalazłem swój 'dom'), ale zależało mi na opublikowaniu tego (również?) po angielsku... No i błądząc w sieci, natknąłem się na małe, ale bardzo ciekawe niezależne wydawnictwo z Nowego Jorku, które wydaje 'radykalne' książki i magazyny (naukowe) w systemie mieszanym - darmowy pdf oraz papierowe wydanie za (rozsądne) pieniądze. To model moim zdaniem doskonały - daje dostęp tym, którzy nie mogą zapłacić (można oczywiście wspomóc wydawnictwo bez kupowania papierowej książki), ale pozwala też mieć książkę jako przedmiot. Napisałem więc do nich z pytaniem, czy nie byliby zainteresowani naszą post-industrialną książką i wczoraj dostałem odpowiedź, że jak najbardziej!

Ostatnie dwa dni były więc obfite w wydarzenia, wygląda na to, że następnych kilka też będzie (oby pozytywne jak w ciągu ostatniego czasu). Morał jest z tego podwójny - po pierwsze, że życie niemal zawsze różni się od naszych planów i często wychodzi nam to na zdrowie; oraz, że jak się chcę wygrać w lotto, to trzeba przynajmniej spróbować zagrać.
09:50, krzysztof_nawratek , inne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 marca 2013
699. kilka ogłoszeń
Wygląda na to, że kwiecień będę miał obfity w wydarzenia i spotkania.

Przede wszystkim, do 1go kwietnia czekamy na abstrakty na naszą 're-industrializacyjną' konferencję. Jeśli ktoś jest zainteresowany - nie ma na co czekać. Jeśli ktoś chciałby przyjechać posłuchać (udział jest darmowy), to również zachęcam, by mnie o tym poinformować (musimy policzyć ilość obiadów na przykład). 

Jeśli nic się nie zmieni, będę w Warszawie dwukrotnie: 9go oraz 19-21go kwietnia na dwu różnych konferencjach. Nie widzę jeszcze nic w sieci, więc na razie bez szczegółów - jak tylko się pojawią, to zalinkuję.

[UPDATE 27.03.13]
Konferencja 19 - 21 kwietnia - info TU.

Prawdopodobnie 21go będę w Lublinie. To się nakłada na wspomnianą powyżej konferencję, więc jeszcze nie potwierdzam ostatecznie.

Prawdopodobnie 22go będę w Krakowie. Mam wziąć udział w dyskusji o re-industrializacji. Również bez szczegółów na razie.

Dwa ogłoszenia nie związane z kwietniem:
Jak już wspominałem, redaguję numer pisma Journal of Architecture and Urbanism (1/2014).
Theme of the issue:
CITY AS POLITICAL SPACES
Analysed aspects:
- Consequences of 2008 financial crisis for Western cities
- Contemporary architecture and political ideologies
- Architects and urbanists as technocrats or social and political activists
- Beyond TINA (There is No Alternative): cities and socio-political experimentation

Call for Papers również jeszcze nie ma online, ale jeśli ktoś jest zainteresowany, proszę pisać. Deadline dość odległy - 15 października - ale lepiej przysyłać wcześniej niż później (kilka ciekawych osób już zapowiedziało przysłanie swoich artykułów).

Wreszcie - ukazał się pierwszy numer pisma Władza Sądzenia, wydawany przez Katedrę Socjologii Polityki i Moralności IS UŁ. Pismo jest dostępne jako pdf, epub praz mobi i wygląda naprawdę ciekawie! (I nie piszę tego tylko dlatego, że jestem w tegoż Pisma radzie naukowej).

06:22, krzysztof_nawratek , inne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 marca 2013
696. dać Zielonym szansę?
Zastrzeżenie: powodem, dla którego z nieśmiałą ciekawością zacząłem przyglądać się Zielonym, jest fakt, że znam ich nowego przewodniczącego (był redaktorem merytorycznym mojej ostatniej książki). Być może jednak, warto im się przyjrzeć bliżej, nawet jeśli się Adama nie zna (co sugeruje również, związany z Obywatelem, Krzysztof Wołodźko, w tekście z którym się zupełnie - poza kilkoma fragmentami - nie zgadzam).

Nigdy jakoś nie czułem zainteresowania 'zieloną polityką'. Tematy, które Zielonych interesowały czy interesują, takie jak energetyka jądrowa (zieloni raczej przeciw, ja raczej 'zależy od kontekstu') czy GMO (zieloni raczej na nie, ja raczej 'tak, ale...') nigdy nie były w centrum mojej uwagi. Jeśli mam jakieś wątpliwości w tych dwu obszarach, to dotyczą one przede wszystkim niepokojąco silnej pozycji korporacji międzynarodowych, których interes w oczywisty sposób nie jest tożsamy z interesem mieszkańców, a wręcz przeciwnie. Moje zastrzeżenia wobec GMO czy energetyki jądrowej są więc raczej 'lewicowe', niż 'zielone'. Również retoryka, czasem lekko egzaltowana, 'matki Ziemi' raczej mnie zniechęca do 'zielonej polityki' - przypominają mi się wtedy postulaty 'głębokiej ekologii' z lat 80tych czy 90tych jakie - rozumiem, że w zwulgaryzowanej formie - docierały do Polski, sprowadzając się generalnie do przekonania, że to Ziemia jest ważna, a nie jej mieszkańcy. To poczucie przesunięcia priorytetów poza ludzi, jest chyba najbardziej niepokojącym elementem zielonej ideologii (choć oczywiście to raczej irracjonalny lęk, niż zracjonalizowany strach). Relacjonowana w KP akcja Yes Menów przeciwko finansowaniu elektrowni węglowych budzi mój niepokój i niesmak i zdecydowanie wolę czytać o tym, jak 'zielona polityka' szuka porozumienia z polskim górnictwem (i górnikami).

Nie znaczy to oczywiście, że postulaty dotyczące zrównoważonego rozwoju czy ochrony środowiska mnie zupełnie nie obchodzą, traktuję je jednak jako pewne oczywistości, trochę jak liberalne minimum dotyczące braku dyskryminacji ze względu na płeć, orientacje seksualną, narodowość czy religię. Istotne jest jednak nie jakieś ideologiczne zacietrzewienie, lecz próba uchwycenia świata w jego skomplikowaniu i działanie, które nie chce tego świata uprościć, a go polepszyć oraz - jednak - umiarkowany antropocentryzm, czy lepiej - personalizm. Przykładem może być właśnie wspomniane powyżej spotkanie parlamentarnego zespołu FAIR (górnicy ramię w ramię z Zielonymi).

Mając w przeszłości katolicko-konserwatywny epizod (który, czy mi się to podoba czy nie - do dziś ma oczywisty wpływ na moje myślenie) niechętnie podchodzę do polityki zbudowanej na konflikcie (stąd dziś najbardziej właśnie odrzuca mnie polityka katolickiej prawicy). Polityka empatii w horyzoncie absolutnej inkluzywności najlepiej dziś opisuje moją ideologiczną pozycję.

Zieloni nie są łatwo ideologicznie klasyfikowalni. To nie jest klasyczna lewica, ze swoimi - dziś chyba już lekką trącącymi myszką - obsesjami, to wciąż młody intelektualny ruch (szczególnie w PL) szukający nowych rozwiązań na nowe czasy. Z jednej strony oczywiście można narzekać, że to kolejna grupa, która nie chce do końca zadeklarować swych lewicowych (choć to wydaje się nie dotyczyć Adama Ostolskiego) czy socjalistycznych przekonań, lecz z drugiej strony, szczególnie w PL, taka deklaracja mogłaby raczej przeszkadzać niż pomagać budować szerokie społeczne poparcie. Wyjście poza podział na prawicę - lewicę (w PL) jest wyjściem poza czysto ideologiczne spory (oraz skojarzenie z PRLem). Dobrze widać to w dwu wywiadach, jakich po wyborze na (współ)przewodniczącego udzielił Adam. W wywiadzie dla KP (w którym wprost deklaruje że Zieloni SĄ partią lewicową) z jednej strony deklaruje Zielonych jako partię 'antysystemową', w jak najbardziej pozytywnym sensie, jako tych, którzy potrafią zadać fundamentalne pytania wychodzące poza zamknięty dyskurs 'Unia Europejska + kapitalizm' w jakiej ugrzęzły bezrefleksyjnie wszystkie partie obecne w parlamencie; z drugiej strony odwołuje się do dziedzictwa państwa dobrobytu, deklarując chęć współpracy ze związkami zawodowymi pracownic i pracowników sektora publicznego ('klasa średnia sektora publicznego'). W wywiadzie dla portalu lewica24.pl Adam mówi że marzy mu się 'rewolucja obywatelska', co też wskazuje raczej na poza-lewicową wizję polityczną (nowy 'Front Ludowy'?).

Jednym z najciekawszych elementów myślenia Zielonych wydaje się ich myślenie o Unii Europejskiej, jak (znów w wywiadzie dla KP) mówi Adam:

"Na kongresie przyjęliśmy uchwałę programową dotyczącą Europy i polityki europejskiej. Napisaną wspólnie przez Agnieszkę Grzybek i przeze mnie. Uchwała zawiera 10 postulatów dotyczących nowego federalizmu. To jest zdecydowanie pytanie w pierwszej kolejności o to „jaka Europa?”, zanim rzucimy się w proste „wzmacnianie i reformowanie” istniejących instytucji europejskich według recept z pozoru „zdroworozsądkowych”, a w istocie technokratycznych i neoliberalnych. Cohn-Bendit ma bardzo szlachetne intencje, ale nie zauważa, że w tej chwili podstawowy spór nie toczy się pomiędzy Europą a państwem narodowym, ale pomiędzy tymi, którzy chcą w Europie zbudować system oligarchiczny i tymi, którzy walczą o demokrację."

Ta niezgoda na obowiązujący dyskurs, owa 'antysystemowość' wychodząca poza proste prawicowe 'NIE' jest czymś w polskiej polityce niezwykłym. Wystarczy poczytać najnowszy - 'manifowy' numer Zielonych Wiadomości (i nie reklamuję go z powodów osobistych) by zobaczyć jak szerokie spektrum problemów w jakże intelektualnie stymulujący sposób Zieloni poruszają: edukacja, wieś, finanse, przemoc...

Jeśli wszyscy 'na lewo od PO' szukają dziś dla siebie miejsca oraz partii na którą chcieliby głosować (i zrozumieli, że oprócz kilku posłów/posłanek i działaczy/działaczek Ruch Palikota jest intelektualnym i politycznym impotentem), to Zieloni wydają się bardzo ciekawą opcją. Chyba warto im dać szansę... jak mówi Adam: zaangażowania nie można odkładać na później...
12:15, krzysztof_nawratek , inne
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16