Creative Commons License
This work is licenced under a Creative Commons Licence googleb748ed438634c129.html
niedziela, 03 października 2010
427. znów na prowincji...
Wróciłem. Porównanie pekińskiego lotniska z Heathrow robi przygnębiające wrażenie. Europa to prowincja...
Dodatkowy element w postaci około pięćdziesięcioletnich kibiców rugby w pociągu do Plymouth, traktujący publiczny transport jak swój lokalny pub radykalnie popsuł mi humor (po dwudziestu godzinach podróży poziom tolerancji radykalnie mi się obniża).

Nie chciałbym byście odnieśli błędne wrażenie, że bezkrytycznie zafascynowałem się Chinami, myślę, że te kilkanaście notek robionych na gorąco dość wyraźnie świadczy, że owszem - fascynacja, ale bardzo krytyczna.

Prowincjonalność Europy to oczywiście nie tylko porównanie lotnisk ani zachowania Anglików i Chińczyków w pociągach. To na przykład duża wkładka poświęcona Kenii w China Daily. Wiecie co dzieje się w Kenii? Interesuje was to? A Chińczyków i owszem.
Europejczycy od lat wycierają sobie gęby prawami człowieka w Afryce, ale tam wciąż jest głód, choroby, gwałty i wojny. Zobaczymy jak za 10 - 15 lat będzie wyglądał ten kontynent pod ekonomicznym wpływem Chin. Gorzej być chyba nie może... a Europa syta i zadowolona, przekonana o swojej wielkości jedyne co potrafi to zamykać przed Afrykanami swoje granice. Jakoś nie wróżę sukcesu...

Patrzę przez okno mojego (wynajmowanego) przytulnego mieszkania na majaczącą za wodą Kornwalię i myślę sobie, że w Chinach też mają uniwersytety...
12:29, krzysztof_nawratek , Chiny
Link Komentarze (25) »
sobota, 02 października 2010
426. i to by było na tyle?
Za kilka godzin mamy samolot do Londynu. Nasza chińska podróż dobiega końca, jednak - jak sądzę - do Chin będę jeszcze nie raz wracał, zarówno myśląc i pisząc jak i fizycznie.
Po trzech tygodniach nawet bardzo intensywnego pobytu wciąż nie wiem niemal nic o tym kraju, jednak pozbierane obserwacje, wrażenia, myśli składają się na coś w rodzaju hipotezy - czym dziś są Chiny, czym jest chińskie miasto. Spróbuję sformułować tą hipotezę już po powrocie.

Wczoraj rocznica ustanowienia ChRL w 1949 roku - święto narodowe.



W telewizji piękna akademia ku czci robotników i żołnierzy - to zawsze ciekawe jaki odcień ma lokalna hipokryzja.

Dwadzieścia trzy lata temu Chiny wprowadziły politykę jednego dziecka. Dziś podobno chcą z niej zrezygnować (wspominałem o starzeniu się chińskiego społeczeństwa). Ciekawe jednak są i będą jej mentalne skutki - wchodzi w dorosłość społeczeństwo jedynaków. Trzeba zobaczyć na własne oczy jak traktowane są tutaj dzieci, by zrozumieć co znaczy 'rozpieszczony'...

Trzeba się zbierać...
01:01, krzysztof_nawratek , Chiny
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 września 2010
425. mentalni anty-Polacy?
Znów jesteśmy w Pekinie. Jutro ostatni dzień - w sobotę fru do Londynu. Zanim jednak opuściliśmy Harbin wizyta w miejscu, gdzie swą bazę i laboratoria miał niesławny Unit 731.



Dla Polaków, wychowanych na martyrologii obozów koncentracyjnych, na Nałkowskiej i Borowskim, to miejsce i praktyki jakich dopuszczali się Japończycy (między innymi wiwisekcje bez znieczulenia zarażonych wcześniej więźniów...) jest przygnębiająco znajome.
Jednak to nie sam obóz jest szczególnie interesujący, lecz to jak do sprawy Unit 731 podchodzili i podchodzą Chińczycy.

Po wojnie, Chiny uznały, że są wielkim narodem i mogą wybaczyć swoim oprawcom. Japońskim zbrodniarzom (prawie wszystkim) nikt nie zrobił krzywdy - Amerykanie i Rosjanie przejęli dokumentacje, uznając ją za cenną (z czego Amerykanie gwarantowali zbrodniarzom wojennym nietykalność, Sowieci przynajmniej ich próbowali osądzić... to tak dla rozwagi dla zwolenników jasnego podziału na Siły Światłości i Imperium Zła...). Wróćmy jednak do Chińczyków - ponieważ ich zachowanie wydaje się (przynajmniej nam, Polakom) absurdalne. Powody owej wielkoduszności (?) są dwa: po pierwsze, kultura chińska odrzuca zapamiętałą nienawiść. To w Polsce muszą mieć miejsce wielkie narodowe ekspiacje pod hasłem 'przebaczamy i prosimy o przebaczenie'. Chińczycy (podobno zdecydowana większość narodu) uznała, że należy wybaczyć. Ale też o wybaczenie nikogo o nic prosić nie zamierzali. Nasz, polski mesjanizm, zbudowany na figurze Polski - Chrystusa (a więc ofiary przebłagalnej) jest czymś, czego żaden Chińczyk nie pojmie. Drugi powód jest taki, że w kulturze chińskiej, w ich historiografii liczą się materialne dowody potęgi i chwały - klęski, prześladowania są uznawane za 'zakłócenia' w dziejach wielkiego chińskiego narodu i z tego powodu niewarte, by poświęcać im zbyt wiele uwagi (choć nie zapominać).


(tak, dobrze widzicie - te budynki mieszkalne stoją na skrawku terenu 
WEWNĄTRZ obozu/terenu muzeum...)
Istnieje też inny powód - naród chiński  istnieje jedynie jako twór polityczny. To nie jest owa 'wymyślona wspólnota' o jakiej piszę Anderson. Chińczyka interesuje on sam i jego rodzina (która czasem rozszerza się na klan czy wioskę), ale nie 'naród'. Naród stwarza 'siła wyższa' (cesarz, partia etc.)

Co ciekawe, poznani Chińczycy twierdzą, że ów brak zainteresowania tym co poza najbliższym polem społecznych interakcji zawsze kiedyś się kończy, i że Chińczycy co jakiś czas 'wybuchają'. Czyżby jednak rewolucja miała nadejść? Ale to dygresja...

Istnieją też inne cechy Chińczyków, które są radykalnie anty-polskie. Między innymi poczucie, że należy zachowywać się przyzwoicie i raczej lubić i szanować innych, niż ich nienawidzić.
Jazda taksówką po chińskim mieście to jest przeżycie ważne, ale przechodzenie przez sześciopasmówkę w godzinach szczytu to jest doświadczenie graniczne ;)
Nie ma tu jednak na drogach zbędnej agresji, Chińczycy jeżdżą (i chodzą!) zadziwiająco powoli.
Gdy w Polsce, w Lublinie wsiadłem do taksówki, pierwsze co usłyszałem to antysemicki i homofobiczny rzyg, gdy tu wsiadamy do taksówki, słyszymy gdzie w mieście można zjeść najlepszą rybę. Nienawiść na jakiej tak udanie upasł się w czasie swoich rządów PiS w Chinach byłaby marnym politycznym paliwem. Tu znacznie cenniejsza jest harmonia i współegzystnienie (jak słusznie wytknął mi pacyfik - poprawnie powinno być 'współegzystencja', mi się jednak mój neologizm podoba w tym miejscu bardziej - wskazuje na ciągłość procesu bardziej niż na statyczny, niezmienialny fakt społeczny)

Oczywiście wiem, że uogólniam i że buduję swoje opinie na anegdotach, mimo to myślę, że nie jestem aż tak daleki od prawdy... Chińczycy to mentalni anty-Polacy. Być może dlatego im się udało zbudować imperium (a kolejne w drodze) a myśmy swoją jedyną szansę koncertowo spieprzyli...
18:21, krzysztof_nawratek , Chiny
Link Komentarze (19) »
wtorek, 28 września 2010
424. dzień nauczyciela
Dziś 2561 urodziny Konfucjusza, 'dzień nauczyciela' w Chinach.



Wczoraj, jadąc w taksówce słuchaliśmy (w tłumaczeniu naszej przyjaciółki) audycji w radio. To taka audycja, w której Pan Prowadzący (koniecznie z dużych liter) komentuje CV i aplikacje młodych ludzi i udziela im porad jak znaleźć pracę.
Akurat dzwoniła jakaś młoda dziewczyna, z wielkim szacunkiem zwracając się do prowadzącego 'mistrzu/nauczycielu', dziękując mu co chwila za każde niemal słowo. On natomiast wyśmiewał ją i poniżał.
'Dokładnie tak traktowani są młodzi pracownicy przez swoich szefów - gdy się pojawiają, są łamani, ich poczucie własnej wartości jest sprowadzane poniżej zera, i potem - w bezgranicznej lojalności wobec swojego szefa/mentora - powoli taki młody człowiek jest 'budowany na nowo'' - taki usłyszeliśmy od 'naszych Chinek' komentarz. Gdy doda się do tego model edukacji, który stara się wyplenić jakikolwiek ślad indywidualnego myślenia, mamy dość przerażający obraz państwa zamieszkałego przez bezwolne, wystraszone i ogarnięte żądzą posiadania kukiełki. Ale oczywiście ten system ma dziury - na przykład w postaci dzieci lokalnych dygnitarzy i milionerów kształcących się za granicą w zupełnie odmiennej mentalności.
Znów decydujące znaczenie ma skala - przy takiej liczebności jaką mają Chiny, nawet niewielki procent wykształconej i kreatywnej elity prawdopodobnie przewyższa liczebnością elity w USA i Europie razem wzięte. Harmonijne społeczeństwo (oficjalna ideologia Chińskiej Partii Komunistycznej) wymaga by każdy znał i akceptował swoje miejsce. Konfucjusz znów jest niezwykle popularny.
12:55, krzysztof_nawratek , Chiny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 września 2010
423. my tu pracujemy!
To nie jest tak, jak sugeruje kurnik w komentarzu, że chińskie panstwo może 'sprzedawać' swoich obywateli globalnym korporacjom i to jest przejawem opresji zbyt silnego państwa. W gruncie rzeczy, taka sytuacja nie jest dla owych 'sprzedanych' najgorsza. Przynajmniej ktoś im jakiś minimalny standard zapewnia (a jeśli to są globalne firmy, to nacisk międzynarodowy może je skłaniać do poprawy standardów pracy i warunków socjalnych. Jest na nie jakaś pałka). Problem z chińskim państwem polega przede wszystkim na tym, że ono niczego swoim obywatelom nie obiecuje i nie gwarantuje. To jest model rzeczywiście wyjątkowy - tu nie ma niemal śladu po państwie opiekuńczym. Państwo ustanawia reguły gry (pamiętacie co pisałem o pozycji cesarza?) i je egzekwuje, ale - z marginesem kaprysów i irracjonalności! Niczego w Chinach nie można być pewnym, nic - ani to co nam służy, ani co nam zagraża - nie jest dane raz na zawsze. To jest założona niestabilność, płynne reguły, i siła, która zawsze idzie z góry, nigdy z dołu.
(To mi się zaczyna składać w pociągającą intelektualnie hipotezę Chin jako państwa post-sekularnego, ale o tym kiedy indziej...)

Fenomen chińskiego miasta jest konsekwencją modelu państwa i kultury. Jest również konsekwencją zamiany oficjalnej ideologii z 'rewolucji' na 'harmonię'. Tu każdy ma swoje miejsce w wielkim aparacie wyzysku. Każdy 'harmonijnie' ma się w nim zmieścić.
Kiedyś, jeszcze na starym blogu prowokacyjnie pisałem o 'ekologii slamsu', potem znalazłem oficjalny i poważny raport stawiający taką właśnie tezę - slams jest świetny, bo jest ekstremalnie efektywny, nic się nie marnuje.



Miasto chińskie operuje w logice slamsu. To, ze obok obrazków jak powyżej i poniżej stoją tu lśniące wieżowce i jeżdżą superszybkie pociągi niech was nie zmyli - one nie są ekscesem, one są konsekwencją. Są również efektem tego, że w tej skali i przy tak taniej sile roboczej, można sobie pozwalać na eksperymenty (które, jak wiadomo, tylko czasem kończą się sukcesem). Każda porażka zostanie wykorzystana, każda butelka przetworzona, każdy obywatel wyzyskany.



Różnica pomiędzy brytyjskim a chińskim miastem polega na tym, że w brytyjskim biedny rzuca pustą butelkę byle gdzie, a w chińskim biedny ją podnosi.
03:04, krzysztof_nawratek , Chiny
Link Komentarze (3) »
niedziela, 26 września 2010
422. fantazjując o rewolucji, której nie będzie
Noc w pociągu z Dalian do Harbinu. Opóźnienie 7 minut po ponad dziewięciu godzinach jazdy. Kuszetka - czysto i bezpiecznie. Ale być może mieliśmy po prostu szczęście. Linia szybkiego pociągu (tego którym dojechaliśmy z Pekinu do Tianjin) jest budowana, póki co jechaliśmy 'zwykłym' pospiesznym.
Chiny stają się światowym liderem szybkiej kolei - chcą się od nich uczyć Amerykanie... mapa światowych potęg się zmienia...

Rozmowa z Chińczykiem z Tajwanu - przewiduje załamanie bańki w nieruchomościach za jakieś osiem do dziesięciu lat. Do trzystu milionów eksploatowanych 'migrant workers' dojdzie więc około stu milionów zawiedzionej klasy średniej nie mogącej spłacić swoich kredytów hipotecznych. Czy to wystarczy by wywołać nową komunistyczną rewolucję w Chinach? Gdyby tylko byli tu komuniści to może... Dziś tu społeczeństwo jest w zaniku, kapitał społeczny ma ładunek ujemny - ludzie prędzej sobie zaszkodzą niż pomogą (tak przynajmniej mówią mi przedstawiciele klasy średniej z jakimi rozmawiam). Marzenia 'migrant worker' to zostać szefem by móc wyzyskiwać innych tak jak sami teraz są wyzyskiwani. Żadnej rewolucji więc nie będzie - co najwyżej chaos i w konsekwencji większy zamordyzm.

Korupcja przenika kraj na każdym szczeblu - deweloperzy korumpują polityków i urzędników, rodzice korumpują nauczycieli i wykładowców. Brak uniwersalnego prawa powoduje, że wszystko jest negocjowane - czasem przypominają mi się fantazje zwolenników samo-organizującego się miasta jakich spotykam w Polsce. Ja wolę Danie czy Szwecję. Reguły i instytucje niwelują stres bezustannej negocjacji swojego miejsca w mieście. Ale przecież w Chinach nie chodzi o niwelacje stresu - wręcz przeciwnie. Ludzie, którzy w każdej chwili mogą stracić majątek, dom, życie pracują ciężej, żyją bardziej zapamiętale. To podobny efekt jaki wywołuje Kalwinizm (o którym pisał Fromm w Ucieczce od wolności).

Na koniec zasłyszany dowcip - polityczny i bardzo smutny:

Rosja i Korea Północna rywalizowały kto ma twardszych ludzi. Putin kazał skoczyć swojemu ochroniarzowi z dachu wieżowca - on nie chce, prosi 'mam żonę i dzieci'!
Koreańczycy na to 'mięczak'. Prezydent Kim kazał swojemu ochroniarzowi skoczyć a ten biegnie natychmiast do krawędzi dachu. Rosjanie przerażeni usiłują go zatrzymać, ale on się wyrywa krzycząc 'muszę skoczyć! mam żonę i dzieci!'
06:09, krzysztof_nawratek , Chiny
Link Komentarze (4) »
piątek, 24 września 2010
421. byle chińska wieś spokojna...
Losowo wybrana chińska (mandżurska) wioska. Trzysta rodzin. Być może jesteśmy pierwszymi obcokrajowcami, a na pewno pierwszymi Polakami tutaj. Bieda i brud (ale nie w domu - tam czysto jak na Śląsku) wszędzie są takie same,



umiłowanie kiczu również.



Ale oczywiście jest wiele różnic - na przykład niezwykle konsekwentna linearność (i orientacja północ-południe) zarówno działki jak i układu samego domu, brak miejsc do siedzenia do których jesteśmy przyzwyczajeni, za to rodzaj postumentu połączonego z piecem kuchennym, w którym wnętrze jest przezeń ogrzewane a który przechodzi przez cały dom - na tym się siedzi i śpi. Wielofunkcyjność przestrzeni.



Bieda, ciężka praca ale też i bezczynność. Ludzie zarabiający po 30 juanów dziennie i właściciel farmy ogórków morskich zarabiający grube miliony. Właściciel z czerwoną z nadmiaru alkoholu twarzą, na brudnym łóżku siedzi, je fasole z kartonu i ogląda telewizor. Mógłby mnie kupić (prawdopodobnie na kilka pokoleń w przód), a przecież jego życie budzi więcej współczucia niż wściekłości.
Dlaczego nie spółdzielnia? Dlaczego nie zapłacić pracownikom dwa razy tyle? Dlaczego w krajach rozwijających się tak łatwo przychodzi pogarda i wyzysk?
Dziewięćdziesiąt procent dzieci z tej wioski wyjechało do miasta, w Chinach wciąż obowiązuje polityka 'jednego dziecka' (na wsi można mieć drugie, gdy pierwsze było dziewczynką) a poziom bezpłodności z miastach sięga 18% par. Chińskie społeczeństwo zaczyna się starzeć.

Mimo wszystko - przed pewnymi problemami społecznymi nawet oni nie będą w stanie uciec...
17:28, krzysztof_nawratek , Chiny
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 września 2010
420. kolonializm imitacyjny?
Bardzo dziwne wrażenie robi centrum Dalian zbudowane przez Japończyków, którzy przez około czterdzieści lat okupowali to miasto (a przedtem byli tu przez kilkanaście lat Rosjanie).





Tak tak - zarówno architektura jak i urbanistyka jest kopią europejskiej... Dlaczego azjatycki kolonizator innego azjatyckiego miasta używa europejskiej architektury jako znaku swojej dominacji? Czy odpowiedź wskazująca na próbę kopiowania tego co przynależało do centrum ówczesnego świata jest wystarczająca? Czy mówi nam coś na temat współczesnych miast chińskich?
17:49, krzysztof_nawratek , Chiny
Link Komentarze (4) »
środa, 22 września 2010
419. takie ładne miasto...
Dalian. Takie ładne miasto... największa przestrzeń publiczna w Azji...



Mieszczańscy aktywiści byliby pewnie zachwyceni - czego chcieć więcej? Czysto, dużo zieleni, transport publiczny niezły... tylko rowerów nie ma, ale to ze względu na mocno pofałdowany teren...

Problem w tym tylko, że te 'śliczne' budynki widoczne na zdjęciu mają mieszkania zaczynające się od 3000 tysiące funtów za metr... pewnie to mieszczańskich liberałów nie zraża, ale mnie i owszem. Bo dobre miasto, miasto w którym się dobrze żyje, to miasto w którym normalni ludzie mogą znaleźć mieszkanie. Problem mieszkaniowy jest - moim zdaniem - o niebo ważniejszy, niż 'ładność' przestrzeni publicznych...

Czym dłużej obserwuję chińskie miasta, tym bardziej jestem sceptyczny wobec tego mojego naiwnego entuzjazmu z pierwszego wpisu. Owszem, te miasta są różnorodne, egalitarne w swej okrutnej żarłoczności, a jednak zbyt przypominają klasowo poszatkowane miasta innych części świata. Nie wycofuję się z entuzjazmu dla sprawności ekonomicznej tych 'maszyn', ale coraz większym smutkiem przepełniają mnie społeczne koszty tego co tu się dzieję.

Tak zupełnie przy okazji - fascynująca jest mikro-struktura tradycyjnego chińskiego miasta



Wielkie gesty dotyczą budynków, założeń pałacowych i tym podobnych rzeczy, samo miasto jest pragmatyczne i - do pewnego stopnia - samo-organizujące się w oparciu o proste reguły aplikowane w taki sam sposób do każdego budynku mieszkalnego... to do pewnego stopnia tłumaczy ten pozorny chaos współczesnego miasta...
18:14, krzysztof_nawratek , Chiny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 września 2010
418. 335 km/h i inne Wielkie Gesty
Z Pekinu do Tianjin



pociąg jedzie pół godziny, z prędkością ponad 300km na godzinę. To takie proste - dwa duże, gęste miasta, pociąg odjeżdżający co 20 minut. Zawsze pełny. Bilety na pierwszą klasę około 6 funtów. Samochód? Nie bądźmy śmieszni.

Tą przewagę publicznego transportu widać wszędzie - metro w Pekinie (2 juany za przejazd - poniżej 20 pensów) nie dają szans prywatnym samochodom. Taksówka ma sens albo tam gdzie metro nie dojeżdża (ale wciąż budują się nowe linie) lub gdy z bagażami się jedzie na dworzec.

Inna sprawa, że niepełnosprawny to sobie po Pekinie raczej nie po podróżuje - przez pięć dni udało mi się spotkać dwie osoby na wózkach inwalidzkich.

Zanim opuściliśmy Pekin obowiązkowa wizyta w 'Gnieździe'



rzeczywiście robi wrażenie... z oddali. Czym bliżej - tym gorzej.
Ale na zdjęciach wygląda wciąż dobrze - a w końcu o to chodziło! Nie by doświadczać tej architektury na żywo (a w każdym razie nie przede wszystkim), lecz by ją podziwiać w telewizji. Otoczenie to już zupełna żenada - puste, niezaprojektowane przestrzenie.



Tyle dzisiejszego raportowania - niecodziennie mogą być pogłębione refleksje... sorry...
Jutro dalej na północ - najciekawsze wciąż (jak sądzę) przed nami.
16:42, krzysztof_nawratek , Chiny
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2